Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syriusz Black. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syriusz Black. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2020

Suknia

18 maja

- James?
- Hm?
- Ściana. - Syriusz wskazał na twardą powierzchnię, której J. z pewnością nie byłby w stanie pokonać, a jedynie nabiłby sobie ogromnego guza.
- Och.
James cały dzień chodził zamyślony, zadumany, może nie smutny, ale i nie zadowolony. Coś wyraźnie nie dawało mu spokoju. Nie mogłem zliczyć ile razy się dzisiaj potknął, wpadł na coś lub na kogoś.
- Dobra, James, mam dosyć. Przecież ty się zabijesz w przeciągu kolejnej godziny! - Syriusz złapał chłopaka za ramię i posadził go na podłodze przy ścianie, a następnie sam usiadł przed nim. Przyłączyłem się do nich. - Co się dzieje?
- I nie mów, że nic. - dodałem.
Okularnik westchnął ciężko.
- Niech będzie. Słuchajcie. Albo nie, lepiej wam pokażę. - sięgnął po swoją torbę i zanurkował w niej. - Jest! - wyjął kolorowy magazyn i wręczył nam go.
Rzuciłem okiem na okładkę i zmarszczyłem brwi na jej widok.
- Suknie ślubne? - rzuciliśmy z Syriuszem jednocześnie.
- Lily chce wiedzieć która podoba mi się najbardziej i w której moim zdaniem będzie jej najlepiej.
- Co? Jesteśmy przed samymi egzaminami, a ona zawraca ci głowę sukniami? - nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.
Przyjaciele spojrzeli na mnie jednocześnie.
- Obawiam się, Remusie, że nie to tak męczy Jamesa. - Syriusz poklepał mnie po kolanie.
Cóż, oni może nie martwili się nauką i egzaminami, ale ja tak.
- Nie zrozumcie mnie źle. Kocham Lily, ale dla mnie to zbyt wcześnie na ślub. Gdyby do tego doszło dwa, trzy lata temu, wtedy pewnie od razu bym się stawił na ślubnym kobiercu. To był ten wiek, kiedy mnie to interesowało. Ale teraz jestem starszy i mądrzejszy. Wolałbym pożyć zanim mnie zaobrączkują. To chyba zrozumiałe.
Skinąłem głową, zaś Syriusz westchnął ciężko.
- Co do tego masz rację. Pamiętasz jacy my z Remusem byliśmy zafiksowani na tym punkcie na początku? Kiedy jesteś młody, takie rzeczy cię interesują, bo są częścią dorosłości. Kiedy dorastasz zaczynasz rozumieć, że to cię ograniczy. Pamiętacie moją kuzynkę? Tę, która zaciążyła? Ilekroć się z nią widzę mówi mi, że nie powinienem się z niczym spieszyć i wysłuchuję całego wykładu na ten temat.
- I ma rację. Lily przynajmniej nie jest w ciąży, więc mogę próbować odwlec ślub w czasie tak daleko jak tylko się da, ale Lily się cieszy, a jej ojciec naciska i niewiele zdziałam. Z tym jest jak z zabawką. Kiedy jest nowa, chcesz się ciągle bawić. Kiedy się znudzisz, bawisz się nią rzadziej, a czasem nawet odkładasz.
- Może powiedz jej, że żadna z tych sukni do ciebie nie przemawia? Evans jest kobietą i na swoim ślubie będzie chciała wyglądać perfekcyjnie. Jeśli ją przekonasz, że żadna z tych sukni nie pasuje do niej, będzie szukać dalej, a to odłoży ślub w czasie. Może nie znacząco, ale zawsze trochę. - pomysł Syriusza miał sens. Nawet jeśli zdecyduje się na szycie, to zajmuje czas.
- A sukni ślubnej nie powinno się szyć magią, ponieważ to zły omen. Jeśli z suknią idzie się na łatwiznę to całe wspólne życie robi się to samo.
- O! Skąd o tym wiesz? Nie sądziłem, że jesteś specjalistą od tematyki ślubnej. - James wyraźnie poweselał.
- Zmyśliłem to na poczekaniu, ale jeśli brzmiało przekonująco to możesz spróbować wcisnąć do Evans. Wtedy na pewno zyskasz czas.
- To może się udać. - James pojaśniał jeszcze bardziej i patrzył na mnie i Syriusza z podziwem. Nie wiem czy jesteście genialni, czy tylko przydatni, ale jeśli Lily to kupi to z pewnością to pierwsze.
- I nie zapomnij o medalu za zasługi. - Syri roześmiał się szczerze i oddał Jamesowi katalog ślubny. - Jeśli chcesz być bardziej przekonujący, znajdź jakąś stronę z suknią, którą obsypiesz komplementami, a później skrytykujesz. Musi myśleć, że naprawdę przeglądałeś katalog i starałeś się coś wybrać.
- Nie chcę źle mówić o dziewczynach, ale większość z nich jest próżnych i jeśli to wykorzystasz masz szansę odwlec ślub nawet o kilka miesięcy. - pozwoliłem sobie zauważyć. Znałem w końcu wiele dziewczyn, które potwierdzały tę regułę swoim zachowaniem oraz kilka takich, które były wyjątkami.
Kruczowłosy pomógł wstać Jamesowi i objął go ramieniem.
- Dasz sobie radę, stary. Pomożemy ci na tyle, na ile będziemy w stanie.
- Dzięki.
James wyraźnie czuł się teraz lepiej i lżej. Jego krok nie był tak ociężały, plecy zgięte, a wzrok zamglony. Biedny chłopak naprawdę musiał martwić się tą suknią i faktem, że wisi nad nim widmo rychłego ślubu. Jego sytuacja pomogła mi docenić moją. Ja nie musiałem martwić się naciskiem z niczyjej strony, nie groziła mi ciąża, a mój związek nie przysparzał mi problemów. Byłem naprawdę szczęśliwy, że nie znalazłem się na miejscu Jamesa.
Dzięki temu mogłem skupić się na egzaminach i przygotowaniu do sprawdzianu mojego przyszłego nauczyciela, a później do lekcji z nim. Naprawdę byłem w dobrej sytuacji, przynajmniej pod tym względem.
Koniec szkoły, ślub Jamesa, nasze dalsze kariery. Przed nami rozciągało się długie pasmo zmian, które miały zakończyć ten etap naszego życia i rozpocząć kolejny. Gdybym miał na to jakiś wpływ, chciałbym żeby żeby nauka w Hogwarcie trwała dłużej. Jeszcze przynajmniej dwa lata, a najlepiej od razu trzy.
Problemy Jamesa uzmysłowiły mi chyba najdokładniej fakt, że wszystko się kiedyś musi zmienić. Po tak wielu latach spędzonych z chłopakami, bałem się samotności, jaka miała nadejść. Oni rozpoczną naukę w nowej szkole, a ja będę musiał uczyć się sam. Podziwiałem Anderw, który był w stanie przeprowadzić się w nieznane miejsce, rozpocząć naukę w nowej szkole i zostawić nas tutaj. To był pierwszy wielki krok jaki zrobił, kolejnym była jego kariera. On również będzie kończył w tym roku edukację. Czy po tym, jak musiał się rozstać z naszą paczką będzie my łatwiej pożegnać się z nowymi kumplami? A może tego nie da się wyćwiczyć w żaden sposób i znowu czeka go ból, samotność, smutek po kolejnym rozstaniu?
Dorastanie było do kitu!
Wchodząc na korytarz, który rozgałęział się później prowadząc do poszczególnych Domów, zauważyłem stojący przy jednej ze ścian straganik. Odwrócona do nas tyłem osoba właśnie wykładała na blat szklanki.
- Zardi? - poczułem jej zapach i od razu skojarzyłem figurę oraz ruchy jakie wykonywała. Każdy porusza się w charakterystyczny sposób, co dla mnie było tym łatwiejsze do zauważenia.
Podeszliśmy bliżej. To naprawdę była Zardi.
- Co ty robisz? - Syriusz stanął przed jej stoiskiem z lemoniadą, jak pisało na banerze nad naszymi głowami.
- To, co widać. - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Sprzedaję lemoniadę na środku korytarza.
- Dobra, zadałem złe pytanie. Dlaczego sprzedajesz lemoniadę na środku szkolnego korytarza stojąc za stoiskiem, które powinno stać na rynku, a nie w szkolnym budynku?
- Przegrałam zakład, potrzebuję kasy, a to jedyny pomysł na zarobek jaki przyszedł mi do głowy. Dodam, że odrabianie prac domowych za kogoś to żadna zabawa, więc od razy zrezygnowałam z tej opcji.
- I uznałaś, że zarobisz więcej na lemoniadzie? - rzuciłem z niedowierzaniem.
- Ludzie są ciekawi tego, co mam i jak smakuje, więc kupują. Poza tym, lemoniada jest wzbogacona zaklęciem musującym. Dla prawdziwych śmiałków mam wybuchającą…
- Chcę wybuchającą! - James od razu położył na blacie pieniądze, a oczy błyszczały mu jasno, jakby właśnie znalazł nową ulubioną zabawkę.
- Mówiłam, że ludzie płacą. - Zardi wyszczerzyła się do nas zadowolona i nalała okularnikowi jego lemoniady.
To mogło być bardzo ciekawe.

niedziela, 14 czerwca 2020

Nowy pomysł Jamesa

17 maja

Nie wiem, czy byłem w stanie podnieść jedną brew, ale miałem wrażenie, że właśnie to zrobiłem, kiedy patrzyłem, jak James Potter wnosi do naszego pokoju stertę książek. Wymieniliśmy z Syriuszem pytające, zaniepokojone spojrzenia, podczas gdy Peter starł wpatrzony w okularnika z otwartymi ze zdziwienia oczyma. Sam nie wiem, co miał otwarte szerzej, oczy czy usta.
James potknął się o swoje własne rozrzucone po podłodze buty, książkowa konstrukcja zadrżała i przełamała się w połowie zwalając się ciężko na ziemię. Dobrze, że chłopak w ostatniej chwili przechylił się do przodu, ponieważ książki spadły w bezpiecznej odległości od jego stóp, co oszczędziło mu sporego bólu.
- Niech to! - James tupnął kilka razy ze złością nogą. Było to może dziecinne zachowanie, ale już niejednokrotnie przekonałem się na własnej skórze, że pomaga rozładować negatywne emocje przynajmniej w pewnym stopniu. - Pomóżcie mi to pozbierać, proszę. - zwrócił się do nas błagalnie. - Tak mnie dzisiaj bolą plecy, że jeśli się schylę to już się nie wyprostuję i będę musiał pełzać do wieczora.
Nie miałem nic przeciwko, więc zabrałem się za zbieranie książek. Zresztą, byłem bardzo ciekaw, co tak pochłonęło Jamesa, że postanowił przynieść do pokoju górę książek. Podejrzewałem, że ciekawość kierowała także Syriuszem i Peterem, ponieważ i oni bez mrugnięcia okiem postanowili pomóc przyjacielowi.
- Chiński? - spojrzałem pytająco na okularnika, który właśnie odłożył na swoją szafkę nocną pozostałą w jego rękach połowę książek. - Jesteśmy u progu egzaminów końcowych, a ty planujesz uczyć się chińskiego?
- Lepiej późno niż wcale…
- Stary, na co ci chiński? - Syriusz podał okularnikowi podręczniki, które podniósł.
Ja i Peter zrobiliśmy to samo, a Potter położył je na innych ponownie tworząc z nich wielką górę, a następnie wskoczył na swoje łóżko, które zaskrzypiało niebezpiecznie.
- Wiecie, że pracuję nad kilkoma projektami, jak eliksir młodości, zmiany płci i męskiej ciąży. Źródeł w języku angielskim jest niewiele, a niektóre z nich to tłumaczenia. No i tu pojawia się problem. Chłopaki, jestem u progu przełomowego odkrycia. Znalazłem książkę, w której znajdę wszystkie tajniki zakazanych eliksirów. Rzecz w tym, że tłumaczenie angielskie woła o pomstę do nieba. W życiu nie czytałem czegoś tak koszmarnego. Zostaje mi więc oryginał… - zwiesił głos.
- Który jest po chińsku. - dokończyłem jego zdanie.
- Dokładnie. Szkoła nie ma oryginału, ale go zdobędę. Tylko, że muszę znać chiński. Nie muszę mówić w tym języku, muszę tylko czytać. Jestem u progu odkrycia, które zmieni świat! Czy tam raczej ponownego odkrycia, skoro już kiedyś ktoś to odkrył, ale tego zakazano i ludzie zapomnieli, jaką wiedzę kiedyś posiadali.
- Jeśli to zakazane eliksiry, skąd pewność, że pozwolą ci na to odkrycie? - Syriusz sięgnął po jedną z książek Jamesa i zaczął ją przeglądać. - Merlinie…
- To banalnie proste, mój młody padawanie. Dokonuję odkrycia, piszę o tym do wszystkich gazet, robi się o tym głośno. W końcu dowiaduje się o tym Ministerstwo Magii i zakazuje mi o tym mówić, cenzuruje moją wiedzę. Znowu robi się o tym głośno, bo wszystkie gazety piszą o tym, że Ministerstwo Magii interweniowało, a wiadomości o moim odkryciu rozchodzą się na cały świat. Coś takiego dojdzie do większej liczby osób, mogę cię zapewnić. Tylko najpierw muszę coś odkryć.
- Niech będzie. Rozumiem twój sposób myślenia. Ale ty wiesz, że niektóre z tych znaków są tak trudne, że będziesz uczył się jednego przez dwa tygodnie, jeśli nie dłużej? - Black pokazał chłopakowi przykład, który sprawił, że ciarki przeszły mi po plecach.
Miałem wrażenie, że James pobladł. 
- Cóż, od początku wiedziałem, że nie będzie łatwo…
Syriusz przerzucał strony książki pokazując chłopakowi coraz to nowsze „krzaczki”.
- Przestań! - James zabrał mu podręcznik i odłożył go na miejsce.
- Angielski to jeden z najłatwiejszych języków świata, a i tak robisz w nim błędy. - zauważył Peter – I mimo to chcesz uczyć się pewnie jednego z najtrudniejszych języków jakie istnieją?
- Jeśli macie inny pomysł, słucham. I pamiętajcie, że nie mogę tego dać do tłumaczenia komukolwiek, bo czarodziej przywłaszczy sobie moje odkrycia lub od razu powiadomi Ministerstwo, a mugol nigdy tego nie zrozumie, nie mówiąc już o tym, że mógłbym narobić sobie kłopotów. Zaklęcia tłumaczące testowałem na innych językach i jeśli na chińskim zadziałają podobnie to leżę i kwiczę tak jak teraz z tym, co znalazłem. Niektóre zdania wydają się składane na zasadzie pociętego słownika. Zbierasz kawałki losowo, sklejasz i wychodzi ci zdanie. Lub raczej coś co zdaniem miało być, ale nie spełnia podstawowych funkcji gramatycznych. I mówię wam to ja! A jeśli ja to mówię to znaczy, że jest bardzo, ale to bardzo źle.
- Niech będzie, nie mam pomysłu. Ucz się tego chińskiego, ale na moją pomoc nie licz. - Syriusz podniósł ręce w geście poddania oraz umywania ich od całej sprawy.
- Ja również ci nie pomogę. Nie znam chińskiego i nie wyobrażam sobie uczyć się go teraz. Wiem tylko, że ma tony, a ton zmienia znaczenie słowa. No i od egzaminów dzielą nas tak naprawdę tygodnie, więc nie czuję się na siłach angażować się w coś więcej. Po egzaminach mogę ci pomóc, ale nie wcześniej.
- Nawet na to nie liczyłem. To mój projekt i mój pomysł, więc to ja muszę dać sobie z tym radę. A teraz pozwólcie, że od razu przejdę do rzeczy, bo mam mało czasu żeby zabłysnąć.
James położył się na swoim łóżku, otworzył pierwszą książkę i zaczął czytać. Jego oczy po chwili stały się wielkie jak spodki. Odłożył podręcznik patrząc prosto przed siebie. Byłem pewny, że w jego głowie kłębią się teraz tysiące myśli i pytań, z czego jedno dominuje: „W co ja się wpakowałem?!”.
Po chwili na jego twarzy pojawiła się mina: „Dasz radę, James. Dasz sobie radę, bo jak nie ty to kto”.
I kolejna: „Merlinie, przecież ja w życiu tego nie ogarnę!”
„Nie denerwuj się, James. Dasz radę. Powoli i do przodu. Zapomnij, że ci się spieszy, powolutku, znak po znaku, cholerny krzaczek po cholernym krzaczku. Nie musisz mówić, musisz tylko czytać”.
- Nie mogę prosić o pomoc w tłumaczeniu, ale może poproszę o pomoc w nauce.
- Przed egzaminami? J., zapomnij. - nie chciałem niszczyć jego marzeń, ale naprawdę wątpiłem by ktokolwiek chciał się w coś takiego bawić.
- Spójrz na to z innej strony. - Syriusz uśmiechnął się pokrzepiająco do przyjaciela. - Mogła ci się trafić nauka arabskiego, a tam podobno litery się zmieniają w zależności od tego, z jaką inną literą sąsiadują. Tak przynajmniej słyszałem, ale nie wiem ile w tym prawdy. Nigdy nie chciałem uczyć się arabskiego. Prędzej tureckiego, bo jeden z moich ulubionych bohaterów jest turkiem, ale to podobno całkiem prosty język, więc i tak jestem w dobrej sytuacji.
- Nie wiem czy mnie to pociesza.
- Przeglądałeś już te podręczniki? - postanowiłem w jakikolwiek sposób doradzić koledze.
- Pobieżnie.
- Więc na początek przejrzyj je dokładniej, porównaj. Wybierz taki, który twoim zdaniem wydaje się najłatwiej skonstruowany i najlepiej wszystko wyjaśnia. Zacznij od najłatwiejszego, nawet jeśli okaże się dla dzieci.
- Masz rację, porównanie i wybranie najłatwiejszego to dobry pomysł. Tym bardziej, że już na początku mam ochotę paść twarzą w dół, bo zacząłem się gubić przy pierwszych zdaniach tej książki, a nawet do znaków nie dotarłem.
- Ale pomyśl jak zaimponujesz Lily. - odezwał się w końcu Peter. - Jeśli się dowie, że znasz chiński, nawet jeśli tylko podstawy, oszaleje na twoim punkcie jeszcze bardziej.
- O tym nie pomyślałem. - na twarzy Jamesa pojawił się bardzo szeroki, bardzo znaczący uśmiech. Peter trafił w dziesiątkę z motywacją. J. chciał zaimponować swojej dziewczynie bardziej, niż pragnął sławy i dokonania niesamowitych odkryć. - Peter, jesteś geniuszem!
Miałem wrażenie, że nagle nauka stanie się dla chłopaka o wiele łatwiejsza, a „krzaczki” zaczną same wchodzić mu do głowy. Przynajmniej na początku.

niedziela, 23 lutego 2020

Bed of Roses

13 maja

Wpatrywałem się w padający za oknem deszcz. Koniec roku był coraz bliżej, a wraz z nim zmiany, na które nie byłem gotowy. Sheva jako pierwszy odciął pępowinę, która łączyła naszą paczkę i w ten sposób pozwolił nam poczuć przynajmniej namiastkę tego, co tak naprawdę czeka nas w najbliższym czasie. Syriusz i James rozpoczną naukę w akademii Aurorów, Peter będzie szkolił się pod okiem mamy pomagając jej w cukierni, Zardi wiedziała tylko, że planuje się nadal uczyć, chociaż nie miała pojęcia w jakim kierunku, Sheva rozpoczynał karierę sportową. Pozostawałem tylko ja. Ja i mój brak możliwości dalszej edukacji poza uczeniem się samemu, ponieważ nikt nie przyjmie wilkołaka do szkoły. Dumbledore był jedynym dyrektorem, który kiedykolwiek zdecydował się na taki krok.
- Pieniążek za twoje myśli. - ramiona Syriusza objęły mnie w pasie, a jego broda spoczęła na moim ramieniu. Jego ciało było cudownie ciepłe, ale w tamtej chwili nawet ono nie przynosiło mi ukojenia.
- Myślę o końcu roku. O zmianach. - odpowiedziałem szczerze.
- Och, Remusie. - uścisk ramion kruczowłosego stał się silniejszy. - Będę wymykał się z Akademii tak często jak tylko się da, podrzucał ci książki, przynosił słodycze. Nie pozwolę żebyś o mnie zapomniał.
Nie odpowiedziałem, ale uśmiechnąłem się wtulając w niego.
- Porozmawiaj z Dumbledore’em.
- Co? - odwróciłem się od okna i spojrzałem na chłopaka.
- Powiedz mu, co planujesz. Zapytaj, czy zna kogoś, kto mógłby cię uczyć. Jeśli nie zna nikogo, powie ci i nic nie zyskasz, ale też nie stracisz. Za to naprawdę możesz zyskać, jeśli okaże się, że jednak jest ktoś, kto mógłby cię szkolić z dala od szkół, akademii i innych miejsc, w których nie chcą wilkołaków. Idź do niego, a ja zaczekam pod gabinetem. Wiem, że to cię męczy, a w ten sposób będzie ci lżej. Chodź! - chłopak odsunął się ode mnie i złapał mnie za rękę, pomagając mi wstać z mojego miejsca przy oknie.
- Nie chcę zawracać mu głowy…
- Daj spokój, Remi! Wiesz doskonale, że on będzie szczęśliwy, że do niego przyszedłeś. To idziemy?
Czy miałem coś do stracenia? Nie. Czy uważałem, że to dobry pomysł? Nie wiem. Mimo wszystko pozwoliłem, aby chłopak wyprowadził mnie z naszego pokoju.
To był szary, leniwy, psychodeliczny niemal dzień, toteż w Pokoju Wspólnym panował spokój i ospała atmosfera. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na to, że wychodzimy, nie wspominając już o tym, że Syriusz nadal trzymał mnie za rękę i ciągnął za sobą.
Droga pod wejście do gabinetu dyrektorka trwała stanowczo zbyt krótko. Żałowałem, że korytarze nie zaczęły się nagle wydłużać lub zmieniać położenie, ponieważ potrzebowałem więcej czasu by zastanowić się nad tym, co powiem, o co zapytam lub by po prostu zwiać. Niestety Syriusz zajął się wszystkim, włącznie z podaniem hasła, które odsłoniło schody prowadzące do gabinetu.
- Idź. - Black wepchnął mnie na schody i uśmiechnął się w sposób, który zapewne miał mi dodać otuchy.
- Nie jestem pewny, czy…
- Matko, Remi! Po prostu idź!
Więc poszedłem. Wspiąłem się po schodach i zapukałem, ponieważ byłem o krok od zawrócenia.
- Wejdź, Remusie. - odrzwi otworzyły się same. Dyrektor siedział za swoim biurkiem i uśmiechał się zachęcająco.
- Skąd pan…
- Nie ukrywam, że usłyszałem zachęcający okrzyk Syriusza. Usiądź, Remusie.
A więc usiadłem. Dumbledore roześmiał się cicho i zachęcił mnie od tego, abym wyrzucił z siebie to, z czym do niego przyszedłem.
Jąkając się, zrobiłem to. Przypomniałem mu, że postanowiłem zostać detektywem, że nawet chcąc uczyć się dalej nie znajdę szkoły, która mnie przyjmie. Zapewniłem, że chcę uczyć się dalej, rozwijać swoje umiejętności, aby przeżyć w pracy, jaką sam sobie wybrałem. Jasne, nie miałem wielkiego wyboru, ale nie zmieniało to faktu, że i tak musiałem się doszkalać.
Mężczyzna kiwał głową potakująco i nie przerywał mi. Kiedy w końcu zapytałem, czy nie zna kogoś, kto mógłby mi pomóc, kto mógłby mnie uczyć, zamruczał zastanawiając się.
- Ministerstwo nie zabrania kształcenia wilkołaków, ale mało kto chce się tego podjąć z powodu uprzedzeń i przekonania o wyższości czarodziejów. Osoba, która podjęłaby się twojej edukacji musiałaby być nie tylko chętna do podjęcia się tego zadania, ale także posiadać odpowiednią wiedzę. - słuchałem uważnie. - Remusie, obawiam się, że żaden nauczyciel nie podejmie się tego zadania.
Wiedziałem, że tak będzie, jednak i tak miałem iskierkę nadziei, która teraz przygasła. 
- Żaden nauczyciel, ale to nie oznacza, że nie znajdzie się inna osoba, która byłaby skłonna to zrobić.
Podniosłem głowę i spojrzałem na dyrektora zaskoczony. Nie do końca wiedziałem jak rozumieć jego słowa.
- Uczenie wilkołaka dla wielu będzie niczym wkładanie broni w ręce kata. Wilkołakom nie można ufać, zdradzą i odgryzą rękę, która ich karmi… To tylko kilka opinii, jakie zacytuję. Osoba, która byłaby skłonna cię uczyć nie byłaby więc szanowanym członkiem społeczności magicznej. Czy mnie rozumiesz?
- Nie… Nie jestem pewny.
- Szukając dla ciebie nauczyciela musiałbym szukać wśród osób znajdujących się na marginesie czarodziejskiej społeczności. Remusie, znam kogoś, kto podjąłby się uczenia cię. Tyle, że nie jest to osoba, o której mogę mówić głośno. To wielki, utalentowany czarodziej, ale także skazany przestępca.
Spojrzenie mężczyzny było utkwione we mnie, a moje oczy musiały w tamtej chwili przypominać spodki. Dumbledore właśnie powiedział mi, że zna przestępcę, który mógłby mnie uczyć. Zdradził mi tajemnicę, której zdradzenie mogłoby wpędzić go w duże kłopoty, a nawet kosztować stanowisko. A jednak zaufał mi.
- Ta… osoba…
- Będzie wymagająca, wyjątkowo wredna, ponieważ nie będzie jej się podobało to, że jesteś wilkołakiem, ale doceni twój talent.
- Skąd pewność, że będzie chciała mnie uczyć? - miałem co do tego mieszane uczucia.
- Zostaw to mi. Jeśli jesteś gotów podjąć się tego, ukrywać swoją naukę, musisz po prostu mi zaufać. Nie ufaj swojemu nauczycielowi, ponieważ tej osobie nie warto ufać, ale zaufaj mi. Nigdzie nie znajdziesz lepszego mentora. Chcesz być detektywem w naszym świecie, musisz mieć dostęp do najgorszych melin, Remusie. Te osoba zapewni ci ten dostęp, powie ci z kim współpracować i w jaki sposób wmieszać się w tłum. Nie musisz podejmować decyzji już teraz.
Wyobraziłem sobie Syriusza, który w Akademii Aurorów będzie uczył się, w jaki sposób walczyć z przestępcami magicznego świata, jak łapać i zabijać wilkołaki takie, jak ja. Wszystko to z błogosławieństwem Ministerstwa Magii. A w tym czasie ja, jego chłopak, kochanek, miłość, poznawałbym podobne sztuczki, ale od tej drugiej strony.
- Do tej pory byłem po prostu Remusem Lupinem, chłopcem, czarodziejem. To pan dał mi tę szansę, to pan otworzył przede mną te drzwi. Ale teraz wychodzę z Hogwartu i mogę zapomnieć o osiągnięciu wielkich rzeczy, ponieważ tutaj kończy się moje edukacja. Nie zmienię tego, że jestem wilkołakiem, a kiedy ludzie dowiedzą się o tym, nie znajdę żadnej pracy. Muszę w końcu objąć to kim jestem. Panie dyrektorze, zgadzam się. Zaufam panu. Chcę nauczyć się tego, czego nie nauczą mnie nigdzie indziej. Chcę znaleźć sposób, aby dalej żyć w tym społeczeństwie.
- A więc zgadzasz się?
- Tak.
Dyrektor skinął głową.
- On się z tobą skontaktuje. Na razie za moim pośrednictwem. Remusie, na pewno już wiesz, że to musi pozostać naszą tajemnicą.
- Nie powiem ani słowa, niezależnie od tego, kim jest osoba, o której pan myśli. Zawdzięczam panu wszystko, co do tej pory osiągnąłem.
- A więc ciesz się resztą dzisiejszego dnia, Remusie. Odezwę się niebawem.
Wymieniliśmy pożegnalne uprzejmości i opuściłem jego gabinet lżejszy i cięższy jednocześnie. 

niedziela, 20 października 2019

Gdzieś zawsze trzeba zacząć

Węszenie wokół skarbu Ślizgonów wcale nie było tak proste, jak mogło mi się początkowo wydawać. Bo gdzie niby mieliśmy zacząć? Na pewno nie w dormitoriach Ślizgonów, ponieważ do nich nie mieliśmy dostępu. Nie miałem też pojęcia w jaki sposób mielibyśmy dostać się do tajnych przejść pod zamkiem, które mogłyby prowadzić nie tylko do już odkrytego skarbu, ale także do jakiegokolwiek innego. Przejścia, które znaliśmy ciągnęły się wzdłuż ścian zamku, a wyjątkiem było tylko to, którym mogliśmy dostać się do Hogsmeade. Tyle, że ono nie miało żadnych odgałęzień, a więc również nie mogło nam się przydać.
- Hm? - właśnie próbowałem wyjąć z pudełka czekoladek kolejny smakołyk, kiedy uświadomiłem sobie, że zjadłem już wszystkie. Mój organizm był już nazbyt zasłodzony, a jednak nadal mógłbym zapychać się czekoladą, ponieważ sfrustrowany potrzebowałem sił na walkę z coraz gorszym humorem.
- Spokojnie, Remusie. - Syriusz położył dłoń na moim ramieniu i ścisnął je lekko. - Coś wymyślimy. Na razie i tak wiele się dzieje i jestem pewny, że nauczyciele nawet w tej chwili przepychają się tunelami pod zamkiem aby badać sprawę skarbu i dowiedzieć się o nich więcej.
- Skąd ta pewność? - James spojrzał na kruczowłosego wyzywająco.
Black przewrócił oczyma.
- Serio, J.? Po pierwsze, muszą zapewnić bezpieczeństwo nam wszystkim, a więc muszę się upewnić, że nigdzie indziej korytarze nie grożą zawaleniem. Po drugie, z tego samego powodu muszą zbadać korytarze, które odchodzą od miejsca, w którym znaleziono skarb. Po trzecie, nauczyciele również zastanawiają się, czy jeden skarb nie oznacza, że jest ich więcej. Zapewniam cię, Potter, że nawet oni nie oprą się magii kosztowności lub sławy. Po czwarte…
- Dobra, dobra! Zrozumiałem głupotę swojego pytania. - James przerwał chłopakowi. - Powiedz mi lepiej, co teraz zrobimy, skoro taki z ciebie geniusz.
- Czekamy.
- Co?! - wszyscy spojrzeliśmy na Blacka, który wzruszył ramionami.
- Musimy poczekać aż nauczyciele przestaną kręcić się pod zamkiem. W tym czasie możemy przejrzeć książki o Hogwarcie i jego historii i poszukać takiej, która mogłaby przedstawiać tunele i tajne przejścia pod zamkiem.
Musiałem przyznać Syriuszowi rację. Do tej pory to raczej ja byłem tym rozsądnym, a on w gorącej wodzie kąpanym, ale najwyraźniej wiele się z jakiegoś powodu zmieniło i teraz to ja nie mogłem doczekać się działania. Podejrzewałem, że mogło to mieć coś wspólnego ze zbliżającą się pełnią i moim wilkiem, który nie mógł doczekać się chwili, kiedy uwolni się z mojego ciała.
- Zanim nauczyciele uznają, że jest bezpiecznie i nic nam nie grozi, a pod zamkiem nie ma więcej skarbów, nie zostanie nam nic do odkrywania. - jęk Zardi brzmiał niemal jak płacz.
- Krasnale nie fatygowałyby się tak bardzo dla kilku błyskotek. - pozwoliłem sobie zauważyć i nagle poczułem się o wiele lepiej. - Pod zamkiem musi kryć się coś więcej lub coś zdecydowanie większego. Jeśli odkryją to nauczyciele, dowiemy się przynajmniej, co to było. Jeśli jednak nie znajdą nic, my będziemy mogli rozpocząć swoje poszukiwania.
- A więc do dzieła! - Syri klasnął w dłonie. - Idziemy do biblioteki poznawać naszą szkołę od nieznanej nam dotąd strony!
Aby nie wzbudzać podejrzeń, wzięliśmy swoje torby szkolne i całą bandą pognaliśmy szukać najstarszych książek przedstawiających historię naszej szkoły.
Przeglądając rzędy starych woluminów oraz obszerne spisy treści, zastanawiałem się, czy znajdziemy cokolwiek wartego uwagi. Może wszystkie książki zawierające potrzebne nam informacje zostały już usunięte z biblioteki lub od początku znajdowały się w dziale ksiąg zakazanych. Skoro nikt nie wiedział o skarbie i tunelach aż do teraz, lub po prostu nie chciał się przyznać, że o nich wie, to jakie było prawdopodobieństwo, że cokolwiek na ten temat było ogólnie dostępne i tylko na nas czekało? Nie zamierzałem się jednak poddawać. Jeśli nawet ostatnia sprawdzana przez nas książka obszernego regału historycznego okaże się nieprzydatna, wtedy zacznę się martwić, co możemy jeszcze zrobić. Póki co znajdowaliśmy się dopiero na samym początku naszych poszukiwań, więc wszystko było możliwe.
Godzinę później musieliśmy przerwać nasze poszukiwania dla nabrania oddechu, nie tylko w przenośni, ale także dosłownie, jako że stare książki wcale nie miały przyjemnego zapachu. Najgorsze było jednak to, że nie znaleźliśmy nic, co mogłoby się nam przydać, a przecież było nas pięcioro, więc któreś z nas powinno już natrafić na cokolwiek, nawet mało znaczącego, ale jednak związanego z tematem naszych poszukiwań.
Wróciłem myślami do moich wcześniejszych rozważań i znowu zastanawiałem się, czy dyrektor nie usunął książek, które mogłyby naprowadzić uczniów na ślad skarbów lub po prostu tuneli i tajnych przejść. Mógłby to zrobić aby nikt z nas nie wpadł na głupi pomysł zabawy w poszukiwaczy skarbów lub odkrywców starych przejść zamkowych. Biorąc pod uwagę, że właśnie to przyszło do głowy naszej grupie, ukrycie książek miałoby sens. Z drugiej jednak strony mógł też mieć coś do ukrycia i dlatego postanowił pozbyć się wszelkich informacji, które mogłyby doprowadzić nas lub kogokolwiek innego do odkrycia sekretów dyrektora. W końcu jako głowa Hogwartu musiał wiedzieć o zamku więcej niż ktokolwiek inny. Czy wierzyłem, że Dumbledore ukrywa coś przed uczniami i nauczycielami pod zamkiem? Nie, a więc opcja pierwsza wydawała mi się najbardziej prawdopodobna.
Nadal nie byliśmy jednak nawet w połowie zbiorów zgromadzonych w dziale historycznym, więc postanowiłem nie dzielić się jeszcze z przyjaciółmi swoimi podejrzeniami.
Wszyscy wróciliśmy do przeglądania książek z dużo mniejszym niż na początku entuzjazmem. Mój węch cierpiał za każdym razem, kiedy zaciągnąłem się kwaśną wonią starego papieru i obawiałem się, że zapach ten wsiąknie w materiał moich ubrań nie pozwalając mi zaczerpnąć świeżego powietrza nawet po powrocie do dormitorium.
- Zaczyna mi się kręcić w głowie od tych wszystkich literek. - z niejaką ulgą przyjąłem pierwsze narzekania Petera, ponieważ pozwalały mi oderwać myśli od smrodu, który drażnił mnie coraz bardziej.
- Proponuję dosiedzieć tu jeszcze do równej drugiej godziny i jutro znowu tu wrócić. - Zardi przetarła oczy. - Niektóre z tych książek są chyba trujące, bo bolą mnie oczy, a przecież na co dzień czytam bardzo dużo.
- Podejrzewam, że raczej żadna z nich nie truje skoro są dostępne dla każdego, ale również jestem za zakończeniem ich przeglądania do jutra. Powoli tracę węch od ich zapachu.
Syriusz spojrzał na naszą trójkę, a następnie na Jamesa, który skinął głową. On również wydawał się zmęczony.
Nagle przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł.
- A gdybyśmy zapytali Prawie Bezgłowego Nicka, czy wie coś na temat tuneli pod zamkiem i skarbów w nich ukrytych? Krąży po zamku o wiele dłużej niż my, pamięta czasy, których nie pamięta już nikt z żyjących. On może coś wiedzieć na temat skarbu Ślizgonów.
Przyjaciele patrzyli na mnie jakby nagle wyrosła mi druga głowa. Przez chwilę miałem nawet ochotę sięgnąć do ramienia i sprawdzić, czy aby tak się nie stało.
- Remusie, jesteś genialny! - Syriusz zarzucił mi ramiona na szyję i uścisnął mnie naprawdę mocno.
Po chwili dołączyła do niego Zardi.
- Nie wiem gdzie znajdziemy teraz Nicka, ale to naprawdę fantastyczny pomysł, Remi. - James poklepał mnie po ramieniu. - Nie musimy zdradzać mu naszych intencji i mówić, co zamierzamy zrobić z wiedzą, którą nam przekaże, ale jeśli będzie chciał to wiedzieć, powiemy mu, że po tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło, pracujemy nad projektem dotyczącym historii zamku aby zdobyć dodatkowe punkty do egzaminu końcowego z historii magii lub jakiegoś innego, jeśli tylko przyjdzie nam do głowy coś lepszego.
Nie mogłem się z nim nie zgodzić. Praca dodatkowa związana z aktualnymi wydarzeniami była wymówką bardzo prawdopodobną, kiedy wisiało nad nami widmo zbliżających się bardzo szybko egzaminów końcowych. Prawie Bezgłowy Nick nie był głupi, ale też nie przejmował się już tak bardzo problemami żywych, aby miał kwestionować naszą prawdomówność. 
- Postanowione! - Zardi klasnęła w dłonie zadowolona. - Dosiedźmy tutaj tę nieszczęsną drugą godzinę i chodźmy na poszukiwanie Nicka!
Spojrzałem na rzędy starych książek.
„Wytrzymaj, mój nosie” pomyślałem do siebie i wróciłem do przeglądania książek.

niedziela, 15 września 2019

Priorytety

Później, tego samego dnia, kiedy wybuch Krasnali wywołał wstrząsy odczuwane silnie zarówno w Hogwarcie, jak i w Hogsmeade.

- A więc w bibliotece słychać było tylko dziwne, bardzo głośne pierdnięcie? - spojrzałem bez przekonania na Jamesa, który w końcu wrócił do dormitorium. Teraz opowiadał nam o tym, co działo się w „jego” części zamku w chwili, kiedy uczniowie naszego domu znajdujący się w dormitorium panikowali, a na korytarzach ze ścian pospadały obrazy.
- Dobrze, przyznaję. Podłoga zadrżała, ale nic nie spadło, a regały ani drgnęły. Nie wiem, kto je zaczarował i zabezpieczył przed podobnymi sytuacjami, ale odwalił naprawdę dobrą robotę. Dotarło do mnie, że coś się dzieje dopiero, kiedy zabroniono nam opuszczać bibliotekę, a nasza urocza bibliotekarka miała oczy większe niż okulary.
- W to akurat jestem skłonny uwierzyć. - przyznał Syriusz.
- Jeżeli nie wierzysz w moją wersję, zapytaj Petera! - James prychnął urażony. - Był wtedy w bibliotece z Lily i może potwierdzić!
Blondynek pokiwał głową.
- Tym razem James mówi prawdę. W bibliotece nie odczuliśmy wybuchu tak, jak wy tutaj. Nie nazwałbym jednak tego dźwięku pierdnięciem. To było coś między rozrywanym papierem, a pękającą ziemią.
- Nie pytam skąd wiesz jak pęka ziemia. - spojrzenie okularnika przeczyło jednak jego słowom. Był ciekaw i to bardzo.
- Można to sobie wyobrazić… zresztą, nieważne. Mam nadzieję, że więcej nie dojdzie do żadnego wybuchu. Nie chciałbym być wtedy poza biblioteką. - zadrżał na całym ciele. - Coś mogłoby spaść mi na głowę!
- I tak jest pusta. - James zachichotał ze swojego głupiego żartu.
- Dzięki, wiedziałem, że na tobie zawsze można polegać. - prychnął urażony Peter.
- Później będziecie mogli się sprzeczać dalej, ale teraz musimy przedyskutować ważniejszą sprawę. Nasze Uszy Dalekiego Zasięgu zawiodły w starciu z głupią myszą! Jak wcześniej wspominałem, straciliśmy je na rzecz głupiego gryzowania. Musimy je udoskonalić, jeśli chcemy z nich nadal korzystać.
Westchnąłem kładąc dłoń na ramieniu mojego chłopaka.
- Nie możemy robić wszystkiego naraz. Szukać zaklęcia, które uchroni kolejne Uszy, które musimy najpierw zrobić, a do tego węszenie wokół wybuchu Krasnali, jeśli wierzyć temu, co mówią nauczyciele. Dodaj do tego lekcje, naukę do egzaminu. To trochę za wiele. Nawet jak na nas.
- Mój ty głosie rozsądku… - mruknął niezadowolony Syriusz. Jego kolejnym posunięciem było jednak przeanalizowanie każdego z zadań, jakie na nas spoczywały i ustalenie priorytetów.
Zgodnie z naszą wspólną opinią, lekcje i nauka nie mogły na nas czekać, a więc musieliśmy codziennie wypełniać nasze uczniowskie obowiązki. Problem wstrząsów był intrygujący i wszyscy, no może poza Peterem, chcieliśmy się tym zająć, jednak patrząc na to racjonalnie, nie mieliśmy najmniejszych szans, by zdziałać cokolwiek. Wymknięcie się z zamku za dyrektorem lub innym nauczycielem odpadało, ponieważ musielibyśmy cały czas czatować przy drzwiach wyjściowych, a to było niemożliwe w trakcie lekcji lub nauki. Co więcej, nie chcieliśmy ryzykować utraty Peleryny Niewidki, jeśli zostalibyśmy nakryci na wykorzystywaniu jej do łamania zasad i knucia. Zresztą, nikt nie mówił, że nauczyciele ostatecznie podejmą jakąkolwiek interwencje w sprawie Krasnali. Planowali spotkać się z mieszkańcami Hogsmeade, ale plany nie oznaczały, że im się uda. Postawiliśmy więc na udoskonalenie i zabezpieczenie przed zniszczeniem Uszu Dalekiego Zasięgu. To przynajmniej mogło nam dodatkowo pomóc w ćwiczeniu zaklęć na egzamin, co było w tym wypadku dużą zaletą.
- Czy tylko ja jestem już zmęczony tym całym myśleniem? - James położył się na plecach na podłodze, na której siedzieliśmy w kole i westchnął ciężko, jakby właśnie przebiegł całą drogę z zamku do Hogsmeade, a nie przesiedział ostatnich kilka godzin na tyłku najpierw w bibliotece, następnie w naszej sypialni.
- Jeśli ciebie męczy myślenie to jak planujesz w przyszłości odnaleźć się w jakiejkolwiek pracy? - zapytałem.
- To doskonałe pytanie, Remusie. Może nie powinienem pracować? Lily będzie mnie utrzymywała, a ja będę… Cóż, po prostu będę.
- Jasne, niezła próba. Jeśli Evans cię nie zabije to zrobi to jej ojciec. - Syriusz spojrzał na przyjaciela krytycznie. - Nigdy nie pozwoli ci żerować na córce, a ona również nie byłaby zachwycona mając w domu lenia. Nawet gdybyś obiecał, że będziesz zajmował się dzieckiem, kiedy już będziecie jakieś mieli.
- Nawet mi nie mów o dzieciach! - James podniósł się gwałtownie do siadu. - Mam małą siostrę, więc wiem jakie te małe cholery są uciążliwe! Płacz o jedzenie, płacz o zabawki, wszystko ma być wtedy kiedy ona chce i takie, jakie ona chce. Kiedyś nawet próbowała rzucać się po podłodze i wydzierać się jakbyśmy ją ze skóry obdzierali! Uszy mnie bolały, a rodzice po prostu powiedzieli jej, że ma się tak nie zachowywać i ją zignorowali. Podobno tak powinno się postępować i nie ulegać, bo w przeciwnym razie dziecko będzie się tak zachowywać do późnego dzieciństwa, a z czasem znajdzie równie trudny do zignorowania sposób na wymuszanie swoich zachcianek. Nie, dziękuję. Nie chcę dzieci!
- Cy Evans wie? - Black uniósł brew nieprzekonany.
- Nie rozmawiałem z nią o tym i nie planuję w najbliższym czasie. Jest za wcześnie żeby mówić o dzieciach. W każdym razie mając wybór wolałbym ich nie mieć!
- Odwidzi mu się jeszcze. - szepnąłem na ucho Syriuszowi, który zgodził się ze mną skinieniem głowy.
Bez ostrzeżenia i pukania, do naszej sypialni wpadła Zardi. Już od progu dysząc z przejęciem:
- Ale nowina, ale nowina!
Spojrzeliśmy wszyscy na nią, kiedy usiadła w naszym wyjątkowo krzywym kole i posłała każdemu z nas po kolei szeroki uśmiech.
- Nie uwierzycie! Podobno te wstrząsy wcześniej sprawiły, że w Pokoju Wspólnym Slytherinu popękała podłoga! Chwilę, nie przeszkadzać! - upomniała Jamesa, który właśnie otworzył usta aby coś powiedzieć. - A więc, ziemia im się pod nogami rozstąpiła a tam…. Tajemny korytarz! A w tym korytarzu… - zwiesiła dramatycznie głos – Skarb! Serio! Ktoś lub coś gromadziło pod zamkiem skarby! Jak jakiś pirat, bo podobno były tam złote ozdoby i monety, drogie kamienie, zwykłe błyskotki i w ogóle cała masa różności!
Patrzyłem na dziewczynę nie wiedząc, czy powinienem jej wierzyć, czy raczej potraktować ją jak kogoś niespełna rozumu.
- Może ja powtórzę, bo chyba nie zrozumieliście. Skarby! Prawdziwe skarby pod zamkiem! - wskazała podłogę.
- Skąd o tym wiesz? - zapytałem ostrożnie.
- Od Agnes, a ona od swojego chłopaka w Slytherinie.
- Agnes ma chłopaka?!
- Serio, James? Tylko to wyłapałeś z tego, co właśnie powiedziałam? Kij z tym, czy ma chłopaka! Może mieć nawet pudla, papugę i dwie surykatki. Ważne jest to, że jej facet widział te skarby w dziurze na własne oczy. Uprzedzając wasze pytania, niedowiarki. Nie powiedział tego żeby jej zaimponować, ponieważ tę informację potwierdziła także inna osoba z jego Domu. Wprawdzie tym razem po prostu bezczelnie podsłuchałam rozmowę kilku osób, ale to mało istotne. Liczy się to, że pod zamkiem mamy skarb, który trzeba odkryć!
- Przecież właśnie go znaleźli…
- Peter, Peter, Peter. Jaki ty jesteś niekumaty. - westchnęła dramatycznie dziewczyna. - Skoro pod zamkiem znalazł się jeden skarb, to znaczy, że może być ich więcej! Nie wiem, kto go tam ukrył, więc nie wiem czy faktycznie ten byłby jedynym, ale przy odrobinie szczęścia można to odkryć.
- Czekaj, czekaj, czekaj! - coś nagle przyszło mi do głowy. - Skarb w tunelu pod zamkiem. Krasnale kopiące tunele w pobliżu Hogwartu. Czy tylko mi się to tak jakoś podejrzanie zaczyna łączyć w całość?
- Myślisz, że to skarb Krasnali? - Potter miał teraz wypieki na twarzy.
- Może po prostu wiedziały, że gdzieś tutaj powinien być i to właśnie jego szukają. Musimy jednak trochę powęszyć! - odparłem. - Uszy poczekają!
- Uszy? - Zardi spojrzała na mnie pytająco.
- Później ci wyjaśnię. Teraz musimy się dowiedzieć jak najwięcej o skarbie Ślizgonów!

niedziela, 4 sierpnia 2019

Podsłuch (nie)doskonały

Wielka Sala szybko okazała się strzałem w dziesiątkę. Mogliśmy pogratulować sobie z Syriuszem wyczucia, chociaż przy naszym ograniczonym wyborze miejsc, w których mieścili się wszyscy nauczyciele razem, nie było sensu puchnąć z dumy. Niestety nie wszystko było tak piękne i różowe jakbyśmy sobie życzyli, ponieważ przy Wielkiej Sali znajdowaliśmy się w miejscu tak otwartym, że każda wychodząca osoba mogła nas przypadkiem potrącić lub nawet zobaczyć, jeśli Peleryna Niewidka w jakimś miejscu by się osunęła. Lub gdyby ktoś widział nas mimo niej! Nie wiem jakim cudem, ale wszystko było możliwe. Tym bardziej w tej szkole i przy takim gronie pedagogicznym.
Syriusz trącił mnie lekko łokciem w bok i palcem wskazał miejsce, w które mieliśmy się przesunąć. Skinąłem głowę rozumiejąc go. Do tego nie potrzebowaliśmy słów, ponieważ w pewnych sytuacjach były one po prostu zbędne.
Stając przy ścianie w odległości metra od drzwi Wielkiej Sali, Syri pociągnął mnie za koszulkę uginając lekko kolana. Kolejny raz skinąłem głową dla potwierdzenia, że rozumiem i razem uklęknęliśmy. Chłopak wyciągnął z kieszeni Uszy Dalekiego Zasięgu i rzucił jedno z nich w stronę wejścia, skąd dochodziły nas głosy nauczycieli.
Miałem dobry słuch, poniekąd doskonały, ale nawet ja miałem problem ze zrozumieniem tego, o czym mówiono, więc bez opracowanego przez przyjaciół gadżetu, niewiele moglibyśmy zyskać na podkradaniu się i podsłuchiwaniu.
Niestety ucho okazało się nazbyt gumowe, przez co odbiło się od ziemi i wylądowało w złym, nieprzydatnym miejscu. Użyłem więc różdżki aby poprawić jego ustawienie, podczas gdy Syri trzymał drugie blisko naszych uszu, sprawdzając czy cokolwiek słychać z tego, o czym rozmawiano w Wielkiej Sali.
Na początku pojawiły się jakieś zakłócenia, głosy były skrzeczące i mało wyraźne, więc Syriusz zaczął wyginać muszelkę gumowego ucha w różnych kierunkach, aż w końcu znalazł odpowiedni kształt, który pozwolił na wyostrzenie głosów. Teraz z powodzeniem mogliśmy podsłuchiwać.
Nagle przyszło mi do głowy, że może powinniśmy popracować nad czymś w rodzaju Oczu Dalekiego Zasięgu, ponieważ to wiele mogłoby nam ułatwić. Tym bardziej, że dziwnie było słyszeć, ale nie widzieć, co się dzieje.
Zamknąłem oczy chcąc skupić się na słowach, ale szybko je otworzyłem, ponieważ nie czułem się pewnie nie patrząc na drzwi. W końcu ktoś w każdej chwili mógł się w nich pojawić, a wtedy uszy stałyby się sporym problemem i mogłyby nas zdradzić.
- Wracając do tematu… - usłyszałem głos McGonagall przebijający się ponad szeptami innych. - Musimy porozmawiać z Ministrem. Nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli zająć się tą sprawą w jakikolwiek inny sposób.
- Musimy także poprosić o dokładne plany kopanych tuneli. - wtrącił Tenshi. - Rozumiem, że nie powinno do tego dojść, ale w przypadku, kiedy doszłoby do kolejnej detonacji, ziemia ponad tunelem mogłaby się osunąć. Gdyby w tym właśnie miejscu przebywali uczniowie zmierzający do Hogsmeade… - wymownie zwiesił głos.
- To prawda. Krasnale nie słyną z cierpliwości i są bardzo uparte. - odezwał się kolejny znany mi głos, który należał do nauczyciela opieki nad magicznymi stworzeniami. - Będą chciały coś wysadzić to wysadzą, a później powiedzą, że to był wypadek. Nie, nie możemy tego tak zostawić. Musimy mieć pewność, że drogi są w pełni bezpieczne.
- Proponuję też spotkanie z mieszkańcami samego Hogsmeade. - znowu odezwała się McGonagall – Miasto również musi być bezpieczne, jeśli mają w nim przebywać nasi uczniowie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy coś by się im stało tylko dlatego, że głupia dachówka się poluzowała i spadłą komuś na głowę.
- Minerwo, to chyba przesada…
- Horacy, wypadki się zdarzają i nie możemy bagatelizować nawet tych najprostszych. Prawdopodobieństwo mechanicznej szkody jakiegokolwiek budynku jest zdecydowanie większe, kiedy w grę wchodzą nieprzewidziane silne wstrząsy. Czy naprawdę muszę ci przypominać, skąd wziął się ten guz na twojej głowie?
- No już, już. Spokojnie moi drodzy. - wydawało mi się, że słyszę dyrektora, ale głos był dziwnie zachrypnięty. Nie wydaje mi się żeby miał się przeziębić w ciągu kilku godzin do kiedy słyszałem go ostatnio. - Wszyscy wiemy jak dziwne sytuacje zdarzają się z winy nieoczekiwanych wstrząsów. Niebezpieczne okazały się zwykłe batony, a nawet własne pięści. To prawdziwe szczęście, że nie ucierpiał żaden uczeń.
- W przeciwieństwie do nas. - rzuciła piskliwie Sprout.
- Poppy zajmie się naszymi oczami, głowami i gardłami w swoim czasie. Prawda?
- Oczywiście, panie dyrektorze. - szkolna pielęgniarka pospieszyła z odpowiedzią. - Kiedy tylko pozbędę się zwierzyńca ze Skrzydła Szpitalnego.
- Przepraszam po raz kolejny, nie sądziłem, że klatka się otworzy. Ale nie sądziłem też, że zamkiem tak zatrzęsie, że ją upuszczę. Przygotowywałem się do jutrzejszej lekcji z opieki z uczniami piątek klasy, ale przecież już to wyjaśniałem.
- No dobrze, a więc Ministerstwo, plany,spotkanie z mieszkańcami. Ale ile czasu nam to zajmie, skoro musimy pozwolić uczniom wyjść z dormitoriów, a nie mamy pewności, czy nie dojdzie do kolejnego wybuchu. Krasnale pewnie dopiero się rozgrzewają. - głos był znajomy, męski. Niestety nie mogłem przypomnieć sobie do kogo należał. To uświadomiło mi, że powinienem przykładać na co dzień większą wagę do szczegółów.
Piśnięcie, skrzypnięcie i nagle ucho znowu zaczęło trzeszczeć. Spojrzałem na Syriusza,który właśnie poddawał inspekcji muszelkę Ucha Dalekiego Zasięgu, ale wszystko wydawało się być z nim w porządku.
I wtedy moje zmysły zarejestrowały obecność myszy. Spojrzałem szybko na ścianę przy której leżało nasze Ucho. Tym razem to ja trąciłem Syriusza i wskazałem miejsce, w które miał spojrzeć, a tym samym źródło naszego problemu. Jakaś cholerna mysz właśnie obgryzała połączenie między Uszami.
Jak mieliśmy ją odgonić nie wydając żadnych dźwięków i nadal będąc niewidzialnymi? W takich chwilach naprawdę przydałaby się nam kotka woźnego, ale tego parszywego kota nigdy nie było tak, gdzie był potrzebny. Zresztą podobnie jak jej właściciela, który zawsze zjawiał się tam, gdzie nie powinien i w najmniej odpowiednim momencie.
Minęła zaledwie chwila, podczas której nic nie wymyśliliśmy, kiedy to mysz poradziła sobie z naszym gadżetem, złapała pewnie za Ucho i najzwyczajniej w świecie zabrała je ze sobą do swojej dziury, która okazała się ukryta za najczęściej szeroko otwartymi drzwiami Wielkiej Sali.
Zostaliśmy z niczym!
Syri wciągnął resztkę łączącego Uszy sznurka i ze złością patrzył na przegryzioną końcówkę. Miałem wrażenie, że mysz nie uniknie jego zemsty, ale ona musiała poczekać.
Zasłoniłem usta Syriusza dłonią, kiedy usłyszałem zbliżające się kroki kogoś kto wychodził z Wielkiej Sali.  Po sekundzie lub dwóch w drzwiach pojawiła się niska, okrągła sylwetka Sprout. Z zaskoczeniem patrzyliśmy na jej podbite oko. A więc to o tym wspominał dyrektor.
Powoli zacząłem łączyć ze sobą fakty. Czyżby podbiła sobie oko własną pięścią, podczas gdy on omal nie zadźgał się jedzonym batonem? A może to Slughorn miał spotkanie bliskiego stopnia ze swoją pięścią i stąd guz, o którym wspominała McGonagall?
Byłem naprawdę ciekaw co im się przytrafiło, ale tego pewnie nigdy się nie dowiemy.
Za Sprout powoli podążali inni nauczyciele, jednak nie wszyscy opuścili Wielką Salę. Ogółem wyszło ich pięcioro. Tylko dlaczego?
Głupia mysz! Gdyby nie ona, wiedzielibyśmy z Syriuszem, co robić dalej. Zostać, a może się wycofać? Prawdę mówiąc bez Uszu i tak nic nie mogliśmy zdziałać.
Zabrałem rękę z ust mojego chłopaka i palcem wskazałem kierunek, gdzie zniknęli nauczyciele. Tym razem to Syri ruchem głowy potwierdzał, że rozumie moje intencje. Podnieśliśmy się więc powoli i cicho, ostrożnie, na palcach, ruszyliśmy w głąb korytarza. Przynajmniej w przypadku tych psorów wiedzieliśmy, że nas nie widzą, ponieważ żaden nie zareagował na naszą obecność na korytarzu.
Miałem ochotę tupać z frustracji, kiedy zauważyłem, że się rozdzielili i każdy poszedł swoją drogą – na prawo, na lewo, schodami do góry. Musieliśmy szybko zdecydować kogo planujemy śledzić i wybór padł na Slughorna, więc od razu odbiliśmy w prawo. Czy słusznie? Tego mieliśmy się dopiero dowiedzieć.

niedziela, 21 lipca 2019

Szybkie przygotowania

Dalszy rekonesans nie miał w tamtej chwili większego sensu. Posprzątane korytarze nie zachęcały nauczycieli do prowadzenia rozmów na temat tego, co się wydarzyło, a to niweczyło nasz plan. Musieliśmy dowiedzieć się czegoś w chwili, kiedy wszyscy psorzy zbiorą się w jednym miejscu, aby dyskutować na temat ewentualnego przeciwdziałania kolejnym wstrząsom. A przynajmniej liczyłem na to, że tak właśnie postąpią. Skoro winne były krasnale, musiało chodzić o wykopy, a tych na pewno nie prowadzono bezpośrednio pod zamkiem. To przecież byłoby zbyt niebezpieczne i zupełnie niepotrzebne! A może jednak? Tak czy inaczej, podejrzewałem, że problem nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Pozostawało nam tylko mieć oczy i uszy otwarte, aby dowiedzieć się kiedy i gdzie nauczyciele postanowią się zebrać.
Nie mając innego wyjścia, wróciliśmy pod portret Grubej Damy. Wejście było otwarte, prawdopodobnie dlatego, że nauczyciele posprzątali już bałagan na korytarzu i chcieli pokazać uczniom, że są bezpieczni, mimo że nadal nie powinni opuszczać bezpiecznego Pokoju Wspólnego oraz dormitoriów.
Wtedy właśnie usłyszeliśmy głos McGonagall dochodzący ze środka. Od razu zatrzymałem Syriusza i zacząłem wsłuchiwać się w jej słowa. Wyjaśniała prace budowlane prowadzone pod ziemią między zamkiem i Hogsmeade, podczas których krasnale bez ostrzeżenia zdetonowały kilka głazów, czego efektem był wstrząs. Zapewniła także, że pracują nad zabezpieczeniem zamku przed kolejnymi podobnymi wypadkami.
- „Pracują”, czyli jeszcze nic nie ustalili. Mamy szansę coś podsłuchać, jeśli szybko zdobędziemy odpowiedni sprzęt. - szepnąłem Syriuszowi na ucho.
- Kochanie, ja i tak nic nie słyszę, więc nie wiem, o co ci chodzi.
- Och!
- Taaa…
- Wyjaśnię ci później.
Cicho i ostrożnie przeszliśmy przez dziurę za portretem i przesuwając się blisko ścian omijaliśmy uczniów słuchających nauczycielki. Powoli dotarliśmy do naszej sypialni i wślizgnęliśmy się do środka. Nie byliśmy tam jednak sami.
Przechyliłem głowę w bok spoglądając na myszkującą po mojej szafce ciemnowłosą dziewczynę, którą znałem niemal tak dobrze, jak mojego chłopaka.
- Z całym szacunkiem, Zardi, ale co ty właściwie robisz w mojej szafce nocnej?
Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła niemal czarująco. Niemal, ponieważ doskonale wiedziałem, że coś knuje. W przeciwnym razie nie byłoby jej u nas.
- Cóż, u siebie nie mam już miejsca, a muszę przecież gdzieś składować kosmetyki, prawda?
Przesunąłem się odrobinę w bok i zajrzałem do swojej szafki przez ramię przyjaciółki. Moje niemal puste półki były niemal całe załadowane pudełkami, fiolkami i sam nie wiem czym jeszcze. Zbliżyłem się o krok i podniosłem z podłogi jedno z pudełeczek.
- Serum ze świetlików? Serio?
- Magicznie pozyskiwane! Przy jego tworzeniu nie ucierpiał żaden świetlik! Tak pisze na opakowaniu.
Wziąłem głęboki oddech i palcami pomasowałem czoło. Obawiałem się, że dzisiejszy dzień skończy się bólem głowy.
- Popraw mnie jeśli się mylę, ale czy ty masz właśnie fazę na kosmetyki i przesadzasz z ich kupowaniem?
- Yyy… prawdę mówiąc to… tak. - uśmiechnęła się przepraszająco. - Obawiam się, że mam z tym dosyć duży problem. Ale przejdzie mi w końcu! Albo przerzucę się na coś innego, sama nie wiem. W każdym razie, na pewno mi przejdzie i przecież je wykorzystam!
Mogłem się domyślić. Zbyt długo nie miała żadnego dziwnego pomysłu. Cisza przed burzą w jej przypadku, podobnie jak u małych dzieci, zawsze kończyła się czymś kosztownym.
- Zardi… - westchnąłem ciężko. - Esencja nawilżająco-wygładzająca. Ok. Ale po jaką cholerę potrzebujesz trzech pudełek kremu matującego i dwóch zestawów kremów i serów na pierwsze zmarszczki?! A paleta cieni do brwi? Ty nie malujesz brwi!
- Mam zamiar zacząć. - mruknęła speszona. - No i mam pierwsze zmarszczki! O tutaj, pod oczami! Bo nigdy nie uważałam i zawsze naciągałam skórę! - wskazała na swoje oko.
- Daj spokój, Remusie. Przejdzie jej i połowę z tych rzeczy da tobie żebyś wykorzystał zamiast niej. - Syriusz poklepał mnie po ramieniu. - Teraz mamy na głowie ważniejsze sprawy niż jej kosmetyki. Musimy znaleźć ten podsłuch, nad którym pracowaliśmy z Jamesem ostatnio. Wiesz, te uszy dalekiego zasięgu.
Łatwo było mu mówić, ponieważ to nie jego szafka nocna właśnie zmniejszyła swoją wolną przestrzeń, która czekała tylko na nową dostawę czekolady. Nie wątpiłem jednak, że kiedy u mnie zabraknie miejsca, dziewczyna zapełni także jego nocną szafkę.
- Dobrze, gdzie mam zacząć?
- Poszukaj pod łóżkiem Jamesa. Ja pogrzebię w jego rzeczach. - Syri rozdzielił zadania, podczas gdy Zardi wróciła do upychania swoich kosmetyków. Kochałem ją, ale czasami naprawdę się o nią martwiłem. Jak ona miała sobie w życiu poradzić z takim podejściem?
Zatkałem nos klękając i zaglądając do Potterowego „burdelnika”. Skarpety brudne, skarpety bez pary, zaginione bacie, których chłopak szukał przed tygodniem, otwarta paczka cukierków, zużyte chusteczki, paczka ogórków.
- J. śpi na ogórach. - rzuciłem do przyjaciół z przerażeniem.
- Co?! - zakrzyknęli równocześnie Zardi i Syriusz.
- Sami popatrzcie. - zrobiłem im miejsce.
Wyglądali niemal jak bliźnięta, kiedy tak klęcząc obok pochylili swoje ciemne głowy zaglądając pod łóżko okularnika.
- Wow, faktycznie! Ja rozumiem spać na pieniądzach, ale ogórkach? - mruknęła dziewczyna.
- Nie chcę sobie wyobrażać nawet smrodu, jaki będzie stamtąd dochodził, kiedy te ogóry spleśnieją. - dodał Syriusz. - O, uszy! - sięgnął odważnie pod łóżko i wyjął spod niego parę gumowych uszu, które sam zaczarowywałem aby słyszały na odległość. Na pomysł wpadł James, kiedy przeglądając jedną z gazet zobaczył zdjęcie zabawkowego telefonu, którym bawiła się dwójka mugolskich dzieci. Dwa kubki połączone nicią. Na początku nie byłem pewny, czy to aby na pewno zadziała, ale po przejrzeniu kilku ksiąg z zaklęciami udało się nam znaleźć coś odpowiedniego. Najtrudniejszym zadaniem było ulepienie uszu z ciasta. Dodaliśmy do niego kilka składników wykradzionych z pracowni eliksirów i resztą zajęli się J. i Syri. Nie wiem nawet czy je wypróbowali, ale jeśli Syriusz o nich pomyślał to najwyraźniej coś było na rzeczy.
Zardi nawet nie pytała po co nam one. Podejrzewałem, że będzie chciała wiedzieć, czego się dowiedzieliśmy dzięki nim, więc nie musiała już teraz przeprowadzać swojego przesłuchania. Była wystarczająco inteligentna by samodzielnie wyciągnąć wnioski z tego, co już wiedziała i co usłyszała od McGonagall jednocześnie myszkując po naszym pokoju.
- Idziemy! - Syriusz objął mnie w pasie i nakrył nas peleryną. - Zardi, ty pilnujesz fortu i postaraj się nie zrujnować nam sypialni, dobrze?
- Nie boj nic! - machnęła ręką z głową w mojej szafce.
Po Pokoju Wspólnym kręciło się bardzo niewiele osób, wejście było zamknięte, a McGonagall nie było już widać. Nie mieliśmy żadnego planu, ale wydostanie się z pokoju było niezłym początkiem. Zastanawiałem się czy nie potrzebujemy pomocy, kiedy to Syriusz wyjął różdżkę i zaklęciem otworzył okno, a następnie wywołując sztuczny wiatr przepchnął Grubą Damę.
Zaimponował mi tym, ponieważ sam nawet o tym nie pomyślałem. Spojrzałem na niego z podziwem, a on uśmiechnął się dumny z siebie.
Na palcach, ale starając się zrobić to szybko, ruszyliśmy w stronę wyjścia. Jeden z uczniów właśnie zamykał okno i tylko kwestią czasu było, kiedy ktoś postanowi zamknąć także przejście.
Udało nam się wymknąć w ostatniej chwili, ponieważ jak się okazało uczynny chłopak był także zadziwiająco szybki. Niewiele brakowało a przyciąłby pelerynę obrazem i wszystko mogłoby się wydać, a przecież peleryna miała być tajemnicą.
Oddaliliśmy się od ciekawskich uszu obrazów zanim zaczęliśmy szeptać planując swój kolejny krok.
- Wielka Sala. - rzucił Syriusz, a ja przytaknąłem zgadzając się z nim. To był dobry początek. W szczególności jeśli mieli zmieścić się tam wszyscy nauczyciele. W gabinecie dyrektora mogło nie być wystarczająco dużo miejsca.

niedziela, 26 maja 2019

Trochę spokoju

10 maja
- Remusie! - Syriusz zasyczał ze złością, której wyraźnie brakowało pewności i żaru. - Przeszkadzasz!
- Ja?! - udałem zdziwienie powstrzymując chichot i mocniej przylgnąłem do pleców chłopaka, składając przy okazji pocałunek na jego szyi.
- Robisz to specjalnie żeby przeszkadzać mi w pracy!
- Jak możesz?! To pewnie te czekoladki z pysznym, mocnym alkoholem, które od ciebie dostałem, a które zjadłem wszystkie w przeciągu… godziny? - to akurat było prawdą. A przynajmniej jedzenie czekoladek, a nie fakt, że one były powodem, dla którego starałem się odciągnąć chłopaka od pracy nad idiotycznym wehikułem czasu.
- Nie wciskaj mi ciemnoty. - parsknął chłopak, ale i temu brakowało wiele do rzeczywistej złości.
Objąłem go ramionami w pasie i gładziłem dłońmi jego pierś mrucząc.
- Remusie, jeśli zaraz nie przestaniesz, zacznę ignorować twoje złe zachowanie jakbyś był dzieckiem. - ostrzegł. - Nie dam ci satysfakcji, że zwrócę na ciebie uwagę, kiedy będziesz niegrzeczny.
- No wiesz, co? To bardzo nieładnie z twojej strony tak do mnie mówić. - rzuciłem układając usta w dzióbek i robiąc minę pełną oburzenia. Nie szkodzi, że jej nie widział, siedząc do mnie tyłem. I tak musiałem ją zrobić, jeśli chciałem brzmieć przekonywająco. - Ja tylko chcę twojej uwagi! Jestem stęskniony…
- Dosłownie dziesięć minut temu cię całowałem, a dziś rano obudziliśmy się w swoich ramionach, jakkolwiek koszmarnie to brzmi, jakbym czytał słabe romansidło, ale jednak. Nie mogłeś się stęsknić.
- Chcesz mi powiedzieć, że ty za mną nie tęsknisz?!
- Merlinie, Remi, jaka z ciebie męczydupa!
Uśmiechnąłem się do siebie. Oczywiście, że tak. W końcu mój chłopak budował cholerny wehikuł czasu, który zaprojektował wraz ze swoim najlepszym przyjacielem, który mimo dużej inteligencji często zachowywał się jak ostatni przygłup. Przecież oni z powodzeniem mogli wysadzić nasz pokój w powietrze! Nie mówiąc już o zmarnowanym czasie, który mogliśmy o wiele lepiej wykorzystać. Chociażby na naukę do egzaminów końcowych, które miały się rozpocząć lada dzień. Przecież one były ważniejsze niż głupie plany zbudowania czegoś niemożliwego!
Czy przesadzałem? Nie, oczywiście, że nie! Miałem plany na przyszłość i Syriusz był ich częścią, więc to chyba oczywiste, że martwiłem się o niego, kiedy dawał się wciągnąć w głupoty wymyślane przez Jamesa.
Ci daj byli po prostu beznadziejni.
Zacząłem znowu zasypywać szyję chłopaka lekkimi buziakami nie dając mu spokoju. Naprawdę mnie ignorował, więc nie ustępowałem. Postanowiłem nawet przerzucić się na coś więcej, ponieważ wziąłem między zęby muszelkę jego ucha i zacząłem lekko ssać. Przekleństwo, jakie wyrwałem tym z jego ust było nagrodą.
Syriusz zgiął głowę i wyrwał swoje ucho spomiędzy moich zębów, następnie odwrócił się do mnie przodem i zmierzył ostrym spojrzeniem. 
- Remusie, zwiążę cię, zaknebluję na wszelki wypadek i wrócę do pracy, jeśli zaraz się nie uspokoisz! - zagroził.
Musiałem szybko ocenić, czy mówi prawdę, czy próbuje mnie wrobić. Nie chciałem zostać związany w żadnej sytuacji, nawet gdyby miał to wykorzystać do celów intymnej bliskości, jak nieraz miało to miejsce w książkach, które pożyczałem od Zardi.
- Jestem wilkołakiem… - przypomniałem mu.
- Zwiążę cię zaklęciem.
- Nie zrobiłbyś tego… Obraziłbym się na ciebie…
- Remusie. - znowu patrzył na mnie poważnie.
Westchnąłem ciężko. Mogłem powiedzieć, że mi się nudzi, ale wtedy usłyszałbym, że mogę poczytać książkę, co było prawdą, więc ten argument odpadał. Gdybym wspomniał o nauce, od razu byłbym na straconej pozycji. Nie mogłem też powiedzieć, że jestem spragniony jego bliskości i chcę z nim poflirtować, ponieważ od razu wiedziałby, że to nie prawda. W końcu moje ciało pozostawało w stanie spoczynku i ani planowało się podnieść. Jak więc miałem uzasadnić przeszkadzanie mu w sposób, który nie opierałby się na prawdzie? Nie miałem pojęcia!
- Uwielbiam cię, wilczku, wiesz o tym. Ale musimy skończyć ten wehikuł najwcześniej jak się da, a nie zrobimy tego, jeśli będziesz mi przeszkadzał. Dzisiaj w książkach siedzi James, jutro będzie to moja kolei, bo musimy jakoś go uruchomić.
- Dlaczego? - zapytałem żeby nie musieć się przyznawać, dlaczego tak mu przeszkadzam.
Syriusz nabrał powietrza, po czym wypuścił je. Otworzył usta, zostawił na chwilę otwarte. Zamknął i wzruszył ramionami.
- Taaaaaak, to bardzo przekonujący argument, Syriuszu. Jeszcze trochę i będę miał wyrzuty sumienia, że to robię.
Syri patrzył na mnie z miną obrażonego szczeniaka, zaś ja unosząc brwi niemal w geście wyzwania. Skoro sam nie wiedział dlaczego chce szybko zakończyć swój projekt, to dlaczego ja miałbym mu w tym pomagać? Lub raczej, nie przeszkadzać. Tak czy inaczej…
Nagle murami szkoły zatrzęsło, czemu towarzyszył odgłos wybuchu. Moje serce zabiło szybciej, a oczy zrobiły się wielkie. Syriusz objął mnie w tamtym momencie mocno.
- To nie ja! - rzucił, kiedy przez minutę nic się więcej nie działo i postanowił wypuścić mnie ze swoich objęć.
James był w bibliotece wśród książek, więc to nie jego sprawka. Peter był na korepetycjach z Evans, więc na pewno nie był to on, ponieważ dziewczyna nie dopuściłaby do czegoś podobnego. A więc co to było?
Syriusz złapał mnie za rękę i pomógł mi wstać. Wspólnie wyszliśmy do Pokoju Wspólnego, gdzie nieśmiało gromadziły się niektóre osoby. Podejrzewam, że inni woleli ukryć się u siebie w pokoju.
Szybko doszedłem do wniosku, że nikt nic nie wie, jak również mogłem stwierdzić, że nasz dom nie był odpowiedzialny za to, co się stało. Nie było zniszczeń, nie było dymu, a przecież wybuchowi na pewno by on towarzyszył. Nie wyczuwałem też żadnego dziwnego zapachu, a więc cokolwiek się stało, nie było naszą winą. Poniekąd nie było to wcale pocieszające, gdyż oznaczało, że wstrząs w miejscu, w którym coś, cokolwiek to było, się stało, musiał być naprawdę potężny.
- Myślisz, że powinniśmy tu czekać, czy wyjść na zewnątrz? I co jeśli J. i Pet byli w pobliżu tego… czegoś? - zapytałem Syriusza tylko po to, aby usłyszeć jego głos i poczuć w pełni, że nie jestem sam.
- Nie mam pojęcia, ale ktoś na pewno nam coś powie, kiedy tylko będzie mógł, więc poczekajmy przynajmniej pięć minut. - chłopak ujął moją dłoń w swoją i ścisnął. Staliśmy tak blisko siebie, że nikt by tego nie zobaczył, a nawet gdyby, mógłby pomyśleć, że się boimy o swoje skóry. W końcu nie od dziś wiadomo, że w sytuacjach kryzysowych najważniejsza jest bliskość drugiej osoby.
Rozejrzałem się po Wielkiej Sali wyłapując po kolei znane mi najlepiej twarze, by mieć chociaż pewność, że te osoby są całe i zdrowe. Przyznaję, że najbardziej mi ulżyło, kiedy zobaczyłem wśród osób w Wielkiej Sali Zardi, która obejmowała kuzynkę oraz ze dwie koleżanki. Przynajmniej jedna z tych dziewczyn płakała i była pocieszana przez naszą przyjaciółkę. Zardi skinęła nam głową i pogłaskała najprawdopodobniej rozklejoną dziewczynę po plecach.
- A więc czekamy. - mruknąłem do siebie.
- Tak, Remusie. Czekamy. - Syri uścisnął moją dłoń dodając mi otuchy, a byłem pewny, że i on był ciekaw, co się stało, co z naszymi przyjaciółmi oraz znalazłby wiele innych pytań, na które chciałby poznać odpowiedź.

niedziela, 5 maja 2019

Wzdychanko

Kiedy tylko James dołączył do Syriusza, obaj zajęli się tworzeniem swojego wehikułu czasu zaczynając od rozkręcania nie jednego, ale trzech szkolnych krzeseł. Patrzyłem na to z niedowierzaniem, ale nie komentowałem. Podejrzewałem, że i tak wiedzieli, co o tym wszystkim myślę. W końcu moja mina była bardzo wymowna. To nie ulegało wątpliwości. Taką przynajmniej miałem nadzieję, ponieważ dwójka moich szalonych przyjaciół powinna zdawać sobie sprawę z tego, że nie zachowują się jak każdy inny normalny nastolatek. Może liczenie na to, że dotrze do nich absurd ich pomysłu to trochę zbyt wiele, ale i tak wolałem spróbować. Nie chciałem ich przecież obrazić, ale zdecydowanie planowałem dotrzeć do tych dwóch mózgownic, które miały w sobie bardzo niewiele rozumu i zdrowego rozsądku.
Kogo ja oszukiwałem? Oni nigdy nie wpadną na to, co jest nie tak z ich pomysłami. Tym bardziej, kiedy tak bardzo napalili się na ten.
Przyglądałem się więc w ciszy, jak rozbierali krzesła na czynniki pierwsze. Skąd oni w ogóle je wzięli? Jeśli nauczyciele zauważą braki w salach lekcyjnych na pewno rozpęta się piekło. Na pewno się do nich przywiązali lub po prostu woleli, aby uczniowie siedzieli na ich zajęciach zamiast stać nad nimi.
A może przesadzałem i krzesła pochodziły z rupieciarni, gdzie trzymano wszystkie szkolne niepotrzebne, a czasami także zepsute sprzęty?
- Remusie, mógłbyś tyle nie wzdychać? To irytujące.
- Hm? - wyrwany z zamyślenia spojrzałem na Jamesa.
- Wzdychasz. Co minutę. To działa mi na nerwy i Syriuszowi pewnie również.
Przeniosłem spojrzenie na mojego chłopaka, który wzruszył ramionami.
A więc naprawdę wzdychałem nie wiedząc o tym?
- Eh. - znowu westchnąłem, tym razem całkiem świadomie i zarumieniłem się, kiedy dwójka moich towarzyszy spojrzała na mnie wymownie. - Dobrze, przepraszam! Postaram się więcej tego nie robić. Po prostu nie do końca rozumiem jak chcecie przerobić te krzesła na… no… wehikuł czasu.
- Magią, mój drogi powątpiewający Lunatyku. Magią!
- Więc macie odpowiednie zaklęcia? - zapytałem z podekscytowaniem i niedowierzaniem.
- Mamy? - Syriusz spojrzał zdziwiony na Pottera.
- Yyy… Mówiłem tak na przyszłość… Na razie nic nie mamy. Ale będziemy mieć!
No i znowu westchnąłem, ale tym razem zrobił to także Syriusz, więc nie czułem się ani trochę winny. To nie moja wina, że James planował tak dalece do przodu i pchany do przodu samą wiarą, ponieważ nie miał żądnej pewności, że to, co sobie zaplanował jest możliwe.
- Pamiętasz ten eliksir zmiany płci, który miałeś opracować? - zapytałem. Nie chciałem nacierać mu ran solą, ale jednak powinien wiedzieć, że jego wehikuł to nie jedyny projekt jakiego się podjął. I którego zapewne nigdy nie ukończy.
- Hej! Nie oszukujmy się, nie jestem dobry z eliksirów. Raczej nazwałbym się przeciętnym, zresztą podobnie jak my wszyscy, więc praca nad eliksirem zajmuje trochę więcej czasu niż przypuszczałem!
- Ty w ogóle już nad nim nie pracujesz, J.
- To… nie do końca prawda. Po prostu wyczerpałem wszystkie najbardziej oczywiste pomysły i teraz poszukuję brakującego składnika, inspiracji w naturze…
- Inaczej mówiąc nie masz pojęcia, co robisz.
- Y… prawdę mówiąc to akurat prawda. Chociaż tak w sumie to liczę na szczęście. Wiesz, przypadek. Wszyscy wielcy odkrywcy doszli do czegoś przypadkiem!
Pokiwałem głową nie komentując tego, ponieważ nie miałoby to najmniejszego nawet sensu. Z jednej strony okularnik miał rację, z drugiej jednak opowiadał straszne głupoty. Tyle, że były to bardzo Jamesowe głupoty, więc mogłem się ich spodziewać.
- Dobra, mam dosyć tego rozkręcania. Muszę odpocząć. - Syriusz zostawił swoje liczne śrubokręty i inne przyrządy, które uznali z Jamesem za niezbędne.
Dosiadł się do mnie na moim łóżku i objął mnie ramieniem w pasie, kładąc głowę na moim ramieniu.
Moje nozdrza wypełnił jego przyjemny, świeży zapach. Tak dobrze mi znany i tak przeze mnie uwielbiany, połączony z ostrą wonią wody po goleniu. Ciepła ręka chłopaka spoczęła na moim kolanie i gładziła je lekko, sunąc w górę po moim udzie, a następnie zjeżdżając w dół. To było niczym obietnica. Nie musiał mówić, co planował, ponieważ potrafił przekazać to dotykiem, tymi dwiema sekundami, kiedy jego dłoń zatrzymywała się niedaleko mojego krocza, tym subtelnym, ledwie wyczuwalnym mocniejszym uciskiem palców na mojej skórze.
Jego twarz nie zdradzała nic, dla osoby z zewnątrz jego dotyk był tylko niewinną pieszczotą zakochanego chłopaka. Dla mnie był jednak niczym sprośności szeptane do ucha w odniesieniu do dzisiejszego wieczora, kiedy wymkniemy się wspólnie do łazienki prefektów, a później wrócimy do łóżka i zaśniemy wtuleni w siebie. Po tylu latach związku pewne rzeczy były po prostu oczywiste.
- Wiesz, Remi, kiedy tak się tu bawię z tymi krzesłami, myślę o tym, co będzie kiedyś. - zaczął mi szeptać na ucho. - Widzę nas, kiedy w końcu ze mną zamieszkasz. Ja majsterkuję przy motocyklu, a ty robisz, na co tylko masz ochotę.
- Czyli zastanawiam się, które zaklęcie będzie wystarczająco silne aby usunąć plamy smaru z twoich ubrań? - zachichotałem.
- Jeśli byś chciał…
- Nie. Zdecydowanie bym tego nie chciał. Tak naprawdę to nie wyobrażam sobie życia, kiedy muszę gotować, sprzątać, robić pranie i ogólnie troszczyć się o dom. Co innego ogród. Na tym trochę się znam, ponieważ mama hoduje rośliny do swoich eliksirów, więc myślę, że to mogłoby mi się przydać w pracy. Ale żebym miał zajmować się czymś więcej pełnowymiarowo? Nie… No i przeszkadzałoby mi to w pracy, bo przecież podczas zlecenia nie będę miał stałych godzin.
- Nie chcesz być moją żoneczką?! - Syri udał przejęcie.
- Bardzo zabawne.
Syri posłał mi szeroki uśmiech.
- Ja również nie chcę abyś nią był. Czułbym się koszmarnie, gdyby tak miało być. Od razu przypomina mi się dół Zardi, kiedy nic nie powiedziała, gdy jej były „największy błąd jej krótkiego życia” insynuował ich wspólną przyszłość i to, że miałaby urodzić dziecko, cerować mu ubrania i powiedział żeby uczyła się gotować.
- Nawet mi o tym nie przypominaj! - pisnąłem – Podejrzewam, że ona nadal czuje się jakby zdradziła samą siebie, kiedy sobie o tym przypomina.
- Za to jeśli James jakimś cudem znajdzie sposób na chwilową zmianę płci to przynajmniej mamy kogoś, kto jako pierwszy wypróbuje eliksir. - ten komentarz wywołał uśmiech u nas obu.
Tak, jeśli istniałaby możliwość zmiany płci, Zardi od razu by się temu poddała. Kiedyś mówiła nam, że chciałaby móc zmieniać płeć na życzenie, w zależności od tego, co bardziej jej pasuje danego dnia. Kiedy była młodsza, imponowali jej mężczyźni i chciała być jak oni. Tera oswoiła się ze swoją kobiecością, ale nie była do niej przywiązana i uważała, że wykorzystywanie kobiecych walorów jest poniżające i świadczy o braku szacunku dla siebie.
- Jak to możliwe, że nagle zeszliście na temat Zardi? - James spojrzał na nas ze swojego miejsca na podłodze, gdzie nadal zajmował się rozkręcaniem opornych krzeseł.
- Chyba dlatego, że ona nie wie nic o naszym nowym projekcie, więc będzie wściekła, kiedy dowie się, że nie została wtajemniczona od razu. - Syri wzruszył ramionami odpowiadając na pytanie okularnika, ale widziałem po jego minie, że wcale nie było mu to obojętne. Zardi była dla nas wszystkich jak siostra. - A nie oszukujmy się, będziemy w pewnym momencie potrzebować jej pomocy. Zawsze jej potrzebujemy.
- Ubłagamy ją! - James machnął lekceważąco ręką. - Wiesz, że ona nigdy się długo na nas nie gniewa. Podenerwuje się, może powrzeszczy, potupie i przejdzie jej. Wymyśli co chce na przeprosiny i po sprawie. Ona jest jednym z najbardziej stałych przyjaciół jakich mamy poza sobą nawzajem.
Żaden z nas nie mógł temu zaprzeczyć.
- Dobra, wracam do wehikułu! - Syriusz dał mi buziaka w policzek i zadowolony przesiadł się z łóżka na swoje miejsce na podłodze.
Pokręciłem głową i westchnąłem.
Roześmialiśmy się wszyscy, ponieważ nie robiłem tego, kiedy Syriusz był obok, a teraz znowu z tym zaczynałem. Widać przyjaciele będą musieli jakoś pogodzić się z wydawanymi przeze mnie odgłosami.

niedziela, 28 kwietnia 2019

Najgłupszy plan na świecie

9 maja
Unosząc brew patrzyłem na Syriusza, który właśnie siłował się ze śrubkami krzesła. By tak pochłonięty swoim zadaniem, że nie zauważył nawet, kiedy wszedłem do pokoju.
Co on znowu kombinował?
- No odkręć się, zołzo jedna! - syknął na śrubę.
Musiał być z nią w bardzo zażyłych relacjach skoro tak jej „słodził”.
Nawet jeśli moja obecność pozostawała niedostrzeżona, nie mogłem narzekać, ponieważ miałem całkiem niezły widok na wypięte w moją stronę pośladki mojego chłopaka, który klęczał przed krzesłem w nieziemsko pociągającej pozycji. Żałowałem tylko, że nie ma ze mną Zardi, ponieważ na pewno miałaby na ten temat coś ciekawego do powiedzenia.
Opierając się o ścianę przy drzwiach wejściowych do pokoju, skrzyżowałem ramiona na piersi i patrzyłem, jak mięśnie pośladków Syriusza poruszają się pod napiętym materiałem jego doskonale leżących spodni.
- No współpracuj ze mną, cholero! Im szybciej się poddasz, tym szybciej dam ci spokój!
Oho, ktoś zaczynał się irytować.
Z trudem powstrzymywałem śmiech i naprawdę byłem ciekaw, co on znowu wymyślił. Na co było mu rozkręcone krzesło? Nie miałem najmniejszego nawet pomysłu, a więc na pewno było to coś absurdalnego, ale pomysłowego. Nie planowałem nawet pytać. Tym bardziej gdyby się okazało, że to jakaś głupota, którą wymyślili razem z Jamesem. A w tym akurat obaj byli naprawdę dobrzy.
Syri zakręcił tyłkiem w taki sposób, że mimowolnie zamruczałem, a moje spodnie zrobiły się trochę ciaśniejsze niż powinny. Za to chłopak podskoczył odwracając się gwałtownie i uderzając łokciem o krzesło, z którym tak się siłował.
Syknął, przeklął i spojrzał na mnie wielkimi, wystraszonymi oczami. Wilkołak we mnie wyczuł zapach jego strachu. Cóż, na jego miejscu pewnie również bym się przestraszył gdybym był przekonany, że jestem w pokoju sam na sam z opornym krzesłem, które nie chciało się nagiąć do mojej woli.
- Merlinie, Remi! Wystraszyłeś mnie!
- Tak, najwyraźniej. - zachichotałem i pochyliłem się nad nim dając mu buziaka, a następnie uklęknąłem przy nim, złapałem go za ramię i pocałowałem miejsce, w które się przeze mnie uderzył. - Wybacz, że w taki bezczelny sposób przerwałem ci randkę ze śrubą.
-  Od… Od kiedy tu jesteś? - zarumienił się, co nie było częste. Zastanawiałam się, co musiał wygadywać do siebie wcześniej skoro tak zareagował.
- Hm… Już chwilę, a dlaczego pytasz? Czyżbyś mówił do siebie coś ciekawego? - drażniłem się z nim. Chciałem żeby się trochę podenerwował, że słyszałem za wiele, niż żeby od razu wiedział jak niewiele w rzeczywistości wyłapałem z jego rozmów ze śrubą.
- Nie wiem o czym mówisz! - rzucił od razu.
- Skoro tak mówisz… Ale może mi powiesz, co właściwie robisz? Co zrobiło ci to krzesło?
- A! Z Jamesem wpadliśmy na pomysł…
- Ok! Nie chcę wiedzieć nic więcej. - uniosłem dłonie w poddańczym geście. - Jeśli wy obaj nad czymś myśleliście i wpadliście na jakiś swój genialny pomysł, wolę się w to nie mieszać.
Syri uśmiechnął się tym swoim czarującym, zarozumiałym uśmieszkiem. - Chociaż… Niech będzie, powiedz mi! - powiedzieć, że byłem niezdecydowany to stanowczo za mało.
- Budujemy wehikuł czasu.
- … - patrzyłem na niego przez chwilę czekając aż powie, że żartuje. Nic takiego jednak nie nastąpiło. - O Merlinie! Teraz żałuję, że zmieniłem zdanie!
Black roześmiał się głośno.
- Przesadzasz, kotku.
- Syriuszu, ty plus James równa się wehikuł czasu? Ty plus James równa się zawsze, ale to zawsze jakaś mała lub duża katastrofa! Nie przypominam sobie żadnego waszego wspólnego pomysłu, który wypadłby dobrze lub chociaż po waszej myśli od początku do końca. Może ty coś sobie przypominasz, ale ja nie potrafię. A więc albo ktoś przeniesie się w czasie tylko częściowo, albo coś wybuchnie, zacznie dymić, zapali się, albo sam już nie wiem. W każdym razie to na pewno nie skończy się dobrze.
- Będzie napędzany ogórkami…
- Merlinie, znowu ogórki?
- Mają właściwości odmładzające, więc czemu nie miałyby przenieść nas w czasie…
Podniosłem się z podłogi, podszedłem do swojego łóżka i padłem na nie ciężko. Ukryłem twarz w dłoniach, starając się oddychać głęboko.
Wehikuł czasu w wykonaniu Jamesa Pottera i Syriusza Blacka. Przecież to na odległość śmierdziało problemami. Już pomijałem fakt, że uważałem to za zadanie niemożliwe. Jasne, słyszałem o różnych przedmiotach, które cofały czas, ale to były legendy i mity. Nikt nie udowodnił, że coś takiego istnieje naprawdę. Gdyby tak było, ludzie staraliby się naprawić każdy swój najmniejszy błąd, nie wspominając już o tym, że moi rodzice zrobiliby wszystko, abym nie był wilkołakiem, gdyby tylko istniała taka okazja. A czarodzieje zabici przed Grindelwalda? Rodziny masowo cofałyby czas i robiły, co w ich mocy, aby ich bliscy nie spotkali się z szalonym i rządnym władzy czarodziejem. Nie, cofnięcie czasu zdecydowanie było czymś niemożliwym. A skoro przez tak wiele tysiącleci nikt nie zdołał cofnąć czasu, a jedynie o tym marzyć, to na pewno nie uda się to dwójce szalonych nastolatków z obsesją ogórkową.
- Więc może się ze mną założysz? - głos Syriusza zabrzmiał bliżej mnie. Kiedy odsłoniłem twarz, siadał właśnie na moim łóżku, a materac ugiął się pod jego ciężarem. - Załóżmy się, że w przeciągu … czy ja wiem? Pięciu lat, mi i Jamesowi uda się skonstruować…
- Syriuszu, jeśli myślisz, że za pięć lat będę pamiętał, że założyłem się z tobą o coś tak durnego…
- Dobra, może to kiepski pomysł, ale na pewno istnieje zaklęcie, które nam przypomni o zakładzie. Znajdziemy jakieś i wtedy się założymy, co ty na to? Przegrany… - chłopak wyraźnie nie miał pomysłu na to, co będzie musiał robić przegrany. - Przegrany będzie przez 4 godziny chodził przebrany za jednorożca! Mając w tyłku ogon doczepiony do wibratora.
- O mamo! - jęknąłem. Cóż za durny zakład! Czy ja naprawdę będę chciał za pięć lat oglądać Syriusza w jakimś głupim przebraniu jednorożca z jakąś zabawką w tyłku? Nie miałem bowiem wątpliwości, że wygram i to mój głupiutki chłopak będzie musiał paradować przez tyle godzin z obcym przedmiotem między pośladkami. - To najdurniejsze, co słyszałem, Syriuszu. - wydusiłem z siebie.
- Jestem pewny wygranej i nie widzę powodów do wahania jeśli i ty jesteś pewny swego!
- To głupota, ale niech będzie. - westchnąłem. - Tylko musisz znaleźć zaklęcie, które to przypieczętuje, ponieważ ja nie planuję sobie zaprzątać głowy czymś tak idiotycznym. Tym bardziej na całe pięć lat!
- Och, nie martw się. Już ja zadbam o to, żeby zostało nam to przypomniane i żeby założenia zakładu zostały wyegzekwowane. - na ustach chłopaka pojawił się uśmiech drapieżnika.
- Wracaj do swojej śruby. - przewróciłem oczyma. - Jeśli masz zamiar wygrać, lepiej zabieraj się do pracy, a kiedy będziemy się uczyć w bibliotece, pomyśl dodatkowo o znalezieniu zaklęcia. Ja muszę odpocząć psychicznie po tym, jak zaśmieciłeś mój umysł absurdem. - moje westchnienie było tak głośne, że pewnie słyszała je cała szkoła. Problem w tym, że naprawdę czułem się wykończony po tym, co usłyszałem od mojego chłopaka. I pomyśleć, że miałem go za mądrzejszego. James zdecydowanie źle na niego działał. Już sam wehikuł był całkowitym absurdem, a co dopiero zakład z jednorożcem w tle.
Ponownie zasłoniłem oczy i próbowałem sobie wyobrazić ponad dwudziestoletniego Syriusza z rogiem na czole, w białym, obcisłym wdzianku bez pośladków i z kolorowym ogonem wystającym z umięśnionego tyłka. Jeśli coś takiego przyśni mi się w nocy, na pewno obudzę się z krzykiem. Wątpiłem, aby w przeciągu pięciu lat miało mnie to zacząć kręcić, abym na tym zakładzie naprawdę coś zyskał, ale widziałem po minie mojego chłopaka, że był zdecydowany, kiedy składał mi tę propozycję.
Wehikuł czasu i erotyczny jednorożec.
To brzmiało jak tytuł bardzo słabej książki.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Obserwacja



8 maja
- Na co tak patrzysz? - Syriusz zrobił sobie właśnie przerwę w wydurnianiu się z Jamesem i przysiadł się do mnie, siadając na tyle blisko, że stykaliśmy się ramionami i udami. Byli nic, ale gdyby ktoś się przyczepił, zawsze mogliśmy powiedzieć, że pień drzewa, o które się opieraliśmy jest zbyt wąski, aby umożliwić nam przyjęcie wygodnej pozycji i prowadzenie rozmowy jednocześnie. Wątpiłem jednak, by ktokolwiek zwracał na nas uwagę w ten słoneczny dzień, kiedy całe błonia wrzały niczym wnętrze ula.
- Na nich. - skinąłem głową w stronę grupki roześmianych szóstoklasistów z Hufflepuff.
- Ach! - Syri uśmiechnął się szeroko. - I niech zgadnę, najbardziej interesuje cię Elias i obiekt jego westchnień, którego imienia nie znam? Eli to ten średniego wzrostu chłopak o ciemnych włosach. Ten od ślicznych niebieskich oczu.
- Znasz go? - oderwałem spojrzenie od grupy Puchonów i spojrzałem na Syriusza.
- Nieee. - pokręcił głową. - Dowiedziałem się przypadkiem jakiś czas temu. Na Walentynki Zardi otworzyła kącik porad miłosnych i musiałem jej dostarczyć kilka rzeczy, akurat kiedy on od niej wychodził. Słyszałem, jak wołała go po imieniu.
- Nie wiedziałem o tym…
- Tak, wiem. I nic nie straciłeś. Ten pomysł Zardi to była porażka. Chociaż ona uważa inaczej. Mówi, że teraz życie miłosne szkoły nie ma przed nią tajemnic.
Nie wiem jak to możliwe, że coś takiego, jak kącik porad miłosnych umknął mojej uwadze, ale skoro nie był mi potrzebny, może nie leżało w moim interesie aby cokolwiek o nim wiedzieć?
- W każdym razie, – Syri kontynuował – zastanawiałem się dlaczego tak przystojny chłopak może mieć jakiekolwiek kłopoty miłosne, więc obserwowałem go przez pewien czas. Dlatego wiek, że podkochuje się w tym wysokim chłopaku o włosach w kolorze ciemnego, przybrudzonego blondu. W dodatku z wzajemnością, ale dopiero od niedawna zauważyli, że ich zainteresowanie jest odwzajemnione i myślę, że teraz już ze sobą chodzą. Wcześniej rzucali sobie tylko tęskne, maślane spojrzenia, kiedy ten drugi nie patrzył. To było całkiem zabawne. Część z ich przyjaciół domyśla się, że coś jest między nimi, ale nie wszyscy. O, widzisz tę ciemną dziewczynę o kręconych, czekoladowych włosach?
Skinąłem głową. Tylko jedna z dziewczyn z tamtej paczki miała na głowie burzę naprawdę pięknych, ciemnych loczków. Była niewysoka, a jej skóra miała przyjemny odcień kawy z mlekiem. Dziewczyna była naprawdę ładna.
- Ona i jej dziewczyna, ta zgrabna blondynka, wiedzą. Wydaje mi się, że już dawno coś zauważyły, ale nie chciały się mieszać, więc czekały, jak sprawy się rozwiną. To przerażające ile można się dowiedzieć o ludziach po prostu ich obserwując.
Skinąłem milcząco.
- O, a widzisz tego chłopaka w czapce? On na pewno nie ma pojęcia o tym, że Eliasa i tego blondasa coś łączy. Za to ten wysoki blondyn, ten z trochę dłuższymi włosami…
- Ten w żółtej koszulce?
- O właśnie ten. On się wszystkiego domyśla i coś mu się w tym nie podoba.
- Skąd wiesz?
- Przyjrzyj mu się, poczekaj aż spojrzy na Eliasa i jego faceta i przyłapie ich na wymianie spojrzeń. Zawsze wtedy rzednie mu mina, jakby był zazdrosny, ale to nie to, bo kręci z tą dziewczyną o ciemnych blond włosach w bluzce z motylem. O, popatrz teraz.
Spojrzałem na wskazanego przez Syriusza chłopaka i rzeczywiście dostrzegłem jego nieprzyjemne spojrzenie. Patrzyłem jak szepcze coś do ucha chłopaka w czapce, a ten pokiwał głową najwyraźniej zadowolony z czegoś, co usłyszał.
Chłopak w czapce podszedł do siedzącego na trawie chłopaka Eliego i ukradł z jego kolan zeszyt, w którym ten coś zaciekle kreślił. Blondyn poczerwieniał na twarzy, kiedy pokazywał innym zawartość zeszytu śmiejąc się.
I wtedy jakby znikąd pojawiła się Zardi. Wyrwała chłopakowi zeszyt i jakby nigdy nic oddała blondynowi. Rzuciła przy tym jakiś komentarz do całej grupy, mrugnęła zalotnie do blondwłosego ukochanego Eliasa, przesunęła niby obojętnie wzrokiem po Elim i skierowała kroki w naszą stronę. Jej flirciarski uśmiech zamienił się w złość, kiedy nikt poza nami już nie widział jej twarzy.
- Cholerne neandertalskie przygłupy. - syknęła podchodząc i siadając przed nami.
- Co im powiedziałaś? - zainteresowałem się.
- Że dziewczyny szaleją za romantykami, którzy potrafią rysować i pisać wiersze. A facet, który tego nie rozumie, nie ma co liczyć na długi i szczęśliwy związek.
- Wydawało mi się, że mówiłaś mniej…
- Tak, mogłam rozbudować teraz to drugie zdanie. Bardzo możliwe, że to co powiedziałam brzmiało bardziej jak: „Idioto, dziewczyny szaleją za romantykami, którzy potrafią rysować i pisać wiersze.”
I oto nasza Zardi, obrończyni związków homoseksualnych.
- Uwaga, zbliża się szara eminencja. - ostrzegł nas Syri. Podniosłem spojrzenie akurat, kiedy blondyn o nieprzyjemnym spojrzeniu zbliżył się do nas na tyle blisko, że nie mogliśmy już powiedzieć nic czego by nie usłyszał.
- Hej… - rzucił stając nad Zardi – Jestem David. Przed chwilą przytarłaś nosa jednemu z moich kumpli. - uśmiechnął się czarująco, a przynajmniej uznałbym ten uśmiech za czarujący, gdybym nie wiedział, że to cwaniak.
- Taaak, pamiętam… - odparła ostrożnie dziewczyna. Chłopak spojrzał wymownie na mnie i Syriusza, na co Zardi od razu odpowiedziała. - Mów przy nich, to przyjaciele, więc i tak będą wszystko wiedzieć.
- Ach, dobrze. A więc mój kumple, ten od wierszy jest bardzo nieśmiały, a mam wrażenie, że jesteś nim zainteresowana, więc wysłał mnie żebym zapytał, czy nie zechciałabyś się z nim spotkać…
Jasssne. Bo jeszcze byśmy mu uwierzyli.
- Jeśli jest zainteresowany, niech tu podejdzie. - Zardi uśmiechnęła się niewinnie. - Umawianie się przez wysłanników nie jest w moim typie, chyba sam rozumiesz.
- A, tak, jasne. Przekażę. - blondyn oddalił się najwyraźniej nie do końca zadowolony z tego, co osiągnął.
Ukradkiem zerknąłem w stronę grupy Puchonów. Chłopak Eliego był na przemian czerwony i blady. Nie wiem, co mu powiedział tamten blondyn, ani co szepnął mu na ucho Elias, ale chłopak podniósł się i z miną skazańca ruszył w naszą stronę.
- Idzie. - powiedziałem, a Zardi odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła.
- Hej… - zaczął niepewnie blondas.
- Hej. Jestem Zardi, a teraz siadaj, podaj mi dłoń i uśmiechaj się, póki nie będziesz odwrócony plecami do swoich kumpli i całej reszty. - na jej twarzy widniał słodki uśmieszek, który nie miał nic wspólnego ze słowami. Chłopak wydawał się zaskoczony i chyba nie do końca przetrawił słowa dziewczyny. - Siad! - powiedziała dobitniej i tym razem chłopak wykonał polecenie. - Zacznijmy od tego, że wiem, co jest między tobą i Elim.
- Ostatnio subtelność nie jest twoją mocną stroną. - zauważyłem, ale Zardi nie skomentowała tego. Cóż, w końcu miałem rację.
Za to chłopak był teraz naprawdę blady.
- Nie martw się, nikt od nas się tego nie dowie. Zresztą Eli mnie zna, więc możesz go zapytać, kiedy będziecie sami. Tak w ramach wyjaśnienia, nie jestem tobą zainteresowana, a przynajmniej nie  konwencjonalny sposób. Chodziło mi tylko o to żeby się od ciebie odczepili. Jedyne na czym mi zależy to szczęście twojego związku z Elisaem. Możesz zapytać tych dwóch tutaj. Są parą od pierwszego roku, a ja robię za ich anioła stróża, dziewczynę na niby, dobrą ciocię. Zwał jak zwał.
Nawrzeszczałbym na nią, gdybym nie był tak zaskoczony i gdyby na twarzy blondyna nie pojawił się ten wyraz czystej nadziei i ulgi.
- Naprawdę? - zapytał z nutą nieufności.
Pokiwałem głową potwierdzając.
- Mówi prawdę, ale nie próbuj jej zrozumieć, bo to niemożliwe. Zardi trzeba po prostu zaakceptować ze wszystkimi jej dziwactwami.
- A teraz możesz wrócić do swoich kumpli i powiedzieć im że umówiliśmy się wyjście do Hogsmeade w ten weekend, albo że nie jestem w twoim typie i nic z tego nie będzie. W każdym razie do Hogsmeade idę i tak, więc możesz się ze mną zabrać o 10 i zabrać ze sobą Eliego. To będzie wasza randka, a ja będę wymówką.
Na twarzy blondyna pojawił się w końcu szczery uśmiech.
- Nie rozumiem połowy z tego, co mówisz, ale jesteś totalnie szalona. Zapytam Eliego, czy chce się spotkać w sobotę. Dziękuję. - chłopak podał Zardi rękę. - A tak przy okazji to jestem Daniel.
- Miło było mi cię poznać, Danielu.
Wymienili porozumiewawcze, przyjacielskie uśmiechy, a następnie Daniel skinął głową mi i Syriuszowi i wrócił do swoich znajomych.