niedziela, 4 grudnia 2011

Powoli dalej

16 lutego
Zebranie wszystkich książek przy moim łóżku zajęło mi niemożliwie wiele czasu i wątpiłem, czy moje nagłe lenistwo miało z tym cokolwiek wspólnego. Lekiem na każdą dolegliwość okazała się czekolada i już dwie kostki nadziewanej pyszności wystarczyły bym zabrał się do pracy, którą ukończyłem bardzo późno. Dziś byłem zmuszony obudzić się z samego rana, kiedy głośny huk podniósł na nogi cały pokój. Jedna z moich książkowych wieżyczek przewróciła się i dziękowałem sobie za swoją zapobiegliwość, która zmusiła mnie do ustawiania swoich skarbów od strony ściany nie zaś łóżka Syriusza. Gdybym postąpił inaczej właśnie w tej chwili musiałbym wygrzebywać przyjaciela spod ciężkich woluminów.
Opadłem na pościel odetchnąwszy z ulgą. Musiałem przyznać, że wystraszyłem się nie na żarty, a teraz mogłem tylko marzyć o dalszym śnie.
- Lupin! – Syriusz nie często używał mojego nazwiska, toteż jego głos wydawał mi się jeszcze bardziej złowieszczy, gdy go podniósł. – Jeśli te twoje książki sprawią jeszcze chociażby jeden problem rozgniotę cię, jasne?
- Przepraszam, nie chciałem! – pisnąłem przepraszająco nie dziwiąc się złemu humorowi przyjaciela.
Z góry wiedziałem, że więcej nie zasnę, toteż mimo bardzo wczesnej pory sięgnąłem po książkę, której mogłem z powodzeniem dosięgnąć, a która leżała na samej górze kopczyka. Niestety zupełnie zapomniałem, że jakiekolwiek poruszenie moich wieżyczek może doprowadzić do nieszczęścia. Wyskoczyłem z łóżka, kiedy konstrukcja, której dotknąłem zaczęła się niebezpiecznie chwiać. Przytrzymałem książki wysoko by uspokoić balansujący czubek i w tamtej chwili woluminy ze środka wysunęły się, jakby robiły to specjalnie i cała wieża rozsypała się popychając przy okazji dwie inne. Ten harmider nie mógł ujść uwagi nikogo, kto znajdował się ze mną w pokoju. Nie zdziwiłem się, więc wcale, kiedy w mgnieniu oka Syriusz znalazł się przy mnie.
- Ostrzegałem! – warknął i złapał mnie w pasie ciągnąc do łóżka. Nie wiedziałem, co ma zamiar zrobić, więc nawet nie protestowałem za to byłem gotowy do ucieczki, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Nie zakładałem jednak, że Syriusz naprawdę chciał zrobić mi krzywdę, tym bardziej, że zamiast od razu mnie ukarać pchnął mnie na swój materac. Podparł się pod boki i patrzył na mnie z miną zdradzającą zamyślenie. Czyżby planował, co zamierza ze mną zrobić?
W końcu westchnął kręcąc głową i zdjął z siebie górę piżamy. Odwrócił się do mnie tyłem pokazując poobijane miejscami plecy. Zrozumiałem, co chciał mi przez to powiedzieć. To zasługa moich książek, na które upadł wczorajszego wieczoru.
- Nie dajesz mi się też wyspać, więc będziesz musiał odpokutować swoją chciwość, Remusie. – ubrał się i otrzepał by rozgrzać ciało, które musiało już troszkę zmarznąć. Ja na pewno nie zdobyłbym się na zdejmowanie ubrań o poranku. Zaraz po przebudzeniu było mi na to zbyt chłodno, albo było to spowodowane niewyspaniem. Sam do końca nie wiedziałem. – Jak myślisz, mój drogi, co takiego powinienem ci zrobić byś dał sobie w końcu spokój ze swoimi niebezpiecznymi zainteresowaniami i skupił się na mnie?
- Wydaje mi się, że to ty jesteś najbardziej niebezpiecznym z moich zainteresowań, więc naprawdę uważasz, że powinienem sobie odpuścić? – rzuciłem niewinnie chcąc trochę się z nim podrażnić. Miałem już pewność, iż chłopak nie zamierzał nic mi zrobić, a i nie gniewał się na mnie, a więc mogłem spokojnie pozwolić sobie na drobne docinki.
- Panie Lupin, czy pan chce mnie dzisiaj zdenerwować?
- Panie Black, czy pan naprawdę chce bym tego chciał?
- Poddaj się, nie masz ze mną szans. Jeśli rozpoczniemy wojnę przegrasz z kretesem. – spoważniał. – Jesteś wilkołakiem, ale w tej chwili więcej w tobie słodkiego Remusika, niż groźnej bestii. Zaatakuję i będziesz mnie błagał o przebaczenie, a wtedy już będzie za późno. Nie mam litości na wojnie.
- A co takiego możesz mi zrobić? – wcale się go nie bałem i nie myślałem wiele nad jego słowami. Dla mnie była to zabawa, a on był wytrawnym graczem, gdy chodziło o udawanie. Potrafił przecież poradzić sobie niemal ze wszystkimi nauczycielami, gdy z powodu lenistwa nie nauczył się czegoś. Udawał wtedy tak pewnego siebie, że nikt nie zwracał na niego większej uwagi.
- Wyczuwam zniewagę. – stwierdził i wskoczył na swoje łóżko łapiąc mnie za dłonie, które przyszpilił do pościeli niemal całym swoim ciężarem ciała. – Ktoś chyba zapomniał, że znam niemal wszystkie jego słabe punkty. – tym razem uśmiechnął się wyjątkowo groźnie, a jego wargi przyssały się do mojej skóry za uchem.
Zszokowany podskoczyłem w miejscu. Miał rację, zapomniałem o jego przewadze nade mną, a teraz znalazłem się w pułapce. Cała siła opuszczała moje ciało, kiedy wyjątkowo czuły punkt za moim uchem był drażniony w jakikolwiek sposób. To, co odczuwałem przypominało niesamowicie przyjemne łaskotanie. Byłem zdany na łaskę i niełaskę Syriusza, który trzymał mocno moje ręce, a wargami na różne sposoby drażnił znany sobie punkt. Byłem wściekły i jednocześnie zadowolony, warczałem i śmiałem się równocześnie, w tej samej chwili miałem ochotę wrzeszczeć i mruczeć. Nikt nie lubił, gdy obnażano ich słabości, a moją były uszy.
Zacząłem kręcić się niespokojnie. To nie było podniecające, to było niewinnie przyjemne i sprawiało, że czułem się jak spragniony pieszczot pies, nie zaś groźny wilkołak.
- Puszczaj, puszczaj mówię. – syczałem cicho nie chcąc zwrócić na siebie uwagi i tak nadmiernie rozbudzonych przyjaciół, którzy kręcili się w swoich łóżkach, a może nawet podsłuchiwali chcąc wiedzieć, co się dzieje. – Będę zły, będę się mścił. – nienawidziłem być słabym i zależnym od innych, a w tej chwili nie miałem żadnych sił. Byłem jak pluszowy miś, który nie może się poruszyć.
- Syriusz Black poskromił wilka. – chłopak oderwał się od znienawidzonego przeze mnie, czułego punktu i pocałował mnie pospiesznie, zapewne nie chcąc bym nazbyt szybko odzyskał panowanie nad sobą.
Kierując moimi rękoma trzymając je bezustannie za nadgarstki ułożył moje dłonie na swoich pośladkach.
- Masuj. – rzucił uwalniając moje usta od ciepła swoich. – Tylko lekko, bo są obolałe. W przeciwnym razie znienawidzę twoje książki i nie będę chciał z nimi zamieszkać. – zachowywał się jak wielki dzieciak. Nie miałem do niego cierpliwości, więc zamiast spełnić tę prośbę, ponieważ było mi go naprawdę żal, gdy przypominałem sobie o sinych śladach bliskiego spotkania z moimi woluminami, dałem mu klapsa.
Chłopak skrzywił się i głośno nabrał powietrza w usta.
- To był niedozwolony cios poniżej pasa. – upomniał mnie marszcząc chmurnie czoło. – Nie będę mógł siedzieć, a więc nie będę uczestniczył w zajęciach... Może nawet od razu pójdę do Skrzydła Szpitalnego po jakieś zwolnienie...
- Grasz nieuczciwie! – oburzony zabrałem dłonie z jego ciała i skrzyżowałem na piersi leżąc pod klęczącym chłopakiem. – Poza tym bardziej niż tobą powinienem w tej chwili zajmować się Shevą. Wydaje się smutny, a jest sposób na rozweselenie go...
- Hej, słyszałem to! – oburzony głos zielonookiego wdarł się do mojej rozmowy z Syriuszem. – Mam złe dni, nic więcej. Przejdzie mi niedługo.
- Tym razem zgadzam się niestety z Remusem. – Syri usiadł ze skrzyżowanymi nogami obok mojego boku i wpatrywał się w zasuniętą kotarę swojego łóżka, zza której dochodził wcześniej głos Shevy. – Odrobina niewinnych zabaw wcale nam nie zaszkodzi, a tobie poprawi się humor. – ziewnął głośno otwierając szeroko usta. – Oho, właśnie czuję nadchodzącą ochotę na sen. Przesuń się. – przegonił mnie na bok swojego łóżka i wsunął pod kołdrę z błogim uśmiechem na twarzy. – Zalecam wam to samo. – zamknął oczy.
Miałem ochotę rozbudzić go brutalnie, ale poczułem ukłucie winy, gdyż to z mojego powodu nie był w pełni sił.
- Dobry, Syriusz. – pogłaskałem go po głowie z uśmiechem satysfakcji i wyskoczyłem z jego łóżka zanim zdążył mnie złapać.

5 komentarzy:

  1. Dobry piesio xD Remi powinien mu zafundować rekreacyjny masaż xD A sowie porządny wypoczynek, skoro ma przenieść aż tyle tomów. Złe dni... smutny Sheva to już nie ten sam Sheva. Może główną część zajmują go myśli o tym, że niedługo wyjedzie... kuurcze, mógłby zostać. Kto lepiej od niego będzie docinał Potterowi? Tak to chociaż Remi z Syriuszem mieli takiego kupla, z którym wyczynialiby jakieś szaleństwa i umykali od kary, a bez niego... zostaną ze szkudzącym Potterem i dzielącym, jego los Peterem xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiadamiałam Cię w poprzednim rozdziale xPKartka z pamiętnika Oriona będzie xD Taka... hmm... wmieszana w rozdział (chyba), albo pojawi się jako rozmowa z Michaelem (co jest bardziej prawdopodobne). A że Cię kocham, wielbię i pokłony składać mogę dzień i noc, jako pierwszej pokazuję zdjęcie Oriego po przemianie *szczerzy się* xD http://img14.imageshack.us/img14/7789/orionmini.jpg

    OdpowiedzUsuń
  3. ~Shukumei Yuki4 grudnia 2011 22:25

    Fakt, to nie ten sam Sheva. Ja uważam, że powinnaś coś zrobic, aby sie rozweselił. No i... Poza tym... Czemu nie było więcej pieszczot? Jaka szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahah XD Starałam się, żeby obrazki pasowały do siebie wizualnie. No i żeby oczy przechodziły przemianę - do złotych, czyli takich, jakie Orion bardzo chciał, widząc je u Daniela. xDOri będzie bardzo namiętnym uke xD (po to też nakazuje innym robienie mu tego i owego... aby mógł obserwować i uczyć się... żeby nie zawieść Daniela. Tylko niefortunnie zdarza się tak, że wszystkie jego akcje zawsze wyniucha Daniel i zaczyna się komplikacja xD Hmm... miałam Daniela wziąć na litość, ale kurcze teraz nie wiem... czy czasem Ori nie wykona pierwszego kroku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, słodko chwilka i Syri już poskramia bestię...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń