środa, 18 kwietnia 2018

Kiedy coś jest z nami nie tak, jak być powinno

19 kwietnia
To zdecydowanie był jeden z tych dni, kiedy czułem się jak przeżuty, przełknięty, zwrócony i wypluty. I pomyśleć, że to właśnie na dziś James zaplanował „wielkie węszenie”, jak poprzedniego dnia wieczorem zaczął nazywać szukanie ojca dziecka, w które był wrabiany. Zupełnie nie czułem się na siłach żeby kręcić się przy Skrzydle Szpitalnym i wypatrywać potencjalnych „dawców nasienie”. Zamiast tego z rozkoszą zostałbym w pokoju i nie robił zupełnie nic, poza leżeniem, siedzeniem i zwyczajnym byciem.
Co tu dużo mówić, w życiu każdego człowieka zdarzały się dni takie jak ten, kiedy to coś było z nim nie tak, ale nie potrafił ocenić co. Tym razem padło na mnie, ale równie dobrze popołudniu lub jutro ten stan mógł dopaść któregoś z moich przyjaciół. Nie było w tym zasady, nie było reguł. Ot, wstajesz i jesteś do kitu, coś się wydarzy i nagle zaczynasz się sypać.
Niewątpliwie miałem jednak trochę szczęścia, ponieważ było jeszcze wcześnie i nikt nie oczekiwał, że o tej porze zwlekę się z łóżka. Mogłem więc leżeć na plecach patrząc w sufit i nie myśląc o niczym. W innych okolicznościach nazwałbym to marnowaniem czasu, ale w tych po prostu tego potrzebowałem. Nie żeby sprawiało mi to jakąkolwiek przyjemność, jednak na pewno większą, niż miało mi sprawić kręcenie się przy SS i czekanie na gwiazdkę z nieba w postaci podejrzanie zachowującego się chłopaka.
Doskonale wiedziałem czego mi trzeba na poprawę humoru i dla nabrania sił do życia – książek! Problem polegał jednak na tym, że nie tylko wydałem już wszystkie przeznaczone na ten miesiąc pieniądze, ale zaciągnąłem już u siebie dług na poczet przyszłego miesiąca. Inaczej mówiąc, byłem bez grosza przy tyłku, a moje czytelnicze potrzeby rosły z każdą chwilą. Nic dziwnego, że byłem taki zmarnowany, kiedy musiałem sobie odmawiać tego, czego potrzebowałem równie mocno, co powietrza by oddychać.
- Nie  spisz już? - usłyszałem cichy szept Syriusza i jego stęknięcie, kiedy przewracał się z boku na bok. Podejrzewałem, że układał się tak aby leżeć przodem do mnie. Nie mogłem być tego jednak pewny, ponieważ przez zasłonięte kotary nie widziałem niczego.
- Nie, już nie. - odpowiedziałem równie cicho. - Obudziłem się i nie mogę już zasnąć.
- Po wczorajszych rewelacjach wcale się nie dziwię. I tak mieliśmy szczęście, że udało nam się bez problemu zasnąć w nocy. Z początku sam uwierzyłem, że James wdepnął w tak wielkie hipogryfowe kupsko.
- Tak, chyba wszystkich nam to przyszło do głowy. W końcu James jest nieprzewidywalny. - zgodziłem się z chłopakiem.
- W końcu to głupek, narwaniec, pechowiec. Po prostu Potter.
Skinąłem, ale przypominając sobie, że Syriusz mnie nie widzi, potwierdziłem jego słowa głośno.
- A co powiesz o nas, skoro się z nim przyjaźnimy? - zapytałem po chwili dla żartu.
- Jesteśmy masochistami, Remi. - Black zachichotał. - Zdecydowanie i każdy z nas na inny sposób.
- Nie, to nie moje! - usłyszeliśmy zdenerwowany, podniesiony głos Jamesa, który mnie osobiście przestraszył, więc podejrzewałem, że Syriusz zareagował podobnie.
Wysunąłem głowę zza kotary w nogach łóżka, wychylając się na tyle aby móc zobaczyć Jamesa. Ponieważ on swojej wczoraj nie zaciągnął, było widać, jak rzuca się po materacu. A więc spał i mówił do siebie.
- Wiem, że jest podobny, ale nie mój! - upierał się we śnie James. - Nie, nie! Tylko nie James Junior!
Niemal parsknąłem śmiechem. A więc chłopak nawet śnił o tym, że chcą go wrobić w ojcostwo? No pięknie. We śnie i na jawie. Bycie Jamesem Potterem potrafiło być przerażające.
- Myślisz, że powinniśmy go obudzić żeby się tak nie męczył? - Syriusz rozsunął kotary swojego łóżka i posłał mi jeden ze swoich popisowych, czarujących uśmiechów.
- Nie mam pojęcia, czy powinno budzić się ludzi z koszmarów, czy to będzie dla nich jakiś szok. To chyba dotyczy tylko lunatyków, więc może spróbujmy?
Wygramoliłem się z łóżka, a Syriusz dołączył do mnie. Powoli zaczęliśmy wspólnymi siłami potrząsać Jamesem, który nadal mamrotał coś pod nosem i wił się w pościeli. Kiedy udało nam się doprzeć do jego uśpionej świadomości, zerwał się gwałtownie z łóżka i błędnym, szalonym wzrokiem zaczął rozglądać na boki, jakby czegoś szukał. Miałem ochotę roześmiać się, ale jednocześnie byłem trochę przestraszony tym czy aby na pewno nie zrobiliśmy mu jakiejś krzywdy. W końcu wyglądał jak rasowy wariat!
Dopiero po chwili spojrzał na nas i zdołał skupić wzrok na tyle, żeby wyglądać normalniej i przytomniej. Nie żeby miało to jakieś szczególne znaczenie w przypadku Pottera, ale jednak woleliśmy go w formie szalonego, ale zdrowego na psychice.
- Co? - nie wiedział, co się dzieje.
- Miałeś koszmary o tym całym bachorze. - rzucił prosto z mostu Syriusz. - Było cię pełno na całym łóżku i zacząłeś przez sen podnosić głos, więc cię obudziliśmy dla świętego spokoju. Dodam, że bardziej twojego niż naszego.
J. wodził spojrzeniem ode mnie do Syriusza i z powrotem. Po chwili skinął głową, ale milczał jakby chciał przeanalizować to, co usłyszał. Nie wiem ile pamiętał, że swoich koszmarów, ale miałem szczerą nadzieję, że wystarczająco aby zmienić zdanie i dać sobie spokój z pomocą Lani Caine przy dorwaniu chłopaka jej siostry.
- Tak, przyznaję, to nie było miłe. - okularnik odetchnął głęboko i unosząc twarz do góry, spojrzał na sufit.
Sam nie wiem dlaczego już jakiś czas temu zrezygnowaliśmy z baldachimów, które rozciągały się nad nami, a zostawiliśmy tylko zasłony, które dawały nam niezbędne minimum prywatności. Czasami miałem wrażenie, że ktoś może nas przez to od góry podglądać kiedy śpimy, ale idąc w zaparte, woleliśmy jednak móc patrzeć na biały sufit, niż kolorowy materiał.
- Kiedy cała ta sprawa dobiegnie końca, będę mógł zapomnieć o problemach i spać spokojnie.
- A więc nie ma szans, że odpuścisz? - zapytałem nie bez nadziei w głosie.
- Nie, Remi. Muszę to zrobić.
Westchnąłem ciężko przyjmując to do wiadomości. A więc nie było szans na święty spokój i robienie słodkiego niczego. Trzeba było węszyć, nawet jeśli nie miało się na to ochoty.
- Byle jeszcze nie teraz. - wróciłem zmarnowany do swojego łóżka i położyłem się dokładnie tak jak wcześniej. Jedyny wyjątek stanowiły kotary, które odsłoniłem, aby móc widzieć przyjaciół.
Wystarczyło mi jedno spojrzenie na nich, abym wiedział, że doskonale wiedzą, co mi dolega. A przynajmniej rozumieją objawy, ponieważ nie było szans aby odgadli przyczynę takiego stanu rzeczy. W końcu ja sam jej nie znałem.
- James, rozumiem twój plan i wszystko, nawet uważam, że ma on sens, ale co zrobimy jeśli chłopak nie wie o dziecku lub dla niego ta cała Kimbelry była tylko przejściową miłostką? Wtedy nie ma szans żeby się kręcił przy SS, więc możemy szukać go do woli. Nawet jeśli dziewczyna powie nam, kto jest ojcem, znowu może skłamać i próbować wrobić kogoś innego. Tak w ogóle to pytałem o to wczoraj, ale zasnąłeś. - niedługo posiedzieliśmy w ciszy, ponieważ Syri wykorzystując to, że James obudził się i nie wyglądał na kogoś, kto planuje znowu położyć się spać, przeszedł do swoich pytań.
Chyba nikt nie mógł zaprzeczyć, że były to celne uwagi, ponieważ nie mieliśmy pewności, na ile Kimberly Caine będzie chciała z nami współpracować. Wąchanie dziewczyny lub jej ubrań, które mogły mieć kontakt z „dawcą nasienia”, aby później obwąchiwać wszystkich chłopaków w szkole nie wchodziło w grę.
- Nie martwcie się szczegółami. - głos okularnika o dziwo brzmiał bardzo pewnie. - Jeśli będzie trzeba, wymyślimy coś nowego. Na razie cieszmy się chwilą bez problemów, bo kiedy Lani zacznie się do nas dobijać, będzie już za późno.
Nawet tego nie skomentowałem. Dlaczego miałaby się dobijać do nas? Zardi była jedyną dziewczyną, która wiedziała jak ominąć zabezpieczenia i zakraść się do naszego dormitorium i miałem nadzieję, że tak pozostanie. Ostatnim czego chciałem były masowe „najazdy” dziewczyn na nasze małe królestwo. Zresztą chyba każdy chłopak wolał mieć swój własny kącik, gdzie mógłby się zaszyć i nie myśleć o płci przeciwnej.
Nawet nie planowałem zastanawiać się nad tym, jak to wyglądało w przypadku moim i Syriusza, jako że my musielibyśmy szukać schronienia przed tą samą płcią, a to na pewno byłoby niesamowicie trudne.
Marzyłem aby cofnąć czas i znowu móc przesypiać noc nie musząc myśleć o tym, że przyjdzie mi się niedługo podnieść i podążyć za Jamesem na spotkanie kłopotów.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Dupiaty plan, ale plan

Kiedy James przedstawił naszą paczkę oficjalnie Lani, streścił swoją rozmowę z dziewczyną oraz wyraził życzenie uzyskania od nas pomocy, – Lani nie wiedziała, że wszystko słyszałem i przekazałem reszcie gangu i tak miało pozostać – poprosiliśmy o kilka chwil na osobności.
- Człowieku, wiesz, co o tym myślę. - rzucił od razu Syriusz, kiedy tylko dziewczyna oddaliła się wystarczająco daleko, aby nie słyszeć naszej wymiany zdań. - Bachor jej siostry to nie twój zakichany interes, więc po co się w to pakujesz?
- Ktoś chce mnie w to dziecko wrobić, więc to poniekąd mój interes.
- Wiesz, że może wcale nie chodzić o ciebie? Mogła przypadkowo usłyszeć twoje imię i wykorzystać je, kiedy nie wiedziała, co ma powiedzieć siostrze. - pozwoliłem sobie zauważyć.
- I ty, Remusie, przeciwko mnie?!
Przewróciłem oczyma ignorując przyjaciela.
- Zastanów się, czy naprawdę dobrze na tym wyjdziesz, stary. Teraz możesz po prostu rozwiązać sprawę i mieć to wszystko z głowy, ale jeśli wdepniesz w to bagno, może cię wciągnąć.
- Muszę wiedzieć dlaczego uczepiła się akurat mnie. - postawił na swoim okularnik. - Pójdę z Lani do Skrzydła Szpitalnego, a wy zaczaicie się na korytarzu i będziecie obserwować, czy ktoś się tam nie kręci. Może prawdziwy ojciec dziecka będzie gdzieś w pobliżu. Hej, Lani! - zawołał nagle do dziewczyny, która posłusznie czekała, aż skończymy się naradzać. - Myślisz, że wpuszczą mnie dzisiaj do twojej siostry?
Ciemnowłosa zastanowiła się chwilę, po czym pokręciła przecząco głową.
- Dzisiaj nie ma na to szans. Nawet mnie wyprosili w pewnym momencie, więc obawiam się, że dopiero jutro będzie szansa żeby sprawdzić prawdziwość twoich zapewnień. - rzuciła takim tonem, że nie było wątpliwości, co do jej braku zaufania względem Jamesa. Nie była pewna czy my wierzyć, więc wolała nadal trzymać się słów siostry. Nawet jeśli została okłamana, nie chciała tracić zaufania względem swojej najbliższej rodziny.
- Dobra, w takim razie pójdziemy do niej wspólnie jutro. Zapytasz jej czy jest pewna, że to ja jestem ojcem jej dziecka, a jeśli to potwierdzi, wprosisz mnie do środka żebym mógł z nią porozmawiać. - kiedy to mówił, na twarzy dziewczyny odbiła się niepewność. - Skoro to moje dziecko, mam prawo się z nią zobaczyć i dowiedzieć, co będzie dalej, prawda?
Lani była w kropce i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. James miał rację. Jeśli jej siostra utrzymywała, że to właśnie on spłodził rosnącego w niej bachorka to miał pełne prawo przynajmniej spróbować z nią porozmawiać. Jeśli dziewczyna kłamała, o czym przekonana była tylko nasza czwórka, to sama sobie zgotowała ten los, że będzie musiała spojrzeć w oczy temu, którego w dziecko wrabiała.
- I to jest cały twój plan? - Gryfonka postanowiła najwyraźniej zmienić temat na mniej dotycząc jej własnych uczuć, a bardziej skupiający się na Potterze.
- Prawdę mówiąc to tak. Przynajmniej na razie, bo nie wiem, jak twoja siostra zareaguje na mój widok. Może się okazać, że nie wytrzyma i sama powie prawdę lub, co bardziej możliwe, będzie mnie błagała żebym przyznał się do tego dzieciaka.
- A to niby dlaczego? - dziewczyna prychnęła przez nos, niczym smoczyca.
- Błagam cię, pomóż mi! - zaczął piskliwym, stylizowanym na kobiecy głosem James. - Ona nie może się dowiedzieć, kto jest ojcem. Zabije go! Ja go kocham i on kocha mnie, ale ona i tak go zabije! Chlip, chlip, proszę! - zakończył swoje przedstawienie pociągając nosem. - Nawet nie możesz zaprzeczyć, że to możliwe, biorąc pod uwagę, jak miałaś zamiar się za mnie zabrać sądząc, że to ja ją zapłodniłem.
- Ona nie jest kobyłą, żebyś tak to określał! - syknęła gniewnie czarnowłosa i dźgnęła Jamesa palcem w pierś.
- Jesteś przewrażliwiona, ponieważ chodzi o twoją siostrzyczkę. - Syriusz złapał ją za nadgarstek i opuścił dłoń dziewczyny używając do tego siły potrzebnej na przeciwstawienie się jej oporowi. - To nie nasza wina, że wpakowała się w to wszystko i wmieszała w to jednego z nas, więc nie rób z siebie ofiary, a z Jamesa oprawcy. To, że chce ci pomóc dowiedzieć się czegokolwiek o prawdziwym ojcu dziecka to przejaw jego dobrej woli. Ja uważam, że powinien to olać i wcale się w to nie mieszać, ale on woli jednak bawić się w dzielnego żołnierzyka, który pomaga w potrzebie słabszym. Doceń to i przestań być tak niewdzięczną.
Lani prychnęła i zamachnęła się celując w twarz Syriusza. Tym razem to ja wmieszałem się w to wszystko korzystając ze swojej wilkołaczej szybkości. W mgnieniu oka znalazłem się obok mojego chłopaka i ręką zablokowałem cios dziewczyny. Jeśli ktoś ma policzkować mojego faceta to tylko i wyłącznie ja. Reszta niech trzyma się z daleka od jego przystojnej buźki.
- Proszę, bez rękoczynów. - powiedziałem łagodnie i wymusiłem niewinny uśmiech. Prawdopodobnie tylko bardziej przestraszyłem tym Gryfonkę, ale co innego miałbym zrobić?\
- Szpaner. - usłyszałem rozbawiony szept Blacka przy swoim uchu.
- Pomożemy na tyle, na ile możemy, ale nie będziemy akceptować jakichkolwiek przejawów przemocy fizycznej.
- J., Lily. - Peter szturchnął okularnika w bok i wskazał stojącą na schodach dormitorium dziewcząt Lisicę. - Chyba planuje z tobą poważnie porozmawiać, sądząc po postawie.
Ruda spoglądała chłodno i wyczekująco na Jamesa, tupała nogą, a ramiona miała skrzyżowane na piersi.
- Przepraszam was na chwilę. - w głosie chłopaka można było wyczuć napięcie. Tak, Evans potrafiła przerazić nawet najdzielniejszych. Oddalił się od nas z miną skarconego psa.
- To jego była i przyszła dziewczyna, jako że planuje do niej wrócić. - zwrócił się do Lani kruczowłosy. - Przez ciebie będzie mu trudno udowodnić, że poza nią nie spał z żadną inną kobietą. Jeśli ktoś w całej tej historii zasługuje na współczucie to właśnie on. Evans jest potworem, ale on ją kocha i pla, pla, pla.
- Nie lubicie jej. - zauważyła „odkrywczo” dziewczyna.
- Aż tak to widać? - Syri pozwolił sobie na ironiczny komentarz. - Masz rację, nie lubimy jej. Ale my z Jamesem sypiać nie będziemy, więc niech sobie ją ma, nawet jeśli jest wredną jędzą. Nie musimy się do niej zbliżać, co cieszy obie strony.
- Wyjątkiem jest tylko Peter, bo jakimś sposobem musi go lubić, skoro udziela mu korepetycji. - dodałem.
Lani skinęła głową dając nam do zrozumienia, że rozumie, co chcemy jej przekazać. Rzuciła szybkie spojrzenie, na stojących w ciszy naprzeciwko siebie Jamesa i Evans.
- Pójdę porozmawiać z dyrektorem o przyszłości mojej siostry. - zadecydowała. - Kiedy James skończy, dajcie mu znać, że wprawdzie mu nie wierzę, ale jest mi przykro, że narobiłam mu kłopotów.
- Kłopoty to jego drugie imię. - Peter wyszczerzył się w uśmiechu dumny ze swojego komentarza. Cóż, miał świętą rację.
Ciemnowłosa w końcu uśmiechnęła się do nas i nie wypowiadając więcej ani jednego słowa, wyszła przez dziurę za portretem.
Nie chcąc wysłuchiwać żałosnego jęczenia Jamesa, który na pewno niedługo miał zacząć tłumaczyć się przed Evans, postanowiłem wrócić do naszego pokoju i zatonąć w historii, którą niedawno zacząłem czytać, a która była wręcz niepokojąco dobra.
Syri i Pet poszli w moje ślady, zostawiając Jamesa i Lisicę samych. Miałem tylko nadzieję, że go nie zagryzie, bo jednak lubiłem swojego przyjaciela i wolałem żeby wrócił do nas w jednym nienaruszonym kawałku.
Nie rozmawialiśmy, ponieważ nie było już więcej nic do powiedzenia. Wiedzieliśmy na czym stoimy i na czym stoi James. Musieliśmy to zaakceptować i po prostu działać w odpowiedniej chwili. Planowanie na zasadzie „a co jeśli...” nie miało sensu.
Rozsiadłem się na swoim łóżku i otworzyłem książkę na zaznaczonej zakładką stronie. Syriusz położył się obok mnie, obejmując mnie ramionami w pasie i wtulając twarz w mój bok. Był jak piesek pokojowy, który łasi się licząc na głaskanie. Uśmiechnąłem się do siebie i jedną ręką trzymając wolumin, drugą wsunąłem w jego ciemne, gęste włosy. Bawiłem się nimi, sunąłem palcami po skórze głowy chłopaka i rozkoszowałem się chwilą.
Może i byłem wilkołakiem, ale w tej chwili byłem najszczęśliwszym wilkołakiem na świecie, więc mogłem z tym żyć.

środa, 11 kwietnia 2018

Czyj - jest - bobas?

Okularnik patrzył na dziewczynę wytrzeszczając oczy, a jego usta pozostały uchylone po krzyku, jakby zapomniał je zamknąć. Powiedzieć, że był zdziwiony to za mało. Ona tymczasem posyłała w jego stronę mordercze spojrzenia.
- Zabiję cię! - syknęła i nie wątpiłem, że mogłaby to zrobić.
- Chwila! - James w końcu otrząsnął się z szoku. Najwyższy czas, ponieważ podejrzewałem, że w przeciągu kolejnych kilku minut chłopak miałby na karku także dwie zazdrośnice – Evans i Agnes. - Ciebie ledwie kojarzę, więc jak miałbym zrobić dziecko twojej siostrze?! Nawet nie wiedziałem, że jakąś masz!
Spojrzałem na przyjaciela i przewróciłem oczyma. Taka argumentacja na pewno daleko go nie zaprowadzi. Zadrżał, a na jego czole zaczął perlić się pot, więc najwyraźniej sam zdał sobie z tego sprawę. Dla innych zapewne wyglądał, jak świetny przykład winnego, ale ja wiedziałem, że to musiały być bzdury. Znałem Jamesa na tyle dobrze, by wiedzieć, kiedy jest winny, a kiedy nie.
- Powiedz jej, że nie zamoczyłeś od miesięcy – szepnął nagle Syriusz. On również zdawał sobie sprawę z niewinności Pottera.
- Od miesięcy nie zamoczyłem! - powtórzył głośno J. i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co właściwie powiedział.
Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło w synchronizacji z Syriuszem, który uczynił dokładnie ten sam gest. Nasz przyjaciel był debilem.
- Powiedz, że z nikim nie spałeś od miesięcy. - podpowiedział politycznie poprawnie Black.
- To kłamstwo. - syknął mu w odpowiedzi James.
- Więc powiedz, że nie spałeś z żadną kobietą. - Syri przewrócił oczyma.
A więc James nie do końca żył w celibacie od kiedy rozstał się z Evans. Nie dziwiłem się temu, ale też nagle zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe, że nie wiedziałem zupełnie nic o jego życiu seksualnym, podczas gdy on mógł sobie z łatwością wyobrazić moje. To niesprawiedliwe i nagle nabrałem ochoty aby to zmienić.
- Od miesięcy nie spałem z żadną dziewczyną! - poprawił się tymczasem okularnik. - Nie mogłem żadnej zrobić dziecka, więc ktoś najwyraźniej kłamie i to nie jestem ja! - chłopak w końcu nabrał rozbiegu i zaczął samodzielnie myśleć. - Nie jestem też pewien, czy rozwiązłość twojej siostry jest dobrym tematem do poruszania go publicznie przy całym naszym Domu. - skinął głową w stronę tłumku zgromadzonego na schodach dormitorium dziewczyn oraz obejrzał się do tyłu na wystawiających głowy zza drzwi chłopaków.
Tym razem trafił perfekcyjnie w samo sedno.
Dziewczyna zarumieniła się nagle zbita z tropu. Chyba uświadomiła sobie, że podczas kiedy próbowała zrobić scenę Jamesowi przy wszystkich Gryfonach, on zdołał zasiać w nich ziarno zwątpienia, które w złym świetle przedstawiało jej siostrę i ją samą.
- Nie wierzę ci, ale zgadzam się na rozmowę w cztery oczy! - głos dziewczyny nadal brzmiał pewnie, chociaż ona nie wyglądała już na tak wojowniczo nastawioną i pewną swoich racji.
James skinął głową i wskazał palcem stolik, przy którym mogli usiąść. Otrzymał potwierdzenie decyzji w postaci skinienia głową i Gryfonka podeszła do stołu.
- Osłaniajcie mnie na ile możecie. - poprosił cicho okularnik i zszedł do Pokoju Wspólnego. Dopiero, kiedy znalazł się naprzeciwko dziewczyny oboje usiedli. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych, raczej na skrępowanych tym, że przyszło im toczyć tego rodzaju rozmowę na tak małej przestrzeni i przy tylu świadkach.
Kilkanaście osób znudziło się całą sytuacją, kiedy ciemnowłosa przestała robić scenę i wróciło do siebie, inny zaś zostali i próbowali usłyszeć cokolwiek z rozmowy, jaka miała toczyć się przy stole. Podejrzewałem, że cicho liczyli na jakieś rękoczyny i dlatego z takim zapałem obserwowali całą sytuacji.
- Więc… Kim właściwie jest twoja siostra, jak się nazywa i skąd pomysł, że to ja? - zaczął rozmowę James. Słuchałem uważnie korzystając z moich wilczych zmysłów i szeptem przekazywałem w skrócie wypowiadane w Pokoju Wspólnym słowa dwójce przyjaciół u mojego boku.
- Kimberly jest moją bliźniaczką, ale nie jesteśmy do siebie podobne – dodała pospiesznie zanim jeszcze dobrze zaczęła – Jest w Hufflepuff. To niewinna i słodka dziewczyna, która ma jednak słabość do nieodpowiednich dla niej facetów. - tu posłała Potterowi wymowne, oskarżycielskie spojrzenie. - Ostatnio wylądowała w Skrzydle Szpitalnym z zawrotami głowy, nudnościami i ogólnym osłabieniem. Oszczędzę ci szczegółów. Pani Pomfrey potwierdziła, że Kim jest w ciąży. Kiedy pytałam o ojca dziecka, wskazała ciebie. - Jej wzrok znowu był morderczy i widziałem, jak zaciska pięści aby się opanować i zapewne aby nie przywalić Jamesowi w twarz.
- Rozumiem, że to twoja siostra i jej wierzysz, ale kłamała. - cóż, Potter nie należał do osób, które dobrze owijały w bawełnę. - W życiu spałem tylko z jedną dziewczyną i na pewno nie była nią twoja siostra. Nawet nie znam żadnej Kimberly, a co tu mówić o zmajstrowaniu dzieciaka. Jeśli chcesz, pójdę z tobą do niej. Skonfrontuj nas. Wyjaśnimy wszystko raz a dobrze, zanim nauczyciele zaczną wieszać na mnie psy.
Dziewczyna mierzyła go ostrym, pełnym wątpliwości spojrzeniem, zaś on spoglądał na nią z prostotą i otwartością, chociaż widziałem, jak wyciera co chwilę dłonie o spodnie, co znaczyło, że musiały mu się pocić, ponieważ był zdenerwowany. Nic dziwnego, nie chciał przecież dostać po twarzy za nic, a później jeszcze użerać się z nauczycielami.
Kuzynka Syriusza zaszła w ciążę kończąc szkołę, zaś ta cała Kimberly miała przed sobą jeszcze rok nauki, którą zapewne będzie musiała przerwać, jeśli dyrektor nie wymyśli czegoś, aby jej pomóc w ukończeniu szkoły.
Zapadło chwilowe milczenie, kiedy to dziewczyna najwyraźniej analizowała całą sytuację i próbowała doszukać się sensu w słowach okularnika, które musiała brać za stertę kłamstw.
- Nic nie zyskam ukrywając prawdę. - J. chyba również domyślił się tego, co działo się w głowie Gryfonki. - Wystarczy zrobić badania po przyjściu dziecka na świat, albo zastosować na mnie veritaserum już teraz. - wzruszył ramionami, jakby nie było to nic wielkiego. - To nie moje dziecko, nigdy nie spałem z twoją siostrą, ani nawet o niej nie fantazjowałem. Masz nie tego gościa, co trzeba.
- Nawet jeśli to prawda, mogę wybić ci kilka zębów i złamać nos zanim zyskam stuprocentową pewność. - na twarzy dziewczyny pojawił się drapieżny uśmiech predatora.
Potter przełknął ciężko ślinę i zacisnął dłonie na kolanach.
- Możesz, ale tego nie zrobisz. Tylko narobisz sobie kłopotów, a tego twoja siostra nie potrzebuje, czyż nie?
Oj, to mógł być miecz obosieczny. W niektórych przypadkach za podobny tekst można było dostać w pysk. Może James nie miał nic złego na myśli, ale wyszło przemądrzale i protekcjonalnie.
Nastolatka rozważała jego słowa lub po prostu kalkulowała na ile naprawdę powinna dać mu w twarz. W końcu jednak wypuściła przetrzymywane w płucach powietrze i rzuciła cicho kilka przekleństw. Chyba uznawała argumentację Jamesa, co było zasługą jej rozsądku, nie zaś siły argumentacji chłopaka.
- Dobra, uznajmy, że ci wierzę. Ale nie mówię, że tak jest! Po prostu tak przyjmijmy. Chcę w takim razie żebyś pomógł mi dowiedzieć się kim jest ojciec tego bachora. Jest to nie tylko w moim, ale i w twoim interesie, skoro Kim postanowiła zwalić winę na ciebie. Ze swojej strony postaram się dowiedzieć dlaczego akurat ty. Umowa stoi? - dziewczyna wyciągnęła dłoń do chłopaka i czekała na jego odpowiedź.
James nie zastanawiał się długo. Im szybciej tię sprawę załatwi, tym większe jest prawdopodobieństwo, że nie będzie musiał rozmawiać z nauczycielami o swoim domniemanym ojcostwie. To dopiero byłoby krępujące! Wyznawać McGonagall z kim się sypia, a z kim nie. Koszmar!
Okularnik złapał dziewczynę za rękę i uścisnął ją mocno. Po Pokoju Wspólnym rozniósł się jęk zawodu tych, którzy czekali aż poleje się krew.
- Stoi! - potwierdził. - A tak w ogóle to jak ty masz na imię? Kim jestem ja wiesz już doskonale.
- Lani. - przedstawiła się i zmusiła do uśmiechu, który nie był jednak do końca szczery. - Lani Caine.
- Miło mi cię poznać, a teraz poczekaj chwilę, a przedstawię ci moją ekipę. Razem znajdziemy sposób, jak poznać imię ojca tego dziecka. - zapewnił Gryfonkę i wstał z miejsca machając do nas abyśmy podeszli.
Rozpoczynała się nasza nowa przygoda, w której centrum było nienarodzone dziecko, które nie należało do Jamesa.