Pokazywanie postów oznaczonych etykietą side story. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą side story. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2020

Kartka z pamiętnika CCXLII - Fabien Trezeguet

🐣🐤🐥Wesołych, zdrowych i szczęśliwych Świąt Wielkanocnych! Może i spędzamy je w cieniu epidemii, / zarazy / apokalipsy, ale i tak powinniśmy się z nich cieszyć. Nie wiemy przecież czy i w jakich warunkach doczekamy kolejnej Wielkanocy. 🐰🐇🐓

P.S. Jako że od jakiegoś czasu nie "czuję" pary, jaką są Fabien i Andrew, postanowiłam o nich napisać, aby odnaleźć na nowo ich uczucia i drogę, którą mają podążać.


Siedząc przy obiedzie, przypatrywałem się entuzjastycznie opowiadającemu o swoich przygodach na boisku oraz nowych kolegach Andrew. Rumieńce na twarzy, błysk w oku, niemal piskliwy z podekscytowania głos. I nie miało to nic wspólnego ze mną.
Czy znowu odsuwaliśmy się od siebie? Nie byłem w stanie jednoznacznie tego stwierdzić. Andrew rozpoczął nowy etap życia, był młody, pełen energii. Miał przed sobą świetlaną przyszłość, która pozwalała mu na różnego rodzaju życiowe eksperymenty. Także w kwestii miłości.
Nie, nie chciałem się nim dzielić z nikim! Ale czy mogłem mu zabronić czegokolwiek? Gdyby chciał się rozstać, serce by mi pękło, ale nie odmówiłbym mu. Byłem od niego o wiele straszy, moja praca była czasami niebezpieczna i za wszelką cenę musiałem unikać jakichkolwiek przejawów sławy, czy też zainteresowania publicznego, jeśli nie chciałem wylądować w więzieniu. Jakby tego było mało, byłem ślepy na jedno oko, wzrok w drugim zaczął mi się trochę zamazywać przy czytaniu, więc niechybnie musiałem zainwestować w okulary, a we włosach zaczęło pojawiać się coraz więcej siwych włosów. Co więc poza rozmowami o quidditchu miałem do zaoferowania?
Kochałem go. Oczywiście, że go kochałem. Ale czasami miłość oznacza, że musisz pozwolić komuś odejść. Nie możesz trzymać ukochanej osoby przy sobie na siłę. Ale co z walką o miłość? Walczyć warto, ale tylko wtedy, kiedy ta druga osoba chce abyś o nią walczył.
- Marszczysz się. - słowa Andrew połączone z lekkim dotykiem jego palca na moim czole sprowadziły mnie na ziemię. - Dlaczego tak się marszczysz? - chłopak zaczął przyglądać mi się podejrzliwie. - Mam dla ciebie prezent, czekaj.
Nagła zmiana tematu bardzo mnie zaskoczyła. Chociaż jeszcze bardziej zaskoczył mnie fakt prezentu. Czy powinienem odebrać to jako zły znać? Czytałem artykuł, w którym autor sugerował, że kiedy mąż zaczyna przynosić żonie kwiaty bez okazji może to oznaczać zdradę. Ot, chce zabić poczucie winy prezentem.
- Proszę. - Andrew położył przede mną prostokątne pudełeczko. - No dalej, otwórz.
Podniosłem je i potrząsnąłem.
- Jeśli zepsujesz, nie odpowiadam za to. - przewrócił oczyma.
Otworzyłem więc pakunek ostrożnie i wyjąłem z niego etui, w którym znajdowały się okulary. Spojrzałem na mojego partnera tym mocniej marszcząc czoło, byłem tego świadomy.
- Coraz częściej mrużysz oczy i marszczysz czoło, kiedy na coś patrzysz, starasz się coś przeczytać. Przykro mi, ale czas zainwestować w pierwsze okulary. Przymierz.
Szlag. Co innego samemu zdawać sobie z czegoś sprawę, a co innego, kiedy partner daje ci do zrozumienia, że się starzejesz.
Nie mając innego wyjścia, założyłem okulary. Na początku wszystko było rozmazane, ale po chwili obraz wyostrzył się, kiedy szkła same dostosowały się do mojej wady wzroku.
- Wow, mmm….
Spojrzałem na Andrew, który przyglądał mi się z uśmiechem.
- Nawet nie podejrzewałem, że będziesz w nich wyglądał tak seksownie. Taki gorący bibliotekarz lub profesor.  A może powinienem mówić do ciebie „Tatusiu”?
- Co?
- No dobrze, wiem, że okulary nie mają nic do tego, ale tak mi się powiedziało…
- Nie rozumiem…
- Eh, a więc słuchaj mój ty człowieku jaskiniowy. Bo widzę, że zatrzymałeś się na erze wciągania za włosy do jaskini… Chodzi o takie… zboczenie, z braku w tej chwili innego określenia, kiedy to jeden z partnerów nazywany jest Tatusiem, Tatuśkiem, Tatkiem, wiesz o co chodzi, a drugi Chłopcem. I teraz, słoneczko moje przyćmione, słuchaj uważnie. Tatuś to osoba, która zazwyczaj odczuwa wewnętrzną potrzebę zajmowania się, opiekowania swoim partnerem jakby był dzieckiem. Tymczasem Chłopiec to ktoś, kto potrzebuje aby ktoś się nim zajął w takim czy innym stopniu, jakby był wspomnianym dzieckiem.
Patrzyłem na niego marszcząc się, jak sucha śliwka, co najpewniej mówiło więcej niż tysiąc słów.
- Dobrze, podam ci przykład i zacznę od Chłopca. Wyobraź sobie mężczyznę, który sprawuje istotną funkcję, zawsze musi być w pełnej gotowości, odpowiada za wszystko i wszystkich, ma bardzo dużo na głowie. I ta osoba potrzebuje wytchnienia, potrzebuje chwili, kiedy nie musi martwić się niczym, decydować, kiedy ktoś inny decyduje za nią, a ona po prostu sobie jest, jak dziecko. Wiek tego dziecka to już kwestia indywidualna. I tutaj na scenę wchodzi Tatuś. Osoba, która ma naturalną potrzebę i predyspozycje do zajmowania się tamtym mężczyzną, zapewnienia mu opieki i poczucia bezpieczeństwa, przejęcia kontroli. I tutaj też „wiek” Chłopca zależy od tego, jakie potrzeby ma Tatuś. Taki związek nie musi mieć podłoża seksualnego. Chodzi o zaspokojenie pewnych wewnętrznych, powiedziałbym, że psychologicznych potrzeb. Rozumiesz?
Skinąłem głową.
- Jak widzisz to nie ma nic wspólnego z twoimi okularami, tak mi się tylko głupio powiedziało. Nie potrzebuję też tatusia, ale gdybyś kiedyś…
- Nie, dziękuję! - przerwałem mu szybko.
- No to doskonale. Skoro to mamy za sobą… - Andrew wstał ze swojego miejsca i podszedł do mnie. Usadowił się na moich kolanach. - To wróćmy do tematu seksownego bibliotekarza lub profesora. - zaczął wodzić palcem po mojej brodzie i policzku. - Która rola bardziej ci odpowiada?
- Więc chcesz mi powiedzieć, że ja w okularach już ci nie wystarczam i potrzebujesz zabaw? - wiedziałem, że tak nie jest, ale i tak chciałem żeby obsypywał mnie zapewnieniami. W końcu jeszcze chwilę wcześniej zastanawiałem się nad tym, czy mu wystarczam, czy może powinienem zrobić miejsce dla kogoś młodszego kto stanąłby u jego boku.
- Hm, niech pomyślę. W sumie to odpowiedź brzmi tak i nie.
- Hę?
- Wystarczasz mi, ale czasami zabawy erotyczne urozmaicają, a ja lubię urozmaicenia.  Więc dopóki nie przyzwyczaję się do okularów na nosie mojego srebrnego lisa, mam zamiar tę sytuację wykorzystywać. - Andrew zaczął palcem gładzić mój nos. - Zanim jednak przyjdą ci do głowy jakieś głupoty, a wiem, że przyjdą, ponieważ już przez to przechodziliśmy, zaznaczę wyraźnie i z dużym naciskiem, że w tych zabawach musisz uczestniczyć ty. Nie chcę byle jakiego bibliotekarza czy psora, chociażby byli nie wiem jak przystojni. Chodzi mi o ciebie.
Położyłem dłonie na jego pośladkach i ścisnąłem, co wywołało radosne mruczenie mojego chłopaka.
- Powiedz mi więcej. - zażądałem. Najwyraźniej potrzebowałem się dowartościować, z czego sam nie zdawałem sobie sprawy.
- Widzisz, mój ty wątpiący w siebie mężczyzno… Tak się składa, że lubię starszych od siebie mężczyzn. I nie ukrywam, że lubię też twoje wysportowane ciało. Będę się nim cieszył póki nie zaczniesz przybierać na wadze i zarastać tłuszczykiem. Wtedy przerzucę się na twoje dodatkowe centymetry. Podobają mi się twoje przeplatane siwizną włosy, ale kiedy będziesz całkiem siwy, wtedy będą podobały mi się tylko takie. Nie szczególnie leciałem na okulary, póki ty ich nie założyłeś. Mówiąc najprościej, chcę ciebie, Fabienie. I kiedy ty martwisz się tym, że się starzejesz… nie zaprzeczaj!
Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że rzeczywiście planowałem zaprzeczyć.
- Kiedy ty martwisz się tym, że przybywa ci lat, ja martwię się tym, że jestem za młody i nie mogę zaoferować ci stabilizacji życiowej, której na pewno potrzebujesz. Nadal jedziemy na tym samym wózku wątpliwości.
- Nie sądziłem, że masz czas o tym wszystkim myśleć. - przyznałem trochę zawstydzony. - Przy twoich treningach, meczach, spotkaniach z kolegami, nie myślałem, że masz czas martwić się takimi rzeczami. - oparłem czoło o jego głowę.
- Oczywiście, że się martwię. Nie chcę żebyś był nieszczęśliwy i znudzony mną. Może i jestem twoją drugą połówką, ale to wcale nie znaczy, że nie musisz być ze mną szczęśliwy. Tym bardziej, że się zmieniam, a to znaczy, że cały czas musisz swoje uczucia dostosowywać to tych zmian…
- Niczego nie dostosowuję, Andrew. Kocham cię takim, jakim jesteś. To, co jest w tobie najgłębiej się nie zmienia nigdy.
Na twarzy chłopaka pojawił się słodki uśmiech.
- Doskonale. W takim razie będzie pan pracownikiem biblioteki, panie Trezeguet. Proszę zasuwać do salonu i zastanowić się jaką książkę mi pan poleci. Podpowiem, że powinna być to kamasutra.
Przewróciłem oczyma przez co zarobiłem kuksańca w bok. Andrew zsunął się z moich kolan i zgonił mnie z krzesła. Najwyraźniej naprawdę planował wykorzystać swój pomysł, a ja nie miałem innego wyjścia, jak tylko pozwolić mu na wszystko.
Tak, bezsprzecznie owinął sobie mnie wokół palca.

niedziela, 23 grudnia 2018

Kartka z pamiętnika CCCXXXVIII - Gabriel Ricardo

WESOŁYCH ŚWIĄT I NAPRAWDĘ UDANEGO NOWEGO ROKU!


Niuch, niuch.
Co tak cuchnie?!
Skrzywiłem się, a mój zmęczony umysł powoli pozwalał świadomości przedrzeć się przez gęstą mgłę snu. Zanim zdołałem otworzyć oczy, musiałem je najpierw mocno zamknąć. Miałem wrażenie, że moje mięśnie i nerwy spinają się aby później się rozluźnić. Jeszcze nawet nie uchyliłem powiek, a już wiedziałem, że oczy będą mnie piekły. To było pewne!
Wziąłem głęboki oddech i zaraz tego pożałowałem.
Co u licha…
Otworzyłem w końcu oczy i spojrzałem na znajdującą się przed moją twarzą stopę.
Zerwałem się do siadu i zepchnąłem ją z siebie, ale szybko pożałowałem tak gwałtownych ruchów, ponieważ zakręciło mi się w głowie, a żołądek podszedł mi do gardła.
- Hej, ostrożniej!
Rzuciłem Michaelowi wściekłe spojrzenie.
- To zabieraj kulasa z mojej twarzy. - warknąłem niezadowolony. - Cuchnie jak francuskie sery.
- Tylko nie kulasa! Uwielbiasz moje nózie…
- Od biodra po kostkę, twoje cuchnące stopy to inna sprawa. Zresztą, co twoje syry robiły przy mojej głowie? - powstrzymałem mdłości kilkoma głębokimi oddechami.
- Świętowaliśmy, piliśmy wino, którego nie lubisz, ale i tak je piłeś, ponieważ od dawna nie byłeś pijany i zatęskniłeś za tym cudownym stanem świadomości w nieświadomości. Wróciliśmy do domu, położyłem cię spać, ponieważ byłem w lepszym stanie niż tym, ale kiedy zdejmowałem ci spodnie, sam usnąłem i ostatecznie wylądowaliśmy w pozycji 69. Nie pamiętasz?
Wysiliłem swój umysł w poszukiwaniu wspomnień wczorajszej nocy, ale były raczej zamglone i mętne.
- Coś tam pamiętam. - przyznałem i rozmasowałem palcami płat czołowy pomiędzy oczami.
- No właśnie…
- O Merlinie, co tak jedzie?!
- Sorrki, tak mi się jakoś…
Tym razem zawartość żołądka podeszła mi do gardła z takim zdecydowaniem, że wydarłem z łóżka i pognałem do łazienki nie bacząc na nic. Przytuliłem muszlę klozetową i nakarmiłem ją zalegającym mi jeszcze w żołądku alkoholem, żółcią i jakimiś tostami, które jadłem, a których nie strawiłem.
- Nic ci nie jest? - Michael zajrzał do łazienki, więc obrzuciłem go wściekłym spojrzeniem, które gdyby mogło zabijać, na pewno by to zrobiło.
- Jesteś świnią, wiesz o tym? - syknąłem.
- Przepraszam, ale musiałem dać temu upust…
- Skończ ten temat! - przełknąłem ciężko ślinę, nie pozwalając kolejnej fali mdłości na przewagę. - Masz szczęście, że nie boli mnie głowa i poza problemami z żołądkiem nic mi nie jest, bo chyba bym cię rozszarpał! I nie pierdź więcej!
Michael wzruszył ramionami.
- To przez te wczorajsze grzybki marynowane.
Merlinie, w kim ja się zakochałem.
- Poczekaj.
- Jakbym się gdzieś wybierał. - wymamrotałem i oparłem czoło o ścianę przy kibelku, jako że groziła mi powtórka sprzed chwili. Zamknąłem oczy licząc do dziesięciu, a kiedy skończyłem, zacząłem odliczanie od nowa. Nie wiem jakim cudem, ale jakoś mnie to uspokajało.
Słyszałem jak Michael wraca do łazienki i siada obok mnie.
- Proszę. - powiedział, co zmusiło mnie do otworzenia oczu. Chłopak trzymał w rękach szklankę z gorącą, niesamowicie mocną herbatą. - Niezbyt zdrowe, ale za to pomaga. - przyznał z nieśmiałym uśmiechem.
- Dziękuję. - wziąłem od niego gorący kubek i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo było mi zimno.
- Kiedy wypijesz, zrobić ci kolejnej, tym razem z sokiem z czarnej porzeczki.
Przypomniał mi dlaczego się w nim zakochałem.
- Wykąp się, śmierdzielu, a kiedy skończysz i ja dopiję herbatę, wykąpiesz mnie.
Michael pojaśniał niczym letnie słońce. Patrzyłem jak się rozbiera, wrzuca ciuchy do kosza na brudną bieliznę i raźnym krokiem wchodzi do wanny.
Sącząc herbatę, podziwiałem jego umięśnione ciało. Znałem je na pamięć i nie miało przede mną żadnych tajemnic, ale i tak nie mogłem wyjść z podziwu, że poniekąd należy do mnie. Bo w końcu Michael był mój i tylko mój.
Chłopak nucił zadowolony siedząc w wannie i polewając się wodą z słuchawki prysznica. Nie wiem, co go tak bardzo cieszyło, ale mogłem się domyślać, że miało to coś wspólnego ze mną i moją propozycją kąpieli.
Udało mi się wypić całą herbatę jeszcze zanim Michael skończył swój prysznic. Musiałem przyznać, że naprawdę poczułem się trochę lepiej. Przypomniałem sobie także, że podczas kiedy ja po prostu piłem, Michael dbał o to, abym także jadł i pił dużo niealkoholowych płynął. Podejrzewałem więc, że mój brat bólu głowy był zasługą jego troskliwej opieki.
- Gotowy? - wysuszony, ale nie ubrany chłopak stanął przede mną z tym swoim rozbrajającym uśmiechem.
Podniosłem się powoli i pozwoliłem rozebrać. Michael pomógł mi wejść do wanny i sam zajął się całą resztą, jak ustawianie temperatury wody, mycie mojego ciała, włosów, uszu. Wyszorował mnie naprawdę dokładnie, a później pomógł wyjść, osuszył zostawił w łazience abym umył zęby, podczas kiedy on poszedł po jakieś ubrania dla nas. Był tak troskliwy, że nie byłem pewny czy przypadkiem czegoś ode mnie nie chce i po prostu próbuje zdobyć kartę przetargową w formie dobrych uczynków.
W dalszym ciągu nie czułem się najlepiej, ale zdecydowanie miałem już więcej sił i mój żołądek się nie buntował, więc wróciłem do pokoju. Michael był właśnie gotowy biec do mnie z ubraniami, więc zamiast bawić się z nimi w łazience, jak cywilizowani ludzie ubraliśmy się w sypialni. Przy okazji dostałem również kilka buziaków, na które nie mogłem liczyć wcześniej, kiedy to z paszczy kopało mi wymiocinami.
- Pościeliłem łóżko, więc siadaj na nim, oprzyj się i poczekaj na mnie. Przyniosę ci herbaty i coś lekkiego do zjedzenia.
- Wiesz, że prawdopodobnie i tak bym zwymiotował, nawet gdybyś nie puścił tego bąka zabójcy? - wolałem postawić sprawę jasno.
- Oczywiście, że wiem, ale nie zaprzeczysz, że jednak pomogłem ci w wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego, co w sobie miałeś.
- I nie zapominajmy, że wąchałem twoje nogi po tym, jak wiele godzin łaziłeś w tych swoich trepach. - dorzuciłem, jakbym już sam nie wiedział, czy mam go podnosić na duchu, czy zgnębić.
On posłał mi jednak zabójczy uśmiech, musnął lekko swoimi ustami moje usta i wyszedł z pokoju tanecznym krokiem. Albo miał naprawdę dobry dzień, kiedy mój był kiepski, albo podobało mu się, że może się o mnie troszczyć. Tak czy inaczej, podobało mi się to, że ten kudłaty głuptas robi wszystko co w jego mocy, aby poprawić moje samopoczucie i doprowadzić moje ciało, a w tym mój żołądek, do stanu użyteczności.
Zamknąłem oczy uśmiechając się do siebie i zacząłem układać w głowie plan tego, w jaki sposób odpłacę mu się za to wszystko. Wprawdzie chłopak pozbędzie się przy tym co najmniej kilkunastu włosów, ponieważ lubił, kiedy w czasie seksu zaciskałem na nich palce. Zresztą były na tyle długie, że niemal same się o to prosiły. Jaki mężczyzna nie ma ochoty złapać kochanka za włosy i przycisnąć do siebie jego głowy, czy to w pocałunku, czy też podczas obciągania? Może i miałem czasami lekką słabość do dominacji, ale nie zmieniało to faktu, że nawet ludzi pierwotnych przedstawiano przecież jako brutali ciągnących swoje wybranki za ich długie włosy.
Roześmiałem się z własnej głupoty. Jeśli takie rzeczy przychodziły mi do głowy w czasie trzeźwienia, może powinienem unikać alkoholu. Żołądek na pewno byłby mi za to wdzięczny.

środa, 31 stycznia 2018

Kartka z pamiętnika CCCXIV - Aaron

Milczałem, kiedy wpatrywali się we mnie wielkimi oczyma. Milczałem, kiedy próbowali wydusić z siebie jakikolwiek komentarz otwierając i zamykając usta bez słowa.
Milczałem i obejmowałem ramieniem zmieszanego Florina, który na pewno marzył o tym, żeby znowu narzucić na głowę kaptur bluzy i skryć się pod nim przed wzrokiem dwójki moich przyjaciół.
Obiecałem chłopakom, że poznają moją skrywaną od miesięcy tajemnicę, że przedstawię im osobę, do której wymykałem się codziennie za ich plecami.
Dotrzymałem słowa.
Po osobie Shevy przesunąłem tylko szybko spojrzeniem. Wiedziałem, że jest urażony ukrywaniem przed nim w szkole mojego mugolskiego chłopaka, ale byłem też świadom tego, iż jemu szybko przejdzie. Ot, żaden problem. Cyrille to jednak zupełnie inna para glanów. Rudzielec nie miał pojęcia o moich seksualnych preferencjach. Przez lata sądził, że jestem „normalny”, cokolwiek mogła oznaczać normalność. Wiedział, że umawiałem się z kilkoma dziewczynami, ale nie miał pojęcia o moich schadzkach z innymi chłopakami. Nie domyślił się niczego, nawet kiedy dobierałem się do niego rok temu i doprowadziłem go do płaczu. Teraz odkryłem przed nim karty i nie żałowałem, że to zrobiłem.
Wracaliśmy do domu na Wielkanoc, więc Cyrille miał wystarczająco dużo czasu aby dojść do ładu z rewelacjami na mój temat. Chciałem żeby wiedział zanim skończy się szkoła, żeby poznał mnie lepiej, niż dotychczas. Nie musiał wiedzieć, że się w nim kochałem, że masturbowałem się wielokrotnie myśląc o nim i chciałem z nim chodzić. Nie, na tym akurat mi nie zależało.
- Myślałem, że odesłałeś go do domu! - jak mogłem się domyślić, to Sheva przerwał w końcu przeciągające się milczenie.
- Cóż… - westchnąłem opadając na swoje siedzenie w przedziale pociągu, którym wracaliśmy do domu, sadzając sobie Florina na kolanach. Uznałem, że najlepszym sposobem na oswojenie Cyrille’a z pewnymi faktami będzie wręcz ordynarnie swobodne zachowanie. - Wynikły pewne komplikacje i ostatecznie zrobiłem po swojemu. Przy okazji, powiedziałem Florinowi wszystko o nas, o naszej szkole i o naszym świecie. - przyznałem się i odwróciłem wzrok od przyjaciół, aby nie patrzeć na ich reakcje.
- Co zrobiłeś?! - Pszczoła w końcu wyrzucił z siebie pierwsze słowa, od kiedy oficjalnie przedstawiłem Florina jako swojego chłopaka.
- Może… może powinienem wyjść? - blondyn zaczął kręcić się niespokojnie na moich udach, a jego głos brzmiał niczym szept.
- Bzura! - od razu odrzuciłem tę propozycję i objąłem go mocno ramionami, aby mi się przypadkiem nie wymknął. - Cyrille’u, Florin niemal zamarzł pod drzwiami szkoły chcąc mnie odnaleźć i jest moim chłopakiem od miesięcy, więc ma prawo wiedzieć kim jestem. - zwróciłem się do przyjaciela tonem nieznoszącym sprzeciwu. Nie chciałem się z nim kłócić, ale wiedziałem, że zrobiłem dobrze wyznając mojemu kochankowi prawdę o sobie. - Stary, to co jest między mną a nim to coś poważnego. To nie zabawa w odkrywanie nowych doznań.
- Doprawdy? - wycedził przez zęby Cyrille i zamilkł kolejny raz, ale tym razem chyba na dobre.
Zabolało. I to jak cholera. Nigdy nie sądziłem, że jedno słowo wypowiedziane przez niego tonem podważającym moje uczucia może sprawić mi taki ból.
Rudzielec odwrócił głowę do okna i widziałem po jego minie, że nie zamierza dalej o tym ze mną rozmawiać. Był wściekły, dotknięty wszystkim co przed nim ukrywałem, a przynajmniej miałem nadzieję, że chodzi tylko o to. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że moim problemem nie był tylko związek z osobą tej samej płci, ale na dodatek z mugolem. Nigdy nie rozmawialiśmy z Cyrillem na ten temat, więc nie wiedziałem, jak zapatruje się na mieszane związki.
Sheva westchnął ciężko i bezceremonialnie zdzielił rudzielca w tył głowy. Cyrille cudem uniknął uderzenia czołem o szybę okna.
- To, co powiedziałeś było wyjątkowo wredne! - skarcił okularnika ostro, co było zaskakujące, ponieważ nigdy tego nie robił. Sheva zawsze zachowywał się w stosunku do niego raczej protekcjonalnie, po bratersku, ale najwyraźniej nawet on potrafił naprawdę się zdenerwować. - Nie obchodzi mnie dlaczego się teraz wściekasz na Aarona, ale kwestionowanie jego uczuć to za wiele! Znasz go dłużej ode mnie do cholery!
Wydawało mi się, że Cyrille miał łzy w oczach, ale nie mogłem być pewny, ponieważ podniósł się gwałtownie z miejsca i wyszedł z przedziału.
Zapadła cisza, której nie chciałem przerywać, ale czułem mocno zaciśnięte na moich kolanach dłonie Florina i wiedziałem, że muszę jakoś rozładować napięcie, muszę uspokoić mojego wystraszonego tym wszystkim chłopaka. Był jak owca w stadzie wilków. Mugol pośród czarodziejów. Nic dziwnego, ze drżał na całym ciele.
Zepchnąłem go lekko ze swoich kolan i posadziłem obok siebie, a następnie wstałem i stanąłem między jego nogami. Patrzyłem na niego z góry na tyle łagodnie, na ile byłem w stanie. Objąłem jego twarz dłońmi i pocałowałem go delikatnie, ale krótko.
- Twoje miejsce jest przy mnie, rozumiesz? Jestem twoim wymarzonym księciem, a ty jesteś moją wyrośniętą księżniczką. - wyszeptałem w jego rozchylone wargi. - Pamiętasz, jak mówiłem ci, że zanim się tu pojawiłeś podkochiwałem się w kimś u kogo nie miałem szans? To był Cyrille. - uznałem, że powinienem to powiedzieć właśnie teraz. Nie wiem dlaczego, ale tak czułem.
Różnokolorowe oczy chłopaka stały się o wiele większe, kiedy dotarło do niego znaczenie moich słów. Spojrzał przelotnie na drzwi przedziału i znowu popatrzył na mnie. O czym teraz myślał? Czy porównywał się z tym niskim, słodkim okularnikiem, który tak się przed chwilą zdenerwował? Czy zastanawiał się, jak to możliwe, że oddałem serce jemu, tak diametralnie różnemu od mojej ostatniej miłości?
- Pójdę teraz z nim porozmawiać, a przynajmniej spróbuję. - przesunąłem dłonią po jego gęstych, jasnych włosach, odgarniając je do tyłu. - Ale chcę żebyś wiedział, że złapałeś tę cholerną złotą rybkę – popukałem się palcem w serce – i nie musisz być zazdrosny.
Uśmiechnąłem się, kiedy na bladych policzkach Florina wykwitł obfity, ciemny rumieniec. Bingo! Był zazdrosny o Cyrille’a.
Drzwi przedziału rozsunęły się gwałtownie i Pszczoła wpadł do środka równie gwałtownie, jak wcześniej stąd wyszedł. Odwróciłem się w stronę wchodzącego, coś mignęło mi przed oczyma i nagle poczułem ból w szczęce.
- Kurwa! - Cyrille pisnął łapiąc się za dłoń w tej samej chwili, w której ja złapałem się za policzek, w który uderzył mnie z pięści.
- Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliście. - w głosie Shevy słychać było śmiech.
- Przez tyle lat nie miałeś czasu mi powiedzieć, że lecisz nie tylko na dziewczyny?! - małe ciało rudzielca trzęsło się ze złości.
- To niczego nie zmieniało… - zacząłem, ale mi przerwał.
- Niczego nie zmieniało?! Przebierałem się przy tobie! Ile razy widziałeś mnie nago?!
Już otwierałem usta by powiedzieć, że to bez znaczenia, gdy nagle uzmysłowiłem sobie, że byłoby to jawnym kłamstwem. To miało znaczenie. Dziewczyny nie przebierały się przy chłopakach nie ze względu na inną płeć, ale na przyjętą domyślnie orientację seksualną. Nie chodziło o różnice w budowie ciała, ponieważ z nich każdy zdawał sobie sprawę, ale o pożądanie, o podnietę i możliwe konsekwencje wystawiania ludzi na pokuszenie.
- Przyznaję, trochę skorzystałem na trzymaniu języka za zębami. - wyszczerzyłem się mimowolnie i jęknąłem, ponieważ miejsce, w które uderzył mnie przyjaciel zabolało jak cholera.
- Zaraz uderzę cię z drugiej strony! - ostrzegł nadal zły jak osa okularnik, ale miałem wrażenie, że jego złość malała z każdą chwilą.
Usiadłem na kolanach Florina i przystawiłem obolałą szczękę do jego ust.
- Pocałuj żeby mniej bolało. - zamruczałem, a on zrobił o co prosiłem, chociaż był trochę zawstydzony obecnością moich przyjaciół. Jego wargi musnęły delikatnie mój policzek raz, a następnie drugi i trzeci w obrębie obolałego miejsca.
- Niemal połamałem sobie palce, a twój irokez nawet się nie zachwiał. - mruknął nadąsany Cyrille, a jego komentarz sprawił, że zarówno ja, jak i Sheva ryknęliśmy śmiechem. Pożałowałem tego od razu, ponieważ ból w szczęce był nieznośny, ale na dłuższą metę nieszczególnie mnie to obchodziło, ponieważ mój kochanek także był rozbawiony, nawet jeśli starał się to ukryć wtulając twarz w moje ramię.
Teraz miałem już pewność, że wszystko jakoś się ułoży.