środa, 22 lipca 2020

Suknia

18 maja

- James?
- Hm?
- Ściana. - Syriusz wskazał na twardą powierzchnię, której J. z pewnością nie byłby w stanie pokonać, a jedynie nabiłby sobie ogromnego guza.
- Och.
James cały dzień chodził zamyślony, zadumany, może nie smutny, ale i nie zadowolony. Coś wyraźnie nie dawało mu spokoju. Nie mogłem zliczyć ile razy się dzisiaj potknął, wpadł na coś lub na kogoś.
- Dobra, James, mam dosyć. Przecież ty się zabijesz w przeciągu kolejnej godziny! - Syriusz złapał chłopaka za ramię i posadził go na podłodze przy ścianie, a następnie sam usiadł przed nim. Przyłączyłem się do nich. - Co się dzieje?
- I nie mów, że nic. - dodałem.
Okularnik westchnął ciężko.
- Niech będzie. Słuchajcie. Albo nie, lepiej wam pokażę. - sięgnął po swoją torbę i zanurkował w niej. - Jest! - wyjął kolorowy magazyn i wręczył nam go.
Rzuciłem okiem na okładkę i zmarszczyłem brwi na jej widok.
- Suknie ślubne? - rzuciliśmy z Syriuszem jednocześnie.
- Lily chce wiedzieć która podoba mi się najbardziej i w której moim zdaniem będzie jej najlepiej.
- Co? Jesteśmy przed samymi egzaminami, a ona zawraca ci głowę sukniami? - nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.
Przyjaciele spojrzeli na mnie jednocześnie.
- Obawiam się, Remusie, że nie to tak męczy Jamesa. - Syriusz poklepał mnie po kolanie.
Cóż, oni może nie martwili się nauką i egzaminami, ale ja tak.
- Nie zrozumcie mnie źle. Kocham Lily, ale dla mnie to zbyt wcześnie na ślub. Gdyby do tego doszło dwa, trzy lata temu, wtedy pewnie od razu bym się stawił na ślubnym kobiercu. To był ten wiek, kiedy mnie to interesowało. Ale teraz jestem starszy i mądrzejszy. Wolałbym pożyć zanim mnie zaobrączkują. To chyba zrozumiałe.
Skinąłem głową, zaś Syriusz westchnął ciężko.
- Co do tego masz rację. Pamiętasz jacy my z Remusem byliśmy zafiksowani na tym punkcie na początku? Kiedy jesteś młody, takie rzeczy cię interesują, bo są częścią dorosłości. Kiedy dorastasz zaczynasz rozumieć, że to cię ograniczy. Pamiętacie moją kuzynkę? Tę, która zaciążyła? Ilekroć się z nią widzę mówi mi, że nie powinienem się z niczym spieszyć i wysłuchuję całego wykładu na ten temat.
- I ma rację. Lily przynajmniej nie jest w ciąży, więc mogę próbować odwlec ślub w czasie tak daleko jak tylko się da, ale Lily się cieszy, a jej ojciec naciska i niewiele zdziałam. Z tym jest jak z zabawką. Kiedy jest nowa, chcesz się ciągle bawić. Kiedy się znudzisz, bawisz się nią rzadziej, a czasem nawet odkładasz.
- Może powiedz jej, że żadna z tych sukni do ciebie nie przemawia? Evans jest kobietą i na swoim ślubie będzie chciała wyglądać perfekcyjnie. Jeśli ją przekonasz, że żadna z tych sukni nie pasuje do niej, będzie szukać dalej, a to odłoży ślub w czasie. Może nie znacząco, ale zawsze trochę. - pomysł Syriusza miał sens. Nawet jeśli zdecyduje się na szycie, to zajmuje czas.
- A sukni ślubnej nie powinno się szyć magią, ponieważ to zły omen. Jeśli z suknią idzie się na łatwiznę to całe wspólne życie robi się to samo.
- O! Skąd o tym wiesz? Nie sądziłem, że jesteś specjalistą od tematyki ślubnej. - James wyraźnie poweselał.
- Zmyśliłem to na poczekaniu, ale jeśli brzmiało przekonująco to możesz spróbować wcisnąć do Evans. Wtedy na pewno zyskasz czas.
- To może się udać. - James pojaśniał jeszcze bardziej i patrzył na mnie i Syriusza z podziwem. Nie wiem czy jesteście genialni, czy tylko przydatni, ale jeśli Lily to kupi to z pewnością to pierwsze.
- I nie zapomnij o medalu za zasługi. - Syri roześmiał się szczerze i oddał Jamesowi katalog ślubny. - Jeśli chcesz być bardziej przekonujący, znajdź jakąś stronę z suknią, którą obsypiesz komplementami, a później skrytykujesz. Musi myśleć, że naprawdę przeglądałeś katalog i starałeś się coś wybrać.
- Nie chcę źle mówić o dziewczynach, ale większość z nich jest próżnych i jeśli to wykorzystasz masz szansę odwlec ślub nawet o kilka miesięcy. - pozwoliłem sobie zauważyć. Znałem w końcu wiele dziewczyn, które potwierdzały tę regułę swoim zachowaniem oraz kilka takich, które były wyjątkami.
Kruczowłosy pomógł wstać Jamesowi i objął go ramieniem.
- Dasz sobie radę, stary. Pomożemy ci na tyle, na ile będziemy w stanie.
- Dzięki.
James wyraźnie czuł się teraz lepiej i lżej. Jego krok nie był tak ociężały, plecy zgięte, a wzrok zamglony. Biedny chłopak naprawdę musiał martwić się tą suknią i faktem, że wisi nad nim widmo rychłego ślubu. Jego sytuacja pomogła mi docenić moją. Ja nie musiałem martwić się naciskiem z niczyjej strony, nie groziła mi ciąża, a mój związek nie przysparzał mi problemów. Byłem naprawdę szczęśliwy, że nie znalazłem się na miejscu Jamesa.
Dzięki temu mogłem skupić się na egzaminach i przygotowaniu do sprawdzianu mojego przyszłego nauczyciela, a później do lekcji z nim. Naprawdę byłem w dobrej sytuacji, przynajmniej pod tym względem.
Koniec szkoły, ślub Jamesa, nasze dalsze kariery. Przed nami rozciągało się długie pasmo zmian, które miały zakończyć ten etap naszego życia i rozpocząć kolejny. Gdybym miał na to jakiś wpływ, chciałbym żeby żeby nauka w Hogwarcie trwała dłużej. Jeszcze przynajmniej dwa lata, a najlepiej od razu trzy.
Problemy Jamesa uzmysłowiły mi chyba najdokładniej fakt, że wszystko się kiedyś musi zmienić. Po tak wielu latach spędzonych z chłopakami, bałem się samotności, jaka miała nadejść. Oni rozpoczną naukę w nowej szkole, a ja będę musiał uczyć się sam. Podziwiałem Anderw, który był w stanie przeprowadzić się w nieznane miejsce, rozpocząć naukę w nowej szkole i zostawić nas tutaj. To był pierwszy wielki krok jaki zrobił, kolejnym była jego kariera. On również będzie kończył w tym roku edukację. Czy po tym, jak musiał się rozstać z naszą paczką będzie my łatwiej pożegnać się z nowymi kumplami? A może tego nie da się wyćwiczyć w żaden sposób i znowu czeka go ból, samotność, smutek po kolejnym rozstaniu?
Dorastanie było do kitu!
Wchodząc na korytarz, który rozgałęział się później prowadząc do poszczególnych Domów, zauważyłem stojący przy jednej ze ścian straganik. Odwrócona do nas tyłem osoba właśnie wykładała na blat szklanki.
- Zardi? - poczułem jej zapach i od razu skojarzyłem figurę oraz ruchy jakie wykonywała. Każdy porusza się w charakterystyczny sposób, co dla mnie było tym łatwiejsze do zauważenia.
Podeszliśmy bliżej. To naprawdę była Zardi.
- Co ty robisz? - Syriusz stanął przed jej stoiskiem z lemoniadą, jak pisało na banerze nad naszymi głowami.
- To, co widać. - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Sprzedaję lemoniadę na środku korytarza.
- Dobra, zadałem złe pytanie. Dlaczego sprzedajesz lemoniadę na środku szkolnego korytarza stojąc za stoiskiem, które powinno stać na rynku, a nie w szkolnym budynku?
- Przegrałam zakład, potrzebuję kasy, a to jedyny pomysł na zarobek jaki przyszedł mi do głowy. Dodam, że odrabianie prac domowych za kogoś to żadna zabawa, więc od razy zrezygnowałam z tej opcji.
- I uznałaś, że zarobisz więcej na lemoniadzie? - rzuciłem z niedowierzaniem.
- Ludzie są ciekawi tego, co mam i jak smakuje, więc kupują. Poza tym, lemoniada jest wzbogacona zaklęciem musującym. Dla prawdziwych śmiałków mam wybuchającą…
- Chcę wybuchającą! - James od razu położył na blacie pieniądze, a oczy błyszczały mu jasno, jakby właśnie znalazł nową ulubioną zabawkę.
- Mówiłam, że ludzie płacą. - Zardi wyszczerzyła się do nas zadowolona i nalała okularnikowi jego lemoniady.
To mogło być bardzo ciekawe.

niedziela, 14 czerwca 2020

Nowy pomysł Jamesa

17 maja

Nie wiem, czy byłem w stanie podnieść jedną brew, ale miałem wrażenie, że właśnie to zrobiłem, kiedy patrzyłem, jak James Potter wnosi do naszego pokoju stertę książek. Wymieniliśmy z Syriuszem pytające, zaniepokojone spojrzenia, podczas gdy Peter starł wpatrzony w okularnika z otwartymi ze zdziwienia oczyma. Sam nie wiem, co miał otwarte szerzej, oczy czy usta.
James potknął się o swoje własne rozrzucone po podłodze buty, książkowa konstrukcja zadrżała i przełamała się w połowie zwalając się ciężko na ziemię. Dobrze, że chłopak w ostatniej chwili przechylił się do przodu, ponieważ książki spadły w bezpiecznej odległości od jego stóp, co oszczędziło mu sporego bólu.
- Niech to! - James tupnął kilka razy ze złością nogą. Było to może dziecinne zachowanie, ale już niejednokrotnie przekonałem się na własnej skórze, że pomaga rozładować negatywne emocje przynajmniej w pewnym stopniu. - Pomóżcie mi to pozbierać, proszę. - zwrócił się do nas błagalnie. - Tak mnie dzisiaj bolą plecy, że jeśli się schylę to już się nie wyprostuję i będę musiał pełzać do wieczora.
Nie miałem nic przeciwko, więc zabrałem się za zbieranie książek. Zresztą, byłem bardzo ciekaw, co tak pochłonęło Jamesa, że postanowił przynieść do pokoju górę książek. Podejrzewałem, że ciekawość kierowała także Syriuszem i Peterem, ponieważ i oni bez mrugnięcia okiem postanowili pomóc przyjacielowi.
- Chiński? - spojrzałem pytająco na okularnika, który właśnie odłożył na swoją szafkę nocną pozostałą w jego rękach połowę książek. - Jesteśmy u progu egzaminów końcowych, a ty planujesz uczyć się chińskiego?
- Lepiej późno niż wcale…
- Stary, na co ci chiński? - Syriusz podał okularnikowi podręczniki, które podniósł.
Ja i Peter zrobiliśmy to samo, a Potter położył je na innych ponownie tworząc z nich wielką górę, a następnie wskoczył na swoje łóżko, które zaskrzypiało niebezpiecznie.
- Wiecie, że pracuję nad kilkoma projektami, jak eliksir młodości, zmiany płci i męskiej ciąży. Źródeł w języku angielskim jest niewiele, a niektóre z nich to tłumaczenia. No i tu pojawia się problem. Chłopaki, jestem u progu przełomowego odkrycia. Znalazłem książkę, w której znajdę wszystkie tajniki zakazanych eliksirów. Rzecz w tym, że tłumaczenie angielskie woła o pomstę do nieba. W życiu nie czytałem czegoś tak koszmarnego. Zostaje mi więc oryginał… - zwiesił głos.
- Który jest po chińsku. - dokończyłem jego zdanie.
- Dokładnie. Szkoła nie ma oryginału, ale go zdobędę. Tylko, że muszę znać chiński. Nie muszę mówić w tym języku, muszę tylko czytać. Jestem u progu odkrycia, które zmieni świat! Czy tam raczej ponownego odkrycia, skoro już kiedyś ktoś to odkrył, ale tego zakazano i ludzie zapomnieli, jaką wiedzę kiedyś posiadali.
- Jeśli to zakazane eliksiry, skąd pewność, że pozwolą ci na to odkrycie? - Syriusz sięgnął po jedną z książek Jamesa i zaczął ją przeglądać. - Merlinie…
- To banalnie proste, mój młody padawanie. Dokonuję odkrycia, piszę o tym do wszystkich gazet, robi się o tym głośno. W końcu dowiaduje się o tym Ministerstwo Magii i zakazuje mi o tym mówić, cenzuruje moją wiedzę. Znowu robi się o tym głośno, bo wszystkie gazety piszą o tym, że Ministerstwo Magii interweniowało, a wiadomości o moim odkryciu rozchodzą się na cały świat. Coś takiego dojdzie do większej liczby osób, mogę cię zapewnić. Tylko najpierw muszę coś odkryć.
- Niech będzie. Rozumiem twój sposób myślenia. Ale ty wiesz, że niektóre z tych znaków są tak trudne, że będziesz uczył się jednego przez dwa tygodnie, jeśli nie dłużej? - Black pokazał chłopakowi przykład, który sprawił, że ciarki przeszły mi po plecach.
Miałem wrażenie, że James pobladł. 
- Cóż, od początku wiedziałem, że nie będzie łatwo…
Syriusz przerzucał strony książki pokazując chłopakowi coraz to nowsze „krzaczki”.
- Przestań! - James zabrał mu podręcznik i odłożył go na miejsce.
- Angielski to jeden z najłatwiejszych języków świata, a i tak robisz w nim błędy. - zauważył Peter – I mimo to chcesz uczyć się pewnie jednego z najtrudniejszych języków jakie istnieją?
- Jeśli macie inny pomysł, słucham. I pamiętajcie, że nie mogę tego dać do tłumaczenia komukolwiek, bo czarodziej przywłaszczy sobie moje odkrycia lub od razu powiadomi Ministerstwo, a mugol nigdy tego nie zrozumie, nie mówiąc już o tym, że mógłbym narobić sobie kłopotów. Zaklęcia tłumaczące testowałem na innych językach i jeśli na chińskim zadziałają podobnie to leżę i kwiczę tak jak teraz z tym, co znalazłem. Niektóre zdania wydają się składane na zasadzie pociętego słownika. Zbierasz kawałki losowo, sklejasz i wychodzi ci zdanie. Lub raczej coś co zdaniem miało być, ale nie spełnia podstawowych funkcji gramatycznych. I mówię wam to ja! A jeśli ja to mówię to znaczy, że jest bardzo, ale to bardzo źle.
- Niech będzie, nie mam pomysłu. Ucz się tego chińskiego, ale na moją pomoc nie licz. - Syriusz podniósł ręce w geście poddania oraz umywania ich od całej sprawy.
- Ja również ci nie pomogę. Nie znam chińskiego i nie wyobrażam sobie uczyć się go teraz. Wiem tylko, że ma tony, a ton zmienia znaczenie słowa. No i od egzaminów dzielą nas tak naprawdę tygodnie, więc nie czuję się na siłach angażować się w coś więcej. Po egzaminach mogę ci pomóc, ale nie wcześniej.
- Nawet na to nie liczyłem. To mój projekt i mój pomysł, więc to ja muszę dać sobie z tym radę. A teraz pozwólcie, że od razu przejdę do rzeczy, bo mam mało czasu żeby zabłysnąć.
James położył się na swoim łóżku, otworzył pierwszą książkę i zaczął czytać. Jego oczy po chwili stały się wielkie jak spodki. Odłożył podręcznik patrząc prosto przed siebie. Byłem pewny, że w jego głowie kłębią się teraz tysiące myśli i pytań, z czego jedno dominuje: „W co ja się wpakowałem?!”.
Po chwili na jego twarzy pojawiła się mina: „Dasz radę, James. Dasz sobie radę, bo jak nie ty to kto”.
I kolejna: „Merlinie, przecież ja w życiu tego nie ogarnę!”
„Nie denerwuj się, James. Dasz radę. Powoli i do przodu. Zapomnij, że ci się spieszy, powolutku, znak po znaku, cholerny krzaczek po cholernym krzaczku. Nie musisz mówić, musisz tylko czytać”.
- Nie mogę prosić o pomoc w tłumaczeniu, ale może poproszę o pomoc w nauce.
- Przed egzaminami? J., zapomnij. - nie chciałem niszczyć jego marzeń, ale naprawdę wątpiłem by ktokolwiek chciał się w coś takiego bawić.
- Spójrz na to z innej strony. - Syriusz uśmiechnął się pokrzepiająco do przyjaciela. - Mogła ci się trafić nauka arabskiego, a tam podobno litery się zmieniają w zależności od tego, z jaką inną literą sąsiadują. Tak przynajmniej słyszałem, ale nie wiem ile w tym prawdy. Nigdy nie chciałem uczyć się arabskiego. Prędzej tureckiego, bo jeden z moich ulubionych bohaterów jest turkiem, ale to podobno całkiem prosty język, więc i tak jestem w dobrej sytuacji.
- Nie wiem czy mnie to pociesza.
- Przeglądałeś już te podręczniki? - postanowiłem w jakikolwiek sposób doradzić koledze.
- Pobieżnie.
- Więc na początek przejrzyj je dokładniej, porównaj. Wybierz taki, który twoim zdaniem wydaje się najłatwiej skonstruowany i najlepiej wszystko wyjaśnia. Zacznij od najłatwiejszego, nawet jeśli okaże się dla dzieci.
- Masz rację, porównanie i wybranie najłatwiejszego to dobry pomysł. Tym bardziej, że już na początku mam ochotę paść twarzą w dół, bo zacząłem się gubić przy pierwszych zdaniach tej książki, a nawet do znaków nie dotarłem.
- Ale pomyśl jak zaimponujesz Lily. - odezwał się w końcu Peter. - Jeśli się dowie, że znasz chiński, nawet jeśli tylko podstawy, oszaleje na twoim punkcie jeszcze bardziej.
- O tym nie pomyślałem. - na twarzy Jamesa pojawił się bardzo szeroki, bardzo znaczący uśmiech. Peter trafił w dziesiątkę z motywacją. J. chciał zaimponować swojej dziewczynie bardziej, niż pragnął sławy i dokonania niesamowitych odkryć. - Peter, jesteś geniuszem!
Miałem wrażenie, że nagle nauka stanie się dla chłopaka o wiele łatwiejsza, a „krzaczki” zaczną same wchodzić mu do głowy. Przynajmniej na początku.

niedziela, 7 czerwca 2020

Spotkanie we mgle

Nawet nie wiem jak do tego doszło, ale mężczyzna wyrósł przede mną jakby spod ziemi. Nie było go, mrugnąłem i już stał przede mną, w moim odczuciu stanowczo zbyt blisko.
Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, albo po prostu nie pamiętałem podobnej sytuacji, ale odskoczyłem do tyłu i warknąłem. Byłem w pełnej gotowości do walki. Nie jako czarodziej, ale jako wilkołak.
Mężczyzna był raczej niski i szczupły, może nawet chudy, ciężko było mi to jednoznacznie stwierdzić. Wydawał się stary, chociaż jeszcze nie „dziadkowaty”. Jego spojrzenie było ostre, przenikliwe, przeszywało mnie niczym jadeitowy nóż. Siwe słody miał zaczesane do tyłu, a szpiczastą budkę zadbaną, chociaż niewątpliwie sprawiała, że wyglądał na jeszcze ostrzejszego niż musiał być w rzeczywistości. Wydawało mi się, że go kojarzę, gdzieś już widziałem, ale zupełnie nie mogłem sobie przypomnieć gdzie i kiedy.
- Miałem uczyć chłopca, a nie zwierzę. - odezwał się nagle z silnym zagranicznym akcentem i zaczął obchodzić mnie dookoła nie spuszczając ze mnie spojrzenia. - Spodziewałem się kogoś bardziej imponującego. Jest raczej drobny, niski…
Przyganiał kocioł garnkowi – pomyślałem.
- Drobny i niski, powiadasz? - Dumbledore stanął obok mężczyzny i spojrzał na niego z góry. Dyrektor był od tego mężczyzny zdecydowanie wyższy.
Nieznajomy rzucił Dumbledore’owi wściekłe spojrzenie i kontynuował obchodzenie mnie dookoła.
- Remus to inteligentny i sprytny chłopak, dobry czarodziej. Jest wilkołakiem, a to wiąże się z bardzo dobrym węchem, słychem i wzrokiem oraz dużą sprawnością fizyczną, w tym siłą i szybkością. Kiedy dodasz do tego magię, otrzymasz więcej niż tylko czarodzieja.
- Niemal broń… - twarz mężczyzny rozjaśnił niemal szalony uśmiech. - Tak, że też wcześniej o tym nie pomyślałem. To wiele tłumaczy… Uznajmy ich za niegodnych, nie uczmy, a dzięki temu łatwiej będzie nad nimi zapanować. Szkoła czarodziejstwa dla wilkołaków to świetny pomysł, Albusie. Pod warunkiem, że ten chłopak zda egzamin.
- Jestem pewny, że tak będzie. Jest ambitny.
Teraz już wiedziałem, jak czują się ludzie, o których rozmawia się jakby wcale ich nie było, podczas gdy oni stoją obok i wszystko słyszą. Wiedziałem, że niektórych ludzi to denerwuje, chociaż nie rozumiałem do końca dlaczego. Aż do teraz. Uznałem jednak, że wtrącanie się w ich rozmowę nie miałoby sensu. Chciałem tylko dalej się uczyć, zdobywać niezbędną wiedzę, aby móc w przyszłości żyć normalnie. Nie ważne, co później planowali Dumbledore i jego znajomy. Zresztą, miałem wrażenie, że dyrektor przytakiwał nieznajomemu tylko po to, aby w końcu mieć pewność, że ten będzie mnie uczył.
- Niech będzie. - mężczyzna spojrzał na mnie poważnie. - W dniu egzaminów końcowych będę chciał osobiście sprawdzić twoje umiejętności. - zwrócił się w końcu bezpośrednio do mnie. - Widziałem twoje wyniki podczas normalnych zajęć, będę miał wgląd w wyniki twoich egzaminów, ale chcę kilka rzeczy sprawdzić sam i właśnie wtedy będę miał ku temu okazję nie wzbudzając przy tym niczyjego zainteresowania. Nie powiem ci co będę sprawdzał, ponieważ wtedy mój egzamin nie miałby najmniejszego sensu.
- Chcę mieć wgląd w twój egzamin zanim się odbędzie. - Dumbledore położył dłoń na moim ramieniu zwracając się do niższego mężczyzny, którzy przeniósł poirytowane spojrzenie ze mnie na niego.
- Nie ufasz mi?
- Ani trochę.
- Łamiesz mi serce, ale niech będzie. Hej, dzieciaku. Wiesz w ogóle kim jestem?
Przełknąłem ślinę z trudem czując, że się czerwienię. Pokręciłem przecząco głową.
- Eh, jestem zawiedziony, Albusie. Czego wy w ogóle te dzieci uczycie? Ale dobrze, skoro nie wiesz to niech tak na razie pozostanie.
Nieznajomy zaczął wspinać się po schodach prowadzących na wyższy poziom gabinetu, a po chwili zniknął mi całkowicie z oczu.
Czułem się jak dzieciak lub po prosu głupek. Nie powiedziałem nic na poziomie, milczałem przez niemal całe spotkanie z moim nowym nauczycielem, nie pokazałem mu się od najlepszej strony. Nic dziwnego, że chciał mnie przetestować i nie chciał ze mną porozmawiać.
- Świetnie poszło, Remusie. - Dumbledore ścisnął moje ramię, po czym podszedł do swojego biurka przekładając na nim swoje papiery jakby czegoś w nich szukał. - Po tym, co widziałem jestem pewny, że po zakończeniu szkoły będziesz mógł kontynuować naukę pod okiem kogoś naprawdę utalentowanego. Musisz być jednak gotowy na to, że najczęściej nie będzie w tak dobrym humorze jak dzisiaj. A jeśli tak będzie to wiedz, że coś kombinuje i z pewnością nie jest to nic dobrego. No cóż, Remusie. Myślę, że na dzisiaj to tyle. Inaczej to sobie zaplanowałem, ale przy nim – machnął ręką w stronę schodów, po których wszedł mężczyzna. - rzadko cokolwiek wychodzi tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. To dzikus. Jest czarujący, ale niewątpliwie jest też dzikusem, który robi co mu się podoba i jak mu się podoba.
- Więc… Więc mogę już sobie iść? - zapytałem niepewnie.
- Tak, Remusie. Jeśli będziesz jeszcze potrzebny, zaproszę cię do siebie. Na dzisiaj to tyle.
- Dziękuję. - skinąłem głową dyrektorowi i wyszedłem z jego gabinetu.
Na schodach zatrzymałem się na chwilę i potrząsnąłem głową. Czułem się jakbym właśnie wyszedł z mgły, która nie otaczała jednak mojego ciała, ale umysł.
Czy to zapach dymu?
Pomasowałem palcami głowę między oczyma. Nie bolała mnie, jednak nie byłem sobą. Zupełnie jakbym wstał po popołudniowej drzemce, która często spowalniała tempo pracy mojego umysłu, co nie pozwalało mi się skoncentrować, zebrać myśli.
To nie miało sensu.
Wyszedłem na korytarz, na którym czekała na mnie Zardi.
- I co? - zapytała od razu. Złapała mnie za rękę i zaczęła odciągać od wejścia do królestwa Dumbledore’a.
Streściłem przyjaciółce wydarzenia z gabinetu dyrektora na tyle, na ile byłem w stanie. Niektóre informacje chciałem pominąć, ale uznałem, że nie ma to sensu, bo jeśli nie mogłem zaufać Zardi to komu mogłem?
Przyznałem się przed dziewczyną, że nie wiem kim jest niski, starszy mężczyzna, którego poznałem i który miał być moim nauczycielem. Przyjaciółka obiecała jednak, że pomoże mi do tego dojść, abym czuł się z tym bardziej komfortowo.
- Jeśli dyrektor traktował go jak równego sobie to na pewno mamy do czynienia z kimś ważnym. Pytał, czy go kojarzysz, a więc istnieje możliwość, że mógłbyś gdzieś natknąć się na informacje o nim oraz zdjęcia. Niechętnie to proponuję, ale przejrzyjmy najnowszą historię magii w naszych podręcznikach, a jeśli tam nic nie znajdziemy, poszperamy trochę w bibliotece. Lub ja będę szperać i szukać mając w pamięci twój opis, a jeśli na coś wpadnę to dam ci znać jeśli będziesz chciał.
Skinąłem głową i uśmiechnąłem się do dziewczyny. Rozumiałem dlaczego nie chciała mnie angażować, ale w tej chwili nie czułem się gotowy do podejmowania jakichkolwiek decyzji. Byłem zagubiony, zagubiony we własnej głowie, chociaż myśli pływały w smole.
Czy to możliwe, że ktoś niepostrzeżenie rzucił na mnie zaklęcie? Nie, to nie mogło być zaklęcie.
Zapach dymu – przypomniałem sobie. - Może to ten dym. 
To miałoby sens. Jest wiele roślin, które palone mogły otumanić, spowolnić, a nawet pozbawić pamięci. Może ten mały, dziki czarodziej chciał mieć pewność, że jeśli go rozpoznam to nie zdołam zareagować na czas? Nie zaatakuję, nie złapię… 
- Pomogę ci szukać w książkach i Proroku Codziennym. - zdecydowałem.
Musiałem się dowiedzieć, co się dzieje i czy to możliwe, że zostałem otumaniony aby zapewnić bezpieczeństwo człowiekowi, który był na bakier z prawem, a którego dyrektor tak doskonale znał.
- Zardi, jeśli do jutra z jakiegoś powodu zapomnę o tym, co się dzisiaj wydarzyło, opowiedz mi o wszystkim. - postanowiłem się ubezpieczyć na każdą ewentualność.
Przyjaciółka spojrzała na mnie poważnie i skinęła głową. Rozumiała moje obawy, nawet jeśli nie znała wszystkich szczegółów.