niedziela, 7 października 2018

Kartka z pamiętnika CCCXXXIII - Noel Seed

Wybaczcie mi wszelkie literówki, powtórzenia i inne byki T^T

Niemal nagi, mając na sobie tylko bokserki, przegrzebywałem szufladę z koronkową bielizną w poszukiwaniu takiej, która spełniałaby wszystkie wymagania mojego narzeczonego, ale jednocześnie nie zniknęłaby, kiedy tylko ją na siebie założę.
Chociaż początkowo sądziłem, że nie będzie to tak trudne, szybko przekonałem się, jak bardzo się myliłem i powoli zaczynałem wątpić w to, że w ogóle zdołam znaleźć coś odpowiedniego. Obawiałem się, że w grę wchodziły w najbliższym czasie tylko zwyczajne slipy i bokserki, ale to nie zadowalało Victora, który zagustował w koronkach do tego stopnia, że sam zapełnił moją szufladę delikatnymi, seksownymi majtkami o najróżniejszym kroju.
Zza moich pleców rozległo się ciche prychnięcie, nie pierwsze i nie ostatnie dnia dzisiejszego.
Uśmiechnąłem się pod nosem rozbawiony i zasunąłem szufladę poddając się. Odwróciłem się do siedzącego w fotelu, nadąsanego mężczyzny i pokręciłem głową z westchnieniem, jakbym miał do czynienia z upartym, głupiutkim uczniem.
- I pomyśleć, że jeszcze niedawno uważałeś, że powinienem nosić tylko stuprocentowo męską bieliznę, a teraz płaczesz nad koronkowymi majtkami, które zniknęły.
Victor prychnął głośno i nachmurzył się jeszcze bardziej.
- Nie płaczę! - syknął. - Lubiłem cię w tych majtkach. Były bardzo seksowne…
- I zawsze, kiedy je ubierałem twoje drugie ja przejmowało nad tobą kontrolę. - wskazałem wymownie na krocze mężczyzny i zaśmiałem się cicho. Chmurna mina mojego narzeczonego sprawiła mi dziwną radość. Wydawał mi się taki słodki i niewinny w tym swoim nadąsaniu. Ten dumny mężczyzna naprawdę ubolewał nad utratą mojej bielizny, a musiałem przyznać, że nie spodziewałem się tego, że może ją aż tak bardzo lubić. Jasne, podniecała go, ale nie sądziłem, że do tego stopnia.
- Chodź tu! - rzucił rozkazującym tonem wskazując na swoje kolana.
Uśmiechnąłem się i podszedłem. Wspiąłem się na fotel klękając okrakiem nad jego udami i oparłem swoje czoło o jego. Wsunąłem dłonie w gładkie, brązowe włosy mężczyzny bawiąc się nimi na jego karku.
- Jestem… - powiedziałem cicho, niemal szeptem i potarłem swoim nosem o jego.
Victor przesunął dłońmi po moich udach od kolan po biodra i powoli w dół, aby znowu podjąć wędrówkę w górę. Zadrżałem, kiedy zrobił to po raz pierwszy, a później dreszcze sunęły po moim kręgosłupie za każdym razem, gdy zmieniał kierunek, w którym poruszały się jego ręce.
- Jesteś piękny, Noelu. - wymruczał. - Nie ważne, co masz na sobie, ale i tak uwielbiałem cię w tych cholernych majtkach i podwiązkach.
Zamruczałem z aprobatą i lekko musnąłem ciepłe, suche usta mężczyzny.
- Powiedz mi czego chcesz, kochanie. - szepnąłem w jego ucho i przygryzłem wrażliwą muszelkę.
- Wstań, a przekonasz się czego chcę. - zamruczał gardłowo.
Przez całe moje ciało przeszedł cudowny dreszcz podniecenia, który sprawił, że moje serce razem z krwią pompowało rozkosz prosto do krocza.
Zerwałem się na równe nogi wyczekując z niecierpliwością ruchu Victora.
Na jego twarzy pojawił się zadowolony uśmiech, który przegonił wcześniejsze niezadowolenie. Mężczyzna również się podniósł i powoli, patrząc mi w oczy, uklęknął przede mną. Powoli przesunął opuszkami palców po skórze moich ud. Oblizał się i przysuwając do mojego krocza, zaczął kąsać je i ssać przez materiał bokserek. Momentalnie zacząłem twardnieć, a on zamruczał z aprobatą. Jego palce wydawały się wodzić po moich udach niczym po strunach harfy.
Zatęskniłem za delikatnymi, lekkimi koronkami, które w tej chwili pozwoliłyby mojemu członkowi na swobodę, czego nie mogły mi zaoferować bokserki. Krępowały mnie, a Victor jakby nic sobie z tego nie robił. W końcu jednak zahaczył palcami o gumkę bielizny i zsunął ją odsłaniając moją pobudzoną męskość.
Patrzyłem w dół, na klęczącego przede mną mężczyznę i widziałem głód w jego oczach, kiedy spoglądał na moje ciało.
- Cudowny… - zamruczał i przechylając głowę w bok, sięgnął wargami moich jąder. Najpierw lizał je lekko, drażniąco, a następnie possał lekko. Jakby dla kontrastu, jego dłonie zacisnęły się mocno na moich pośladkach.
Zajęczałem i gdyby nie silne, zdecydowane dłonie na moim tyłku pewnie ugięłyby się pode mną kolana.
Victor tymczasem przesunął język wyżej i zaczął sunąć po spodniej stronie mojego członka. Wsunąłem dłonie w jego włosy, ale starałem się za nie nie ciągnąć. Nie chciałem żeby mój kochanek martwił się łysieniem na starość w takiej chwili.
W końcu poczułem jak gorąca wilgoć ust mężczyzny zaczyna obejmować cały mój członek od główki po trzon. Jęknąłem głośno i zadrżałem, ale Victor nie pozwolił mi na przegrupowanie sił. Opróżnił policzki i od razu zaczął poruszać głową. Raz miał między wargami tylko koronę mojego penisa, to znowu brał mnie w siebie tak głęboko, że nosem niemal dotykał mojego podbrzusza.
- Bogowie, Victorze! - jęknąłem gardłowo. Odchyliłem głowę do tyłu i łapałem głęboko powietrze. Poczułem, jak palce kochanka wbijają się w moje ciało tak mocno, że na pewno miały zostawić po sobie siniaki.
Nagle rozkosz stymulacji skończyła się, kiedy mężczyzna wstrzymał swoje cudowne ruchy.
- Nie! - wydusiłem z siebie i spojrzałem na to klęczące piękno, które wyczekująco uchyliło usta w sposób, który nie pozostawiał żadnych wątpliwości.
Zacisnąłem pewniej dłonie na włosach mężczyzny i wypchnąłem biodra do przodu, zagłębiając się w słodkie ciepło chętnych warg.
Zacząłem walić jego usta powoli, ale głęboko, jednak kiedy zobaczyłem z jaką błogością przyjmuje każde pchnięcie, podniecenie sięgnęło zenitu i chyba tylko cudem nie wytrysnąłem w te wspaniałe wargi. Victor wyglądał, jakbym to ja sprawiał mu w tej chwili niewyobrażalną przyjemność, a nie na odwrót. Zwiększyłem tempo ruchów, ale jednocześnie nie wchodziłem już tak głęboko.
Spod półprzymkniętych powiek popatrzyłem na Victora i dostrzegłem, że w czasie kiedy ja pieprzyłem jego usta, on masował swoje pobudzone krocze.
- Mój boże! - jęknąłem, zadrżałem i wytrysnąłem niespodziewanie. Moje ciało poruszało się spazmatycznie, kiedy opróżniałem jądra w te gorące, anielskie usta.
Mój mężczyzna zaczął teraz znowu poruszać głową, aby wyssać ze mnie całe nasienie do ostatniej kropli. Dopiero wtedy wypuścił mnie ze swojego ciepła i oblizał się zadowolony.
- Myślę, że bez tych koronek i tak damy sobie jakoś radę. - zamruczał.
- Doprawdy? A jak on da sobie radę? - wskazałem na wypychającą jego spodnie męskość.
- Hmm… - podniósł się z klęczek i usiadł w fotelu rozchylając zapraszająco uda. - Obaj chcemy abyś zaspokoił go dłońmi. Żebyś go dotykał i pieścił, zapamiętał jego kształt do tego stopnia, abyś przypominał go sobie nawet wtedy, kiedy w toalecie trzymasz w dłoni swojego.
Gdyby nie fakt, że przed chwilą szczytowałem i potrzebowałem dłuższej chwili by się zregenerować, na pewno znowu znajdowałbym się w pełnej gotowości słysząc te słowa. A tak:
- Victorze! - jęknąłem tylko i wziąłem głęboki oddech. Moje serce wydawało się lekkie i skrzydlate.
Uklęknąłem między nogami mężczyzny i dobrałem się do jego spodni. Rozpiąłem je uwalniając spod materiału imponującą, ciężką męskość kochanka.
Pochyliłem się biorąc go w usta, aby rozprowadzić po nim moją ślinę, a następnie odsunąłem się i objąłem go dłonią tak jak tego chciał.
Zacząłem powoli sunąć w górę i w dół gorącego, pulsującego trzonu. Kiedy stwierdziłem, że jest zbyt suchy, znowu go polizałem. W końcu jednak mogłem przyspieszyć ruchy dłoni, a pierwsze wypływające z jego penisa drobne krople nasienia zaczęły ułatwiać mi pracę.
Victor był duży, nabrzmiały od pulsującej krwi. Pod palcami wyczuwałem jego żyły i wiedziałem doskonale kiedy trzon rozszerzał się przechodząc w idealnie kształtną koronę penisa. Mimowolnie przypomniało mi się to cudowne uczucie, kiedy ta pełna główka pokonywała opór moich mięśnie i wnikała we mnie ze słodką mieszaniną rozkoszy i cudownego bólu.
Wróciłem myślami do swojego aktualnego zajęcia. Tak bardzo chciałem zadowolić kochanka, wypełnić jego polecenie i zapamiętać jego kształt i strukturę każdym nerwem.
Przyspieszyłem ruchy i zmieniłem odrobinę kąt, dzięki czemu siła jaką wkładałem w pieszczenie kochanka pozostawała taka sama, ale on mógł odczuwać wszystko dokładniej. Drugą dłonią sięgnąłem jego jąder i zacząłem je masować.
- Noelu! - moje imię wyjęczane zachrypniętym z rozkoszy głosem było niczym muzyka.
Uśmiechnąłem się do siebie i nie przerywałem. Może odrobinę jeszcze zwiększyłem tempo, na tyle na ile byłem w stanie.
Kiedy w końcu poczułem, jak jądra kochanka zbliżają się do jego ciała, a on wypchnął biodra prosto w moją dłoń, przysunąłem wargi do jego ciała zaczynając spijać każdą stróżkę nasienia, które je opuściła.
Victor uwielbiał kiedy to robiłem.
- O tak, Noelu. Właśnie tak. - wydyszał, co było moją małą wygraną, gdyż obaj w tamtej chwili dostaliśmy to czego chcieliśmy.

środa, 3 października 2018

Był plan i nie ma planu

- Nie rozumiem dlaczego mielibyśmy się w to mieszać. - Peter usiadł na swoim łóżku nadąsany i splótł ramiona na piersi. Wyglądał jak małe pulchne dziecko, które nie dostało ciastka, o które prosiło.
Syriusz przewrócił oczyma i westchnął ciężko. Do najcierpliwszych ostatnio nie należał, więc poniekąd rozumiałem jego frustrację.
- To może być ostatni raz, kiedy oglądam dziewczyny w bieliźnie!
- Peter, jeśli czegoś nie zrobimy to i tak zakończysz swoją karierę podglądacza na tym dniu. Ale do tego dojdzie całkowity koniec krótkich spódniczek i wielkich dekoltów, ponieważ każda laska będzie chodzić w jakimś obciachowym worku, byle tylko nie zniknął z jej ciała. Kapujesz? Ludzie połączyli te cholerne kropki i zrozumieli, że muszą unikać ładnych ubrań, które lubią. To oznacza, że żadna dziewczyna nie wyjdzie już poza swój pokój w czymś, co mogłoby zniknąć na twoich oczach. Dociera, jak na razie?
Peter rzucił Blackowi nieprzyjemne spojrzenie, ale po chwili najwyraźniej uspokoił się lub po prostu zrozumiał, że Syri ma rację i nic nie zyska na odcięciu się od naszej próby uporania się z problemem szalonego Skrzata Domowego.
- Dziewczyny nie są głupie. O ile to możliwe, są mądrzejsze od nas. Niektórym z nas wisi, czy zobaczą nas w bieliźnie, ale dla nich to coś wielkiego, więc nie zaryzykują. A jeśli one nie będą ryzykować, ty nie będziesz oglądał. Proste.
Cisza jaka zapadła była krępująca, ale na pewno potrzebna. Ja, Syri i James byliśmy w jednej drużynie, zaś Peter jak na razie zostawał w tej drugiej, mniej licznej. Nawet jeśli tylko Syriusz uważał, że może nam się udać, staliśmy za nim murem. Każdy z nas chciał w końcu móc ubierać się normalnie. Nawet ja! Wprawdzie moje ubrania nie należały do najlepszych, ale miałem takie, które szczególnie lubiłem oraz takie, w których uwielbiał oglądać mnie Syriusz, więc nie planowałem ich stracić na rzecz jakiegoś skrzaciego wariata.
- Niech będzie. Zacznę pomagać, ale jeśli uznam, że mi się to nie opłaca, rezygnuję!
- Pasuje mi to! - Syri wyraźnie odetchnął z ulgą. - Jestem pewny, że nie zrezygnujesz tak w ogóle.
Optymista.
Zdecydowaliśmy jednak, że mimo ostatecznej chęci Petera w zaangażowanie się w nasze „polowanie”, nie zaczniemy go od razu, ale damy sobie przynajmniej jeden dzień na wnikliwe przeanalizowanie naszych możliwości i późniejsze zebranie pomysłów. Burza mózgów, pasowałoby powiedzieć, gdyby nie fakt, że nasze głowy będą prawdopodobnie tak puste, że jakikolwiek plan się w nich narodzi, nie będzie on szczególnie odkrywczy. Byliśmy zwykłymi nastolatkami, a nie zaprawionymi w bojach łowcami głów.
Zresztą żaden z nas nie znał się na Skrzatach Domowych, więc co tu mówić o łapaniu jednego z nich.
- Yyy, chłopaki? - zwróciłem na siebie uwagę kolegów. - Nasz pierwotny plan obejmował śledzenie Skrzatów Domowych pod Peleryną Niewidką, prawda?
- No tak, i nadal taki jest. Musimy dowiedzieć się czy pomagają temu walniętemu i gdzie może się on chować…
- Peleryna to część garderoby. Pożądana przez wiele osób, uwielbiana przez nas…
- Nie wiem o czym mówisz. - rzucił z pełną powagą, niemal pogrzebową Syriusz. - Przecież nikt nie mówił nic o Pelerynie Niewidce. Komu przyszłoby do głowy wykorzystywać ją, kiedy istnieje zagrożenie, że Skrzat ją przejmie.
Taaaak… Teraz miałem pewność, że Syri zrozumiał w pełni gafę, jaką wcześniej popełnił obmyślając tę część swojego planu. Jak to możliwe, że wcześniej nie dotarło do mnie, że mogliśmy stracić naszą bezcenną pelerynę w taki głupi sposób?
- Czyli zostaliśmy z niczym… - James zwalił się na swoje łóżko i ułożył dłonie pod głową. - Jeśli na coś nie wpadniemy, jesteśmy skończeni. Nie wierzę, że nauczyciele coś wymyślą, a nie możemy donieść na Hagrida. Nawet anonim nie zda się na nic, bo łatwo je wyśledzić zaklęciami, które Dyrektor na pewno zna.
- Powinniśmy połączyć siły z kimś, kto nas nie wyda i nie powie dyrektorowi kto stoi za tym wszystkim, ale jednocześnie będzie mocnym sprzymierzeńcem. - Syriusz zaczął krążyć po pokoju. - Wiemy wszyscy którego nauczyciela można wykorzystać, ale nie wiem na ile będzie trzymał gębę na kłódkę. Podejrzewam, że może mu bardzo zależeć na pozbyciu się problemu, bo na pewno stracił albo ulubiony garnitur, albo przynajmniej koszulę. On zawsze ubiera się nienagannie, więc…
- Słyszałem, że się zaręczył. - dodał James. - Seed się wygadał na zajęciach z mugoloznawstwa, bo jego siostra chciała żeby on również to zrobił. Wtedy jako bliźnięta mogliby urządzić podwójny ślub.
Patrzyliśmy na Jamesa zaskoczeni. Nie trudno było domyślić się, że Syriusz mówił o Victorze, ale żaden z nas nie wiedział o zaręczynach.
- Mówiliśmy o ślubnych tradycjach mugoli i tak jakoś mu się wymsknęło. Wydawał się zadowolony.
- Nie wiedziałem nawet, że Seed kogoś ma. - przyznałem. - Myślałem, że jest ponad tym, a przynajmniej jest zbyt zajęty pilnowaniem Wavele’a żeby nie zdradzał mu siostry.
- Przyznaję, również tak myślałem, ale wszystko wskazuje na to, że poznał kogoś zanim rozpoczął pracę tutaj i teraz zachęcony przez siostrę postanowił się ostatecznie ustatkować.
- I co ty na to? - zacząłem uważnie przyglądać się Jamesowi. - Twoja Noela niedługo będzie po słowie, a przecież byłeś w niej zakochany.
J. westchnął ciężko.
- Przyznaję, że to był dla mnie szok. Naprawdę miałem nadzieję, że jednak rozstanie się z nim i da szansę komuś młodszemu. Mnie. Teraz muszę o niej całkiem zapomnieć. Jeśli cieszyła się na te zaręczyny tak bardzo, jak mówił Noel to nie mam już najmniejszych szans.
Biedny James. Nazbierało mu się tyle miłości życia, że zamiast raz mieć złamane serce, on miał je łamane niemal bezustannie. Pierwszym, który mu je złamał był Sheva i podejrzewam, że to przyjaciel odczuł najdotkliwiej.
- Trudno. Mam Lily, więc nie powinienem marzyć o innej. Ale i tak wnerwia mnie fakt, że akurat taki nadęty bufon jak Wavele ją zdobył! Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby nadal tu uczyła i nagle jej piękna suknia rozpłynęłaby się w powietrzu zostawiając ją w samej bieliźnie? Założę się, że byłaby koronkowa! I w takim delikatnym kolorze różowym. A może nawet i ona by zniknęła. W końcu Seed na pewno bardzo ją lubiła. No co?
Wzruszył ramionami patrząc na nas z ognikami przekory w oczach, kiedy my wpatrywaliśmy się w niego. Jego erotyczne fantazje naprawdę nas nie interesowały, w szczególności jeśli dotyczyły kobiet. Chociaż niechętnie to przyznawałem nawet przed samym sobą, nie miałbym nic przeciwko, gdyby w jego fantazjach pojawił się tracący ubrania Victor Wavele. W końcu nie musiałem go lubić, aby uważać, że jest przystojny. Nie znaczyło to jednak, że naprawdę chciałbym zobaczyć go bez ubrania lub nawet całkiem nagiego. Nie, to byłoby za dużo.
- Nie ważne, udam, że nie słyszałem. - Syriusz machnął ręką. - Chociaż przyznaję ci rację, Seed pewnie miałaby na sobie różową koronkową bieliznę. A teraz wyobraź sobie, że na ślubie będzie mieć białą, a tym, który się do niej dobierze będzie nie kto inny, jak Victor. - mój chłopak roześmiał się widząc przerażoną i zbolałą minę Pottera. Zakładałem, że James wyobraził sobie moment, w którym Wavele zdejmuje piękną białą suknię ze swojej nowo poślubionej żony i podziwia ją w śnieżnobiałych koronkach.
- Merlinie, będę miał koszmary erotyczne przez ciebie! Tyle piękna nie moje!
Black zaśmiał się ochryple. Odkaszlnął jednak i roześmiał się raz jeszcze, tym razem normalnie. Niestety jego „złowieszczy” śmiech stracił całą złowieszczość.
Byliśmy bandą szalonych chłopaków, którzy uwielbiali sobie nawzajem dokuczać i dogadzać, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało. Byliśmy po prostu niepoprawni.
Przez chwilę milczeliśmy, póki nie poczułem na sobie przeszywającego spojrzenia Syriusza. Aż zadrżałem, kiedy przeszył mnie zimny dreszcz. To nie zwiastowało niczego dobrego. Kiedy popatrzyłem na mojego chłopaka, po jego twarzy błąkał się uśmiech, który wcale mi się nie podobał. Przez chwilę wyobraziłem sobie siebie w białych koronkach i zadrżałem ponownie. Nie czytałem w myślach Blacka, ale byłem pewny, że właśnie o tym w tamtej chwili myślał. Zastąpił Seed mną, co było naprawdę przerażające. Kiedyś mógł mnie poprosić o założenie czegoś takiego, a ja pewnie zgodziłbym się, gdyby mnie dobrze przekonywał.
Merlinie, nie!

poniedziałek, 1 października 2018

Kartka z pamiętnika CCCXXXII - Albus Dumbledore

Patrzyłem z niedowierzaniem na stojącego przede mną w samej bieliźnie Gellerta, który wypluwał z siebie przekleństwa w naprawdę zadziwiającym tempie. Kiedy przeszył mnie swoim intensywnym spojrzeniem lśniących wściekłością dzikich i pięknych oczu, zadrżałem bynajmniej nie ze strachu.
Gellert był wprawdzie bardzo szczupły, ale jego mięśnie choć słabo zauważalne były twarde i silne. Jego przydługie, posiwiałe włosy i równie srebrna broda z rozkosznym wąsikiem nadawały mu zadziorności, która zawsze tak mi imponowała i rozpalała. Ostry nos, kuszące usta…
Mój wzrok znowu zaczął schodzić w dół po pokrytej bladą skórą piersi czarodzieja.
- Oczy mam wyżej, Dumbledore! - wyrzucił z siebie ochryple, jakby strzelał z bicza.
Znowu zadrżałem, ponieważ doskonale pamiętałem dzień, kiedy daliśmy szansę takiej formie erotycznej rozrywki.
Gellert stojący nade mną z lśniącym złotym blaskiem magicznym pejczem… Krótki, ale intensywny ból zastępowany przez rozkoszne ciepło i drętwienie skóry…
- Znam to spojrzenie, Albusie, i nie radzę ci nadal zmierzać w tym kierunku.
Wziąłem głęboki oddech, który miał mnie uspokoić, chociaż wbrew pozorom wcale tego nie zrobił, a  jedynie bardziej mnie rozpalił, gdyż moje nozdrza wypełnił zapach szamponu i płynu do kąpieli, jako że mężczyzna stojący przede mną niedawno wyszedł z łazienki po długiej kąpieli. Mój wieloletni kochanek nie domyślił się jednak tego, jak na mnie podziałał, nazbyt skupiony na swojej nagości.
- Jeśli trochę ochłonąłeś, powiesz mi co to ma znaczyć? - wskazał na swoje pozbawione ubrań ciało. Jeszcze niedawno miał bowiem na sobie zupełnie nowe szaty, które kupiłem mu specjalnie z okazji naszej randki, którą na dziś zaplanowaliśmy.
- Nie mam pojęcia – przyznałem szczerze. Gellert nie do końca mi chyba dowierzał, biorąc pod uwagę badawcze spojrzenie, jakim mnie przeszywał. - Naprawdę nie wiem! - uniosłem ręce w geście mającym dodatkowo podkreślić moją niewinność. - Z ubraniami wszystko było w porządku i naprawdę liczyłem na to, że dziś gdzieś razem wyjdziemy.
- Niech będzie. Wierzę, ale w takim razie, co…
Jego pytanie zostało przerwane przez kroki słyszane na schodach dzięki stukotowi obcasów. Gellert zaklął po swojemu i zniknął w toalecie, jako że pracujący w mojej szkole nauczyciele na pewno rozpoznaliby go w mgnieniu oka, a ja nie chciałem się tłumaczyć z jego obecności w moim gabinecie. Tym bardziej kiedy miał na sobie wyłącznie bieliznę.
Żałowałem jednak tego, że musiał się schować, ponieważ bardzo podobało mi się to, co do tej pory widziałem. Co z tego, że nie byliśmy już najmłodsi, skoro to co było między nami nadal cechowały żywe i mocne uczucia? I nie chodziło wyłącznie o sentymenty, motylki w brzuchu czy romantyzm, ale także o te bardziej pierwotne uczucia, jak pożądanie czy podniecenie. Gellert nadal był dla mnie atrakcyjny, a mojemu libido niczego nie dało się zarzucić.
- Proszę! - zaprosiłem kobietę, która zapukała do drzwi gabinetu. McGonagall weszła do środka skanując pomieszczenie jakby oczekiwała, że zobaczy tu coś, co mogłoby ją zainteresować. Miała na sobie jakąś mało elegancką suknię, co trochę mnie zdziwiło, biorąc pod uwagę to, jak zawsze ubierała się z dużą dbałością o szczegóły.
- Panie dyrektorze, mamy problem. Wśród uczniów i nauczycieli wybuchła panika, kiedy nagle zniknęły ubrania, które niektórzy z nich mieli na sobie. Niektórzy zostali zupełnie nadzy. - dodała aby podkreślić powagę sytuacji.
- Proszę usiąść i powiedzieć mi na ten temat coś więcej. - wskazałem krzesło przed biurkiem, które kobieta zajęła posłusznie.
- Nastąpiło to jednocześnie lub niemal jednocześnie w różnych częściach szkoły. U uczniów z różnych domów i każdej płci. Podobnie było z nauczycielami. Sama ucierpiałam przez to wszystko i proszę mi wierzyć, że nie mam pojęcia jak do tego w ogóle doszło, a przecież powinnam mieć chociaż jakieś podejrzenia.
- Mogę sobie to wyobrazić. - moje myśli wróciły do niemal nagiego kochanka, który zapewne podsłuchiwał teraz pod drzwiami toalety. - No cóż, chodźmy sprawdzić, czy nie było to jakieś zaklęcie rzucone przez ucznia, które wymknęło się spod kontroli. - podniosłem się i otworzyłem drzwi koleżance z pracy.
Miałem nadzieję na spędzenie bardzo romantycznego i gorącego dnia z moim kochankiem, ale to musiało poczekać. Im szybciej zajmę się sprawami szkoły, tym szybciej znowu znajdę się z nim sam na sam, a właśnie tego pragnąłem najbardziej w tej chwili.
Opuściłem więc swój gabinet z żalem i bólem, ponieważ czułem między nogami napięcie, od którego mogła mnie uwolnić tylko jedna osoba, a tę musiałem niestety zostawić samą w gabinecie. Że też ze wszystkich dni coś takiego musiało wydarzyć się właśnie dzisiaj!
***
Nic. Jedno wielkie nic. Chociaż wykorzystałem cały arsenał znanych mi zaklęć, które mogły się przydać w odkryciu przyczyny problemu znikających ubrań, nie udało mi się dojść prawdy. Byłem jednocześnie zły i podniecony, jako że z jednej strony moja wiedza zawiodła, zaś z drugiej miałem przed sobą wyzwanie.
- I gdzie moje ubrania? - powitało mnie nadąsane pytanie, zaledwie wróciłem do siebie.
- Nie wiem. Jk na razie nie doszedłem do niczego. - odpowiedziałem przyznając się do porażki.
- Naturalnie, że nie. Beze mnie raczej nie łatwo jest ci dochodzić. - słysząc to zadarłem głowę do góry. Na twarzy Gellerta pojawił się zbereźny uśmieszek. - No dalej, rozbieraj się. Skoro nie możemy wyjść jak planowaliśmy, będziemy mieli randkę tutaj. Już to przemyślałem, kiedy cię nie było. Niech te twoje Skrzaty dostarczą nam tutaj jedzenie, otworzymy wino i zapewnisz mi należytą rozrywkę. Ale nie planuję jako jedyny siedzieć w samej bieliźnie!
- Fala podniecenia rozlała się po moim ciele z niesamowitą siłą. Gellert na pewno wiedział, że właśnie rozbudził we mnie podniecenie, które zdoła tylko w jeden sposób ostudzić. Uśmiechał się do mnie bowiem w ten wiele mówiąc sposób, który od lat doprowadzał mnie do przyjemnego szaleństwa.
- Nie każ mi czekać, Albusie. - upomniał mnie ostro.
Posłusznie wysłałem od razu wiadomość do Skrzatów i przygotowałem wspomniane przez kochanka wino. Następnie rzuciłem zaklęcie na drzwi oraz całe pomieszczenie aby je wyciszyć i uniemożliwić innym dostanie się do środka. Rozebrałem się do bielizny tak, jak chciał tego mój Gellert. Zauważyłem, że jego spojrzenie sunęło po moim ciele tak, jak wcześniej moje przesuwało się po jego.
- Mmm… Rozumiem, że mamy teraz chwilę dla siebie, więc chodź tu do mnie. - zamruczał zmysłowo, co poczułem aż w kroczu, a jego drapieżny chichot powiedział mi, że najprawdopodobniej moje podniecenie było także widać na mojej twarzy.
Postąpiłem kilka kroków w jego kierunku, a on szybko skrócił resztę dzielącego nas dystansu. Nie wiem, co robił, kiedy wyszedłem, ale najwyraźniej miałem z tym wiele wspólnego, jako że mężczyzna złapał mnie zdecydowanie, niemal brutalnie za szyję i przyciągnął do mocnego, wygłodniałego pocałunku. Objąłem go w pasie i poddałem się, kiedy jego gorący język wpełzł w moje usta. Nie było w tym za grosz delikatności, jako że Gellert uwielbiał, kiedy nasze wargi i języki walczyły ze sobą pieszcząc się przy tym gwałtownie i mocno. Tak jak on uwielbiał wygrywać w takich starciach, tak i ja uwielbiałem, kiedy był górą.
- Tfuj! - odsunął się nagle ode mnie i przesunął palcami po języku. - Mam w ustach twoją brodę.
Nie wytrzymałem i roześmiałem się. Jego stwierdzenie było szczere do bólu, obrzydliwe, ale jednocześnie dziwnie intymne. Po tylu latach burzliwego związku nie tylko moją brodę miał już w ustach.
- Nie pozbędę się jej, Gellercie. - od razu zaznaczyłem z mocą.
- Cholera, to ty powinieneś siedzieć zamknięty w wierzy, a nie ja! Wprawdzie z łatwością się z niej wymykam, ale mimo wszystko. - jakiś psotny ognik zalśnił w jego oczach. - Stawałbym pod wierzą, a ty spuszczałbyś swoją brodę abym się po niej wspiął. - roześmiał się rozbawiony niczym dziecko swoim dowcipem. Uspokojenie się zajęło mu dłuższą chwilę. - Roszpunko moja… - rzucił szczerząc ostre zęby i kładąc dłonie na moich biodrach, przysunął mnie bliżej siebie.
Na udzie poczułem jego twardniejącą męskość.
Nawet gdyby świat dowiedział się o nas, nikt by nie uwierzył, że to ten sam czarodziej, który terroryzował magiczną społeczność nie tak znowu dawno temu i którego pokonałem.
Jęknąłem, kiedy mężczyzna zatopił zęby w moim ramieniu i lizał ugryzione miejsce, jakby chciał mi w ten sposób wynagrodzić swoją słabość do podobnych zachowań.
To najwyraźniej miał być bardzo udany dzień, nawet bez obiecanej przed miesiącem randki poza murami zamku.