Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7 rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7 rok. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2020

Suknia

18 maja

- James?
- Hm?
- Ściana. - Syriusz wskazał na twardą powierzchnię, której J. z pewnością nie byłby w stanie pokonać, a jedynie nabiłby sobie ogromnego guza.
- Och.
James cały dzień chodził zamyślony, zadumany, może nie smutny, ale i nie zadowolony. Coś wyraźnie nie dawało mu spokoju. Nie mogłem zliczyć ile razy się dzisiaj potknął, wpadł na coś lub na kogoś.
- Dobra, James, mam dosyć. Przecież ty się zabijesz w przeciągu kolejnej godziny! - Syriusz złapał chłopaka za ramię i posadził go na podłodze przy ścianie, a następnie sam usiadł przed nim. Przyłączyłem się do nich. - Co się dzieje?
- I nie mów, że nic. - dodałem.
Okularnik westchnął ciężko.
- Niech będzie. Słuchajcie. Albo nie, lepiej wam pokażę. - sięgnął po swoją torbę i zanurkował w niej. - Jest! - wyjął kolorowy magazyn i wręczył nam go.
Rzuciłem okiem na okładkę i zmarszczyłem brwi na jej widok.
- Suknie ślubne? - rzuciliśmy z Syriuszem jednocześnie.
- Lily chce wiedzieć która podoba mi się najbardziej i w której moim zdaniem będzie jej najlepiej.
- Co? Jesteśmy przed samymi egzaminami, a ona zawraca ci głowę sukniami? - nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.
Przyjaciele spojrzeli na mnie jednocześnie.
- Obawiam się, Remusie, że nie to tak męczy Jamesa. - Syriusz poklepał mnie po kolanie.
Cóż, oni może nie martwili się nauką i egzaminami, ale ja tak.
- Nie zrozumcie mnie źle. Kocham Lily, ale dla mnie to zbyt wcześnie na ślub. Gdyby do tego doszło dwa, trzy lata temu, wtedy pewnie od razu bym się stawił na ślubnym kobiercu. To był ten wiek, kiedy mnie to interesowało. Ale teraz jestem starszy i mądrzejszy. Wolałbym pożyć zanim mnie zaobrączkują. To chyba zrozumiałe.
Skinąłem głową, zaś Syriusz westchnął ciężko.
- Co do tego masz rację. Pamiętasz jacy my z Remusem byliśmy zafiksowani na tym punkcie na początku? Kiedy jesteś młody, takie rzeczy cię interesują, bo są częścią dorosłości. Kiedy dorastasz zaczynasz rozumieć, że to cię ograniczy. Pamiętacie moją kuzynkę? Tę, która zaciążyła? Ilekroć się z nią widzę mówi mi, że nie powinienem się z niczym spieszyć i wysłuchuję całego wykładu na ten temat.
- I ma rację. Lily przynajmniej nie jest w ciąży, więc mogę próbować odwlec ślub w czasie tak daleko jak tylko się da, ale Lily się cieszy, a jej ojciec naciska i niewiele zdziałam. Z tym jest jak z zabawką. Kiedy jest nowa, chcesz się ciągle bawić. Kiedy się znudzisz, bawisz się nią rzadziej, a czasem nawet odkładasz.
- Może powiedz jej, że żadna z tych sukni do ciebie nie przemawia? Evans jest kobietą i na swoim ślubie będzie chciała wyglądać perfekcyjnie. Jeśli ją przekonasz, że żadna z tych sukni nie pasuje do niej, będzie szukać dalej, a to odłoży ślub w czasie. Może nie znacząco, ale zawsze trochę. - pomysł Syriusza miał sens. Nawet jeśli zdecyduje się na szycie, to zajmuje czas.
- A sukni ślubnej nie powinno się szyć magią, ponieważ to zły omen. Jeśli z suknią idzie się na łatwiznę to całe wspólne życie robi się to samo.
- O! Skąd o tym wiesz? Nie sądziłem, że jesteś specjalistą od tematyki ślubnej. - James wyraźnie poweselał.
- Zmyśliłem to na poczekaniu, ale jeśli brzmiało przekonująco to możesz spróbować wcisnąć do Evans. Wtedy na pewno zyskasz czas.
- To może się udać. - James pojaśniał jeszcze bardziej i patrzył na mnie i Syriusza z podziwem. Nie wiem czy jesteście genialni, czy tylko przydatni, ale jeśli Lily to kupi to z pewnością to pierwsze.
- I nie zapomnij o medalu za zasługi. - Syri roześmiał się szczerze i oddał Jamesowi katalog ślubny. - Jeśli chcesz być bardziej przekonujący, znajdź jakąś stronę z suknią, którą obsypiesz komplementami, a później skrytykujesz. Musi myśleć, że naprawdę przeglądałeś katalog i starałeś się coś wybrać.
- Nie chcę źle mówić o dziewczynach, ale większość z nich jest próżnych i jeśli to wykorzystasz masz szansę odwlec ślub nawet o kilka miesięcy. - pozwoliłem sobie zauważyć. Znałem w końcu wiele dziewczyn, które potwierdzały tę regułę swoim zachowaniem oraz kilka takich, które były wyjątkami.
Kruczowłosy pomógł wstać Jamesowi i objął go ramieniem.
- Dasz sobie radę, stary. Pomożemy ci na tyle, na ile będziemy w stanie.
- Dzięki.
James wyraźnie czuł się teraz lepiej i lżej. Jego krok nie był tak ociężały, plecy zgięte, a wzrok zamglony. Biedny chłopak naprawdę musiał martwić się tą suknią i faktem, że wisi nad nim widmo rychłego ślubu. Jego sytuacja pomogła mi docenić moją. Ja nie musiałem martwić się naciskiem z niczyjej strony, nie groziła mi ciąża, a mój związek nie przysparzał mi problemów. Byłem naprawdę szczęśliwy, że nie znalazłem się na miejscu Jamesa.
Dzięki temu mogłem skupić się na egzaminach i przygotowaniu do sprawdzianu mojego przyszłego nauczyciela, a później do lekcji z nim. Naprawdę byłem w dobrej sytuacji, przynajmniej pod tym względem.
Koniec szkoły, ślub Jamesa, nasze dalsze kariery. Przed nami rozciągało się długie pasmo zmian, które miały zakończyć ten etap naszego życia i rozpocząć kolejny. Gdybym miał na to jakiś wpływ, chciałbym żeby żeby nauka w Hogwarcie trwała dłużej. Jeszcze przynajmniej dwa lata, a najlepiej od razu trzy.
Problemy Jamesa uzmysłowiły mi chyba najdokładniej fakt, że wszystko się kiedyś musi zmienić. Po tak wielu latach spędzonych z chłopakami, bałem się samotności, jaka miała nadejść. Oni rozpoczną naukę w nowej szkole, a ja będę musiał uczyć się sam. Podziwiałem Anderw, który był w stanie przeprowadzić się w nieznane miejsce, rozpocząć naukę w nowej szkole i zostawić nas tutaj. To był pierwszy wielki krok jaki zrobił, kolejnym była jego kariera. On również będzie kończył w tym roku edukację. Czy po tym, jak musiał się rozstać z naszą paczką będzie my łatwiej pożegnać się z nowymi kumplami? A może tego nie da się wyćwiczyć w żaden sposób i znowu czeka go ból, samotność, smutek po kolejnym rozstaniu?
Dorastanie było do kitu!
Wchodząc na korytarz, który rozgałęział się później prowadząc do poszczególnych Domów, zauważyłem stojący przy jednej ze ścian straganik. Odwrócona do nas tyłem osoba właśnie wykładała na blat szklanki.
- Zardi? - poczułem jej zapach i od razu skojarzyłem figurę oraz ruchy jakie wykonywała. Każdy porusza się w charakterystyczny sposób, co dla mnie było tym łatwiejsze do zauważenia.
Podeszliśmy bliżej. To naprawdę była Zardi.
- Co ty robisz? - Syriusz stanął przed jej stoiskiem z lemoniadą, jak pisało na banerze nad naszymi głowami.
- To, co widać. - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Sprzedaję lemoniadę na środku korytarza.
- Dobra, zadałem złe pytanie. Dlaczego sprzedajesz lemoniadę na środku szkolnego korytarza stojąc za stoiskiem, które powinno stać na rynku, a nie w szkolnym budynku?
- Przegrałam zakład, potrzebuję kasy, a to jedyny pomysł na zarobek jaki przyszedł mi do głowy. Dodam, że odrabianie prac domowych za kogoś to żadna zabawa, więc od razy zrezygnowałam z tej opcji.
- I uznałaś, że zarobisz więcej na lemoniadzie? - rzuciłem z niedowierzaniem.
- Ludzie są ciekawi tego, co mam i jak smakuje, więc kupują. Poza tym, lemoniada jest wzbogacona zaklęciem musującym. Dla prawdziwych śmiałków mam wybuchającą…
- Chcę wybuchającą! - James od razu położył na blacie pieniądze, a oczy błyszczały mu jasno, jakby właśnie znalazł nową ulubioną zabawkę.
- Mówiłam, że ludzie płacą. - Zardi wyszczerzyła się do nas zadowolona i nalała okularnikowi jego lemoniady.
To mogło być bardzo ciekawe.

niedziela, 14 czerwca 2020

Nowy pomysł Jamesa

17 maja

Nie wiem, czy byłem w stanie podnieść jedną brew, ale miałem wrażenie, że właśnie to zrobiłem, kiedy patrzyłem, jak James Potter wnosi do naszego pokoju stertę książek. Wymieniliśmy z Syriuszem pytające, zaniepokojone spojrzenia, podczas gdy Peter starł wpatrzony w okularnika z otwartymi ze zdziwienia oczyma. Sam nie wiem, co miał otwarte szerzej, oczy czy usta.
James potknął się o swoje własne rozrzucone po podłodze buty, książkowa konstrukcja zadrżała i przełamała się w połowie zwalając się ciężko na ziemię. Dobrze, że chłopak w ostatniej chwili przechylił się do przodu, ponieważ książki spadły w bezpiecznej odległości od jego stóp, co oszczędziło mu sporego bólu.
- Niech to! - James tupnął kilka razy ze złością nogą. Było to może dziecinne zachowanie, ale już niejednokrotnie przekonałem się na własnej skórze, że pomaga rozładować negatywne emocje przynajmniej w pewnym stopniu. - Pomóżcie mi to pozbierać, proszę. - zwrócił się do nas błagalnie. - Tak mnie dzisiaj bolą plecy, że jeśli się schylę to już się nie wyprostuję i będę musiał pełzać do wieczora.
Nie miałem nic przeciwko, więc zabrałem się za zbieranie książek. Zresztą, byłem bardzo ciekaw, co tak pochłonęło Jamesa, że postanowił przynieść do pokoju górę książek. Podejrzewałem, że ciekawość kierowała także Syriuszem i Peterem, ponieważ i oni bez mrugnięcia okiem postanowili pomóc przyjacielowi.
- Chiński? - spojrzałem pytająco na okularnika, który właśnie odłożył na swoją szafkę nocną pozostałą w jego rękach połowę książek. - Jesteśmy u progu egzaminów końcowych, a ty planujesz uczyć się chińskiego?
- Lepiej późno niż wcale…
- Stary, na co ci chiński? - Syriusz podał okularnikowi podręczniki, które podniósł.
Ja i Peter zrobiliśmy to samo, a Potter położył je na innych ponownie tworząc z nich wielką górę, a następnie wskoczył na swoje łóżko, które zaskrzypiało niebezpiecznie.
- Wiecie, że pracuję nad kilkoma projektami, jak eliksir młodości, zmiany płci i męskiej ciąży. Źródeł w języku angielskim jest niewiele, a niektóre z nich to tłumaczenia. No i tu pojawia się problem. Chłopaki, jestem u progu przełomowego odkrycia. Znalazłem książkę, w której znajdę wszystkie tajniki zakazanych eliksirów. Rzecz w tym, że tłumaczenie angielskie woła o pomstę do nieba. W życiu nie czytałem czegoś tak koszmarnego. Zostaje mi więc oryginał… - zwiesił głos.
- Który jest po chińsku. - dokończyłem jego zdanie.
- Dokładnie. Szkoła nie ma oryginału, ale go zdobędę. Tylko, że muszę znać chiński. Nie muszę mówić w tym języku, muszę tylko czytać. Jestem u progu odkrycia, które zmieni świat! Czy tam raczej ponownego odkrycia, skoro już kiedyś ktoś to odkrył, ale tego zakazano i ludzie zapomnieli, jaką wiedzę kiedyś posiadali.
- Jeśli to zakazane eliksiry, skąd pewność, że pozwolą ci na to odkrycie? - Syriusz sięgnął po jedną z książek Jamesa i zaczął ją przeglądać. - Merlinie…
- To banalnie proste, mój młody padawanie. Dokonuję odkrycia, piszę o tym do wszystkich gazet, robi się o tym głośno. W końcu dowiaduje się o tym Ministerstwo Magii i zakazuje mi o tym mówić, cenzuruje moją wiedzę. Znowu robi się o tym głośno, bo wszystkie gazety piszą o tym, że Ministerstwo Magii interweniowało, a wiadomości o moim odkryciu rozchodzą się na cały świat. Coś takiego dojdzie do większej liczby osób, mogę cię zapewnić. Tylko najpierw muszę coś odkryć.
- Niech będzie. Rozumiem twój sposób myślenia. Ale ty wiesz, że niektóre z tych znaków są tak trudne, że będziesz uczył się jednego przez dwa tygodnie, jeśli nie dłużej? - Black pokazał chłopakowi przykład, który sprawił, że ciarki przeszły mi po plecach.
Miałem wrażenie, że James pobladł. 
- Cóż, od początku wiedziałem, że nie będzie łatwo…
Syriusz przerzucał strony książki pokazując chłopakowi coraz to nowsze „krzaczki”.
- Przestań! - James zabrał mu podręcznik i odłożył go na miejsce.
- Angielski to jeden z najłatwiejszych języków świata, a i tak robisz w nim błędy. - zauważył Peter – I mimo to chcesz uczyć się pewnie jednego z najtrudniejszych języków jakie istnieją?
- Jeśli macie inny pomysł, słucham. I pamiętajcie, że nie mogę tego dać do tłumaczenia komukolwiek, bo czarodziej przywłaszczy sobie moje odkrycia lub od razu powiadomi Ministerstwo, a mugol nigdy tego nie zrozumie, nie mówiąc już o tym, że mógłbym narobić sobie kłopotów. Zaklęcia tłumaczące testowałem na innych językach i jeśli na chińskim zadziałają podobnie to leżę i kwiczę tak jak teraz z tym, co znalazłem. Niektóre zdania wydają się składane na zasadzie pociętego słownika. Zbierasz kawałki losowo, sklejasz i wychodzi ci zdanie. Lub raczej coś co zdaniem miało być, ale nie spełnia podstawowych funkcji gramatycznych. I mówię wam to ja! A jeśli ja to mówię to znaczy, że jest bardzo, ale to bardzo źle.
- Niech będzie, nie mam pomysłu. Ucz się tego chińskiego, ale na moją pomoc nie licz. - Syriusz podniósł ręce w geście poddania oraz umywania ich od całej sprawy.
- Ja również ci nie pomogę. Nie znam chińskiego i nie wyobrażam sobie uczyć się go teraz. Wiem tylko, że ma tony, a ton zmienia znaczenie słowa. No i od egzaminów dzielą nas tak naprawdę tygodnie, więc nie czuję się na siłach angażować się w coś więcej. Po egzaminach mogę ci pomóc, ale nie wcześniej.
- Nawet na to nie liczyłem. To mój projekt i mój pomysł, więc to ja muszę dać sobie z tym radę. A teraz pozwólcie, że od razu przejdę do rzeczy, bo mam mało czasu żeby zabłysnąć.
James położył się na swoim łóżku, otworzył pierwszą książkę i zaczął czytać. Jego oczy po chwili stały się wielkie jak spodki. Odłożył podręcznik patrząc prosto przed siebie. Byłem pewny, że w jego głowie kłębią się teraz tysiące myśli i pytań, z czego jedno dominuje: „W co ja się wpakowałem?!”.
Po chwili na jego twarzy pojawiła się mina: „Dasz radę, James. Dasz sobie radę, bo jak nie ty to kto”.
I kolejna: „Merlinie, przecież ja w życiu tego nie ogarnę!”
„Nie denerwuj się, James. Dasz radę. Powoli i do przodu. Zapomnij, że ci się spieszy, powolutku, znak po znaku, cholerny krzaczek po cholernym krzaczku. Nie musisz mówić, musisz tylko czytać”.
- Nie mogę prosić o pomoc w tłumaczeniu, ale może poproszę o pomoc w nauce.
- Przed egzaminami? J., zapomnij. - nie chciałem niszczyć jego marzeń, ale naprawdę wątpiłem by ktokolwiek chciał się w coś takiego bawić.
- Spójrz na to z innej strony. - Syriusz uśmiechnął się pokrzepiająco do przyjaciela. - Mogła ci się trafić nauka arabskiego, a tam podobno litery się zmieniają w zależności od tego, z jaką inną literą sąsiadują. Tak przynajmniej słyszałem, ale nie wiem ile w tym prawdy. Nigdy nie chciałem uczyć się arabskiego. Prędzej tureckiego, bo jeden z moich ulubionych bohaterów jest turkiem, ale to podobno całkiem prosty język, więc i tak jestem w dobrej sytuacji.
- Nie wiem czy mnie to pociesza.
- Przeglądałeś już te podręczniki? - postanowiłem w jakikolwiek sposób doradzić koledze.
- Pobieżnie.
- Więc na początek przejrzyj je dokładniej, porównaj. Wybierz taki, który twoim zdaniem wydaje się najłatwiej skonstruowany i najlepiej wszystko wyjaśnia. Zacznij od najłatwiejszego, nawet jeśli okaże się dla dzieci.
- Masz rację, porównanie i wybranie najłatwiejszego to dobry pomysł. Tym bardziej, że już na początku mam ochotę paść twarzą w dół, bo zacząłem się gubić przy pierwszych zdaniach tej książki, a nawet do znaków nie dotarłem.
- Ale pomyśl jak zaimponujesz Lily. - odezwał się w końcu Peter. - Jeśli się dowie, że znasz chiński, nawet jeśli tylko podstawy, oszaleje na twoim punkcie jeszcze bardziej.
- O tym nie pomyślałem. - na twarzy Jamesa pojawił się bardzo szeroki, bardzo znaczący uśmiech. Peter trafił w dziesiątkę z motywacją. J. chciał zaimponować swojej dziewczynie bardziej, niż pragnął sławy i dokonania niesamowitych odkryć. - Peter, jesteś geniuszem!
Miałem wrażenie, że nagle nauka stanie się dla chłopaka o wiele łatwiejsza, a „krzaczki” zaczną same wchodzić mu do głowy. Przynajmniej na początku.

niedziela, 7 czerwca 2020

Spotkanie we mgle

Nawet nie wiem jak do tego doszło, ale mężczyzna wyrósł przede mną jakby spod ziemi. Nie było go, mrugnąłem i już stał przede mną, w moim odczuciu stanowczo zbyt blisko.
Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, albo po prostu nie pamiętałem podobnej sytuacji, ale odskoczyłem do tyłu i warknąłem. Byłem w pełnej gotowości do walki. Nie jako czarodziej, ale jako wilkołak.
Mężczyzna był raczej niski i szczupły, może nawet chudy, ciężko było mi to jednoznacznie stwierdzić. Wydawał się stary, chociaż jeszcze nie „dziadkowaty”. Jego spojrzenie było ostre, przenikliwe, przeszywało mnie niczym jadeitowy nóż. Siwe słody miał zaczesane do tyłu, a szpiczastą budkę zadbaną, chociaż niewątpliwie sprawiała, że wyglądał na jeszcze ostrzejszego niż musiał być w rzeczywistości. Wydawało mi się, że go kojarzę, gdzieś już widziałem, ale zupełnie nie mogłem sobie przypomnieć gdzie i kiedy.
- Miałem uczyć chłopca, a nie zwierzę. - odezwał się nagle z silnym zagranicznym akcentem i zaczął obchodzić mnie dookoła nie spuszczając ze mnie spojrzenia. - Spodziewałem się kogoś bardziej imponującego. Jest raczej drobny, niski…
Przyganiał kocioł garnkowi – pomyślałem.
- Drobny i niski, powiadasz? - Dumbledore stanął obok mężczyzny i spojrzał na niego z góry. Dyrektor był od tego mężczyzny zdecydowanie wyższy.
Nieznajomy rzucił Dumbledore’owi wściekłe spojrzenie i kontynuował obchodzenie mnie dookoła.
- Remus to inteligentny i sprytny chłopak, dobry czarodziej. Jest wilkołakiem, a to wiąże się z bardzo dobrym węchem, słychem i wzrokiem oraz dużą sprawnością fizyczną, w tym siłą i szybkością. Kiedy dodasz do tego magię, otrzymasz więcej niż tylko czarodzieja.
- Niemal broń… - twarz mężczyzny rozjaśnił niemal szalony uśmiech. - Tak, że też wcześniej o tym nie pomyślałem. To wiele tłumaczy… Uznajmy ich za niegodnych, nie uczmy, a dzięki temu łatwiej będzie nad nimi zapanować. Szkoła czarodziejstwa dla wilkołaków to świetny pomysł, Albusie. Pod warunkiem, że ten chłopak zda egzamin.
- Jestem pewny, że tak będzie. Jest ambitny.
Teraz już wiedziałem, jak czują się ludzie, o których rozmawia się jakby wcale ich nie było, podczas gdy oni stoją obok i wszystko słyszą. Wiedziałem, że niektórych ludzi to denerwuje, chociaż nie rozumiałem do końca dlaczego. Aż do teraz. Uznałem jednak, że wtrącanie się w ich rozmowę nie miałoby sensu. Chciałem tylko dalej się uczyć, zdobywać niezbędną wiedzę, aby móc w przyszłości żyć normalnie. Nie ważne, co później planowali Dumbledore i jego znajomy. Zresztą, miałem wrażenie, że dyrektor przytakiwał nieznajomemu tylko po to, aby w końcu mieć pewność, że ten będzie mnie uczył.
- Niech będzie. - mężczyzna spojrzał na mnie poważnie. - W dniu egzaminów końcowych będę chciał osobiście sprawdzić twoje umiejętności. - zwrócił się w końcu bezpośrednio do mnie. - Widziałem twoje wyniki podczas normalnych zajęć, będę miał wgląd w wyniki twoich egzaminów, ale chcę kilka rzeczy sprawdzić sam i właśnie wtedy będę miał ku temu okazję nie wzbudzając przy tym niczyjego zainteresowania. Nie powiem ci co będę sprawdzał, ponieważ wtedy mój egzamin nie miałby najmniejszego sensu.
- Chcę mieć wgląd w twój egzamin zanim się odbędzie. - Dumbledore położył dłoń na moim ramieniu zwracając się do niższego mężczyzny, którzy przeniósł poirytowane spojrzenie ze mnie na niego.
- Nie ufasz mi?
- Ani trochę.
- Łamiesz mi serce, ale niech będzie. Hej, dzieciaku. Wiesz w ogóle kim jestem?
Przełknąłem ślinę z trudem czując, że się czerwienię. Pokręciłem przecząco głową.
- Eh, jestem zawiedziony, Albusie. Czego wy w ogóle te dzieci uczycie? Ale dobrze, skoro nie wiesz to niech tak na razie pozostanie.
Nieznajomy zaczął wspinać się po schodach prowadzących na wyższy poziom gabinetu, a po chwili zniknął mi całkowicie z oczu.
Czułem się jak dzieciak lub po prosu głupek. Nie powiedziałem nic na poziomie, milczałem przez niemal całe spotkanie z moim nowym nauczycielem, nie pokazałem mu się od najlepszej strony. Nic dziwnego, że chciał mnie przetestować i nie chciał ze mną porozmawiać.
- Świetnie poszło, Remusie. - Dumbledore ścisnął moje ramię, po czym podszedł do swojego biurka przekładając na nim swoje papiery jakby czegoś w nich szukał. - Po tym, co widziałem jestem pewny, że po zakończeniu szkoły będziesz mógł kontynuować naukę pod okiem kogoś naprawdę utalentowanego. Musisz być jednak gotowy na to, że najczęściej nie będzie w tak dobrym humorze jak dzisiaj. A jeśli tak będzie to wiedz, że coś kombinuje i z pewnością nie jest to nic dobrego. No cóż, Remusie. Myślę, że na dzisiaj to tyle. Inaczej to sobie zaplanowałem, ale przy nim – machnął ręką w stronę schodów, po których wszedł mężczyzna. - rzadko cokolwiek wychodzi tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. To dzikus. Jest czarujący, ale niewątpliwie jest też dzikusem, który robi co mu się podoba i jak mu się podoba.
- Więc… Więc mogę już sobie iść? - zapytałem niepewnie.
- Tak, Remusie. Jeśli będziesz jeszcze potrzebny, zaproszę cię do siebie. Na dzisiaj to tyle.
- Dziękuję. - skinąłem głową dyrektorowi i wyszedłem z jego gabinetu.
Na schodach zatrzymałem się na chwilę i potrząsnąłem głową. Czułem się jakbym właśnie wyszedł z mgły, która nie otaczała jednak mojego ciała, ale umysł.
Czy to zapach dymu?
Pomasowałem palcami głowę między oczyma. Nie bolała mnie, jednak nie byłem sobą. Zupełnie jakbym wstał po popołudniowej drzemce, która często spowalniała tempo pracy mojego umysłu, co nie pozwalało mi się skoncentrować, zebrać myśli.
To nie miało sensu.
Wyszedłem na korytarz, na którym czekała na mnie Zardi.
- I co? - zapytała od razu. Złapała mnie za rękę i zaczęła odciągać od wejścia do królestwa Dumbledore’a.
Streściłem przyjaciółce wydarzenia z gabinetu dyrektora na tyle, na ile byłem w stanie. Niektóre informacje chciałem pominąć, ale uznałem, że nie ma to sensu, bo jeśli nie mogłem zaufać Zardi to komu mogłem?
Przyznałem się przed dziewczyną, że nie wiem kim jest niski, starszy mężczyzna, którego poznałem i który miał być moim nauczycielem. Przyjaciółka obiecała jednak, że pomoże mi do tego dojść, abym czuł się z tym bardziej komfortowo.
- Jeśli dyrektor traktował go jak równego sobie to na pewno mamy do czynienia z kimś ważnym. Pytał, czy go kojarzysz, a więc istnieje możliwość, że mógłbyś gdzieś natknąć się na informacje o nim oraz zdjęcia. Niechętnie to proponuję, ale przejrzyjmy najnowszą historię magii w naszych podręcznikach, a jeśli tam nic nie znajdziemy, poszperamy trochę w bibliotece. Lub ja będę szperać i szukać mając w pamięci twój opis, a jeśli na coś wpadnę to dam ci znać jeśli będziesz chciał.
Skinąłem głową i uśmiechnąłem się do dziewczyny. Rozumiałem dlaczego nie chciała mnie angażować, ale w tej chwili nie czułem się gotowy do podejmowania jakichkolwiek decyzji. Byłem zagubiony, zagubiony we własnej głowie, chociaż myśli pływały w smole.
Czy to możliwe, że ktoś niepostrzeżenie rzucił na mnie zaklęcie? Nie, to nie mogło być zaklęcie.
Zapach dymu – przypomniałem sobie. - Może to ten dym. 
To miałoby sens. Jest wiele roślin, które palone mogły otumanić, spowolnić, a nawet pozbawić pamięci. Może ten mały, dziki czarodziej chciał mieć pewność, że jeśli go rozpoznam to nie zdołam zareagować na czas? Nie zaatakuję, nie złapię… 
- Pomogę ci szukać w książkach i Proroku Codziennym. - zdecydowałem.
Musiałem się dowiedzieć, co się dzieje i czy to możliwe, że zostałem otumaniony aby zapewnić bezpieczeństwo człowiekowi, który był na bakier z prawem, a którego dyrektor tak doskonale znał.
- Zardi, jeśli do jutra z jakiegoś powodu zapomnę o tym, co się dzisiaj wydarzyło, opowiedz mi o wszystkim. - postanowiłem się ubezpieczyć na każdą ewentualność.
Przyjaciółka spojrzała na mnie poważnie i skinęła głową. Rozumiała moje obawy, nawet jeśli nie znała wszystkich szczegółów.

niedziela, 29 marca 2020

Kiedy przyjaciele nie mogą wiedzieć...

16 maja

Otrzymałem od dyrektora wiadomość z prośbą o spotkanie dotyczące naszej ostatniej rozmowy. Została mi dostarczona w sposób tak dyskretny, że nawet moi przyjaciele o niczym nie wiedzieli. I chciałem aby tak zostało. Syriusz wiedząc o spotkaniu chciałby abym powiedział mu kim ma być mój nauczyciel, a ja nie wiedziałbym, co mu powiedzieć, aby nie zdradzić jego tożsamości. Zresztą, podejrzewałem, że kiedy w końcu sam się dowiem, będę w szoku, który uniemożliwi mi myślenie, a co dopiero zmyślanie. Nie, Syriusz nie mógł się dowiedzieć o niczym.
W związku z tym pojawiał się inny problem, ponieważ musiałem pojawić się w gabinecie dyrektora o wyznaczonej godzinie, ale moi przyjaciele nie mogli wiedzieć, że w ogóle tam idę.
Jak ja w ogóle miałem to zrobić?
Wymknięcie się pod pozorem nauki w bibliotece odpadało. Byliśmy przed egzaminami, a więc szybko znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mi towarzyszyć, a znając życie byłby to Syriusz. Zamknięcie się w toalecie również byłoby bezsensowne, a kąpiel w łazience prefektów również mogłaby skończyć się towarzystwem Syriusza, więc znowu wracałem do punktu wyjścia.
Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że moje życie aż w takim stopniu było zdominowane przez przyjaciół, a w szczególności przez mojego chłopaka. Nagle czułem się osaczony.
Zamyślony spojrzałem w bok i nagle wiedziałem już co muszę zrobić.
Podczas przerwy między zajęciami wykorzystałem wymówkę z toaletą aby napisać wiadomość do Zardi. Poprosiłem ją w niej o pomoc, podając godzinę, o której chciałem aby po mnie przyszła, zaznaczając, że chcę by była moim alibi oraz dodając informację o potrzebie bycia z nią sam na sam. Tym samym znalezienie wymówki zrzucałem na jej barki, ale wiedziałem, że nie będzie miała mi tego za złe. A przynajmniej nie do końca.
Kiedy wróciłem do przyjaciół czekających na eliksiry, stanąłem obok przyjaciółki udając, że próbuję podsłuchać jej rozmowę z koleżankami. W tym czasie starając się zrobić to niepostrzeżenie, wsunąłem jej w dłoń swój liścik. Zardi drgnęła i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Ale mi serce podskoczyło! - syknęła – Nie czaj się tak obok! - skarciła mnie aby ukryć swoją reakcję na moje zachowanie i wiadomość, którą jej dałem, a której się nie spodziewała. Nie wiedziała o co chodzi, ale i tak zacisnęła dłoń na liściku. Ufała mi, a ja ufałem jej.
- Przecież wcale się nie czaiłem! - odpowiedziałem z udawaną urazą.
- Byłam zajęta rozmową, a tu nagle taki Lupin! Oczywiście, że się czaiłeś!
- Starałem się dowiedzieć o czym rozmawiacie i to otwarcie, więc…
- Milcz i nie podsłuchuj! - dziewczyna prychnęła, wydęła dolną wargę, a następnie uśmiechnęła się do mnie, ale jednocześnie odgoniła mnie od siebie i koleżanek.
Wiedziałem, że robi to tylko po to, aby lepiej ukryć mój liścik. Była niesamowita i dlatego byłem pewny, że znajdzie sposób, aby wyrwać mnie z macek przyjaciół na tych kilka chwil niezbędnych na spotkanie z dyrektorem.
Jej odpowiedź ma moją wiadomość otrzymałem po eliksirach, kiedy wychodząc z sali poklepała mnie po ramieniu nie mówiąc zupełnie nic. Nie musiała. Wiedziałem, że przeczytała liścik i chociaż nie mogła wiedzieć o co chodzi, zgodziła się mi pomóc.

O wyznaczonej godzinie siedziałem z przyjaciółmi przy stoliku w Pokoju Wspólnym, kiedy Zardi wyrosła przy nas jakby spod ziemi.
- Remiiii… - zajęczała prosząco. - Ta książka, którą mi ostatnio poleciłeś! - zaczęła mówić przejęta, spięta i jakby zasapana. - O, Merlinie! Nie wiem, czy mam cię przytulać, czy dusić! Jest niesamowita i tyle się w niej dzieje! Nie, nie, nie! Muszę się wygadać, po prostu muszę! - złapała mnie za ramię i pociągnęła w górę. - Kradnę wam Remusa. - rzuciła do chłopaków, a następnie znowu zwróciła się do mnie. - Nie usiedzę, tyle emocji! Idziemy pokręcić się pod szkole, żebym rozładowała napięcie. Merlinie, Remi! Gdybym wiedziała, że ta książka jest tak niesamowita wcześniej… - mówiła szybko, głośno, jak nakręcona i powoli odciągała mnie od chłopaków.
- Ostrzegałem cię! - postanowiłem wejść w rolę. - Niedługo wrócę! - rzuciłem do przyjaciół, którzy patrzyli na nas jakby mi bardzo współczuli. - Mówiłem ci, że nie będziesz mogła żyć normalnie, kiedy ją przeczytasz. Ty przynajmniej możesz o niej porozmawiać ze mną, a ja nie miałem nikogo! - próbowałem się nakręcić.
- Nie wiem jak to wytrzymałeś! Przecież on jest niesamowity! Kiedy się spotkali w tej księgarni podczas spotkania autorskiego… - zapiszczała cicho. - To było takie niesamowite! - przeszliśmy przez dziurę za portretem Grubej Damy. - Nie mam zielonego pojęcia o czym mówię, ale powinnam dostać Oskara za najlepszą grę aktorską. - rzuciła, kiedy tylko przejście zamknęło się za nami. - Chodź, musisz mi powiedzieć o co chodzi!
Oddaliliśmy się na bezpieczną odległość zanim z westchnieniem zacząłem się tłumaczyć.
- Muszę spotkać się z dyrektorem w bardzo ważnej sprawie, ale nikt nie może o tym wiedzieć. To bardzo ważne i ściśle tajne. - cóż, tylko tyle mogłem jej zdradzić.
- Chwila… Ściśle tajne, więc nic mi nie powiesz, a dobrze wiesz, że jestem ciekawską bestią i będzie mnie to teraz zżerało? W takim razie musi to być niesamowicie tajne i musisz być zdesperowany.
- Nie zaprzeczę…
- Dobra, zrobimy tak. Pójdę z tobą pod gabinet dyrektora i zaczekam na ciebie ile będzie trzeba. Na wszelki wypadek schowam się gdzieś żeby mnie nikt nie wiedział. Musisz mi tylko jedno powiedzieć. Cokolwiek robisz, nie krzywdzisz tym Syriusza?
- Nie. - odpowiedziałem od razu. - Poza tym, że mam przed nim tajemnice. Ale robię to dla niego i jego bezpieczeństwa.
Dziewczyna skinęła głową. Szliśmy powoli w stronę schodów mając jeszcze trochę czasu zanim będę musiał stawić się u dyrektora.
- I nie będzie to miało wpływu na wasz związek? - Zardi dopytywała dalej.
- Nie sądzę. Sprawa, którą muszę załatwić nie jest związana z moim życiem miłosnym. - zastanowiłem się chwilę. - To tajemnica wilkołaka. Jest związana z moją lykantropią.
- Dobra, przyjmuję to do wiadomości i akceptuję. Nie musisz mi mówić nic więcej. - dziewczyna posłała mi szczery uśmiech.
Cieszyłem się, że ją miałem, że zawsze mogłem na nią liczyć. Była jedyna w swoim rodzaju i wiedziałem, że jeśli w przyszłości wpakuję się w jakieś tarapaty, ona postara się mi pomóc z nich wyjść. I ile nie mogłem prosić Syriusza o pomoc, kiedy chodziło o łamanie prawa czarodziejów lub coś nie do końca legalnego, o tyle kiedy chodziło o Zardi nie musiałem się martwić. Ona nie miał pracować jako Auror.
Kiedy dotarliśmy pod wejście do gabinetu Dumbledore’a miałem wciąż sporo czasu. Wykorzystałem go więc na rozmowę z przyjaciółką o tematach niezwiązanych z naszą obecnością w tym miejscu. Zardi przyznała, że nie wie co chce robić po szkole, że ma tysiące pomysłów, ale żaden nie jest konkretny i najprawdopodobniej nie wciągnie jej na tyle, aby miała poświęcić temu całą resztę życia. To, co naprawdę ją interesowało nie było niestety opłacalne i nie mogłoby jej w przyszłości utrzymać.
Kiedy nadszedł czas, podałem hasło kamiennemu strażnikowi i wspiąłem się po schodach do gabinetu. Byłem właśnie przed drzwiami, kiedy dyrektor zaprosił mnie do środka, więc wszedłem czując szaleńcze bicie mojego serca i słysząc w uszach jego dudnienie.
Dumbledore był sam, więc nie do końca wiedziałem czego mam się spodziewać.
- Usiądź, Remusie. - wskazał mi krzesło, więc zająłem miejsce przed jego biurkiem.
Cisza, która zapadła była przerażająca, ale może to dlatego, że właśnie warzyły się moje losy. Przyjąłem, że dyrektor chce mi powiedzieć kim będzie mój nauczyciel, ale może chciał mi oświadczyć, że osoba, o której myślał się nie zgodziła. Nie zdziwiłbym się. W końcu nie każdy chciał uczyć wilkołaka.
- Remusie… - zaczął mężczyzna, a ja wstrzymałem oddech.

niedziela, 15 marca 2020

Bezsenność we dwoje

TRZYMAJCIE SIĘ ZDROWO, KOCHANI! STARAJCIE SIĘ SIEDZIEĆ W DOMU I NIE DAJCIE SIĘ KORONAWIRUSOWI!
P.S. NIE SĄDZIŁAM, ŻE BĘDĘ ŻYŁA W TAKICH CZASACH. SYTUACJA NA ŚWIECIE, I PEWNIE NIEDŁUGO TAKŻE W NASZYM KRAJU, PRZYPOMINA HISTORIĘ Z KSIĄŻKI. PRZYZNAJCIE SIĘ, ILE OSÓB CZYTA POSTAPO ;) ?

P.S.(2) Najlepiej kontaktować się ze mną przez facebooka lub twittera :)

Opowiedziałem Syriuszowi o mojej rozmowie z dyrektorem ujawniając tylko tyle, na ile mogłem sobie pozwolić. Wprawdzie gryzło mnie sumienie, jednak przyznanie się do wszystkiego nie byłoby rozsądne. Tym bardziej, że Dumbledore wyraźnie narażał się dla mojego dobra, mojej przyszłości i robił to na moją prośbę. Już i tak zawiodłem jego zaufanie w kwestii mojego wilkołactwa, nie chciałem więc robić tego ponownie. Nie w sytuacji, kiedy obaj moglibyśmy skończyć w Azkabanie.
Jasne, nie miałem wątpliwości, że teraz Syriusz trzymałby wszystko w tajemnicy, ale kiedy zacznie szkolić się na Aurora? Wiedza o tym, co robię mogłaby być dla niego ciężarem, a może nawet w pewnym momencie stwierdziłby, że musi interweniować dla mojego dobra. W końcu ludzie naprawdę się tak zachowują, nie tylko w czytanych przeze mnie książkach. Są przekonani, że robią coś z myślą o tobie, ponieważ nie potrafią pewnych rzeczy pojąć, zrozumieć, nie stawiają się w twojej sytuacji.
Tak naprawdę jednak nie niedopowiedzenia, ukryte prawdy i małe lub większe kłamstwa spędzały mi sen z powiek, ale pytanie kto będzie moim nauczycielem. Dyrektor postawił sprawę jasno, nie ukrywał, że kimkolwiek będzie mój przyszły mentor będzie typem spod ciemnej gwiazdy. Nie interesowałem się szczególnie przestępcami w naszym społeczeństwie, więc nie miałem pojęcia kogo dyrektor mógł mieć na myśli, więc na mojej ciekawości musiało się skończyć. Nie ważne ile bym nie próbował wpaść na jakiś pomysł, nie miałem żadnego. Musiałem jednak oswoić się z myślą o niecodziennym psorze, ponieważ nie chciałem wyjść na osła, kiedy go poznam i ze zdziwienia stracę zimną krew. O ile w ogóle będę potrafił ją zachować.
- Nie wiem o czym myślisz, Lupin, ale przestań. - głos Jamesa zakłócił ciszę sypialni. - Ja wiem, myślenie to dobre przyzwyczajenie, ale rzucasz się po łóżku jakbyś miał w nim robale. Nie mogę spać.
Naprawdę kręciłem się po łóżku i zmieniałem położenie tyle razy, że Jamesowi zaczęło to przeszkadzać? Nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy.
- Wybacz. - odparłem szeptem. - Postaram się leżeć spokojnie.
- Mam nadzieję, bo naprawdę mam dosyć twojego kręcenia się. Słyszę każdy szelest, skrzypnięcie sprężyny, niedługo będę nawet w stanie odróżnić półdupek, na którym leżysz.
- J., czy ty się czegoś nawąchałeś? Ja z moimi zmysłami mogę powiedzieć, że słyszę to wszystko, ale ty? Powiedz prawdę, piłeś coś nielegalnego, jadłeś lub wąchałeś?
- Nie! - prychnął oburzony. - No, dobra. Może i wąchałem, ale to w gabinecie u Slughorna, kiedy mnie wezwał na rozmowę w sprawie takiego jednego eliksiru, o który go pytałem. Nie wiem, co tak u niego cuchnęło, ale aż dławiło. Później kręciło mi się w głowie, ale to chyba normalne skoro nawąchałem się dymowego, słodko, duszącego zapachu sam nie wiem czego. Tak czy inaczej, to nie może być od tego, bo dopiero teraz słyszę jak się rzucasz, a wcześniej moje zmysły miały się dokładnie tak, jak zawsze. Dlatego przestań się kręcić, przestań myśleć i po prostu śpij. Kołysany chrapaniem Petera.
- Ha! A więc jego chrapanie ci nie przeszkadza, ale moje kręcenie się już tak?
- Remi, on chrapie równomiernie i od zawsze. Za to ty kręcisz się co jakiś czas. Prawie zasypiam, a tu kręć, kręć, kręć, szelest, szelest, skrzyp. Znowu zasypiam, znowu kręć, kręć, kręć, szelest, szelest, skrzyp.
- Przesadzasz.
- Skoro tak mówisz, zacznij słuchać odgłosów jakie wydajesz, kiedy zmieniasz pozycję.
Prychnąłem tylko w odpowiedzi. Nie zamierzałem niczego sprawdzać. Za to ostentacyjnie i bardzo głośno zmieniłem pozycję kładąc się na boku. Przypuszczałem, że James przewrócił oczyma słysząc to, ponieważ ja właśnie tak był postąpił na jego miejscu.
W każdym razie ułożyłem się, zwinąłem w kłębek i znowu pozwoliłem myślom płynąć.
Lekcje z typem spod ciemnej gwiazdy. Ciekawe, czy będzie wilkołakiem jak ja. Nie, to niemożliwe.  Dyrektor nigdzie nie znalazłby dobrze wykształconego wilkołaka. Młode wilkołaki nie miały szans na naukę, zaś dorośli stosunkowo rzadko przeżywali przemianę, więc czarodziej zamieniony w wilkołaka w kwiecie wieku był ogromną rzadkością.
Zresztą, przecież dyrektor sam mówił, że ta osoba nie będzie zachwycona z faktu, że jestem wilkołakiem, więc na pewno sama też nim nie jest. A więc czarodziej lub czarownica. Większe było prawdopodobieństwo, że to jednak czarodziej. Czarownice rzadziej były przestępcami poszukiwanymi przez Aurorów. To jednak też się zdarzało. No dobrze, więc płeć nieokreślona, ale będzie to osoba władająca dobrze magią, która ma wilkołaki za niższą rasę. O to akurat nie trudno. Większość osób miała nas za niewarte zachodu zwierzęta. Niebezpieczne dla ludzi i potrafiące wmieszać się w tłum. Wilki w owczych skórach.
Prawie odwróciłem się na drugi bok, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. Może James miał rację i kręciłem się wcześniej nie zdając sobie z tego sprawy?
Z jakiegoś powodu z kręceniem się w łóżku było podobnie jak ze swędzeniem. Kiedy o tym myślisz, nagle coś się dzieje. Kiedy myślisz o swędzeniu, zaczyna swędzieć tu, tam, gdzieś tam. Kiedy myślisz o przewracaniu się na boki, a nie możesz tego robić, nagle czujesz się niewygodnie, niekomfortowo, tu cię uwiera, tam ci nos zatyka, siam coś gniecie. Jednym słowem – musiałem zmienić pozycję.
Starając się jak tylko było to możliwe zachowywać cicho, zacząłem przewracać się na plecy, a później na drugi bok.
- I tak to słyszę, więc już po prostu się przekręć i miejmy to z głowy.
- Wybacz.
- Tak, tak. Widać dzisiaj obaj jesteśmy skazani na bezsenność.
- Naprawdę tak bardzo, ci to przeszkadza?
- Sam nie wiem. Męczy mnie trochę myślenie o końcu szkoły. Wiesz, że wisi nade mną widmo zaręczyn oficjalnych, bo w przeciwnym razie ojciec Lily urwie mi jajka. A więc pójdę do akademii Aurorów zaręczony i zamiast używać życia, będę musiał meldować się jak najczęściej w domu Lily żeby jej ojciec wziął mnie na przesłuchanie i miał pewność, że mu córki nie zdradzam. Nie chcę tego, nie chcę takich zobowiązań już teraz. Im bliżej końca roku, tym bardziej mnie to męczy. Kocham Lily, ale dla mnie to za wcześnie. Powiedziałbym mu o tym, ale to nie człowiek, z którym da się rozmawiać.
- James, nie wiem co poradzić ci na sytuację z przyszłym teściem, ale na razie może nie powinieneś się tym martwić. W końcu masz jeszcze trochę czasu. On może zmienić zdanie i dać ci więcej luzu.
- Albo Lily mnie rzuci, to też byś dodał, gdybyś nie chciał mnie urazić, co?
Nie odpowiedziałem, ponieważ tak właśnie było.
Nasza chwila milczenia nie trwała na pewno dłużej niż pięć minut, kiedy nagle usłyszałem ciche pochrapywanie Jamesa. Niemal się roześmiałem, na szczęście w ostatniej chwili udało mi się powstrzymać. Nie chciałem go obudzić, a przecież dopiero przed chwilą zmorzył go sen, więc na pewno nie spał jeszcze na tyle twardo bym go nie obudził wybuchem wesołości.
Najwyraźniej okularnik potrzebował się komuś wyżalić, aby jego zmartwienia w końcu zelżały na tyle, by zdołał zasnąć. Lub to dlatego, że rozmawiając z nim nie kręciłem się już więcej i to dało mu szansę na zaśnięcie. Zdecydowanie wolałem tę pierwszą opcję i przy niej obstawałem. W końcu moje kręcenie się w łóżku nie mogło być gorsze niż mówienie. Najważniejsze było jednak to, że James zdołał usnąć. Tym bardziej, jeśli męczyły go myśli o przyszłości i obowiązkach, jakie zostaną mu narzucone tylko dlatego, że w wieku nastoletnim związał się z dziewczyną, której ojciec był koszmarny. 
Cóż, rodzice Syriusza również nie należeli do najprzyjemniejszych, jednak ich kontakty z synem były na tyle kiepskie, że ja wcale nie musiałem się nimi przejmować. Nie akceptowali Syriusza, a co dopiero mnie. Regulus był zupełnie innym przypadkiem. Z jednej strony był w końcu bardzo fajnym chłopcem, a jednak czasami odsuwał od siebie wszystkich wkoło. Odsunięcie się Syriusza od rodziny niewątpliwie sprawiło, że na barkach Regulusa spoczywała większa odpowiedzialność, ponieważ to od niego oczekiwano tego, czego nie mógł rodzicom dać mój kruczowłosy chłopak.
Może więc fakt, że po szkole zamieszkam z moimi kochającymi i wyrozumiałymi rodzicami nie był tak zły? Nie czułem się przez to komfortowo, ponieważ robiłem wielki krok w tył, niemal wracałem do czasów dzieciństwa, ale przecież wiele osób było zmuszonych do tego samego. Nie każdy od razu wyprowadzał się z rodzinnego domu na stałe.
Wziąłem głęboki oddech i postanowiłem za wszelką cenę uciszyć swoje myśli. Nie wiem jakim cudem zatoczyły tak ogromne koło, ale znowu czułem, że zacznę myśleć o dyrektorze i jego znajomym, moim przyszłym nauczycielu. 
Miałem nadzieję, że i do mnie sen niebawem przyjdzie.

niedziela, 23 lutego 2020

Bed of Roses

13 maja

Wpatrywałem się w padający za oknem deszcz. Koniec roku był coraz bliżej, a wraz z nim zmiany, na które nie byłem gotowy. Sheva jako pierwszy odciął pępowinę, która łączyła naszą paczkę i w ten sposób pozwolił nam poczuć przynajmniej namiastkę tego, co tak naprawdę czeka nas w najbliższym czasie. Syriusz i James rozpoczną naukę w akademii Aurorów, Peter będzie szkolił się pod okiem mamy pomagając jej w cukierni, Zardi wiedziała tylko, że planuje się nadal uczyć, chociaż nie miała pojęcia w jakim kierunku, Sheva rozpoczynał karierę sportową. Pozostawałem tylko ja. Ja i mój brak możliwości dalszej edukacji poza uczeniem się samemu, ponieważ nikt nie przyjmie wilkołaka do szkoły. Dumbledore był jedynym dyrektorem, który kiedykolwiek zdecydował się na taki krok.
- Pieniążek za twoje myśli. - ramiona Syriusza objęły mnie w pasie, a jego broda spoczęła na moim ramieniu. Jego ciało było cudownie ciepłe, ale w tamtej chwili nawet ono nie przynosiło mi ukojenia.
- Myślę o końcu roku. O zmianach. - odpowiedziałem szczerze.
- Och, Remusie. - uścisk ramion kruczowłosego stał się silniejszy. - Będę wymykał się z Akademii tak często jak tylko się da, podrzucał ci książki, przynosił słodycze. Nie pozwolę żebyś o mnie zapomniał.
Nie odpowiedziałem, ale uśmiechnąłem się wtulając w niego.
- Porozmawiaj z Dumbledore’em.
- Co? - odwróciłem się od okna i spojrzałem na chłopaka.
- Powiedz mu, co planujesz. Zapytaj, czy zna kogoś, kto mógłby cię uczyć. Jeśli nie zna nikogo, powie ci i nic nie zyskasz, ale też nie stracisz. Za to naprawdę możesz zyskać, jeśli okaże się, że jednak jest ktoś, kto mógłby cię szkolić z dala od szkół, akademii i innych miejsc, w których nie chcą wilkołaków. Idź do niego, a ja zaczekam pod gabinetem. Wiem, że to cię męczy, a w ten sposób będzie ci lżej. Chodź! - chłopak odsunął się ode mnie i złapał mnie za rękę, pomagając mi wstać z mojego miejsca przy oknie.
- Nie chcę zawracać mu głowy…
- Daj spokój, Remi! Wiesz doskonale, że on będzie szczęśliwy, że do niego przyszedłeś. To idziemy?
Czy miałem coś do stracenia? Nie. Czy uważałem, że to dobry pomysł? Nie wiem. Mimo wszystko pozwoliłem, aby chłopak wyprowadził mnie z naszego pokoju.
To był szary, leniwy, psychodeliczny niemal dzień, toteż w Pokoju Wspólnym panował spokój i ospała atmosfera. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na to, że wychodzimy, nie wspominając już o tym, że Syriusz nadal trzymał mnie za rękę i ciągnął za sobą.
Droga pod wejście do gabinetu dyrektorka trwała stanowczo zbyt krótko. Żałowałem, że korytarze nie zaczęły się nagle wydłużać lub zmieniać położenie, ponieważ potrzebowałem więcej czasu by zastanowić się nad tym, co powiem, o co zapytam lub by po prostu zwiać. Niestety Syriusz zajął się wszystkim, włącznie z podaniem hasła, które odsłoniło schody prowadzące do gabinetu.
- Idź. - Black wepchnął mnie na schody i uśmiechnął się w sposób, który zapewne miał mi dodać otuchy.
- Nie jestem pewny, czy…
- Matko, Remi! Po prostu idź!
Więc poszedłem. Wspiąłem się po schodach i zapukałem, ponieważ byłem o krok od zawrócenia.
- Wejdź, Remusie. - odrzwi otworzyły się same. Dyrektor siedział za swoim biurkiem i uśmiechał się zachęcająco.
- Skąd pan…
- Nie ukrywam, że usłyszałem zachęcający okrzyk Syriusza. Usiądź, Remusie.
A więc usiadłem. Dumbledore roześmiał się cicho i zachęcił mnie od tego, abym wyrzucił z siebie to, z czym do niego przyszedłem.
Jąkając się, zrobiłem to. Przypomniałem mu, że postanowiłem zostać detektywem, że nawet chcąc uczyć się dalej nie znajdę szkoły, która mnie przyjmie. Zapewniłem, że chcę uczyć się dalej, rozwijać swoje umiejętności, aby przeżyć w pracy, jaką sam sobie wybrałem. Jasne, nie miałem wielkiego wyboru, ale nie zmieniało to faktu, że i tak musiałem się doszkalać.
Mężczyzna kiwał głową potakująco i nie przerywał mi. Kiedy w końcu zapytałem, czy nie zna kogoś, kto mógłby mi pomóc, kto mógłby mnie uczyć, zamruczał zastanawiając się.
- Ministerstwo nie zabrania kształcenia wilkołaków, ale mało kto chce się tego podjąć z powodu uprzedzeń i przekonania o wyższości czarodziejów. Osoba, która podjęłaby się twojej edukacji musiałaby być nie tylko chętna do podjęcia się tego zadania, ale także posiadać odpowiednią wiedzę. - słuchałem uważnie. - Remusie, obawiam się, że żaden nauczyciel nie podejmie się tego zadania.
Wiedziałem, że tak będzie, jednak i tak miałem iskierkę nadziei, która teraz przygasła. 
- Żaden nauczyciel, ale to nie oznacza, że nie znajdzie się inna osoba, która byłaby skłonna to zrobić.
Podniosłem głowę i spojrzałem na dyrektora zaskoczony. Nie do końca wiedziałem jak rozumieć jego słowa.
- Uczenie wilkołaka dla wielu będzie niczym wkładanie broni w ręce kata. Wilkołakom nie można ufać, zdradzą i odgryzą rękę, która ich karmi… To tylko kilka opinii, jakie zacytuję. Osoba, która byłaby skłonna cię uczyć nie byłaby więc szanowanym członkiem społeczności magicznej. Czy mnie rozumiesz?
- Nie… Nie jestem pewny.
- Szukając dla ciebie nauczyciela musiałbym szukać wśród osób znajdujących się na marginesie czarodziejskiej społeczności. Remusie, znam kogoś, kto podjąłby się uczenia cię. Tyle, że nie jest to osoba, o której mogę mówić głośno. To wielki, utalentowany czarodziej, ale także skazany przestępca.
Spojrzenie mężczyzny było utkwione we mnie, a moje oczy musiały w tamtej chwili przypominać spodki. Dumbledore właśnie powiedział mi, że zna przestępcę, który mógłby mnie uczyć. Zdradził mi tajemnicę, której zdradzenie mogłoby wpędzić go w duże kłopoty, a nawet kosztować stanowisko. A jednak zaufał mi.
- Ta… osoba…
- Będzie wymagająca, wyjątkowo wredna, ponieważ nie będzie jej się podobało to, że jesteś wilkołakiem, ale doceni twój talent.
- Skąd pewność, że będzie chciała mnie uczyć? - miałem co do tego mieszane uczucia.
- Zostaw to mi. Jeśli jesteś gotów podjąć się tego, ukrywać swoją naukę, musisz po prostu mi zaufać. Nie ufaj swojemu nauczycielowi, ponieważ tej osobie nie warto ufać, ale zaufaj mi. Nigdzie nie znajdziesz lepszego mentora. Chcesz być detektywem w naszym świecie, musisz mieć dostęp do najgorszych melin, Remusie. Te osoba zapewni ci ten dostęp, powie ci z kim współpracować i w jaki sposób wmieszać się w tłum. Nie musisz podejmować decyzji już teraz.
Wyobraziłem sobie Syriusza, który w Akademii Aurorów będzie uczył się, w jaki sposób walczyć z przestępcami magicznego świata, jak łapać i zabijać wilkołaki takie, jak ja. Wszystko to z błogosławieństwem Ministerstwa Magii. A w tym czasie ja, jego chłopak, kochanek, miłość, poznawałbym podobne sztuczki, ale od tej drugiej strony.
- Do tej pory byłem po prostu Remusem Lupinem, chłopcem, czarodziejem. To pan dał mi tę szansę, to pan otworzył przede mną te drzwi. Ale teraz wychodzę z Hogwartu i mogę zapomnieć o osiągnięciu wielkich rzeczy, ponieważ tutaj kończy się moje edukacja. Nie zmienię tego, że jestem wilkołakiem, a kiedy ludzie dowiedzą się o tym, nie znajdę żadnej pracy. Muszę w końcu objąć to kim jestem. Panie dyrektorze, zgadzam się. Zaufam panu. Chcę nauczyć się tego, czego nie nauczą mnie nigdzie indziej. Chcę znaleźć sposób, aby dalej żyć w tym społeczeństwie.
- A więc zgadzasz się?
- Tak.
Dyrektor skinął głową.
- On się z tobą skontaktuje. Na razie za moim pośrednictwem. Remusie, na pewno już wiesz, że to musi pozostać naszą tajemnicą.
- Nie powiem ani słowa, niezależnie od tego, kim jest osoba, o której pan myśli. Zawdzięczam panu wszystko, co do tej pory osiągnąłem.
- A więc ciesz się resztą dzisiejszego dnia, Remusie. Odezwę się niebawem.
Wymieniliśmy pożegnalne uprzejmości i opuściłem jego gabinet lżejszy i cięższy jednocześnie. 

niedziela, 5 stycznia 2020

Kartka z pamiętnika (Special 2020 - styczeń) - Zardi


Patrzyłam na pustą kartkę papieru, na której jeszcze przed pięcioma minutami planowałam wypisać wszystkie swoje plany i pragnienia na najbliższy rok. Jeszcze niedawno moja głowa była pełna pomysłów, a dusza natchniona – jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Więc dlaczego, kiedy w końcu zasiadłam do pracy, która miała napełnić mnie siłą i nadzieją na przyszłość, cały entuzjazm ze mnie uleciał? Czy naprawdę tak wiele od siebie wymagałam? Chyba nie!
Jedynym czego oczekiwałam było odważne, pełne nadziei wejście w najbliższy rok, który przecież miał być dla mnie kluczowy!
Kończyłam Hogwart, musiałam ruszyć dalej w świat, opuścić bezpieczne mury szkoły, która była mi domem, zostawić za sobą przyjaciół, których traktowałam jak rodzinę. To było przerażające i właśnie dlatego poszukiwałam sposobu aby podnieść się na duchu.
Byłam przekonana, że zapisanie na kartce wszystkich planów, pragnień i oczekiwań będzie doskonałym początkiem. Później odznaczałabym sobie wszystko, co udało mi się osiągnąć.
No dobrze, przyznaję, że lista już w założeniu była długa, szczegółowa, bardzo konkretna i wypełniona w większości punktami, które każda inna osoba uznałaby za głupotę lub pierdołę, ale dla mnie wszystkie te „głupoty” i „pierdoły” były bardzo ważne! 
Bogowie! Przecież byłam wciąż małym dzieckiem, nawet jeśli jednocześnie byłam nastolatką!
Poczułam jak moje policzki zaczynają się rozpalać, więc szybko i dyskretnie rozejrzałam się na boki. Nikt w bibliotece nie zwracał na mnie uwagi, więc odetchnęłam z ulgą.
Czytałam niedawno całkiem dobrą książkę, która z początku wydawała mi się trochę… trochę bardzo nie w moim typie, aby w pewnym momencie poczuć, że prawdopodobnie była bardzo w moim typie. Dlaczego? Pojawił się w niej motyw Tatusia i Małego. Tyle, że Tatuś nie był wcale tatusiem, a Mały nie był taki znowu mały. Chodziło o słabostkę, zboczenie, wewnętrzne potrzeby, których nie sposób zaspokoić ze względu na różne czynniki. Jeden trochę starszy facet odczuwał potrzebę zaopiekowania się kimś, kto tego potrzebuje jak małym dzieckiem, zaś młody chłopak, chociaż w sumie to już mężczyzna, nie mógł odnaleźć się w świecie dorosłych, miał na głowie pełno problemów i był zagubiony, potrzebując powrotu do niewinności i zabaw dzieciństwa, mając oparcie w kimś, kto zaopiekowałby się nim pod każdym kątem.
I nagle *puff*, okazuje się, że sama należę do osób, które chciałyby być wciąż dzieckiem mogącym na kimś polegać, mogącym znaleźć siłę w dorosłym, kimś kto odczuwa przyjemność z dziecięcych zabaw, czytania książek dla maluszków, kolorowania malowanek, zabawy zabawkami. Nie znaczyło to, że chciałabym mieć takiego Tatusia, ale jednak pokazało mi, że może moje wielkie zainteresowanie tym, co dziecięce i potrzeba posiadania niektórych dziecięcych przedmiotów może wcale nie być tak normalna, jak się mi wydawało.
Westchnęłam głośno. A więc mało, że niedawno dopiero odkryłam, że jestem aseksualna, to teraz jeszcze dowiedziałam się, że mogę mieć jakieś zboczenie, kinka. Może więc do swojej listy pragnień powinnam dopisać poznanie siebie? W końcu z każdą chwilą okazywało się, że jestem osobą bardziej skomplikowaną, niż sądziłam i w sumie nie wiem o samej sobie zupełnie nic.
Chwała bogom za literaturę, bo chyba nigdy nie dowiedziałabym się nawet w tak niewielkim stopniu kim tak naprawdę jestem. W heteronormatywnym świecie, w którym każdy pozuje na normalnego, cokolwiek oznacza normalność, i idealnego, ciężko zrozumieć samego siebie.
Może właśnie dlatego nieświadomie otoczyłam się osobami, które w jakiś sposób różniły się nudnej większości i za wszelką cenę chciałam im pomagać?
Spojrzałam na swoją wciąż pustą kartkę.
- Dobra, Zardi. Miałaś ją zapełnić, miałaś poczuć się lepiej, miałaś osiągnąć przynajmniej część zapisanych celów w przeciągu najbliższego roku. Więc dlaczego już tego nie czujesz? - mruknęłam bardzo cicho do samej siebie.
Cóż, na tej kartce pewnie powinnam napisać kim chcę zostać po skoczeniu szkoły, ale nie miałam pojęcia, co chcę robić w przyszłości. Nic mi nie odpowiadało, a jednocześnie tak wiele mi się podobało, że nie byłam w stanie wybrać jednego zawodu. Innym problemem było to, że mi zawsze wszystko szybko się nudziło, a więc tak samo miało być pewnie z wybranym zawodem. Kim więc miałam zostać w przyszłości aby już teraz wybrać dalszy kierunek swojej edukacji?
Kolejny z moich problemów. Zbyt wiele myśli, zbyt wiele problemów z samą sobą. Nic dziwnego, że namiętnie czytałam książki, które pozwalały mi oderwać się od rzeczywistości i analizowania samej siebie. Problem w tym, że od niektórych rzeczy nie dało się uciec, nawet jeśli się je w nieskończoność odkładało.
- Dobra, Zardi, wróć do tematu. - znowu próbowałam przywołać się do porządku, bo kto inny miał to zrobić.
Może powinnam podzielić kartkę na kilka części? W zależności od tego czego dotyczyły moje plany, życzenia, pragnienia? A może powinnam mieć do tego specjalny notes? W końcu tych moich drobnych pierdół, które zaśmiecą kartkę będzie do znudzenia dużo. 
Hm, miałam upchnięte w szafce jakieś notesy. Mniejsze, większe, ładniejsze i mniej ładne. Może powinnam więc wykorzystać jeden z nich? Notes? A może jednak lepszy zeszyt? Tego jest dużo, a przynajmniej będzie…
Oparłam się o krzesło i odchyliłam głowę do tyłu.
Byłam beznadziejna. Już nawet straciłam na dzisiaj chęć i natchnienie do realizacji tego małego projektu.
Popatrzyłam na dwa małe, mizerne świstki kartki z kilkoma notatkami dotyczącymi tego, co powinno zaleźć się na mojej liście. To było tylko kilka punktów, wierzchołek góry lodowej. Cała reszta była gdzieś w mojej głowie, w moim sercu.
- Za dużo myślisz.
Aż podskoczyłam, kiedy nade mną pojawiła się znajoma twarz Remusa Lupina.
- Matko! - syknęłam – Chcesz mnie zabić? Zawału mogłam dostać!
Przyjaciel uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
- Nad czym tak myślisz? Wiem, że nie nad zadaniami. Znam cię na tyle.
Fakt. Rzadko myślałam o zadaniach, częściej o innych projektach, które sobie wymyślałam, a później denerwowałam się, kiedy nie mogłam ich zrealizować lub miałam na to za mało czasu. Pięknie, sama sobie ściągałam na głowę kłopoty i problemy.
- Poniekąd o życiu.
- Jest krótkie i nawet jeśli jesteś młoda to nie wiesz, kiedy się skończy, więc może je wykorzystaj póki masz okazję? Jeśli zaczniesz działać, a przestaniesz analizować, będziesz miała więcej czasu. Nie patrz tak na mnie. Zamiast przez pięć minut myśleć o tym ile mam nauki, usiądę i po prostu sięgnę po pierwszy podręcznik i zacznę się uczyć, zyskam pięć minut, które później mogę poświęcić chociażby Syriuszowi.
- Hm, to nie takie głupie.
- Oczywiście, że nie. Ale przyznaję, że nie łatwo się tego nauczyć. Ktoś ostatnio czytał jakiś poradnik o myśleniu. Może zapisz się na listę oczekujących i sobie go wypożycz? Ja jestem na liście i stąd wiem, że jest.
Jeśli Remus proponował mi poradnik to niewątpliwie musiałam się nim zainteresować. Remi czytywał różne głupoty, które mu poleciłam lub takie, do których sam dotarł, ale często potrafił wyszukać również wartościowe pozycje, a ta zaproponowana brzmiała nieźle.
Skinęłam głową i pozbierałam swoje rzeczy ze stolika. Nie było sensu siedzieć nad zadaniem, którego i tak nie miałam szans dzisiaj zrealizować. Pewnie niedługo o nim zapomnę, ale co jakiś czas będę sobie o nim przypominać. W końcu jednak zdołam się spiąć w sobie i zrobić tę nieszczęsną listę, która ma mi pomóc w najbliższym roku.
- Wolałabym się nie starzeć. - zmieniłam trochę temat.
- Myślisz, że ja chcę? Dobrze mi tak jak jest, dobrze mi tutaj. Mam przyjaciół, mam Syriusza, z którym mogę w każdej chwili zaszyć się w kąciku i obmacywać, obściskiwać i w ogóle. Jestem tu szczęśliwy, ale nie zatrzymamy czasu.
- Cóż, James próbuje. - rzuciłam z uśmiechem, na co chłopak odpowiedział swoim.
- Zatrzymać czas, odwrócić proces starzenia… Dziwię się, że do tej pory nikogo nie zesypało po tych jego ogórach.
Roześmialiśmy się oboje. Dobrze było mieć przyjaciół, z którymi można było porozmawiać dosłownie o wszystkim. Człowiek od razu czuł się lepiej.
Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy Remus był bardziej typem Tatusia czy Małego.
Byłam szalona! I kochałam się za to.

niedziela, 20 października 2019

Gdzieś zawsze trzeba zacząć

Węszenie wokół skarbu Ślizgonów wcale nie było tak proste, jak mogło mi się początkowo wydawać. Bo gdzie niby mieliśmy zacząć? Na pewno nie w dormitoriach Ślizgonów, ponieważ do nich nie mieliśmy dostępu. Nie miałem też pojęcia w jaki sposób mielibyśmy dostać się do tajnych przejść pod zamkiem, które mogłyby prowadzić nie tylko do już odkrytego skarbu, ale także do jakiegokolwiek innego. Przejścia, które znaliśmy ciągnęły się wzdłuż ścian zamku, a wyjątkiem było tylko to, którym mogliśmy dostać się do Hogsmeade. Tyle, że ono nie miało żadnych odgałęzień, a więc również nie mogło nam się przydać.
- Hm? - właśnie próbowałem wyjąć z pudełka czekoladek kolejny smakołyk, kiedy uświadomiłem sobie, że zjadłem już wszystkie. Mój organizm był już nazbyt zasłodzony, a jednak nadal mógłbym zapychać się czekoladą, ponieważ sfrustrowany potrzebowałem sił na walkę z coraz gorszym humorem.
- Spokojnie, Remusie. - Syriusz położył dłoń na moim ramieniu i ścisnął je lekko. - Coś wymyślimy. Na razie i tak wiele się dzieje i jestem pewny, że nauczyciele nawet w tej chwili przepychają się tunelami pod zamkiem aby badać sprawę skarbu i dowiedzieć się o nich więcej.
- Skąd ta pewność? - James spojrzał na kruczowłosego wyzywająco.
Black przewrócił oczyma.
- Serio, J.? Po pierwsze, muszą zapewnić bezpieczeństwo nam wszystkim, a więc muszę się upewnić, że nigdzie indziej korytarze nie grożą zawaleniem. Po drugie, z tego samego powodu muszą zbadać korytarze, które odchodzą od miejsca, w którym znaleziono skarb. Po trzecie, nauczyciele również zastanawiają się, czy jeden skarb nie oznacza, że jest ich więcej. Zapewniam cię, Potter, że nawet oni nie oprą się magii kosztowności lub sławy. Po czwarte…
- Dobra, dobra! Zrozumiałem głupotę swojego pytania. - James przerwał chłopakowi. - Powiedz mi lepiej, co teraz zrobimy, skoro taki z ciebie geniusz.
- Czekamy.
- Co?! - wszyscy spojrzeliśmy na Blacka, który wzruszył ramionami.
- Musimy poczekać aż nauczyciele przestaną kręcić się pod zamkiem. W tym czasie możemy przejrzeć książki o Hogwarcie i jego historii i poszukać takiej, która mogłaby przedstawiać tunele i tajne przejścia pod zamkiem.
Musiałem przyznać Syriuszowi rację. Do tej pory to raczej ja byłem tym rozsądnym, a on w gorącej wodzie kąpanym, ale najwyraźniej wiele się z jakiegoś powodu zmieniło i teraz to ja nie mogłem doczekać się działania. Podejrzewałem, że mogło to mieć coś wspólnego ze zbliżającą się pełnią i moim wilkiem, który nie mógł doczekać się chwili, kiedy uwolni się z mojego ciała.
- Zanim nauczyciele uznają, że jest bezpiecznie i nic nam nie grozi, a pod zamkiem nie ma więcej skarbów, nie zostanie nam nic do odkrywania. - jęk Zardi brzmiał niemal jak płacz.
- Krasnale nie fatygowałyby się tak bardzo dla kilku błyskotek. - pozwoliłem sobie zauważyć i nagle poczułem się o wiele lepiej. - Pod zamkiem musi kryć się coś więcej lub coś zdecydowanie większego. Jeśli odkryją to nauczyciele, dowiemy się przynajmniej, co to było. Jeśli jednak nie znajdą nic, my będziemy mogli rozpocząć swoje poszukiwania.
- A więc do dzieła! - Syri klasnął w dłonie. - Idziemy do biblioteki poznawać naszą szkołę od nieznanej nam dotąd strony!
Aby nie wzbudzać podejrzeń, wzięliśmy swoje torby szkolne i całą bandą pognaliśmy szukać najstarszych książek przedstawiających historię naszej szkoły.
Przeglądając rzędy starych woluminów oraz obszerne spisy treści, zastanawiałem się, czy znajdziemy cokolwiek wartego uwagi. Może wszystkie książki zawierające potrzebne nam informacje zostały już usunięte z biblioteki lub od początku znajdowały się w dziale ksiąg zakazanych. Skoro nikt nie wiedział o skarbie i tunelach aż do teraz, lub po prostu nie chciał się przyznać, że o nich wie, to jakie było prawdopodobieństwo, że cokolwiek na ten temat było ogólnie dostępne i tylko na nas czekało? Nie zamierzałem się jednak poddawać. Jeśli nawet ostatnia sprawdzana przez nas książka obszernego regału historycznego okaże się nieprzydatna, wtedy zacznę się martwić, co możemy jeszcze zrobić. Póki co znajdowaliśmy się dopiero na samym początku naszych poszukiwań, więc wszystko było możliwe.
Godzinę później musieliśmy przerwać nasze poszukiwania dla nabrania oddechu, nie tylko w przenośni, ale także dosłownie, jako że stare książki wcale nie miały przyjemnego zapachu. Najgorsze było jednak to, że nie znaleźliśmy nic, co mogłoby się nam przydać, a przecież było nas pięcioro, więc któreś z nas powinno już natrafić na cokolwiek, nawet mało znaczącego, ale jednak związanego z tematem naszych poszukiwań.
Wróciłem myślami do moich wcześniejszych rozważań i znowu zastanawiałem się, czy dyrektor nie usunął książek, które mogłyby naprowadzić uczniów na ślad skarbów lub po prostu tuneli i tajnych przejść. Mógłby to zrobić aby nikt z nas nie wpadł na głupi pomysł zabawy w poszukiwaczy skarbów lub odkrywców starych przejść zamkowych. Biorąc pod uwagę, że właśnie to przyszło do głowy naszej grupie, ukrycie książek miałoby sens. Z drugiej jednak strony mógł też mieć coś do ukrycia i dlatego postanowił pozbyć się wszelkich informacji, które mogłyby doprowadzić nas lub kogokolwiek innego do odkrycia sekretów dyrektora. W końcu jako głowa Hogwartu musiał wiedzieć o zamku więcej niż ktokolwiek inny. Czy wierzyłem, że Dumbledore ukrywa coś przed uczniami i nauczycielami pod zamkiem? Nie, a więc opcja pierwsza wydawała mi się najbardziej prawdopodobna.
Nadal nie byliśmy jednak nawet w połowie zbiorów zgromadzonych w dziale historycznym, więc postanowiłem nie dzielić się jeszcze z przyjaciółmi swoimi podejrzeniami.
Wszyscy wróciliśmy do przeglądania książek z dużo mniejszym niż na początku entuzjazmem. Mój węch cierpiał za każdym razem, kiedy zaciągnąłem się kwaśną wonią starego papieru i obawiałem się, że zapach ten wsiąknie w materiał moich ubrań nie pozwalając mi zaczerpnąć świeżego powietrza nawet po powrocie do dormitorium.
- Zaczyna mi się kręcić w głowie od tych wszystkich literek. - z niejaką ulgą przyjąłem pierwsze narzekania Petera, ponieważ pozwalały mi oderwać myśli od smrodu, który drażnił mnie coraz bardziej.
- Proponuję dosiedzieć tu jeszcze do równej drugiej godziny i jutro znowu tu wrócić. - Zardi przetarła oczy. - Niektóre z tych książek są chyba trujące, bo bolą mnie oczy, a przecież na co dzień czytam bardzo dużo.
- Podejrzewam, że raczej żadna z nich nie truje skoro są dostępne dla każdego, ale również jestem za zakończeniem ich przeglądania do jutra. Powoli tracę węch od ich zapachu.
Syriusz spojrzał na naszą trójkę, a następnie na Jamesa, który skinął głową. On również wydawał się zmęczony.
Nagle przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł.
- A gdybyśmy zapytali Prawie Bezgłowego Nicka, czy wie coś na temat tuneli pod zamkiem i skarbów w nich ukrytych? Krąży po zamku o wiele dłużej niż my, pamięta czasy, których nie pamięta już nikt z żyjących. On może coś wiedzieć na temat skarbu Ślizgonów.
Przyjaciele patrzyli na mnie jakby nagle wyrosła mi druga głowa. Przez chwilę miałem nawet ochotę sięgnąć do ramienia i sprawdzić, czy aby tak się nie stało.
- Remusie, jesteś genialny! - Syriusz zarzucił mi ramiona na szyję i uścisnął mnie naprawdę mocno.
Po chwili dołączyła do niego Zardi.
- Nie wiem gdzie znajdziemy teraz Nicka, ale to naprawdę fantastyczny pomysł, Remi. - James poklepał mnie po ramieniu. - Nie musimy zdradzać mu naszych intencji i mówić, co zamierzamy zrobić z wiedzą, którą nam przekaże, ale jeśli będzie chciał to wiedzieć, powiemy mu, że po tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło, pracujemy nad projektem dotyczącym historii zamku aby zdobyć dodatkowe punkty do egzaminu końcowego z historii magii lub jakiegoś innego, jeśli tylko przyjdzie nam do głowy coś lepszego.
Nie mogłem się z nim nie zgodzić. Praca dodatkowa związana z aktualnymi wydarzeniami była wymówką bardzo prawdopodobną, kiedy wisiało nad nami widmo zbliżających się bardzo szybko egzaminów końcowych. Prawie Bezgłowy Nick nie był głupi, ale też nie przejmował się już tak bardzo problemami żywych, aby miał kwestionować naszą prawdomówność. 
- Postanowione! - Zardi klasnęła w dłonie zadowolona. - Dosiedźmy tutaj tę nieszczęsną drugą godzinę i chodźmy na poszukiwanie Nicka!
Spojrzałem na rzędy starych książek.
„Wytrzymaj, mój nosie” pomyślałem do siebie i wróciłem do przeglądania książek.

niedziela, 15 września 2019

Priorytety

Później, tego samego dnia, kiedy wybuch Krasnali wywołał wstrząsy odczuwane silnie zarówno w Hogwarcie, jak i w Hogsmeade.

- A więc w bibliotece słychać było tylko dziwne, bardzo głośne pierdnięcie? - spojrzałem bez przekonania na Jamesa, który w końcu wrócił do dormitorium. Teraz opowiadał nam o tym, co działo się w „jego” części zamku w chwili, kiedy uczniowie naszego domu znajdujący się w dormitorium panikowali, a na korytarzach ze ścian pospadały obrazy.
- Dobrze, przyznaję. Podłoga zadrżała, ale nic nie spadło, a regały ani drgnęły. Nie wiem, kto je zaczarował i zabezpieczył przed podobnymi sytuacjami, ale odwalił naprawdę dobrą robotę. Dotarło do mnie, że coś się dzieje dopiero, kiedy zabroniono nam opuszczać bibliotekę, a nasza urocza bibliotekarka miała oczy większe niż okulary.
- W to akurat jestem skłonny uwierzyć. - przyznał Syriusz.
- Jeżeli nie wierzysz w moją wersję, zapytaj Petera! - James prychnął urażony. - Był wtedy w bibliotece z Lily i może potwierdzić!
Blondynek pokiwał głową.
- Tym razem James mówi prawdę. W bibliotece nie odczuliśmy wybuchu tak, jak wy tutaj. Nie nazwałbym jednak tego dźwięku pierdnięciem. To było coś między rozrywanym papierem, a pękającą ziemią.
- Nie pytam skąd wiesz jak pęka ziemia. - spojrzenie okularnika przeczyło jednak jego słowom. Był ciekaw i to bardzo.
- Można to sobie wyobrazić… zresztą, nieważne. Mam nadzieję, że więcej nie dojdzie do żadnego wybuchu. Nie chciałbym być wtedy poza biblioteką. - zadrżał na całym ciele. - Coś mogłoby spaść mi na głowę!
- I tak jest pusta. - James zachichotał ze swojego głupiego żartu.
- Dzięki, wiedziałem, że na tobie zawsze można polegać. - prychnął urażony Peter.
- Później będziecie mogli się sprzeczać dalej, ale teraz musimy przedyskutować ważniejszą sprawę. Nasze Uszy Dalekiego Zasięgu zawiodły w starciu z głupią myszą! Jak wcześniej wspominałem, straciliśmy je na rzecz głupiego gryzowania. Musimy je udoskonalić, jeśli chcemy z nich nadal korzystać.
Westchnąłem kładąc dłoń na ramieniu mojego chłopaka.
- Nie możemy robić wszystkiego naraz. Szukać zaklęcia, które uchroni kolejne Uszy, które musimy najpierw zrobić, a do tego węszenie wokół wybuchu Krasnali, jeśli wierzyć temu, co mówią nauczyciele. Dodaj do tego lekcje, naukę do egzaminu. To trochę za wiele. Nawet jak na nas.
- Mój ty głosie rozsądku… - mruknął niezadowolony Syriusz. Jego kolejnym posunięciem było jednak przeanalizowanie każdego z zadań, jakie na nas spoczywały i ustalenie priorytetów.
Zgodnie z naszą wspólną opinią, lekcje i nauka nie mogły na nas czekać, a więc musieliśmy codziennie wypełniać nasze uczniowskie obowiązki. Problem wstrząsów był intrygujący i wszyscy, no może poza Peterem, chcieliśmy się tym zająć, jednak patrząc na to racjonalnie, nie mieliśmy najmniejszych szans, by zdziałać cokolwiek. Wymknięcie się z zamku za dyrektorem lub innym nauczycielem odpadało, ponieważ musielibyśmy cały czas czatować przy drzwiach wyjściowych, a to było niemożliwe w trakcie lekcji lub nauki. Co więcej, nie chcieliśmy ryzykować utraty Peleryny Niewidki, jeśli zostalibyśmy nakryci na wykorzystywaniu jej do łamania zasad i knucia. Zresztą, nikt nie mówił, że nauczyciele ostatecznie podejmą jakąkolwiek interwencje w sprawie Krasnali. Planowali spotkać się z mieszkańcami Hogsmeade, ale plany nie oznaczały, że im się uda. Postawiliśmy więc na udoskonalenie i zabezpieczenie przed zniszczeniem Uszu Dalekiego Zasięgu. To przynajmniej mogło nam dodatkowo pomóc w ćwiczeniu zaklęć na egzamin, co było w tym wypadku dużą zaletą.
- Czy tylko ja jestem już zmęczony tym całym myśleniem? - James położył się na plecach na podłodze, na której siedzieliśmy w kole i westchnął ciężko, jakby właśnie przebiegł całą drogę z zamku do Hogsmeade, a nie przesiedział ostatnich kilka godzin na tyłku najpierw w bibliotece, następnie w naszej sypialni.
- Jeśli ciebie męczy myślenie to jak planujesz w przyszłości odnaleźć się w jakiejkolwiek pracy? - zapytałem.
- To doskonałe pytanie, Remusie. Może nie powinienem pracować? Lily będzie mnie utrzymywała, a ja będę… Cóż, po prostu będę.
- Jasne, niezła próba. Jeśli Evans cię nie zabije to zrobi to jej ojciec. - Syriusz spojrzał na przyjaciela krytycznie. - Nigdy nie pozwoli ci żerować na córce, a ona również nie byłaby zachwycona mając w domu lenia. Nawet gdybyś obiecał, że będziesz zajmował się dzieckiem, kiedy już będziecie jakieś mieli.
- Nawet mi nie mów o dzieciach! - James podniósł się gwałtownie do siadu. - Mam małą siostrę, więc wiem jakie te małe cholery są uciążliwe! Płacz o jedzenie, płacz o zabawki, wszystko ma być wtedy kiedy ona chce i takie, jakie ona chce. Kiedyś nawet próbowała rzucać się po podłodze i wydzierać się jakbyśmy ją ze skóry obdzierali! Uszy mnie bolały, a rodzice po prostu powiedzieli jej, że ma się tak nie zachowywać i ją zignorowali. Podobno tak powinno się postępować i nie ulegać, bo w przeciwnym razie dziecko będzie się tak zachowywać do późnego dzieciństwa, a z czasem znajdzie równie trudny do zignorowania sposób na wymuszanie swoich zachcianek. Nie, dziękuję. Nie chcę dzieci!
- Cy Evans wie? - Black uniósł brew nieprzekonany.
- Nie rozmawiałem z nią o tym i nie planuję w najbliższym czasie. Jest za wcześnie żeby mówić o dzieciach. W każdym razie mając wybór wolałbym ich nie mieć!
- Odwidzi mu się jeszcze. - szepnąłem na ucho Syriuszowi, który zgodził się ze mną skinieniem głowy.
Bez ostrzeżenia i pukania, do naszej sypialni wpadła Zardi. Już od progu dysząc z przejęciem:
- Ale nowina, ale nowina!
Spojrzeliśmy wszyscy na nią, kiedy usiadła w naszym wyjątkowo krzywym kole i posłała każdemu z nas po kolei szeroki uśmiech.
- Nie uwierzycie! Podobno te wstrząsy wcześniej sprawiły, że w Pokoju Wspólnym Slytherinu popękała podłoga! Chwilę, nie przeszkadzać! - upomniała Jamesa, który właśnie otworzył usta aby coś powiedzieć. - A więc, ziemia im się pod nogami rozstąpiła a tam…. Tajemny korytarz! A w tym korytarzu… - zwiesiła dramatycznie głos – Skarb! Serio! Ktoś lub coś gromadziło pod zamkiem skarby! Jak jakiś pirat, bo podobno były tam złote ozdoby i monety, drogie kamienie, zwykłe błyskotki i w ogóle cała masa różności!
Patrzyłem na dziewczynę nie wiedząc, czy powinienem jej wierzyć, czy raczej potraktować ją jak kogoś niespełna rozumu.
- Może ja powtórzę, bo chyba nie zrozumieliście. Skarby! Prawdziwe skarby pod zamkiem! - wskazała podłogę.
- Skąd o tym wiesz? - zapytałem ostrożnie.
- Od Agnes, a ona od swojego chłopaka w Slytherinie.
- Agnes ma chłopaka?!
- Serio, James? Tylko to wyłapałeś z tego, co właśnie powiedziałam? Kij z tym, czy ma chłopaka! Może mieć nawet pudla, papugę i dwie surykatki. Ważne jest to, że jej facet widział te skarby w dziurze na własne oczy. Uprzedzając wasze pytania, niedowiarki. Nie powiedział tego żeby jej zaimponować, ponieważ tę informację potwierdziła także inna osoba z jego Domu. Wprawdzie tym razem po prostu bezczelnie podsłuchałam rozmowę kilku osób, ale to mało istotne. Liczy się to, że pod zamkiem mamy skarb, który trzeba odkryć!
- Przecież właśnie go znaleźli…
- Peter, Peter, Peter. Jaki ty jesteś niekumaty. - westchnęła dramatycznie dziewczyna. - Skoro pod zamkiem znalazł się jeden skarb, to znaczy, że może być ich więcej! Nie wiem, kto go tam ukrył, więc nie wiem czy faktycznie ten byłby jedynym, ale przy odrobinie szczęścia można to odkryć.
- Czekaj, czekaj, czekaj! - coś nagle przyszło mi do głowy. - Skarb w tunelu pod zamkiem. Krasnale kopiące tunele w pobliżu Hogwartu. Czy tylko mi się to tak jakoś podejrzanie zaczyna łączyć w całość?
- Myślisz, że to skarb Krasnali? - Potter miał teraz wypieki na twarzy.
- Może po prostu wiedziały, że gdzieś tutaj powinien być i to właśnie jego szukają. Musimy jednak trochę powęszyć! - odparłem. - Uszy poczekają!
- Uszy? - Zardi spojrzała na mnie pytająco.
- Później ci wyjaśnię. Teraz musimy się dowiedzieć jak najwięcej o skarbie Ślizgonów!

niedziela, 4 sierpnia 2019

Podsłuch (nie)doskonały

Wielka Sala szybko okazała się strzałem w dziesiątkę. Mogliśmy pogratulować sobie z Syriuszem wyczucia, chociaż przy naszym ograniczonym wyborze miejsc, w których mieścili się wszyscy nauczyciele razem, nie było sensu puchnąć z dumy. Niestety nie wszystko było tak piękne i różowe jakbyśmy sobie życzyli, ponieważ przy Wielkiej Sali znajdowaliśmy się w miejscu tak otwartym, że każda wychodząca osoba mogła nas przypadkiem potrącić lub nawet zobaczyć, jeśli Peleryna Niewidka w jakimś miejscu by się osunęła. Lub gdyby ktoś widział nas mimo niej! Nie wiem jakim cudem, ale wszystko było możliwe. Tym bardziej w tej szkole i przy takim gronie pedagogicznym.
Syriusz trącił mnie lekko łokciem w bok i palcem wskazał miejsce, w które mieliśmy się przesunąć. Skinąłem głowę rozumiejąc go. Do tego nie potrzebowaliśmy słów, ponieważ w pewnych sytuacjach były one po prostu zbędne.
Stając przy ścianie w odległości metra od drzwi Wielkiej Sali, Syri pociągnął mnie za koszulkę uginając lekko kolana. Kolejny raz skinąłem głową dla potwierdzenia, że rozumiem i razem uklęknęliśmy. Chłopak wyciągnął z kieszeni Uszy Dalekiego Zasięgu i rzucił jedno z nich w stronę wejścia, skąd dochodziły nas głosy nauczycieli.
Miałem dobry słuch, poniekąd doskonały, ale nawet ja miałem problem ze zrozumieniem tego, o czym mówiono, więc bez opracowanego przez przyjaciół gadżetu, niewiele moglibyśmy zyskać na podkradaniu się i podsłuchiwaniu.
Niestety ucho okazało się nazbyt gumowe, przez co odbiło się od ziemi i wylądowało w złym, nieprzydatnym miejscu. Użyłem więc różdżki aby poprawić jego ustawienie, podczas gdy Syri trzymał drugie blisko naszych uszu, sprawdzając czy cokolwiek słychać z tego, o czym rozmawiano w Wielkiej Sali.
Na początku pojawiły się jakieś zakłócenia, głosy były skrzeczące i mało wyraźne, więc Syriusz zaczął wyginać muszelkę gumowego ucha w różnych kierunkach, aż w końcu znalazł odpowiedni kształt, który pozwolił na wyostrzenie głosów. Teraz z powodzeniem mogliśmy podsłuchiwać.
Nagle przyszło mi do głowy, że może powinniśmy popracować nad czymś w rodzaju Oczu Dalekiego Zasięgu, ponieważ to wiele mogłoby nam ułatwić. Tym bardziej, że dziwnie było słyszeć, ale nie widzieć, co się dzieje.
Zamknąłem oczy chcąc skupić się na słowach, ale szybko je otworzyłem, ponieważ nie czułem się pewnie nie patrząc na drzwi. W końcu ktoś w każdej chwili mógł się w nich pojawić, a wtedy uszy stałyby się sporym problemem i mogłyby nas zdradzić.
- Wracając do tematu… - usłyszałem głos McGonagall przebijający się ponad szeptami innych. - Musimy porozmawiać z Ministrem. Nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli zająć się tą sprawą w jakikolwiek inny sposób.
- Musimy także poprosić o dokładne plany kopanych tuneli. - wtrącił Tenshi. - Rozumiem, że nie powinno do tego dojść, ale w przypadku, kiedy doszłoby do kolejnej detonacji, ziemia ponad tunelem mogłaby się osunąć. Gdyby w tym właśnie miejscu przebywali uczniowie zmierzający do Hogsmeade… - wymownie zwiesił głos.
- To prawda. Krasnale nie słyną z cierpliwości i są bardzo uparte. - odezwał się kolejny znany mi głos, który należał do nauczyciela opieki nad magicznymi stworzeniami. - Będą chciały coś wysadzić to wysadzą, a później powiedzą, że to był wypadek. Nie, nie możemy tego tak zostawić. Musimy mieć pewność, że drogi są w pełni bezpieczne.
- Proponuję też spotkanie z mieszkańcami samego Hogsmeade. - znowu odezwała się McGonagall – Miasto również musi być bezpieczne, jeśli mają w nim przebywać nasi uczniowie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy coś by się im stało tylko dlatego, że głupia dachówka się poluzowała i spadłą komuś na głowę.
- Minerwo, to chyba przesada…
- Horacy, wypadki się zdarzają i nie możemy bagatelizować nawet tych najprostszych. Prawdopodobieństwo mechanicznej szkody jakiegokolwiek budynku jest zdecydowanie większe, kiedy w grę wchodzą nieprzewidziane silne wstrząsy. Czy naprawdę muszę ci przypominać, skąd wziął się ten guz na twojej głowie?
- No już, już. Spokojnie moi drodzy. - wydawało mi się, że słyszę dyrektora, ale głos był dziwnie zachrypnięty. Nie wydaje mi się żeby miał się przeziębić w ciągu kilku godzin do kiedy słyszałem go ostatnio. - Wszyscy wiemy jak dziwne sytuacje zdarzają się z winy nieoczekiwanych wstrząsów. Niebezpieczne okazały się zwykłe batony, a nawet własne pięści. To prawdziwe szczęście, że nie ucierpiał żaden uczeń.
- W przeciwieństwie do nas. - rzuciła piskliwie Sprout.
- Poppy zajmie się naszymi oczami, głowami i gardłami w swoim czasie. Prawda?
- Oczywiście, panie dyrektorze. - szkolna pielęgniarka pospieszyła z odpowiedzią. - Kiedy tylko pozbędę się zwierzyńca ze Skrzydła Szpitalnego.
- Przepraszam po raz kolejny, nie sądziłem, że klatka się otworzy. Ale nie sądziłem też, że zamkiem tak zatrzęsie, że ją upuszczę. Przygotowywałem się do jutrzejszej lekcji z opieki z uczniami piątek klasy, ale przecież już to wyjaśniałem.
- No dobrze, a więc Ministerstwo, plany,spotkanie z mieszkańcami. Ale ile czasu nam to zajmie, skoro musimy pozwolić uczniom wyjść z dormitoriów, a nie mamy pewności, czy nie dojdzie do kolejnego wybuchu. Krasnale pewnie dopiero się rozgrzewają. - głos był znajomy, męski. Niestety nie mogłem przypomnieć sobie do kogo należał. To uświadomiło mi, że powinienem przykładać na co dzień większą wagę do szczegółów.
Piśnięcie, skrzypnięcie i nagle ucho znowu zaczęło trzeszczeć. Spojrzałem na Syriusza,który właśnie poddawał inspekcji muszelkę Ucha Dalekiego Zasięgu, ale wszystko wydawało się być z nim w porządku.
I wtedy moje zmysły zarejestrowały obecność myszy. Spojrzałem szybko na ścianę przy której leżało nasze Ucho. Tym razem to ja trąciłem Syriusza i wskazałem miejsce, w które miał spojrzeć, a tym samym źródło naszego problemu. Jakaś cholerna mysz właśnie obgryzała połączenie między Uszami.
Jak mieliśmy ją odgonić nie wydając żadnych dźwięków i nadal będąc niewidzialnymi? W takich chwilach naprawdę przydałaby się nam kotka woźnego, ale tego parszywego kota nigdy nie było tak, gdzie był potrzebny. Zresztą podobnie jak jej właściciela, który zawsze zjawiał się tam, gdzie nie powinien i w najmniej odpowiednim momencie.
Minęła zaledwie chwila, podczas której nic nie wymyśliliśmy, kiedy to mysz poradziła sobie z naszym gadżetem, złapała pewnie za Ucho i najzwyczajniej w świecie zabrała je ze sobą do swojej dziury, która okazała się ukryta za najczęściej szeroko otwartymi drzwiami Wielkiej Sali.
Zostaliśmy z niczym!
Syri wciągnął resztkę łączącego Uszy sznurka i ze złością patrzył na przegryzioną końcówkę. Miałem wrażenie, że mysz nie uniknie jego zemsty, ale ona musiała poczekać.
Zasłoniłem usta Syriusza dłonią, kiedy usłyszałem zbliżające się kroki kogoś kto wychodził z Wielkiej Sali.  Po sekundzie lub dwóch w drzwiach pojawiła się niska, okrągła sylwetka Sprout. Z zaskoczeniem patrzyliśmy na jej podbite oko. A więc to o tym wspominał dyrektor.
Powoli zacząłem łączyć ze sobą fakty. Czyżby podbiła sobie oko własną pięścią, podczas gdy on omal nie zadźgał się jedzonym batonem? A może to Slughorn miał spotkanie bliskiego stopnia ze swoją pięścią i stąd guz, o którym wspominała McGonagall?
Byłem naprawdę ciekaw co im się przytrafiło, ale tego pewnie nigdy się nie dowiemy.
Za Sprout powoli podążali inni nauczyciele, jednak nie wszyscy opuścili Wielką Salę. Ogółem wyszło ich pięcioro. Tylko dlaczego?
Głupia mysz! Gdyby nie ona, wiedzielibyśmy z Syriuszem, co robić dalej. Zostać, a może się wycofać? Prawdę mówiąc bez Uszu i tak nic nie mogliśmy zdziałać.
Zabrałem rękę z ust mojego chłopaka i palcem wskazałem kierunek, gdzie zniknęli nauczyciele. Tym razem to Syri ruchem głowy potwierdzał, że rozumie moje intencje. Podnieśliśmy się więc powoli i cicho, ostrożnie, na palcach, ruszyliśmy w głąb korytarza. Przynajmniej w przypadku tych psorów wiedzieliśmy, że nas nie widzą, ponieważ żaden nie zareagował na naszą obecność na korytarzu.
Miałem ochotę tupać z frustracji, kiedy zauważyłem, że się rozdzielili i każdy poszedł swoją drogą – na prawo, na lewo, schodami do góry. Musieliśmy szybko zdecydować kogo planujemy śledzić i wybór padł na Slughorna, więc od razu odbiliśmy w prawo. Czy słusznie? Tego mieliśmy się dopiero dowiedzieć.

niedziela, 21 lipca 2019

Szybkie przygotowania

Dalszy rekonesans nie miał w tamtej chwili większego sensu. Posprzątane korytarze nie zachęcały nauczycieli do prowadzenia rozmów na temat tego, co się wydarzyło, a to niweczyło nasz plan. Musieliśmy dowiedzieć się czegoś w chwili, kiedy wszyscy psorzy zbiorą się w jednym miejscu, aby dyskutować na temat ewentualnego przeciwdziałania kolejnym wstrząsom. A przynajmniej liczyłem na to, że tak właśnie postąpią. Skoro winne były krasnale, musiało chodzić o wykopy, a tych na pewno nie prowadzono bezpośrednio pod zamkiem. To przecież byłoby zbyt niebezpieczne i zupełnie niepotrzebne! A może jednak? Tak czy inaczej, podejrzewałem, że problem nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Pozostawało nam tylko mieć oczy i uszy otwarte, aby dowiedzieć się kiedy i gdzie nauczyciele postanowią się zebrać.
Nie mając innego wyjścia, wróciliśmy pod portret Grubej Damy. Wejście było otwarte, prawdopodobnie dlatego, że nauczyciele posprzątali już bałagan na korytarzu i chcieli pokazać uczniom, że są bezpieczni, mimo że nadal nie powinni opuszczać bezpiecznego Pokoju Wspólnego oraz dormitoriów.
Wtedy właśnie usłyszeliśmy głos McGonagall dochodzący ze środka. Od razu zatrzymałem Syriusza i zacząłem wsłuchiwać się w jej słowa. Wyjaśniała prace budowlane prowadzone pod ziemią między zamkiem i Hogsmeade, podczas których krasnale bez ostrzeżenia zdetonowały kilka głazów, czego efektem był wstrząs. Zapewniła także, że pracują nad zabezpieczeniem zamku przed kolejnymi podobnymi wypadkami.
- „Pracują”, czyli jeszcze nic nie ustalili. Mamy szansę coś podsłuchać, jeśli szybko zdobędziemy odpowiedni sprzęt. - szepnąłem Syriuszowi na ucho.
- Kochanie, ja i tak nic nie słyszę, więc nie wiem, o co ci chodzi.
- Och!
- Taaa…
- Wyjaśnię ci później.
Cicho i ostrożnie przeszliśmy przez dziurę za portretem i przesuwając się blisko ścian omijaliśmy uczniów słuchających nauczycielki. Powoli dotarliśmy do naszej sypialni i wślizgnęliśmy się do środka. Nie byliśmy tam jednak sami.
Przechyliłem głowę w bok spoglądając na myszkującą po mojej szafce ciemnowłosą dziewczynę, którą znałem niemal tak dobrze, jak mojego chłopaka.
- Z całym szacunkiem, Zardi, ale co ty właściwie robisz w mojej szafce nocnej?
Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła niemal czarująco. Niemal, ponieważ doskonale wiedziałem, że coś knuje. W przeciwnym razie nie byłoby jej u nas.
- Cóż, u siebie nie mam już miejsca, a muszę przecież gdzieś składować kosmetyki, prawda?
Przesunąłem się odrobinę w bok i zajrzałem do swojej szafki przez ramię przyjaciółki. Moje niemal puste półki były niemal całe załadowane pudełkami, fiolkami i sam nie wiem czym jeszcze. Zbliżyłem się o krok i podniosłem z podłogi jedno z pudełeczek.
- Serum ze świetlików? Serio?
- Magicznie pozyskiwane! Przy jego tworzeniu nie ucierpiał żaden świetlik! Tak pisze na opakowaniu.
Wziąłem głęboki oddech i palcami pomasowałem czoło. Obawiałem się, że dzisiejszy dzień skończy się bólem głowy.
- Popraw mnie jeśli się mylę, ale czy ty masz właśnie fazę na kosmetyki i przesadzasz z ich kupowaniem?
- Yyy… prawdę mówiąc to… tak. - uśmiechnęła się przepraszająco. - Obawiam się, że mam z tym dosyć duży problem. Ale przejdzie mi w końcu! Albo przerzucę się na coś innego, sama nie wiem. W każdym razie, na pewno mi przejdzie i przecież je wykorzystam!
Mogłem się domyślić. Zbyt długo nie miała żadnego dziwnego pomysłu. Cisza przed burzą w jej przypadku, podobnie jak u małych dzieci, zawsze kończyła się czymś kosztownym.
- Zardi… - westchnąłem ciężko. - Esencja nawilżająco-wygładzająca. Ok. Ale po jaką cholerę potrzebujesz trzech pudełek kremu matującego i dwóch zestawów kremów i serów na pierwsze zmarszczki?! A paleta cieni do brwi? Ty nie malujesz brwi!
- Mam zamiar zacząć. - mruknęła speszona. - No i mam pierwsze zmarszczki! O tutaj, pod oczami! Bo nigdy nie uważałam i zawsze naciągałam skórę! - wskazała na swoje oko.
- Daj spokój, Remusie. Przejdzie jej i połowę z tych rzeczy da tobie żebyś wykorzystał zamiast niej. - Syriusz poklepał mnie po ramieniu. - Teraz mamy na głowie ważniejsze sprawy niż jej kosmetyki. Musimy znaleźć ten podsłuch, nad którym pracowaliśmy z Jamesem ostatnio. Wiesz, te uszy dalekiego zasięgu.
Łatwo było mu mówić, ponieważ to nie jego szafka nocna właśnie zmniejszyła swoją wolną przestrzeń, która czekała tylko na nową dostawę czekolady. Nie wątpiłem jednak, że kiedy u mnie zabraknie miejsca, dziewczyna zapełni także jego nocną szafkę.
- Dobrze, gdzie mam zacząć?
- Poszukaj pod łóżkiem Jamesa. Ja pogrzebię w jego rzeczach. - Syri rozdzielił zadania, podczas gdy Zardi wróciła do upychania swoich kosmetyków. Kochałem ją, ale czasami naprawdę się o nią martwiłem. Jak ona miała sobie w życiu poradzić z takim podejściem?
Zatkałem nos klękając i zaglądając do Potterowego „burdelnika”. Skarpety brudne, skarpety bez pary, zaginione bacie, których chłopak szukał przed tygodniem, otwarta paczka cukierków, zużyte chusteczki, paczka ogórków.
- J. śpi na ogórach. - rzuciłem do przyjaciół z przerażeniem.
- Co?! - zakrzyknęli równocześnie Zardi i Syriusz.
- Sami popatrzcie. - zrobiłem im miejsce.
Wyglądali niemal jak bliźnięta, kiedy tak klęcząc obok pochylili swoje ciemne głowy zaglądając pod łóżko okularnika.
- Wow, faktycznie! Ja rozumiem spać na pieniądzach, ale ogórkach? - mruknęła dziewczyna.
- Nie chcę sobie wyobrażać nawet smrodu, jaki będzie stamtąd dochodził, kiedy te ogóry spleśnieją. - dodał Syriusz. - O, uszy! - sięgnął odważnie pod łóżko i wyjął spod niego parę gumowych uszu, które sam zaczarowywałem aby słyszały na odległość. Na pomysł wpadł James, kiedy przeglądając jedną z gazet zobaczył zdjęcie zabawkowego telefonu, którym bawiła się dwójka mugolskich dzieci. Dwa kubki połączone nicią. Na początku nie byłem pewny, czy to aby na pewno zadziała, ale po przejrzeniu kilku ksiąg z zaklęciami udało się nam znaleźć coś odpowiedniego. Najtrudniejszym zadaniem było ulepienie uszu z ciasta. Dodaliśmy do niego kilka składników wykradzionych z pracowni eliksirów i resztą zajęli się J. i Syri. Nie wiem nawet czy je wypróbowali, ale jeśli Syriusz o nich pomyślał to najwyraźniej coś było na rzeczy.
Zardi nawet nie pytała po co nam one. Podejrzewałem, że będzie chciała wiedzieć, czego się dowiedzieliśmy dzięki nim, więc nie musiała już teraz przeprowadzać swojego przesłuchania. Była wystarczająco inteligentna by samodzielnie wyciągnąć wnioski z tego, co już wiedziała i co usłyszała od McGonagall jednocześnie myszkując po naszym pokoju.
- Idziemy! - Syriusz objął mnie w pasie i nakrył nas peleryną. - Zardi, ty pilnujesz fortu i postaraj się nie zrujnować nam sypialni, dobrze?
- Nie boj nic! - machnęła ręką z głową w mojej szafce.
Po Pokoju Wspólnym kręciło się bardzo niewiele osób, wejście było zamknięte, a McGonagall nie było już widać. Nie mieliśmy żadnego planu, ale wydostanie się z pokoju było niezłym początkiem. Zastanawiałem się czy nie potrzebujemy pomocy, kiedy to Syriusz wyjął różdżkę i zaklęciem otworzył okno, a następnie wywołując sztuczny wiatr przepchnął Grubą Damę.
Zaimponował mi tym, ponieważ sam nawet o tym nie pomyślałem. Spojrzałem na niego z podziwem, a on uśmiechnął się dumny z siebie.
Na palcach, ale starając się zrobić to szybko, ruszyliśmy w stronę wyjścia. Jeden z uczniów właśnie zamykał okno i tylko kwestią czasu było, kiedy ktoś postanowi zamknąć także przejście.
Udało nam się wymknąć w ostatniej chwili, ponieważ jak się okazało uczynny chłopak był także zadziwiająco szybki. Niewiele brakowało a przyciąłby pelerynę obrazem i wszystko mogłoby się wydać, a przecież peleryna miała być tajemnicą.
Oddaliliśmy się od ciekawskich uszu obrazów zanim zaczęliśmy szeptać planując swój kolejny krok.
- Wielka Sala. - rzucił Syriusz, a ja przytaknąłem zgadzając się z nim. To był dobry początek. W szczególności jeśli mieli zmieścić się tam wszyscy nauczyciele. W gabinecie dyrektora mogło nie być wystarczająco dużo miejsca.