Przemiana. Nigdy nie uważałem tego za przyjemne, jednak zdołałem już zapomnieć o tym, jak bardzo cierpi wtedy Remus. Tylko raz byłem świadkiem tego nieprzyjemnego precedensu i dopiero teraz uświadomiłem sobie, iż był to tylko fragment męki, przez jaką co miesiąc przechodził chłopak. Był taki wątły, a jednak był najsilniejszy z nas wszystkich. Byłem pewny, że zarówno ja, jak i reszta chłopaków nie zdołalibyśmy wytrzymać takiej próby silnej woli.
Żałowałem, że nie było leku, który złagodziłby ból przemiany. Powinien pachnieć miętą i czekoladą, smakować tymi samymi składnikami, a przede wszystkim działać. Remus na pewno przestałby się obawiać comiesięcznej pełni i może nawet okazałby się łagodniejszy w stosunku do mnie. Przecież nie chciałem wyrządzić mu krzywdy nalegając by zgodził się na moją obecność w starej chacie.
Zapewne miał mi przez cały czas za złe to, że postawiłem na swoim, jednak nie wspominał więcej ani słowem o niebezpieczeństwie, którego się obawiał. Musiało go to kosztować naprawdę wiele, ale zrobił to dla mnie, nie miałem, co do tego żadnych wątpliwości.
Siedziałem przy uchylonych drzwiach wpatrując się psimi oczyma w okropną scenę, która odgrywała się przed moimi oczyma. Remus zgięty w pół jęczał na podłodze. Na pewno powstrzymywał krzyk nie chcąc bym wiedział, jak bardzo musi go to wszystko boleć. Niemal słyszałem, jak jego kości zmieniają kształt. Nie wiem, czy było to tylko moją wyobraźnią, czy też nie, jednakże najchętniej odwróciłbym wzrok, kiedy ciało chłopaka wyginało się nienaturalnie, powiększało, zmieniało kształt, jego skóra wydawała się pękać w niektórych miejscach, porastała ją gęsta sierść. Nie wiem ile trwała cała przemiana, gdyż nawet nie przyszło mi do głowy, by to sprawdzić. Cierpienie Remusa poruszyło mną do głębi i oddałbym wiele, by oszczędzić mu tego wszystkiego.
Niestety nie miałem okazji myśleć zbyt długo o moim chłopaku, gdyż proces przemiany właśnie dobiegł końca i miałem przed sobą młodego, jednak już na tym etapie wielkiego wilka. Jego złote oczy, lśniące w mroku rozpraszanym tylko jedną niewielka lampką, która jakimś cudem ocalała w tym zrujnowanym pomieszczeniu, zwróciły na mnie przenikliwe, bezrozumne spojrzenie zwierzęcia. Byłem gotowy w każdej chwili rzucić się do ucieczki, jeśli zajdzie taka potrzeba. Denerwowałem się, jednak także cieszyłem, że wilkołak nie stanął na dwóch łapach. W takiej chwili był najbardziej przerażający, a nie wiem, czy zdołałbym wtedy wytrzymać. Przez chwilę wydawało mi się, że widzę niezadowolenie okazywane odsłoniętym kłem i ciche warczenie lecz bestia nie wykonała żadnego ruchu. Wpatrywała się we mnie, pociągała nosem wąchając w powietrzu, a później przeciągnęła się. Trudno było mi uwierzyć, że gdzieś tam, wewnątrz tego kudłatego, mięsistego tworu krył się mój łagodny Remus. Wilkołak, czy też może powinienem nazywać go swoim chłopakiem, ponownie skupił całą swoją uwagę na mnie. Zaczął stawiać pierwsze kroki zbliżając się do mnie. Był czujny, nasłuchiwał i bezustannie wąchał, nawet najmniejszy ruch nie mógł ujść jego uwadze, a przecież widziałem w nim, coś, co mógłbym z czystym sercem nazwać ciekawością.
Im bliżej się znajdował tym dokładniej go widziałem. Miał w sobie coś pięknego, coś majestatycznego. Jego srebrne futro lśniło miejscami, pysk miał piękny, kształtny, dostrzegałem ślady starych ran na jego bokach, najwidoczniej właśnie tych, które zadał sobie sam w chwili wściekłości, gdy zamknięty w chacie nie mógł się z niej uwolnić. Był wielki, może z dwa razy większy ode mnie, ale nie wyczuwałem w nim wrogości. Największym sprawdzianem była dla mnie chwila, gdy wilkołak znalazł się zaraz przy mnie. Sapał, a w jego uchylonym pysku połyskiwały ostre kły. Jedno kłapnięcie, a mógłby mnie zmiażdżyć. Stałem, więc nieruchomo pozwalając się obwąchiwać. Wielka, ciężka łapa pchnęła mnie, jakby zwierze chciało sprawdzić, czy jestem żywy, czy się ruszam. Siła tego była tak duża, że zachwiałem się. Zawarczałem cicho skarżąc się na takie traktowanie, chyba tylko bardziej rozbudziło ciekawość mojego nowego „kolegi”.
Zawył głośno unosząc łeb w górę. Jego kark wydawał mi się tym masywniejszy. Nie od razu pojąłem, iż było to czymś na wzór pytania o to, kim jestem, może miało w sobie także coś akceptacji. Prawdę powiedziawszy na samym początku spanikowałem i miałem ochotę dać nogi za pas, jednak, mimo że moje ciało zadrżało wytrwałem.
Spostrzegając wyczekujące spojrzenie złotych tęczówek sam zawyłem starając się naśladować wilkołaka. Czuł na sobie mój zapach, zaś na mnie swój. Na pewno właśnie to uświadomiło mu, że nie stanowię zagrożenia. Ponownie przyglądał mi się uważnie, wąchał i dotykał. Nie wątpiłem, że jeden cios tej łapy mógłby wyrządzić mi krzywdę i połamać kości. Nic szczególnego się jednak nie działo. Mierzyliśmy się wzrokiem, jakbyśmy oceniali siły przeciwnika. Dla niego nie byłem raczej szczególnie groźnym przeciwnikiem. Moje ugryzienie przypominałoby mu pewnie ukąszenie komara, ale byłem gotowy walczyć w razie potrzeby. Na szczęście nie musiałem. Wilkołak odsunął się ode mnie i zaczął krążyć po całym pomieszczeniu, jakby szukał sposobu na wydostanie się stąd.
Bestia była wyjątkowo spokojna jak na bestię. Przez chwilę myślałem nawet, że to podstęp, jednak szybko zrezygnowałem z wyciągania tak daleko idących wniosków. W szczególności, kiedy wielki wilk zwinął się na łóżku i oparł pysk na łapach przyglądając mi się ze swojego miejsca. Wyglądało to, jak niema bitwa o dominację, w której miał zwyciężyć ten, który zdoła wytrzymać spojrzenie drugiego.
„Auć!” – z mojego psyka wydostało się żałosne skamlenie, kiedy coś ukąsiło mnie w ogon. Wilk poderwał się i zeskoczył gwałtownie na ziemię. Już myślałem, że zaatakuje, ten jednak wyłącznie stanął na czatach, co najgorsze na dwóch łapach, przez co wydawał się potężnym olbrzymem. Coś wciskało mi się w tyłek i popiskiwało cicho.
„Peter!” – drobny strachliwy i bardzo pulchny szczurek krył się za mną przed wzrokiem wilkołaka. Byłem przekonany, że Pet odważył się przyjść tutaj i sprawdzić, co ze mną tylko, dlatego, iż nie planował nawet jeden raz spojrzeć na wilkołaka.
„Nic mi nie jest.” – zaszczekałem cicho. Nauczyliśmy się już z chłopakami używać mowy zwierząt by zrozumieć siebie wzajemnie. Nie opanowaliśmy jak do tej pory umiejętności rozmawiania z prawdziwymi zwierzakami, jednak było to zapewne tylko kwestią czasu.
„Mam powiedzieć chłopakom, że nic ci nie jest i mamy wrócić do pokoju?” – padło pytanie wypowiedziane piskliwym głosikiem szczurka. Skinąłem, więc łbem.
„Tak. On mi nie zagraża, a przez ciebie przegrałem wojnę i teraz uważa się pewnie za basiora naszej dwuosobowej watahy.”
Peter pisnął i dał dyla przez wąską szparę między drzwiami a futryną. Byłem zszokowany, że potrafi tak szybko biegać z takim brzuszkiem.
Ależ się wystraszyłem, kiedy odwracając się natrafiłem na Remusa! A raczej na jego wilczą formę zaraz przy mnie! Niemal zderzyłem się z nim pyskiem! Niezadowolony patrzył na szparę i nie wątpiłem, że mógł widzieć wiejącego Petera. Nie mogłem odgadnąć, o czym myśli. Czy planuje rozpocząć polowanie na ruchomy cel, czy może śledzić go i wydostać się na zewnątrz?
By odwrócić jego uwagę od niedawnego zajścia poruszyłem się i podszedłem powoli do łóżka, które wcześniej zajmował. Warknął na mnie wściekle i pospiesznie wskoczył na pościel układając się na niej. Widać to był jego tron, a ja miałem trzymać się od niego z daleka. Prawdę powiedziawszy czułem się tak jakbym miał do czynienia z barbarzyńcą, którego należało nauczyć zasad życia w cywilizowanym świecie. Póki, co uznałem jednak swoją przegraną i ułożyłem się przy łóżku, które on zajmował.
Może naprawdę moja obecność jakoś go uspokajała? Przecież powinien szaleć, a tego nie robił. Już wyobrażałem sobie zawstydzoną minę Remusa, kiedy będę miał okazję mu powiedzieć, że jego sny były tylko snami i daleko mu do wróżki.
Niestety spokój nie trwał długo i wilkołak zaczął się niepokoić bezczynnością kręcąc i warcząc. Zeskoczył na ziemię i zaczął drapać wściekle ściany. Trzymałem się wtedy z daleka od niego, chociaż i tak był o wiele spokojniejszy niż mógł być. Nie skrzywdził mnie i nie interesował się uczynieniem ze mnie worka treningowego. Swoją złość rozładowywał na meblach uważając przy tym by trzymać się z daleka ode mnie. A może byłem mu obojętny? Nie rozumiałem wilkołaków, co może kiedyś ulegnie zmianie.
piątek, 4 listopada 2011
Kartka z pamiętnika CLI - Syriusz Black
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
W końcu obydwoje to wyjce do księżyca xD Swój - swojego nie skrzywdzi... Wilkołaki, co prawda nie żyją raczej w gromadach, a jeżeli już, to są... bardzo... jakby to ująć... za sobą, no. Tak mi się wydaje, a więc Syri - z racji pokrewnej rasy - wydaje się zmienionemu Remiemu jako swojak, choć mniejszy... jakby szczenię xD Kuzyn może?Oj, Syrciu, ale przemiana dopiero się zaczęła, a w snach chodziło o samą końcówkę... kto wie, co może się zdarzyć. Zmyliłaś mnie, niedobra! xD Myślałam, że nie dodałaś rozdziału, a tu po prostu Syri ma swoje pięć minut xD
OdpowiedzUsuńFakt, James potrafi byc... em... jak to określił Syriusz. XD No, a Remi się przywiązał do Syriusza jako wilkołak i dobrze, że ma towarzystwo. Ale w książce było, że oni go wyprowadzali z tej chaty. Tutaj też będą? Dobra, nie musisz mi gadac sploirerów (chociaż je lubię).
OdpowiedzUsuńHejo xD Mam do Ciebie niecodzienne pytanie... bo mam problem xD Masz zdanie po angielsku)... No na przykład: I'd like to have lots and lots children. Normalnie odpowiedz: So would I/ I would. Albo: I've never seen any of Madonna's films. Odpowiedź - Neither have I/ I have. I teraz... To "I have" to jest... że "a ja widziałam", tak? Bo nie może "So have I"... na tym to polega? Jeżeli masz przeczące, że nigdy czegoś tam nie widziała, to odpowiedź "ja też nie" zaczyna się od "neither", a twierdzące, że "widziałam", będzie "so", że ja też widziałam. Ale jak masz przeczące, że nigdy nie widziałaś czegoś, a chcesz dać " a ja tak", to będzie właśnie to I have? xD
OdpowiedzUsuńNie mam gg xDChodzi mi o takie coś:I'd like to have lots and lots children. Normalnie odpowiedź: So would I. Ale gdy będę chciała odpowiedzieć - Ja nie (że ja nie chcę)... to jak to ma wyglądać? I wouldn't?Albo... Nigdy nie oglądałam filmów Madonny. - Neither did I. A gdybym chciała powiedzieć - A ja tak (a ja oglądałam)... to byłoby wtedy - I did? Po prostu? xD
OdpowiedzUsuńHejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, dobrze że Syriusz postawił na swoim widać bardzo, że Remus a w zasadzie jego wilk zaakceptował obecność Syriusza i był spokojny...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie