niedziela, 15 lipca 2018

Kartka z pamiętnika CCCXXX - Andrew Sheva

Zupełnie nie zrobiłem jeszcze nic konkretnego, a jednak już byłem niewyobrażalnie zmęczony psychicznie i fizycznie. Z jednej strony wiedziałem dlaczego, z drugiej jednak nie miałem pojęcia, ponieważ nie akceptowałem tej pierwszej odpowiedzi. Czy to miało właściwie sens? Przeczenie samemu sobie? Może wariowałem. Nikogo by to nie zdziwiło, w końcu miałem swoje wzloty i upadki, jeśli chodzi o moje zachowanie, słowa, podejście, do niektórych spraw. Co powiedziałby na to Fabien? Nie byłby pewnie zachwycony, gdyby się okazało, że jego ukochany ześwirował. 
Bogowie, pierdzieliłem głupoty sam do siebie we własnej głowie. Naprawdę powinienem dać się zamknąć i leczyć dla dobra całej ludzkości.
- Obserwując cię, odczuwam dziwną satysfakcję. - Aaron wyrwał mnie z pokręconych, samo-destrukcyjnych myśli. - Twoja twarz zmienia się z sekundy na sekundę i niemal słyszę, jak pracują trybiki w twojej głowie. Powinieneś je naoliwić, może ciszej by się obracały. - rzucił z przekornym, zaczepnym uśmiechem.
- Bardzo zabawne, naprawdę. - rzuciłem z sarkazmem – Mistrz ciętych komentarzy.
Aaron pokazał mi język, a ja odpowiedziałem mu tym samym.
- Obaj jesteście siebie warci. - skomentował krótko nasze dziecinne zachowanie Cyrille. - Pieniążek za twoje myśli. - zawrócił się tym razem bezpośrednio do mnie.
Zastanowiłem się szybko, czy powinienem rozmawiać z przyjaciółmi na tematy tak bardzo prywatne, jak mój związek z Fabienem pod kątem jego najbliższych. Szybko doszedłem jednak do wniosku, że jeśli nie otworzę się przez Aaronem i Cyrillem to naprawdę zacznę wariować mieląc swoje własne myśli tysiące razy i nic z tego nie wyciągając – ani wniosków, ani rozwiązań.
- Chodzi o Fabiena. - przyznałem w końcu.
- Jakby to było czymś nowym…
- Nie chcesz słuchać to wynocha! - syknąłem na ciemnowłosego kumpla i pokazałem mu drzwi.
- Dobra, już dobra, siedzę cicho i słucham! - zapewnił, więc kontynuowałem w żadnym stopniu nie urażony.
- Chodzi o dziecko. - wydusiłem z siebie, a przyjaciele spojrzeli na mnie zdziwieni. Nie wiem, co przyszło im do głowy i chyba wcale nie chciałem wiedzieć. - W życiu każdego mężczyzny, a przynajmniej prawie każdego, przychodzi taki czas, kiedy to zaczyna myśleć o dziecku. Dodam, że nie chodzi o mnie, bo ja nigdy nie planowałem się rozmnażać, z racji mojej orientacji. Rzecz w tym, że najlepszy przyjaciel Fabiena oraz ich dobry kumpel mają dzieci, mimo że są w związkach homoseksualnych. Ot, byli na tyle odpowiedzialni, że dostali na wychowanie jakieś sierotki i teraz są już od lat szczęśliwymi rodzinami.
- Niech zgadnę, uważasz, że Fabien również chciałby być tatuśkiem, a ty nijak nie widzisz się w roli ojca? - wtrącił się Aaron.
- Do tego stopnia, że nawet gdyby się starał o dziecko to pewnie z mojego powodu by go nie dostał. A pamiętaj, że różnica wieku między nami jest znaczna, więc jeśli nawet ja mam czas na zmianę zdania to Fab już nie koniecznie.
- Rozmawiałeś z nim o tym?
Wiem, że Cyrille chciał pomóc, ale jego pytanie mnie zdenerwowało.
- I co mu powiem?! Widzisz, kociaku, wiem, że chciałbyś być tatą, ale sam sobie dziecka nie zmajstrujesz, bo staje ci tylko na mnie, a ja ci niczego nie urodzę. Tak, wiem, że samotnemu mężczyźnie nie powierzą opieki nad adopcyjnym maluchem, bo to nazbyt podejrzane, a jeśli będziesz ze mną to A. i tak ci dziecka nie dadzą, B. i tak dziecka nie chcę.
- Dobra, patowa sytuacja, przyznaję. - rudzielec zdjął okulary, przetarł twarz dłonią i założył je ponownie. - Ale dlaczego nie chcesz mieć dziecka?
Wskazałem ręką na siebie, a dokładniej rzecz ujmując na swoją twarz.
- Jestem za młody, niedojrzały, chcę się skupić na karierze, a i tak bardzo późno sobie to uzmysłowiłem, więc muszę się postarać o to, żeby nadrobić wieloletnie zaległości na tym polu w miarę szybko. Zresztą postaw się w mojej sytuacji! Mam ile? Siedemnaście lat? I w takim wieku miałbym skończyć szkołę i zostać tatuśkiem? Będę przed trzydziestką, kiedy moje dziecko zacznie uczyć się w szkole takiej jak ta. Nie mam dobrego zdania o młodych matkach, powiedziałbym, że jest koszmarne. Dobra, nie jestem dziewczyną, więc wygląda to trochę inaczej, no ale daj spokój, to dziwaczne.
- Tu się z nim zgadzam. Jeśli siedemnastolatek zmaluje dziecko starszej od siebie kobiecie to w sumie ani mnie to ziębi, ani grzeje, ale jeśli siedemnastolatka jest ciężarna to już inna para kalosze.
- Seksiści. - Cyrille pokręcił głową z dezaprobatą. - W każdym razie może powinieneś mniej się tym przejmować? W końcu Fabien na pewno rozumie, że nie chcesz być ojcem w tak młodym wieku i wolisz skupić się na sobie i karierze. No i zna cię doskonale. Wie, że jesteś jeszcze psychicznie dzieckiem i daleko ci do młodego mężczyzny. A tobie za rok czy dwa może się jeszcze odwidzieć. Uznasz, że kariera to coś wspaniałego, ale potrzebujesz od niej odskoczni, a najlepszą jest możliwość powrotu do rodziny, do dziecka. Może i Fabien jest starszy, ale jeszcze nie stary, prawda?
- No, nie. Nie jest stary. - przyznałem okularnikowi rację.
Zacząłem zastanawiać się nad tym, co mi powiedział. Rozumiałem wszystkie jego argumenty i nie mogłem się z nimi nie zgodzić, ale to nie zmieniało faktu, że przeze mnie marzenia Fabiena będą niespełnione.
- Dobra, nie było tematu! - machnąłem lekceważąco ręką, dając przyjaciołom znać, że nie chcę ciągnąć dalej tej rozmowy, ponieważ i tak do niczego dzięki temu nie dojdziemy. Zresztą od samego początku konwersacja skazana była na porażkę, ponieważ na fakty nie miałem wpływu, a faktem było, że byłem młody, nieodpowiedzialny, niepoważny, daleki od chęci zostania ojcem. Krótko mówiąc, sprawa była jasna i klarowna, a ja nie miałem szans w jakikolwiek sposób na nią wpłynąć. Gdyby istniała możliwość, że zmienię fakty, może bym to zrobił. Jak na razie było to jednak poza moimi możliwościami.
Przez chwilę pozwoliłem sobie na wyobrażenie sobie Fabiena jako ojca. Leżącego na łóżku z niemowlakiem na piersi, śpiącego spokojnie z maleństwem obok siebie, niemal przed twarzą. Wcale mnie to nie kręciło. Nie zaprzeczę, Fab na pewno wyglądałby zniewalająco. Tyle, że coś takiego ruszyłoby kobietę lub bardzo wrażliwego mężczyznę, ale nie mnie.
- Nie martw się tak, wszystko się jakoś ułoży. - Aaron położył dłoń na moim ramieniu i ścisnął lekko. - Stary, jeśli mi zaczęło się układać, a sam wiesz, jak niemożliwa było moja miłosna historia, to twoje jeszcze niemałżeńskie pożycie też się ułoży.
Mimowolnie uśmiechnąłem się, ponieważ rzeczywiście mogłem spojrzeć na swoje życie pod innym kątem, jeśli tylko przypomniałem sobie, jak bajkowo poszczęściło się przyjacielowi.
- Czy to jest uśmiech? Czy ja naprawdę widzę uśmiech na twojej twarzy?
- Odwal się! - rozbawiony pchnąłem lekko czarnowłosego.
Przyjaciele naprawdę zdołali poprawić mi humor, a byłem pewny, że to już dzisiaj niemożliwe.
- A tak w ogóle to dzisiaj stawiałem sobie tarota. - Cyrille zawstydzony zmierzwił swoje rude włosy. - Tak naprawdę to ktoś mi go stawiał, ale wiecie o co chodzi.
- Twoja nowa miłość? - zagadnąłem.
- Noooo… Tak trochę, ale nie chcę krakać! W każdym razie wyszło, że w przeciągu najbliższego półtora roku zostanę wujkiem! - chłopak wyraźnie czekał na jakąś reakcję z naszej strony. Problem w tym, że się jej nie doczekał. - Nie mam rodzeństwa żeby zostać wujkiem! - wyjaśnił w końcu. - A więc moją najbliższą rodziną, która mogłaby mnie tak zaskoczyć jesteście wy dwaj!
Zaczęliśmy się z Aaronem przekrzykiwać zaprzeczając jakby chodziło o któregoś z nas, bo chociaż nie wierzyliśmy w tarota, to jednak Cyrille miał taką minę, jakby był pewny, że jednak się to sprawdzi. Ostatecznie uznaliśmy, że musi chodzić o brata Aarona, Noaha. Wprawdzie nie miał on jeszcze stałej partnerki, ale wytrwale poszukiwał i prawdopodobieństwo, że jednak zmaluje dzieciaka w przeciągu półtora roku było duże. A już na pewno w porównaniu z możliwościami moimi i Aarona.
Rudzielec nie był do końca przekonany, czy może być wujkiem, jeśli dziecko będzie należeć do brata jego przyjaciela, ale uznał to wyjaśnienie i odpuścił. W ten sposób przynajmniej od razu zdusiliśmy w zarodku jakiekolwiek dziwaczne komentarze i aluzje, jakimi rzucałby nasz niski, piegowaty przyjaciel, który jak dziecko cieszył się na możliwość bawienia dziecka, które nie będzie jego.
Cóż, wszyscy trzej byliśmy w pewnym stopniu nieźle pokręceni. Każdy z nas inaczej, ale razem tworzyliśmy niesamowitą paczkę wariatów.

środa, 27 czerwca 2018

Kartka z pamiętnika CCCXXIX - Matthew Sorcers

To były dla mnie ciche i upokarzające dni, kiedy tchórzowsko unikałem nie tylko Gregoire’a, ale i reszty przyjaciół.  Nie chciałem z nimi rozmawiać, ponieważ nie planowałem dzielić się z kimkolwiek swoimi problemami oraz odczuwanym strachem przed popełnieniem jakiegoś głupiego błędu. Zresztą Gregoire był powodem moich zmartwień, Alexander i Jace nigdy by mnie nie zrozumieli, a rozmowa z Samem, z którym czasami sypiałem, o moim dziewictwie analnym byłaby zbyt krępująca. Nie oszukujmy się, i tak nie uśmiechały mi się zwierzenia. Od razu moglibyśmy urządzić sobie babski wieczór, piżama-party i pogaduchy przy gorącej czekoladzie.
No błagam! Bez takich jaj!
Może i byłem wybredny, przez co mój problem niestety pozostawał niezmienny i wcale nie byłem bliższy jego rozwiązania, mimo długich godzin analiz, obliczania za i przeciw oraz innych takich głupot, którymi ludzie starają się dojść do porozumienia z rozumem i sercem.
A może po prostu za bardzo się tym wszystkim przejmowałem? Greg mógł chcieć mnie wrobić, żebym się od niego odczepił, więc może właśnie wpadłem po uszy w jego pajęczą sieć?
Nie żebym nie myślał o tym wcześniej. Prawdę mówiąc przychodziło mi to do głowy przynajmniej trzy razy dziennie, ale nigdy nie zbliżyłem się do poznania odpowiedzi na pytanie o uczciwość kumpla i jego rzeczywiste plany spędzenia ze mną jednej, głupiej nocy.
Jakie było prawdopodobieństwo, że Gregoire postanowił się ugiąć i spróbować seksu z facetem, chociaż od dawna już tego odmawiał i nie interesował się tak naprawdę żadną z płci? No dobra, może po prostu nie wiedziałem kto go interesuje, a kto nie, ponieważ nie zwykł o tym mówić, a ja nie naciskałem. Ale i tak zakładałem, że woli laski – miękkie, okrągłe, delikatne tyłki, równie okrągłe i miękkie cycki oraz stanowczo zbyt wielkie jak na mój gust sutki. Nie, kobiety były beznadziejne. Czy to możliwe, że Greg nie dostrzegał piękna w twardym, prężnym ciele mężczyzny? W twardym, ciasnym tyłku, twardej, płaskiej piersi?
Cholera, jak to w ogóle możliwe, że faceci w większości gustowali w babach?
Na myśl o związku mieszanym zrobiło mi się niedobrze. Z jakiegoś powodu ostatnio miałem tak coraz częściej, jakbym wyrabiał w sobie jakiś rodzaj heterofobii. Wyobraziłem sobie słabszą i delikatniejszą kobietę leżącą z rozłożonymi nogami pod większym od niej facetem i skrzywiłem się do siebie. Jakie to upokarzające nie mieć wyboru, czy chce się być górą, czy dołem! Dwój mężczyzn zawsze miało wybór, kiedy jeden decydował się być dołem, a drugi górą. Zawsze też mogli się zamienić. Kobieta zawsze musiała być tą, która przyjmuje w siebie faceta, jeśli była w zwyczajnym związku, jak większość innych. Upodlające.
Na chwilę pozwoliłem swoim myślom ucichnąć i spojrzałem w wpatrzone we mnie szare oczy o całkiem ładnym kształcie. Skupiłem rozbiegany wzrok stwierdzając, że patrząca na mnie dziewczyna marszczy brwi i przechyla głowę w bok, jakby imitowała sowę.
- Czego? - zapytałem z warknięciem.
- Zaraz ktoś pieprznie cię drzwiami prosto w łeb, bo stoisz od kilku minut przed wejściem do klasy, w której właśnie skończyły się zajęcia?
- Kurwa!
Na twarzy dziewczyny pojawił się pełen zadowolenia i wyższości uśmiech. Zadowolona z siebie ruszyła dalej korytarzem, zostawiając mnie z moją złością i wstydem.
Cholerna cwaniara! Drapieżnik od A do Z. Więc dlaczego tworząc ludzi ten Ktoś-Na-Górze nie wziął tego pod uwagę? Dlaczego jednych stworzył fizycznie uległymi, a innych fizycznie dominującymi?
Zastanowiłem się chwilę, po czym ruszyłem szybko za dziewczyną. Nigdzie się jej nie spieszyło, więc zatrzymałem ją zaledwie kilkadziesiąt kroków dalej i złapałem za rękę.
- Co? - zapytała wyszarpując nadgarstek z mojego niezbyt silnego uścisku.
- Jesteś typem lidera czy robola?
Zmarszczyła czoło patrząc na mnie, jak na idiotę, ale odpowiedziała.
- Lidera w przebraniu robola, ponieważ wtedy unikam brania odpowiedzialności za swoje akcje i jestem leniwa.
- W związku dominujesz czy dajesz się zdominować?
- Nie lubię związków, ale nie daję się zdominować. Dominuję z ukrycia, tak żeby nie musieć się wysilać, ale żeby było po mojemu.
- Góra czy dół? - zapytałem nagle. Nie wiem czy mnie zrozumiała, ale odpowiedziała od razu.
- Góra.
- Dlaczego?
- Góra oznacza władzę i możliwości, pozwala na większą pewność siebie i decydowanie o sobie.
Skinąłem głową, odwróciłem się do niej tyłem i po prostu odszedłem. Kątem oka wydawało mi się, że dziewczyna wzruszyła obojętnie ramionami i ruszyła w swoją stronę, jakbym nigdy jej nie zatrzymywał. Byłem pewny, że nie miała pojęcia, co chciałem osiągnąć zadając jej te pytania, ale tego chyba nawet ja sam nie mogłem być do końca pewny. Niemniej jednak utwierdziła mnie w przekonaniu, że świat jest zbudowany nienaturalnie, ponieważ narzuca nam role i nie pozwala na wolne dokonywanie wyborów. Gdyby ta dziewczyna mogła po dorośnięciu wybrać swoją płeć, byłaby mężczyzną. Widziałem to w jej oczach. Była feministką, ponieważ jakiś bóg uczynił ją kobietą i uznała, że musi walczyć o swoje, o wyższość swojej płci, która pod tak wieloma względami była słabsza. Zdawała sobie sprawę z fizycznej przewagi mężczyzn i denerwowało ją to. Nie musiałem jej znać, aby wiedzieć to wszystko na pewno. Wystarczyło zwrócić uwagę na to, jak na mnie patrzyła, jak się do mnie odnosiła i przeanalizować sens jej słów.
A co oznaczało to dla mnie i mojej sytuacji?
Naprawdę wiele!
Ona musiała być silna, ponieważ nie miała innego wyjścia. Musiała zaakceptować swoją uległość albo ją odrzucić. Ja miałem wybór, miałem okazję zgodzić się na to, co mi odpowiadało, co mnie kręciło i płynąć z prądem. W moim przypadku nie chodziło o podporządkowanie się Tym-Lub-Temu-Na -Górze, a więc nie było niczego mało męskiego w podejmowaniu decyzji wiążącej się z przyjemnością dla samego siebie. To tak jakby wybierać czy wolę zjeść słodki batonik, czy słone chipsy. Ja mogłem wybierać i przybierać, a ona miała tylko jedną opcję.
Tak, właśnie porównałem role w seksie do niezdrowych przekąsek.
Teraz musiałem tylko stawić czoła samemu sobie, swoim potrzebom, przeanalizować dokładnie to, czego pragnąłem. Czy chęć całkowitego zbliżenia się do Gregoire’a była uczuciem ogólnym, czy w jakiś sposób ukierunkowanym? Chciałem go nie ważne w jakiej roli, czy może chciałem go po prostu zdominować, zaliczyć, zdobyć?
- Ależ ja jestem głupi! - jęknąłem na głos.
- Nie znam cię, człowieku, ale na pewno masz rację. - jakiś przechodzący obok mnie chłopak poklepał mnie po ramieniu.
Cóż, naprawdę byłem głupi, a jego komentarz tylko to dodatkowo podkreślił. Czy jednak moja głupota miała w tej chwili jakieś znaczenie? Nie. I tak musiałem teraz ogarnąć moje wszystkie sprawy uczuciowe i seksualne.
„Zaliczyć czy dać się zaliczyć? Oto jest pytanie!” myślałem.
Zabawne, ale nagle wcale nie wydawało mi się to już tak istotne, jakbym po prostu musiał uświadomić sobie pewne rzeczy tylko po to, żeby móc spokojniej odetchnąć.
Chwila, chwila, chwila! A gdzie ja tak właściwie właśnie szedłem? Co miałem w planach zanim oddałem się rozmyślaniom i poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące pytania?
Lekcje? Nie, nie lekcje. Miałem wolną godzinę.
Biblioteka? Za żadne skarby świata!
Kibelek! Tak, no przecież! Byłem w drodze do toalety! Cholera, minąłem ją dobrych pięć minut temu. Zawróciłem więc w stronę najbliższej toalety myśląc już tylko o jednym – o tym, że muszę się skupić na życiu i dotrwaniu w jednym, nieroztargnionym kawałku do obiadu, kiedy to wrócę do przyjaciół niczym syn marnotrawny i będę zachowywał się jakbym wcale ich nie unikał przez ostatnie dni. Jeśli będę musiał, nakłamię w tym temacie i nigdy nie dam po sobie poznać, że ogarnęły mnie jakiekolwiek wątpliwości dotyczące mnie samego. Pewnych słabości po prostu się przed kumplami nie okazywało, nawet jeśli potrafiłoby się powierzyć im życie.
Cóż, męskim światem również rządziły reguły, którym należało się podporządkować, jeśli chciało się zachować pozycję. Nie tylko kobiety miały czasami przekichane. My, faceci również.

niedziela, 17 czerwca 2018

Kartka z pamiętnika CCCXXVIII - Victor Wavele

PYTANKO! KARTKĘ Z CZYJEGO PAMIĘTNIKA CHCIELIBYŚCIE W NAJBLIŻSZYM CZASIE PRZECZYTAĆ?



Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze i poprawiłem i tak idealnie ułożone włosy.
Zawsze zwracałem uwagę na wygląd, jako że bycie mężczyzną to za mało aby ludzie uznali cię za przystojnego i zadbanego, ale dawniej zdecydowanie mniej czasu poświęcałem drobnostkom, które teraz nie dawały mi spokoju. Nie ważne, jak często ścigałem Noela za rozdrabnianie się nad swoim wyglądem, ponieważ i tak przejąłem od niego pewne zachowania. Mój chłopak miał na mnie stanowczo zbyt wielki wpływ. W każdym innym związku od razu zacząłbym się odsuwać, a może nawet rozstałbym się ze swoim partnerem. Z Noelem było jednak inaczej. Kochałem go, jak szaleniec i nawet nie przyszło mi do głowy, aby próbować zmniejszyć jego wpływ na moją osobę.
- Kochanie, wyglądasz zniewalająco. Możemy już iść? - rozbawiony Noel wszedł do łazienki i podchodząc do mnie od tyłu, objął mnie w pasie, przytulając się do moich pleców. Pachniał mocno swoją wodą po goleniu, co działało na mnie jak afrodyzjak i od razu wędrowało rozkosznym podnieceniem do krocza.
Zamruczałem w odpowiedzi w wymowny sposób, który sprawił, że mój kochanek zachichotał słodko.
- Zapomnij, Victorze. Obiecałeś mi randkę i nie zamierzam z niej zrezygnować.
- Zawsze możemy wyjść trochę później… - sięgnąłem ręką za siebie, planując zacisnąć dłoń na kroczu Noela, ale przewidział to i uciekł szybko poza mój zasięg.
- Nie! - pogroził mi palcem.
Westchnąłem ciężko i odsunąłem się od lustra. Poprawiłem koszulę, podciągnąłem spodnie i spojrzałem na niego udając nadąsanie.
- Nie próbuj nawet wzbudzić we mnie współczucia, ponieważ to nic ci nie da. Obiecałeś mi zakupy, pamiętasz? - na słodkiej, delikatnej, przystojnej do granic możliwości twarzy mojego chłopaka pojawił się rozkoszny uśmiech, który mówił wszystko. Nie miałem, co liczyć na przyjemności przed wyjściem. Noel i zakupy to najgorsze połączenie. Podejrzewałem, że podobnie musieli czuć się mężczyźni, którzy wychodzili na randkowe zakupy ze swoimi dziewczynami.
Sprawdziłem po raz ostatni zawartość portfela, aby mieć pewność, że zabrałem wystarczająco dużo pieniędzy, aby mój kochanek wyszalał się do woli i z ostatnim ciężkim westchnieniem niespełnienia  dałem  Noelowi znak, że możemy wychodzić.
Na dziś zamówiłem stolik w nowo otwartej restauracyjce w Hogsmeade, do tego kwiaty, które Noel uwielbiał oraz niewielka niespodzianka na koniec. Nie byłem romantykiem, ale doskonale znałem Noela i wiedziałem, co lubi, więc raz na jakiś czas z rozkoszą go rozpieszczałem. Zasługiwał na to i przyznaję, że chciałem żeby kochał mnie z każdą chwilą bardziej.
Wyszliśmy z zamku ramię w ramię, ale nie dotykaliśmy się. Dopiero kiedy wieże Hogwartu zniknęły nam z oczu, przysunęliśmy się bliżej siebie, tak że nasze ramiona łączyły się ze sobą na całej długości.
Spojrzałem kątem oka na kochanka stwierdzając, że jego tłumiony uśmiech był dowodem na to, że moje dzisiejsze starania o sprawienie mu przyjemności całkiem nieźle się sprawdzały. Cóż, w końcu Noel uwielbiał wszystkie te drobne gesty, chociaż sam miał niewiele taktu i delikatności, kiedy chodziło o podryw. Nadal pamiętałem, jak wykorzystał Syriusza Blacka aby mnie uśpić, a następnie związał chcąc się do mnie dobrać. I udało mu się. Nie tylko zdobył moje cało, ale ostatecznie także serce.
- Dlaczego tak się uśmiechasz? - zapytał zaciekawiony.
- Przypomniałem sobie to, w jaki sposób przełamaliśmy pierwsze lody.
- Och! - zarumienił się.
- Taaaak, och. - klepnąłem go w tyłek i przyspieszyłem. - Chodź, miejmy zakupy za sobą jak najszybciej i przejdźmy do konkretów.
*
Minęły całe wieki zanim Noel obszedł wszystkie interesujące go sklepy. O ile na początku podobało mi się to, że mogłem oglądać go we wszystkich tych łaszkach, o tyle w pewnym momencie zacząłem się niewyobrażalnie nudzić. Byłem pewny, że z kobietami było podobnie, ale dlaczego ja musiałem trafić akurat na kochającego ubrania faceta? Co gorsze, mój kochanek wydawał się tym bardziej nakręcony, im mniej mi się to wszystko podobało.
Cholera, chodziłem z sadystą!
Dziękowałem Merlinowi, kiedy w końcu Noel postanowił zakończyć obchód sklepów i udaliśmy się do wybranej przeze mnie tydzień wcześniej restauracji. Nasz stolik znajdował się w zacisznym kącie, osłoniętym delikatnymi kotarami od reszty restauracyjnej przestrzeni. Już uwielbiałem to miejsce, jako że oferowało klientom sporo prywatności, kiedy poprosiło się o to. Nikt też nie zainteresował się faktem, że o specjalny stolik prosiło dwóch mężczyzn. Byłem z tego faktu niezmiernie zadowolony.
Usiedliśmy i złożyliśmy zamówienie.
Oczy Noela świeciły jasno, jak gwiazdy na niebie w piękną noc. Byłem więc pewny, że jemu również się tutaj podoba.
Na posiłek musieliśmy zaczekać, ale nasza kelnerka wróciła z karafką wody, szklankami, przekąskami oraz wielkim bukietem kwiatów.
O tak, Noel był zaskoczony i tak szczęśliwy, że jego blask mógłby zaopatrzyć w energię całe Hogsmeade.
- Nagle naprawdę zgłodniałem, ale zamiast jeść tutaj wrócił bym do zamku żeby pożreć ciebie. - mój chłopak starał się opanować uśmiech, ale nie szło mu najlepiej. Podziwiał bukiet, który otrzymał, opuszkami palców gładząc płatki kwiatów.
Zabawne, że potrafił tak delikatnie obchodzić się z roślinami, podczas kiedy z ludźmi wcale nie szło mu tak dobrze. A przynajmniej nie ze mną. W końcu był mężczyzną, więc nie mogłem się dziwić, że w łóżku zamieniał się w wygłodniałego tygrysa. Chociaż nie tylko w czasie intymnych pieszczot daleki był od subtelności. Mój Noel był mieszanką wszystkiego.
- Gdybym nie bał się, że ktoś zaraz tu przyjdzie, już klęczałbym między twoimi kolanami z ustami pełnymi ciebie. - rzucił głębokim, pełnym obietnicy głosem.
Chciałbym żeby to zrobił, naprawdę bym chciał. Mniej podobałoby mi się jednak, gdyby ktoś zobaczył go na klęczkach. Ten widok był przeznaczony tylko i wyłącznie dla mnie.
Wyobraziłem sobie cudowne, pełne usta Noela na moim członku, jego język sunący po trzonie, jego palce na moich jądrach i poczułem ssące podniecenie w kroczu.
Kiedy w końcu wrócimy do pokoju, rozsypię kwiaty storczyków z jego bukietu, położę go między nimi i zerżnę tak mocno, że rano obaj będziemy odczuwać tę noc. Nasze usta będą opuchnięte i czerwone od pocałunków, a moje plecy zamienią się w jedną wielką ranę po paznokciach mojego kochanka.
Mój „dolny mózg” właśnie nabiegł gorącą krwią, która pulsowała w nim z intensywnością, której nie spodziewałem się odczuwać w miejscu publicznym.
Aż podskoczyłem, kiedy na swoim kroczu poczułem dotyk. Spojrzałem w dół, gdzie pozbawiona obuwia stopa mojego chłopaka zaczynała poruszać się w górę i dół, stymulując mnie.
Podniosłem wzrok i spojrzałem w błyszczące przekorą oczy kochanka. Planował doprowadzić mnie do orgazmu, chciał żebym doszedł w spodniach, jak jakiś uczniak. Musiałem przyznać, że szło mu naprawdę nieźle, a kiedy nagle pojawiła się kelnerka z naszym zamówieniem, zamiast sflaczeć, stwardniałem.
- Kochanie, jeśli teraz dojdę, będziemy mieli później jedną rundę mniej.
Noel przygryzł wargę zastanawiając się nad tym, co powiedziałem, ale jego stopa nie zniknęła. Wręcz przeciwnie, przyspieszyła swoich ruchów i mocniej naciskała na moje krocze.
I nagle cała rozkosz się skończyła, kiedy Noel wycofał się.
- Masz rację, Victorze. Nie warto tracić tej jednej rundy. - uśmiechnął się zadowolony, ponieważ mimowolnie jęknąłem odczuwając brak tego cudownego tarcia, stymulacji oraz ciepła. - Nie wiem dlaczego jesteś dla mnie dzisiaj tak hojny, ale mam zamiar to wykorzystać, kiedy zamkną się za nami drzwi pokoju. - dodał.
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu zadowolenia na jego słowa. Obaj myśleliśmy teraz o tym samym, o seksie, wzajemnej nagości, rozkoszy, którą tylko my mogliśmy sobie dać.
Byliśmy dla siebie stworzeni, byłem o tym przekonany. Lub zwyczajnie zakochany. Tak czy inaczej, byłem w związku, który czynił mnie szczęśliwym i w którym odnajdował się także mój partner. Czy można było chcieć czegoś więcej?