Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2019

Gdzieś zawsze trzeba zacząć

Węszenie wokół skarbu Ślizgonów wcale nie było tak proste, jak mogło mi się początkowo wydawać. Bo gdzie niby mieliśmy zacząć? Na pewno nie w dormitoriach Ślizgonów, ponieważ do nich nie mieliśmy dostępu. Nie miałem też pojęcia w jaki sposób mielibyśmy dostać się do tajnych przejść pod zamkiem, które mogłyby prowadzić nie tylko do już odkrytego skarbu, ale także do jakiegokolwiek innego. Przejścia, które znaliśmy ciągnęły się wzdłuż ścian zamku, a wyjątkiem było tylko to, którym mogliśmy dostać się do Hogsmeade. Tyle, że ono nie miało żadnych odgałęzień, a więc również nie mogło nam się przydać.
- Hm? - właśnie próbowałem wyjąć z pudełka czekoladek kolejny smakołyk, kiedy uświadomiłem sobie, że zjadłem już wszystkie. Mój organizm był już nazbyt zasłodzony, a jednak nadal mógłbym zapychać się czekoladą, ponieważ sfrustrowany potrzebowałem sił na walkę z coraz gorszym humorem.
- Spokojnie, Remusie. - Syriusz położył dłoń na moim ramieniu i ścisnął je lekko. - Coś wymyślimy. Na razie i tak wiele się dzieje i jestem pewny, że nauczyciele nawet w tej chwili przepychają się tunelami pod zamkiem aby badać sprawę skarbu i dowiedzieć się o nich więcej.
- Skąd ta pewność? - James spojrzał na kruczowłosego wyzywająco.
Black przewrócił oczyma.
- Serio, J.? Po pierwsze, muszą zapewnić bezpieczeństwo nam wszystkim, a więc muszę się upewnić, że nigdzie indziej korytarze nie grożą zawaleniem. Po drugie, z tego samego powodu muszą zbadać korytarze, które odchodzą od miejsca, w którym znaleziono skarb. Po trzecie, nauczyciele również zastanawiają się, czy jeden skarb nie oznacza, że jest ich więcej. Zapewniam cię, Potter, że nawet oni nie oprą się magii kosztowności lub sławy. Po czwarte…
- Dobra, dobra! Zrozumiałem głupotę swojego pytania. - James przerwał chłopakowi. - Powiedz mi lepiej, co teraz zrobimy, skoro taki z ciebie geniusz.
- Czekamy.
- Co?! - wszyscy spojrzeliśmy na Blacka, który wzruszył ramionami.
- Musimy poczekać aż nauczyciele przestaną kręcić się pod zamkiem. W tym czasie możemy przejrzeć książki o Hogwarcie i jego historii i poszukać takiej, która mogłaby przedstawiać tunele i tajne przejścia pod zamkiem.
Musiałem przyznać Syriuszowi rację. Do tej pory to raczej ja byłem tym rozsądnym, a on w gorącej wodzie kąpanym, ale najwyraźniej wiele się z jakiegoś powodu zmieniło i teraz to ja nie mogłem doczekać się działania. Podejrzewałem, że mogło to mieć coś wspólnego ze zbliżającą się pełnią i moim wilkiem, który nie mógł doczekać się chwili, kiedy uwolni się z mojego ciała.
- Zanim nauczyciele uznają, że jest bezpiecznie i nic nam nie grozi, a pod zamkiem nie ma więcej skarbów, nie zostanie nam nic do odkrywania. - jęk Zardi brzmiał niemal jak płacz.
- Krasnale nie fatygowałyby się tak bardzo dla kilku błyskotek. - pozwoliłem sobie zauważyć i nagle poczułem się o wiele lepiej. - Pod zamkiem musi kryć się coś więcej lub coś zdecydowanie większego. Jeśli odkryją to nauczyciele, dowiemy się przynajmniej, co to było. Jeśli jednak nie znajdą nic, my będziemy mogli rozpocząć swoje poszukiwania.
- A więc do dzieła! - Syri klasnął w dłonie. - Idziemy do biblioteki poznawać naszą szkołę od nieznanej nam dotąd strony!
Aby nie wzbudzać podejrzeń, wzięliśmy swoje torby szkolne i całą bandą pognaliśmy szukać najstarszych książek przedstawiających historię naszej szkoły.
Przeglądając rzędy starych woluminów oraz obszerne spisy treści, zastanawiałem się, czy znajdziemy cokolwiek wartego uwagi. Może wszystkie książki zawierające potrzebne nam informacje zostały już usunięte z biblioteki lub od początku znajdowały się w dziale ksiąg zakazanych. Skoro nikt nie wiedział o skarbie i tunelach aż do teraz, lub po prostu nie chciał się przyznać, że o nich wie, to jakie było prawdopodobieństwo, że cokolwiek na ten temat było ogólnie dostępne i tylko na nas czekało? Nie zamierzałem się jednak poddawać. Jeśli nawet ostatnia sprawdzana przez nas książka obszernego regału historycznego okaże się nieprzydatna, wtedy zacznę się martwić, co możemy jeszcze zrobić. Póki co znajdowaliśmy się dopiero na samym początku naszych poszukiwań, więc wszystko było możliwe.
Godzinę później musieliśmy przerwać nasze poszukiwania dla nabrania oddechu, nie tylko w przenośni, ale także dosłownie, jako że stare książki wcale nie miały przyjemnego zapachu. Najgorsze było jednak to, że nie znaleźliśmy nic, co mogłoby się nam przydać, a przecież było nas pięcioro, więc któreś z nas powinno już natrafić na cokolwiek, nawet mało znaczącego, ale jednak związanego z tematem naszych poszukiwań.
Wróciłem myślami do moich wcześniejszych rozważań i znowu zastanawiałem się, czy dyrektor nie usunął książek, które mogłyby naprowadzić uczniów na ślad skarbów lub po prostu tuneli i tajnych przejść. Mógłby to zrobić aby nikt z nas nie wpadł na głupi pomysł zabawy w poszukiwaczy skarbów lub odkrywców starych przejść zamkowych. Biorąc pod uwagę, że właśnie to przyszło do głowy naszej grupie, ukrycie książek miałoby sens. Z drugiej jednak strony mógł też mieć coś do ukrycia i dlatego postanowił pozbyć się wszelkich informacji, które mogłyby doprowadzić nas lub kogokolwiek innego do odkrycia sekretów dyrektora. W końcu jako głowa Hogwartu musiał wiedzieć o zamku więcej niż ktokolwiek inny. Czy wierzyłem, że Dumbledore ukrywa coś przed uczniami i nauczycielami pod zamkiem? Nie, a więc opcja pierwsza wydawała mi się najbardziej prawdopodobna.
Nadal nie byliśmy jednak nawet w połowie zbiorów zgromadzonych w dziale historycznym, więc postanowiłem nie dzielić się jeszcze z przyjaciółmi swoimi podejrzeniami.
Wszyscy wróciliśmy do przeglądania książek z dużo mniejszym niż na początku entuzjazmem. Mój węch cierpiał za każdym razem, kiedy zaciągnąłem się kwaśną wonią starego papieru i obawiałem się, że zapach ten wsiąknie w materiał moich ubrań nie pozwalając mi zaczerpnąć świeżego powietrza nawet po powrocie do dormitorium.
- Zaczyna mi się kręcić w głowie od tych wszystkich literek. - z niejaką ulgą przyjąłem pierwsze narzekania Petera, ponieważ pozwalały mi oderwać myśli od smrodu, który drażnił mnie coraz bardziej.
- Proponuję dosiedzieć tu jeszcze do równej drugiej godziny i jutro znowu tu wrócić. - Zardi przetarła oczy. - Niektóre z tych książek są chyba trujące, bo bolą mnie oczy, a przecież na co dzień czytam bardzo dużo.
- Podejrzewam, że raczej żadna z nich nie truje skoro są dostępne dla każdego, ale również jestem za zakończeniem ich przeglądania do jutra. Powoli tracę węch od ich zapachu.
Syriusz spojrzał na naszą trójkę, a następnie na Jamesa, który skinął głową. On również wydawał się zmęczony.
Nagle przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł.
- A gdybyśmy zapytali Prawie Bezgłowego Nicka, czy wie coś na temat tuneli pod zamkiem i skarbów w nich ukrytych? Krąży po zamku o wiele dłużej niż my, pamięta czasy, których nie pamięta już nikt z żyjących. On może coś wiedzieć na temat skarbu Ślizgonów.
Przyjaciele patrzyli na mnie jakby nagle wyrosła mi druga głowa. Przez chwilę miałem nawet ochotę sięgnąć do ramienia i sprawdzić, czy aby tak się nie stało.
- Remusie, jesteś genialny! - Syriusz zarzucił mi ramiona na szyję i uścisnął mnie naprawdę mocno.
Po chwili dołączyła do niego Zardi.
- Nie wiem gdzie znajdziemy teraz Nicka, ale to naprawdę fantastyczny pomysł, Remi. - James poklepał mnie po ramieniu. - Nie musimy zdradzać mu naszych intencji i mówić, co zamierzamy zrobić z wiedzą, którą nam przekaże, ale jeśli będzie chciał to wiedzieć, powiemy mu, że po tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło, pracujemy nad projektem dotyczącym historii zamku aby zdobyć dodatkowe punkty do egzaminu końcowego z historii magii lub jakiegoś innego, jeśli tylko przyjdzie nam do głowy coś lepszego.
Nie mogłem się z nim nie zgodzić. Praca dodatkowa związana z aktualnymi wydarzeniami była wymówką bardzo prawdopodobną, kiedy wisiało nad nami widmo zbliżających się bardzo szybko egzaminów końcowych. Prawie Bezgłowy Nick nie był głupi, ale też nie przejmował się już tak bardzo problemami żywych, aby miał kwestionować naszą prawdomówność. 
- Postanowione! - Zardi klasnęła w dłonie zadowolona. - Dosiedźmy tutaj tę nieszczęsną drugą godzinę i chodźmy na poszukiwanie Nicka!
Spojrzałem na rzędy starych książek.
„Wytrzymaj, mój nosie” pomyślałem do siebie i wróciłem do przeglądania książek.

niedziela, 14 stycznia 2018

Libris Cholerus

Chociaż ciężko w to uwierzyć, James uwinął się całkiem szybko ze sprowadzeniem do biblioteki McGonagall. Sądziłem, że zajmie mu to więcej czasu, jako że był zdany na swoje ludzkie nogi, ale okazał się sprawniejszy niż przypuszczałem lub zwyczajnie miał szczęście i nauczycielka była gdzieś niedaleko.
- Czy teraz dowiem się o co chodzi? - usłyszałem jej pełen pretensji głos, kiedy tylko weszła do biblioteki i za nią oraz Jamesem zamknęły się drzwi.
- Po pierwsze. - J. wskazał alejkę półek wypełnionych książkami, z której dochodziło mało rytmiczne mruczenie Slughorna.
- Merlinie, on nawet tańczy! Jego zadek podskakuje jak u…. Ykhm, przepraszam. W każdym razie, kontynuując. Po drugie. - okularnik wskazał ręką na tył biblioteki, gdzie staliśmy ja i Syriusz. Mój chłopak uśmiechał się słodko, jak skończony kretyn.
Mina nauczycielki nie wyrażała niczego, była nieprzenikniona. Z powodzeniem mogła pochwalić nas za zaalarmowanie jej, jak i wściec się, że zawracamy jej głowę głupotami.
- Gdyby miała pani jakieś wątpliwości, zaznaczę. To jest Syriusz Black i to nie jest jego zwyczajowy uśmiech.
- Wiem kto to jest i jak się zachowuje, Potter. - McGonagall obrzuciła chłopaka chłodnym, zmuszającym do przymknięcia się spojrzeniem. Następnie podeszła do nas bliżej, nie spuszczając oczu z Syriusza. - Kiedy zauważyliście, że coś z nim nie tak? - zwróciła się do mnie.
- Może koło pięciu, dziesięciu minut temu.
- A profesor Slughorn? - odpowiedź na to pytanie była trudniejsza.
- Już kiedy podszedł do nas po obiedzie był wyjątkowo radosny. Na początku nie zwróciliśmy na to uwagi, myśleliśmy, że ma po prostu dobry dzień, ale kiedy zaczął mruczeć i niemal śpiewać…
- Współczuję, że musieliście to słyszeć. - przyznała krzywiąc się, ponieważ nauczyciel eliksirów właśnie zaczął głośniej zawodzić. - Czy w tym czasie nie wydarzyło się nic dziwnego? Nic, co zwróciło waszą uwagę? Poza tym uśmiechem, który mrozi mi krew w żyłach… - wyraźnie nie była fanką niewinnego Syriusza i jego uroczego uśmiechu niewiniątka.
- Nie. - J. pokręcił głową udzielając odpowiedzi. Ja zrobiłem to samo.
Nauczycielka westchnęła ciężko.
- Zabierzemy ich do Skrzydła Szpitalnego. Wy zajmijcie się Syriuszem, ja biorę na siebie profesora Slughorna. Nie bójcie się, możecie go dotknąć. Mam pewne podejrzenia, co do tego, co im dolega, ale musimy się upewnić. Tutaj tego nie zrobimy.
Posłuchaliśmy jej bez zadawania zbędnych pytań. Złapałem Syriusza za rękę, a przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz, kiedy w odpowiedzi na dotyk dostałem kolejny z tych jego uśmiechów. J. złapał go pod ramię z drugiej strony i niczym straż eskortująca niebezpiecznego więźnia, wyprowadziliśmy Syriusza z biblioteki. Na szczęście nikogo poza nami tu nie było, więc nie zwracaliśmy na siebie niepotrzebnie uwagi.
McGonagall dołączyła do nas niedługo później. Ona również trzymała „swojego podopiecznego” za rękę.
W Skrzydle Szpitalnym, jak zwykle na wiosnę, nie było nikogo. Nauczycielka transmutacji zamieniła kilka słów na osobności z panią Pomfrey. Ponieważ dzieliły nas zamknięte drzwi gabinetu, zaś Slughorn nadal nucił pod nosem, nie słyszałem o czym rozmawiały. Kiedy jednak do nas wyszły, byłem pewny, że zgodziły się, co do postawionej przez McGonagall diagnozy.
- Chłopcy, zasłonicie się parawanem, rozbierzecie swojego kolegę i sprawdzicie uważnie jego skórę. - szkolna pielęgniarka wskazała nam odpowiednie miejsce. - Szukajcie jakichkolwiek śladów ukąszenia przez owada. Zaczerwienienia, zgrubienia skóry lub rozdrapanej rany. Jeśli na coś traficie, dajcie mi od razu znać, dobrze?
Skinieniem daliśmy jej do zrozumienia, że wiemy, co mamy robić. Zabraliśmy więc Blacka za parawan i wspólnymi siłami rozebraliśmy do naga. James mruczał przy tym pod nosem litanię przepełnionych niezadowoleniem komentarzy, ale nie zostawił mnie samego z tym wszystkim. Zastrzegł jednak, że planuje sprawdzać górną część ciała chłopaka, podczas kiedy mi przypadało w udziale oglądanie go od pasa w dół.
Prawdę mówiąc nie miałem nic przeciwko. Znałem ciało Syriusza na pamięć, tak jak on znał moje, więc nie czułem szczególnego skrępowania przyglądając się jego skórze i wodząc po niej palcami, aby mieć pewność, że niczego nie przeoczyłem.
Zajęło nam to sporo czasu, ale ostatecznie trafiliśmy na dwa miejsca, które mogły być śladami po ukąszeniu. Jedno było na łydce, drugie zaś na wewnętrznej stronie ramienia. Ubraliśmy Syriusza w bieliznę i podkoszulek bez rękawów, zanim zawołaliśmy Pomfrey. Nie chciałem żeby więcej osób musiało oglądać mojego chłopaka nago. Może i zachowywał się jak bezmózgi święty, ale na pewno mógłby poczuć się zakłopotany, gdyby dorosła kobieta miała oglądać go takim, jakim go Pan Bóg stworzył.
- Spójrzmy… - pielęgniarka posmarowała znalezione przez nas dwa miejsca jakąś intensywnie pachnącą maścią i odczekała trzydzieści sekund. Jeden punkt, ten na ramieniu, zabarwił się na zielono, zaś ten na łydce przybrał kolor bordowy. - Tak, trafiony-zatopiony. - skomentowała. - Możecie go ubrać, ale może poza spodniami, bo będę musiała jeszcze mieć dostęp do jego łydki. Wejdźcie z nim do gabinetu i zaczekajcie na mnie chwilę.
Wykonaliśmy polecenie.
- Trochę mi jajeczka podwiewa. - zauważył niewinnie Syriusz, a jego komentarz wywołał wybuch śmiechu u Jamesa. Ja po prostu przetarłem twarz dłońmi ze zmęczonym westchnieniem.
- Rozgrzeję ci je, kiedy tylko wrócisz do siebie. - wyszeptałem chłopakowi na ucho, ale obawiam się, że wcale nie zrozumiał znaczenia moich słów, ponieważ tylko uśmiechnął się szeroko i energicznie skinął głową, jakbym zapytał dziecko, czy ma ochotę na czekoladowy budyń.
Po dziesięciu, może nawet piętnastu minutach, dołączyła do nas pozostała trójka. Slughorn był bez koszuli i żałowałem, że muszę go takim oglądać. Jego brzuch był wielki, owłosiony i biały, jakby od wieków nie widział światła słonecznego. W dodatku na jego boku widniał czerwony ślad, taki sam jak na łydce Syriusza.
- Dobra wiadomość jest taka, że to nic poważnego. - zaczęła od razu Pomfrey. - Wasz kolega i nauczyciel zostali ukąszeni przez bardzo uciążliwego owada, który uwielbia gnieździć się wśród starych książek. Wstrzykuje do organizmu człowieka odrobinę jadu, na który każdy organizm działa inaczej, ale zawsze wiąże się to z pozytywnymi doznaniami.
- Dawniej jego jadu używało się jako leku na depresję. - podjęła wątek McGonagall. - Jak łatwo się domyślić, silnie uzależniał i ostatecznie znalazł się na liście substancji zakazanych przez Ministerstwo Magii. Nie musicie się przejmować, uzależnia podany doustnie, nie poprzez ukąszenie.
- Owad nazywa się Libris Cholerus. Nie patrzcie tak na mnie, nie ja wymyślałam tę nazwę! - ciągnęła dalej Pomfrey. - Teraz podam naszym panom antidotum, ale poczują się po nim senni, więc będą musieli zostać tutaj ze mną przynajmniej na pięć godzin. A teraz zła wiadomość. Biblioteka zostanie poddana kwarantannie, póki nie pozbędziemy się wszystkich owadów, jakie mogą się tam jeszcze gnieździć. Będziecie mogli tam wrócić dopiero za dwa dni i wtedy zabrać swoje rzeczy, jeśli jakieś tam zostawiliście.
Przypomniałem sobie o cudownej historii, która tak mnie zachwyciła, a którą naturalnie zostawiłem wśród innych książek w bibliotece. Nie mogłem uwierzyć, że będę musiał wytrzymać bez niej dwa długie dni! Chciałem podzielić się nią z Zardi, a także pokazać ją Syriuszowi, ale patrząc na niego teraz, wolałem jednak odczekać tych kilka dni, aż będzie bezpiecznie.
Pomfrey kazała Syriuszowi położyć się na leżance na brzuchu i przyłożyła do rany na jego łydce niewielki flakonik w kształcie łzy. Dłuższy i cieńszy koniec szklanego naczynia wsunęła do wielkiej strzykawki i zaczęła nią wysysać powietrze z flakonu oraz wciągać w niego skórę Syriusza. Z czerwonego nakłucia na skórze chłopaka wypłynęło kilka kropel galaretowatej, żółtawej substancji zmieszanej z odrobiną krwi. Black zniósł to dzielnie. Pielęgniarka usunęła sprawnie szklaną łzę wraz z jadem, a mocno zaczerwienione miejsce posmarowała śmierdzącą woskiem pszczelim maścią. Następnie dała chłopakowi do wypicia równie nieprzyjemnie pachnący płyn. Podobnie postąpiła ze Slughornem, wyciągając jad z boku jego wielkiego brzucha.
Odprowadziliśmy Syriusza do łóżka, które dla niego wydzielono i zostaliśmy z nim do chwili, kiedy ziewając zamknął oczy. Kiedy jego oddech się wyrównał i mieliśmy już pewność, że śpi, cicho wyszliśmy z Jamesem ze Skrzydła Szpitalnego.
- Libris Cholerus? - rzucił zamyślony James i nagle spojrzał na mnie wielkimi oczyma. - Zapomnieliśmy o Peterze!
- Merlinie! - zasłoniłem usta dłonią przejęty. Naprawdę zapomniałem o blondynku, który swój dział miał w zupełnie innym miejscu niż my wszyscy.
Zawróciliśmy szybko i pobiegliśmy do nadal przebywającej w SS McGonagall.
- W bibliotece był też Peter! - wyrzuciliśmy z siebie jednocześnie jeszcze w progu. - Na zapleczu!
- Idźcie do siebie, my zajmiemy się resztą. - upomniała nas nauczycielka i pospiesznie opuściła Skrzydło Szpitalne.
- Ale z nas przyjaciele… - skomentował krótko James, a ja nie miałem już nic do dodania.

środa, 10 stycznia 2018

Biblioteka

Otarłem spływającą po policzku łzę i wysmarkałem nos. Podczas układania swojego przydziału książek, natrafiłem na krótką, ale piękną historię, która wzruszyła mnie do głębi. Nie miałem wątpliwości, że znalazła się w niewłaściwym miejscu przypadkiem, jako że zupełnie nie pasowała do działów, które miałem posprzątać. Była to opowieść o chłopcu, który uwielbiał ubierać się w sukienki z falbankami i wplatać wstążki we włosy. Nie miał przyjaciół, ponieważ uważano, że jego upodobania nie są normalne. Nie był jednak sam. Jako dziecko pomógł wróbelkowi i to właśnie drobny ptak stał się jedną z najbliższych chłopcu osób. Po latach, już jako licealista, chłopak natknął się na nastolatka, który obiecał go chronić i zaproponował mu przyjaźń. Tym młodzieńcem był właśnie uratowany przed laty wróbelek, który okazał się posiadać umiejętność przemiany w człowieka, o czym chłopak nie ma pojęcia. Naturalnie była to historia miłosna. Miłości, która wzięła swój początek w przyjaźni, wiążąc ze sobą dwa krystalicznie czyste serca. Nic dziwnego, że płakałem.
Syriusz wyjrzał zza regałów i zmarszczył brwi. Całym sobą pytał, co się dzieje, kiedy zobaczył, że się rozkleiłem. Machnąłem mu więc ręką i pokręciłem głową, żeby się nie przejmował. Pokazałem mu również cienki wolumin mojej ulubionej w tej chwili opowieści. Black przewrócił oczyma ostentacyjnie i rozbawiony zniknął za swoim działem.
Nagle coś sobie uświadomiłem. Przejrzałem wolumin kolejny raz i jeszcze jeden, ale nie znalazłem żadnej pieczątki. To niewielkie cudo nie należało do biblioteki. Ktoś najwyraźniej zostawił je tutaj, Merlin wie z jakiego powodu i kiedy. Zastanawiałem się przez chwilę, co powinienem zrobić i w końcu podjąłem decyzję. Odłożyłem tę wzruszającą historię na bok, postanawiając zabrać ją ze sobą i dołączyć do swojej kolekcji. Ktokolwiek ją tutaj zostawił, najwyraźniej nie planował jej odzyskać. Sądząc po książkowym burdelu, z którym musiałem się uwinąć, nie mogła leżeć między wszystkimi tymi wielkimi, starymi i nudnymi książkami od wczoraj.
A więc postanowione! Teraz mogłem zabrać się spokojnie do pracy. Takie przynajmniej było założenie. Problem w tym, że moje myśli krążyły wokół jednego tylko tematu. Miałem nieodpartą ochotę raz jeszcze zabrać się za czytanie, a może nawet nauczyć się na pamięć każdego słowa tej opowieści. W końcu byłem nią tak oczarowany, że niemal czułem fizyczny ból w piersi. Zakochałem się. Naprawdę się zakochałem.
Jak to w ogóle możliwe, że nie ma drugiej części?! A może była, ale ja o niczym nie wiedziałem? Nie… Na pewno nie. Po dłuższym zastanowieniu uznałem, że gdyby było coś więcej, na ostatnich stronach na pewno znalazłaby się jakaś informacja na ten temat. Przecież czegoś tak istotnego nie można ot tak pominąć. Mimo wszystko obiecałem sobie, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, sprawdzę prawdziwość swoich domysłów. Chciałem mieć stuprocentową pewność, że nic mnie nie ominie.
Gdybym zapytał w Esach Floresach na Pokątnej, któryś z pracowników na pewno udzieliłby mi wielu szczegółowych informacji na temat interesującego mnie tytułu. Problem w tym, że ten sklep był zbyt daleko, a ja nie miałem cierpliwości, aby czekać. Pozostawało mi więc wyłącznie Hogsmeade. Na początek lepsze to niż nic, więc postanowiłem, że przy najbliższym wypadzie do miasta, zahaczę o księgarnię. Jeśli nie konkretna kontynuacja to może gdzieś czekała na mnie jakaś historia poboczna po innych wróblach. W końcu tak bardzo je pokochałem, że z rozkoszą dowiedziałbym się czegoś więcej o nich oraz o ich życiu miłosnym.
- Czy ty się przypadkiem nie obijasz? - nawet nie wiem, kiedy James znalazł się naprzeciwko mnie, zerkając przez szparę ponad układanymi książkami. Dział, którym się zajmował zaczynał się naprzeciwko mojego, ale mimo moich wilczych zmysłów nie wyczułem go tak bez reszty pochłonięty własnymi myślami.
- Mój analityczny umysł oblicza właśnie czas, potrzebne miejsce oraz szacuje liczbę książek, które muszą iść do odnowy i tych, które mogą wylądować na półkach. - rzuciłem prychając. Nie miałem zamiaru przyznawać się do tego, że naprawdę się obijałem i to przez dłuższy czas. Nie żebym naprawdę musiał to ukrywać, ale po prostu uznałem, że tak będzie lepiej.
James mierzył mnie przez chwilę spojrzeniem, jakby potrafił odgadnąć moje myśli, ale ostatecznie chyba uznał, że w tym, co powiedziałem może być chociaż trochę prawdy, ponieważ odpuścił, a jego twarz złagodniała.
- A tak w ogóle to co tu robisz, skoro twój dział jest na drugim końcu biblioteki? - teraz to ja byłem podejrzliwy.
- Mam do Slughorna kilka pytań dotyczących mojej góry książek. - odpowiedział zwięźle.
- Chcesz go przekabacić i nic nie robić, przyznaj się! - Syriusz wychynął zza swojego regału. Jak na człowieka, miał całkiem niezły słuch.
- Wcale nie! - James oburzony prychnął kilka razy. - No, może trochę bym chciał, ale nie o to chodzi! Dostałem najnudniejsze i najtrudniejsze działy, więc muszę się upewnić, co do kilku rzeczy. Zresztą nie będę wam tego tłumaczył bo i tak nie zrozumiecie. Zamiast tego wracajcie do swojej pracy.
James przegonił nas machnięciami dłoni, jakbyśmy byli uciążliwymi muchami, co wywołało nasz szczery śmiech. Potter zawsze wiedział jak się z nami obchodzić, żeby nic nie wskórać. Poprychał więc jeszcze chwilę i udając urażoną dumę, skierował się w tę stronę biblioteki, z której dochodziło nas denerwujące, radosne mruczenie Slughorna.
Zacząłem wtedy zastanawiać się na poważnie nad tym, co już wcześniej przyszło mi do głowy, chociaż nie dałem się temu pytaniu rozwinąć. Dlaczego nauczyciel eliksirów był w tak doskonałym humorze? Co tak bardzo go cieszyło i napełniało energią? Na pewno nie była to zasługa Sprout, ponieważ profesorka zielarstwa ignorowała go, dając tym do zrozumienia, że nie ma u niej najmniejszych szans. Ale skoro nie ona była powodem jego doskonałego nastroju to kto lub co?
- Im szybciej to skończymy, tym więcej czasu będziemy mieli do zagospodarowania tak, jak byśmy sobie tego życzyli. - Syri uśmiechnął się do mnie wyjątkowo słodko. Niemal niewinnie, co w jego przypadku nie było zbyt częste.
- Masz rację. - wydusiłem zachwycony tym, jaką łagodnością się właśnie odznaczał. Ciężko było uwierzyć, że to w ogóle możliwe, a jednak.
Radosny Slughorn i łagodny Syriusz?
- Syriuszu?
-Tak? - spojrzał na mnie wielkimi oczyma.
Cholera! Coś było nie w porządku. Bardzo nie w porządku. Przyszło mi do głowy, że może zarówno nauczyciel, jak i mój chłopak dotykali jakiejś zatrutej książki lub takiej obłożonej klątwą. W końcu zachowanie Blacka nie było normalne, podobnie jak radosny nastrój profesora.
- James! - krzyknąłem na przyjaciela, mając w nosie fakt, że jesteśmy w bibliotece, nawet jeśli pustej. J. wyjrzał zza regału, za którym zniknął przed chwilą. - Wracaj tu szybko, jeśli chcesz dupę ocalić! - przywołałem go.
Nie był zachwycony faktem, że musi się wracać, ale posłusznie stanął przede mną po zaledwie kilku lub kilkunastu sekundach.
- Co? - zapytał raczej mało uprzejmie, ale bez złości.
Wskazałem palcem Syriusza, który przyglądał nam się zaciekawiony, a kiedy jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem okularnika, uśmiechnął się do niego w ten sam pełen niewinności sposób, w jaki wcześniej uśmiechał się do mnie.
- O Merlinie! - oczy Jamesa stały się wielkie. - Co mu się stało?!
- Nie mam pojęcia. Przed chwilą był zupełnie normalny, a tu nagle coś takiego. Nie jestem pewny, co się dzieje, ale wydaje mi się, że to ma jakiś związek z tym koszmarnym mruczeniem Slughorna. - przedstawiłem przyjacielowi swoją teorię, a ten słuchał z uwagą. Na koniec odsunął się na dwa kroki od Syriusza i zabronił mu się dotykać, aby przypadkiem nie zarazić się „dziwnym zachowaniem”, jak postanowiliśmy to nazwać. Nie mówiłem mu o możliwości przenoszenia się tego czegoś, czymkolwiek to było, drogą kropelkową lub poprzez wdychanie oparów. I bez tego James nie wiedział, jak się zachować.
- Musimy to zgłosić. - postanowił.
- Nikt nam nie uwierzy, że coś jest z nimi nie tak. Tylko nam pewnie wyda się to podejrzane.
- Hmm… - okularnik zamyślił się. - Nie tylko nam! - na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - McGonagall zna Syriusza niemal tak dobrze, jak my. Od razu zauważy, że ta zmiana i ten uśmiech nie są czymś naturalnym. Zna też Slughorna. Zostań tutaj z nimi, a ja po nią pobiegnę.
Rzuciłem mu mroczne, wymowne spojrzenie. Wiedziałem, że bał się o siebie i dlatego nie chciał zostać dłużej w bibliotece. Nie planowałem się z nim kłócić.
- Idź. - powiedziałem tylko, mając nadzieję, że nauczycielka transmutacji zdoła nam jakoś pomóc. Nie chciałbym żeby Syriusz został taki miły, słodki i niewinny do końca swoich dni. To byłoby zbyt dziwne, nawet jak dla mnie, a przecież byłem wilkołakiem.