Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Huncwoci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Huncwoci. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2020

Suknia

18 maja

- James?
- Hm?
- Ściana. - Syriusz wskazał na twardą powierzchnię, której J. z pewnością nie byłby w stanie pokonać, a jedynie nabiłby sobie ogromnego guza.
- Och.
James cały dzień chodził zamyślony, zadumany, może nie smutny, ale i nie zadowolony. Coś wyraźnie nie dawało mu spokoju. Nie mogłem zliczyć ile razy się dzisiaj potknął, wpadł na coś lub na kogoś.
- Dobra, James, mam dosyć. Przecież ty się zabijesz w przeciągu kolejnej godziny! - Syriusz złapał chłopaka za ramię i posadził go na podłodze przy ścianie, a następnie sam usiadł przed nim. Przyłączyłem się do nich. - Co się dzieje?
- I nie mów, że nic. - dodałem.
Okularnik westchnął ciężko.
- Niech będzie. Słuchajcie. Albo nie, lepiej wam pokażę. - sięgnął po swoją torbę i zanurkował w niej. - Jest! - wyjął kolorowy magazyn i wręczył nam go.
Rzuciłem okiem na okładkę i zmarszczyłem brwi na jej widok.
- Suknie ślubne? - rzuciliśmy z Syriuszem jednocześnie.
- Lily chce wiedzieć która podoba mi się najbardziej i w której moim zdaniem będzie jej najlepiej.
- Co? Jesteśmy przed samymi egzaminami, a ona zawraca ci głowę sukniami? - nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.
Przyjaciele spojrzeli na mnie jednocześnie.
- Obawiam się, Remusie, że nie to tak męczy Jamesa. - Syriusz poklepał mnie po kolanie.
Cóż, oni może nie martwili się nauką i egzaminami, ale ja tak.
- Nie zrozumcie mnie źle. Kocham Lily, ale dla mnie to zbyt wcześnie na ślub. Gdyby do tego doszło dwa, trzy lata temu, wtedy pewnie od razu bym się stawił na ślubnym kobiercu. To był ten wiek, kiedy mnie to interesowało. Ale teraz jestem starszy i mądrzejszy. Wolałbym pożyć zanim mnie zaobrączkują. To chyba zrozumiałe.
Skinąłem głową, zaś Syriusz westchnął ciężko.
- Co do tego masz rację. Pamiętasz jacy my z Remusem byliśmy zafiksowani na tym punkcie na początku? Kiedy jesteś młody, takie rzeczy cię interesują, bo są częścią dorosłości. Kiedy dorastasz zaczynasz rozumieć, że to cię ograniczy. Pamiętacie moją kuzynkę? Tę, która zaciążyła? Ilekroć się z nią widzę mówi mi, że nie powinienem się z niczym spieszyć i wysłuchuję całego wykładu na ten temat.
- I ma rację. Lily przynajmniej nie jest w ciąży, więc mogę próbować odwlec ślub w czasie tak daleko jak tylko się da, ale Lily się cieszy, a jej ojciec naciska i niewiele zdziałam. Z tym jest jak z zabawką. Kiedy jest nowa, chcesz się ciągle bawić. Kiedy się znudzisz, bawisz się nią rzadziej, a czasem nawet odkładasz.
- Może powiedz jej, że żadna z tych sukni do ciebie nie przemawia? Evans jest kobietą i na swoim ślubie będzie chciała wyglądać perfekcyjnie. Jeśli ją przekonasz, że żadna z tych sukni nie pasuje do niej, będzie szukać dalej, a to odłoży ślub w czasie. Może nie znacząco, ale zawsze trochę. - pomysł Syriusza miał sens. Nawet jeśli zdecyduje się na szycie, to zajmuje czas.
- A sukni ślubnej nie powinno się szyć magią, ponieważ to zły omen. Jeśli z suknią idzie się na łatwiznę to całe wspólne życie robi się to samo.
- O! Skąd o tym wiesz? Nie sądziłem, że jesteś specjalistą od tematyki ślubnej. - James wyraźnie poweselał.
- Zmyśliłem to na poczekaniu, ale jeśli brzmiało przekonująco to możesz spróbować wcisnąć do Evans. Wtedy na pewno zyskasz czas.
- To może się udać. - James pojaśniał jeszcze bardziej i patrzył na mnie i Syriusza z podziwem. Nie wiem czy jesteście genialni, czy tylko przydatni, ale jeśli Lily to kupi to z pewnością to pierwsze.
- I nie zapomnij o medalu za zasługi. - Syri roześmiał się szczerze i oddał Jamesowi katalog ślubny. - Jeśli chcesz być bardziej przekonujący, znajdź jakąś stronę z suknią, którą obsypiesz komplementami, a później skrytykujesz. Musi myśleć, że naprawdę przeglądałeś katalog i starałeś się coś wybrać.
- Nie chcę źle mówić o dziewczynach, ale większość z nich jest próżnych i jeśli to wykorzystasz masz szansę odwlec ślub nawet o kilka miesięcy. - pozwoliłem sobie zauważyć. Znałem w końcu wiele dziewczyn, które potwierdzały tę regułę swoim zachowaniem oraz kilka takich, które były wyjątkami.
Kruczowłosy pomógł wstać Jamesowi i objął go ramieniem.
- Dasz sobie radę, stary. Pomożemy ci na tyle, na ile będziemy w stanie.
- Dzięki.
James wyraźnie czuł się teraz lepiej i lżej. Jego krok nie był tak ociężały, plecy zgięte, a wzrok zamglony. Biedny chłopak naprawdę musiał martwić się tą suknią i faktem, że wisi nad nim widmo rychłego ślubu. Jego sytuacja pomogła mi docenić moją. Ja nie musiałem martwić się naciskiem z niczyjej strony, nie groziła mi ciąża, a mój związek nie przysparzał mi problemów. Byłem naprawdę szczęśliwy, że nie znalazłem się na miejscu Jamesa.
Dzięki temu mogłem skupić się na egzaminach i przygotowaniu do sprawdzianu mojego przyszłego nauczyciela, a później do lekcji z nim. Naprawdę byłem w dobrej sytuacji, przynajmniej pod tym względem.
Koniec szkoły, ślub Jamesa, nasze dalsze kariery. Przed nami rozciągało się długie pasmo zmian, które miały zakończyć ten etap naszego życia i rozpocząć kolejny. Gdybym miał na to jakiś wpływ, chciałbym żeby żeby nauka w Hogwarcie trwała dłużej. Jeszcze przynajmniej dwa lata, a najlepiej od razu trzy.
Problemy Jamesa uzmysłowiły mi chyba najdokładniej fakt, że wszystko się kiedyś musi zmienić. Po tak wielu latach spędzonych z chłopakami, bałem się samotności, jaka miała nadejść. Oni rozpoczną naukę w nowej szkole, a ja będę musiał uczyć się sam. Podziwiałem Anderw, który był w stanie przeprowadzić się w nieznane miejsce, rozpocząć naukę w nowej szkole i zostawić nas tutaj. To był pierwszy wielki krok jaki zrobił, kolejnym była jego kariera. On również będzie kończył w tym roku edukację. Czy po tym, jak musiał się rozstać z naszą paczką będzie my łatwiej pożegnać się z nowymi kumplami? A może tego nie da się wyćwiczyć w żaden sposób i znowu czeka go ból, samotność, smutek po kolejnym rozstaniu?
Dorastanie było do kitu!
Wchodząc na korytarz, który rozgałęział się później prowadząc do poszczególnych Domów, zauważyłem stojący przy jednej ze ścian straganik. Odwrócona do nas tyłem osoba właśnie wykładała na blat szklanki.
- Zardi? - poczułem jej zapach i od razu skojarzyłem figurę oraz ruchy jakie wykonywała. Każdy porusza się w charakterystyczny sposób, co dla mnie było tym łatwiejsze do zauważenia.
Podeszliśmy bliżej. To naprawdę była Zardi.
- Co ty robisz? - Syriusz stanął przed jej stoiskiem z lemoniadą, jak pisało na banerze nad naszymi głowami.
- To, co widać. - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Sprzedaję lemoniadę na środku korytarza.
- Dobra, zadałem złe pytanie. Dlaczego sprzedajesz lemoniadę na środku szkolnego korytarza stojąc za stoiskiem, które powinno stać na rynku, a nie w szkolnym budynku?
- Przegrałam zakład, potrzebuję kasy, a to jedyny pomysł na zarobek jaki przyszedł mi do głowy. Dodam, że odrabianie prac domowych za kogoś to żadna zabawa, więc od razy zrezygnowałam z tej opcji.
- I uznałaś, że zarobisz więcej na lemoniadzie? - rzuciłem z niedowierzaniem.
- Ludzie są ciekawi tego, co mam i jak smakuje, więc kupują. Poza tym, lemoniada jest wzbogacona zaklęciem musującym. Dla prawdziwych śmiałków mam wybuchającą…
- Chcę wybuchającą! - James od razu położył na blacie pieniądze, a oczy błyszczały mu jasno, jakby właśnie znalazł nową ulubioną zabawkę.
- Mówiłam, że ludzie płacą. - Zardi wyszczerzyła się do nas zadowolona i nalała okularnikowi jego lemoniady.
To mogło być bardzo ciekawe.

niedziela, 14 czerwca 2020

Nowy pomysł Jamesa

17 maja

Nie wiem, czy byłem w stanie podnieść jedną brew, ale miałem wrażenie, że właśnie to zrobiłem, kiedy patrzyłem, jak James Potter wnosi do naszego pokoju stertę książek. Wymieniliśmy z Syriuszem pytające, zaniepokojone spojrzenia, podczas gdy Peter starł wpatrzony w okularnika z otwartymi ze zdziwienia oczyma. Sam nie wiem, co miał otwarte szerzej, oczy czy usta.
James potknął się o swoje własne rozrzucone po podłodze buty, książkowa konstrukcja zadrżała i przełamała się w połowie zwalając się ciężko na ziemię. Dobrze, że chłopak w ostatniej chwili przechylił się do przodu, ponieważ książki spadły w bezpiecznej odległości od jego stóp, co oszczędziło mu sporego bólu.
- Niech to! - James tupnął kilka razy ze złością nogą. Było to może dziecinne zachowanie, ale już niejednokrotnie przekonałem się na własnej skórze, że pomaga rozładować negatywne emocje przynajmniej w pewnym stopniu. - Pomóżcie mi to pozbierać, proszę. - zwrócił się do nas błagalnie. - Tak mnie dzisiaj bolą plecy, że jeśli się schylę to już się nie wyprostuję i będę musiał pełzać do wieczora.
Nie miałem nic przeciwko, więc zabrałem się za zbieranie książek. Zresztą, byłem bardzo ciekaw, co tak pochłonęło Jamesa, że postanowił przynieść do pokoju górę książek. Podejrzewałem, że ciekawość kierowała także Syriuszem i Peterem, ponieważ i oni bez mrugnięcia okiem postanowili pomóc przyjacielowi.
- Chiński? - spojrzałem pytająco na okularnika, który właśnie odłożył na swoją szafkę nocną pozostałą w jego rękach połowę książek. - Jesteśmy u progu egzaminów końcowych, a ty planujesz uczyć się chińskiego?
- Lepiej późno niż wcale…
- Stary, na co ci chiński? - Syriusz podał okularnikowi podręczniki, które podniósł.
Ja i Peter zrobiliśmy to samo, a Potter położył je na innych ponownie tworząc z nich wielką górę, a następnie wskoczył na swoje łóżko, które zaskrzypiało niebezpiecznie.
- Wiecie, że pracuję nad kilkoma projektami, jak eliksir młodości, zmiany płci i męskiej ciąży. Źródeł w języku angielskim jest niewiele, a niektóre z nich to tłumaczenia. No i tu pojawia się problem. Chłopaki, jestem u progu przełomowego odkrycia. Znalazłem książkę, w której znajdę wszystkie tajniki zakazanych eliksirów. Rzecz w tym, że tłumaczenie angielskie woła o pomstę do nieba. W życiu nie czytałem czegoś tak koszmarnego. Zostaje mi więc oryginał… - zwiesił głos.
- Który jest po chińsku. - dokończyłem jego zdanie.
- Dokładnie. Szkoła nie ma oryginału, ale go zdobędę. Tylko, że muszę znać chiński. Nie muszę mówić w tym języku, muszę tylko czytać. Jestem u progu odkrycia, które zmieni świat! Czy tam raczej ponownego odkrycia, skoro już kiedyś ktoś to odkrył, ale tego zakazano i ludzie zapomnieli, jaką wiedzę kiedyś posiadali.
- Jeśli to zakazane eliksiry, skąd pewność, że pozwolą ci na to odkrycie? - Syriusz sięgnął po jedną z książek Jamesa i zaczął ją przeglądać. - Merlinie…
- To banalnie proste, mój młody padawanie. Dokonuję odkrycia, piszę o tym do wszystkich gazet, robi się o tym głośno. W końcu dowiaduje się o tym Ministerstwo Magii i zakazuje mi o tym mówić, cenzuruje moją wiedzę. Znowu robi się o tym głośno, bo wszystkie gazety piszą o tym, że Ministerstwo Magii interweniowało, a wiadomości o moim odkryciu rozchodzą się na cały świat. Coś takiego dojdzie do większej liczby osób, mogę cię zapewnić. Tylko najpierw muszę coś odkryć.
- Niech będzie. Rozumiem twój sposób myślenia. Ale ty wiesz, że niektóre z tych znaków są tak trudne, że będziesz uczył się jednego przez dwa tygodnie, jeśli nie dłużej? - Black pokazał chłopakowi przykład, który sprawił, że ciarki przeszły mi po plecach.
Miałem wrażenie, że James pobladł. 
- Cóż, od początku wiedziałem, że nie będzie łatwo…
Syriusz przerzucał strony książki pokazując chłopakowi coraz to nowsze „krzaczki”.
- Przestań! - James zabrał mu podręcznik i odłożył go na miejsce.
- Angielski to jeden z najłatwiejszych języków świata, a i tak robisz w nim błędy. - zauważył Peter – I mimo to chcesz uczyć się pewnie jednego z najtrudniejszych języków jakie istnieją?
- Jeśli macie inny pomysł, słucham. I pamiętajcie, że nie mogę tego dać do tłumaczenia komukolwiek, bo czarodziej przywłaszczy sobie moje odkrycia lub od razu powiadomi Ministerstwo, a mugol nigdy tego nie zrozumie, nie mówiąc już o tym, że mógłbym narobić sobie kłopotów. Zaklęcia tłumaczące testowałem na innych językach i jeśli na chińskim zadziałają podobnie to leżę i kwiczę tak jak teraz z tym, co znalazłem. Niektóre zdania wydają się składane na zasadzie pociętego słownika. Zbierasz kawałki losowo, sklejasz i wychodzi ci zdanie. Lub raczej coś co zdaniem miało być, ale nie spełnia podstawowych funkcji gramatycznych. I mówię wam to ja! A jeśli ja to mówię to znaczy, że jest bardzo, ale to bardzo źle.
- Niech będzie, nie mam pomysłu. Ucz się tego chińskiego, ale na moją pomoc nie licz. - Syriusz podniósł ręce w geście poddania oraz umywania ich od całej sprawy.
- Ja również ci nie pomogę. Nie znam chińskiego i nie wyobrażam sobie uczyć się go teraz. Wiem tylko, że ma tony, a ton zmienia znaczenie słowa. No i od egzaminów dzielą nas tak naprawdę tygodnie, więc nie czuję się na siłach angażować się w coś więcej. Po egzaminach mogę ci pomóc, ale nie wcześniej.
- Nawet na to nie liczyłem. To mój projekt i mój pomysł, więc to ja muszę dać sobie z tym radę. A teraz pozwólcie, że od razu przejdę do rzeczy, bo mam mało czasu żeby zabłysnąć.
James położył się na swoim łóżku, otworzył pierwszą książkę i zaczął czytać. Jego oczy po chwili stały się wielkie jak spodki. Odłożył podręcznik patrząc prosto przed siebie. Byłem pewny, że w jego głowie kłębią się teraz tysiące myśli i pytań, z czego jedno dominuje: „W co ja się wpakowałem?!”.
Po chwili na jego twarzy pojawiła się mina: „Dasz radę, James. Dasz sobie radę, bo jak nie ty to kto”.
I kolejna: „Merlinie, przecież ja w życiu tego nie ogarnę!”
„Nie denerwuj się, James. Dasz radę. Powoli i do przodu. Zapomnij, że ci się spieszy, powolutku, znak po znaku, cholerny krzaczek po cholernym krzaczku. Nie musisz mówić, musisz tylko czytać”.
- Nie mogę prosić o pomoc w tłumaczeniu, ale może poproszę o pomoc w nauce.
- Przed egzaminami? J., zapomnij. - nie chciałem niszczyć jego marzeń, ale naprawdę wątpiłem by ktokolwiek chciał się w coś takiego bawić.
- Spójrz na to z innej strony. - Syriusz uśmiechnął się pokrzepiająco do przyjaciela. - Mogła ci się trafić nauka arabskiego, a tam podobno litery się zmieniają w zależności od tego, z jaką inną literą sąsiadują. Tak przynajmniej słyszałem, ale nie wiem ile w tym prawdy. Nigdy nie chciałem uczyć się arabskiego. Prędzej tureckiego, bo jeden z moich ulubionych bohaterów jest turkiem, ale to podobno całkiem prosty język, więc i tak jestem w dobrej sytuacji.
- Nie wiem czy mnie to pociesza.
- Przeglądałeś już te podręczniki? - postanowiłem w jakikolwiek sposób doradzić koledze.
- Pobieżnie.
- Więc na początek przejrzyj je dokładniej, porównaj. Wybierz taki, który twoim zdaniem wydaje się najłatwiej skonstruowany i najlepiej wszystko wyjaśnia. Zacznij od najłatwiejszego, nawet jeśli okaże się dla dzieci.
- Masz rację, porównanie i wybranie najłatwiejszego to dobry pomysł. Tym bardziej, że już na początku mam ochotę paść twarzą w dół, bo zacząłem się gubić przy pierwszych zdaniach tej książki, a nawet do znaków nie dotarłem.
- Ale pomyśl jak zaimponujesz Lily. - odezwał się w końcu Peter. - Jeśli się dowie, że znasz chiński, nawet jeśli tylko podstawy, oszaleje na twoim punkcie jeszcze bardziej.
- O tym nie pomyślałem. - na twarzy Jamesa pojawił się bardzo szeroki, bardzo znaczący uśmiech. Peter trafił w dziesiątkę z motywacją. J. chciał zaimponować swojej dziewczynie bardziej, niż pragnął sławy i dokonania niesamowitych odkryć. - Peter, jesteś geniuszem!
Miałem wrażenie, że nagle nauka stanie się dla chłopaka o wiele łatwiejsza, a „krzaczki” zaczną same wchodzić mu do głowy. Przynajmniej na początku.

niedziela, 29 marca 2020

Kiedy przyjaciele nie mogą wiedzieć...

16 maja

Otrzymałem od dyrektora wiadomość z prośbą o spotkanie dotyczące naszej ostatniej rozmowy. Została mi dostarczona w sposób tak dyskretny, że nawet moi przyjaciele o niczym nie wiedzieli. I chciałem aby tak zostało. Syriusz wiedząc o spotkaniu chciałby abym powiedział mu kim ma być mój nauczyciel, a ja nie wiedziałbym, co mu powiedzieć, aby nie zdradzić jego tożsamości. Zresztą, podejrzewałem, że kiedy w końcu sam się dowiem, będę w szoku, który uniemożliwi mi myślenie, a co dopiero zmyślanie. Nie, Syriusz nie mógł się dowiedzieć o niczym.
W związku z tym pojawiał się inny problem, ponieważ musiałem pojawić się w gabinecie dyrektora o wyznaczonej godzinie, ale moi przyjaciele nie mogli wiedzieć, że w ogóle tam idę.
Jak ja w ogóle miałem to zrobić?
Wymknięcie się pod pozorem nauki w bibliotece odpadało. Byliśmy przed egzaminami, a więc szybko znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mi towarzyszyć, a znając życie byłby to Syriusz. Zamknięcie się w toalecie również byłoby bezsensowne, a kąpiel w łazience prefektów również mogłaby skończyć się towarzystwem Syriusza, więc znowu wracałem do punktu wyjścia.
Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że moje życie aż w takim stopniu było zdominowane przez przyjaciół, a w szczególności przez mojego chłopaka. Nagle czułem się osaczony.
Zamyślony spojrzałem w bok i nagle wiedziałem już co muszę zrobić.
Podczas przerwy między zajęciami wykorzystałem wymówkę z toaletą aby napisać wiadomość do Zardi. Poprosiłem ją w niej o pomoc, podając godzinę, o której chciałem aby po mnie przyszła, zaznaczając, że chcę by była moim alibi oraz dodając informację o potrzebie bycia z nią sam na sam. Tym samym znalezienie wymówki zrzucałem na jej barki, ale wiedziałem, że nie będzie miała mi tego za złe. A przynajmniej nie do końca.
Kiedy wróciłem do przyjaciół czekających na eliksiry, stanąłem obok przyjaciółki udając, że próbuję podsłuchać jej rozmowę z koleżankami. W tym czasie starając się zrobić to niepostrzeżenie, wsunąłem jej w dłoń swój liścik. Zardi drgnęła i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Ale mi serce podskoczyło! - syknęła – Nie czaj się tak obok! - skarciła mnie aby ukryć swoją reakcję na moje zachowanie i wiadomość, którą jej dałem, a której się nie spodziewała. Nie wiedziała o co chodzi, ale i tak zacisnęła dłoń na liściku. Ufała mi, a ja ufałem jej.
- Przecież wcale się nie czaiłem! - odpowiedziałem z udawaną urazą.
- Byłam zajęta rozmową, a tu nagle taki Lupin! Oczywiście, że się czaiłeś!
- Starałem się dowiedzieć o czym rozmawiacie i to otwarcie, więc…
- Milcz i nie podsłuchuj! - dziewczyna prychnęła, wydęła dolną wargę, a następnie uśmiechnęła się do mnie, ale jednocześnie odgoniła mnie od siebie i koleżanek.
Wiedziałem, że robi to tylko po to, aby lepiej ukryć mój liścik. Była niesamowita i dlatego byłem pewny, że znajdzie sposób, aby wyrwać mnie z macek przyjaciół na tych kilka chwil niezbędnych na spotkanie z dyrektorem.
Jej odpowiedź ma moją wiadomość otrzymałem po eliksirach, kiedy wychodząc z sali poklepała mnie po ramieniu nie mówiąc zupełnie nic. Nie musiała. Wiedziałem, że przeczytała liścik i chociaż nie mogła wiedzieć o co chodzi, zgodziła się mi pomóc.

O wyznaczonej godzinie siedziałem z przyjaciółmi przy stoliku w Pokoju Wspólnym, kiedy Zardi wyrosła przy nas jakby spod ziemi.
- Remiiii… - zajęczała prosząco. - Ta książka, którą mi ostatnio poleciłeś! - zaczęła mówić przejęta, spięta i jakby zasapana. - O, Merlinie! Nie wiem, czy mam cię przytulać, czy dusić! Jest niesamowita i tyle się w niej dzieje! Nie, nie, nie! Muszę się wygadać, po prostu muszę! - złapała mnie za ramię i pociągnęła w górę. - Kradnę wam Remusa. - rzuciła do chłopaków, a następnie znowu zwróciła się do mnie. - Nie usiedzę, tyle emocji! Idziemy pokręcić się pod szkole, żebym rozładowała napięcie. Merlinie, Remi! Gdybym wiedziała, że ta książka jest tak niesamowita wcześniej… - mówiła szybko, głośno, jak nakręcona i powoli odciągała mnie od chłopaków.
- Ostrzegałem cię! - postanowiłem wejść w rolę. - Niedługo wrócę! - rzuciłem do przyjaciół, którzy patrzyli na nas jakby mi bardzo współczuli. - Mówiłem ci, że nie będziesz mogła żyć normalnie, kiedy ją przeczytasz. Ty przynajmniej możesz o niej porozmawiać ze mną, a ja nie miałem nikogo! - próbowałem się nakręcić.
- Nie wiem jak to wytrzymałeś! Przecież on jest niesamowity! Kiedy się spotkali w tej księgarni podczas spotkania autorskiego… - zapiszczała cicho. - To było takie niesamowite! - przeszliśmy przez dziurę za portretem Grubej Damy. - Nie mam zielonego pojęcia o czym mówię, ale powinnam dostać Oskara za najlepszą grę aktorską. - rzuciła, kiedy tylko przejście zamknęło się za nami. - Chodź, musisz mi powiedzieć o co chodzi!
Oddaliliśmy się na bezpieczną odległość zanim z westchnieniem zacząłem się tłumaczyć.
- Muszę spotkać się z dyrektorem w bardzo ważnej sprawie, ale nikt nie może o tym wiedzieć. To bardzo ważne i ściśle tajne. - cóż, tylko tyle mogłem jej zdradzić.
- Chwila… Ściśle tajne, więc nic mi nie powiesz, a dobrze wiesz, że jestem ciekawską bestią i będzie mnie to teraz zżerało? W takim razie musi to być niesamowicie tajne i musisz być zdesperowany.
- Nie zaprzeczę…
- Dobra, zrobimy tak. Pójdę z tobą pod gabinet dyrektora i zaczekam na ciebie ile będzie trzeba. Na wszelki wypadek schowam się gdzieś żeby mnie nikt nie wiedział. Musisz mi tylko jedno powiedzieć. Cokolwiek robisz, nie krzywdzisz tym Syriusza?
- Nie. - odpowiedziałem od razu. - Poza tym, że mam przed nim tajemnice. Ale robię to dla niego i jego bezpieczeństwa.
Dziewczyna skinęła głową. Szliśmy powoli w stronę schodów mając jeszcze trochę czasu zanim będę musiał stawić się u dyrektora.
- I nie będzie to miało wpływu na wasz związek? - Zardi dopytywała dalej.
- Nie sądzę. Sprawa, którą muszę załatwić nie jest związana z moim życiem miłosnym. - zastanowiłem się chwilę. - To tajemnica wilkołaka. Jest związana z moją lykantropią.
- Dobra, przyjmuję to do wiadomości i akceptuję. Nie musisz mi mówić nic więcej. - dziewczyna posłała mi szczery uśmiech.
Cieszyłem się, że ją miałem, że zawsze mogłem na nią liczyć. Była jedyna w swoim rodzaju i wiedziałem, że jeśli w przyszłości wpakuję się w jakieś tarapaty, ona postara się mi pomóc z nich wyjść. I ile nie mogłem prosić Syriusza o pomoc, kiedy chodziło o łamanie prawa czarodziejów lub coś nie do końca legalnego, o tyle kiedy chodziło o Zardi nie musiałem się martwić. Ona nie miał pracować jako Auror.
Kiedy dotarliśmy pod wejście do gabinetu Dumbledore’a miałem wciąż sporo czasu. Wykorzystałem go więc na rozmowę z przyjaciółką o tematach niezwiązanych z naszą obecnością w tym miejscu. Zardi przyznała, że nie wie co chce robić po szkole, że ma tysiące pomysłów, ale żaden nie jest konkretny i najprawdopodobniej nie wciągnie jej na tyle, aby miała poświęcić temu całą resztę życia. To, co naprawdę ją interesowało nie było niestety opłacalne i nie mogłoby jej w przyszłości utrzymać.
Kiedy nadszedł czas, podałem hasło kamiennemu strażnikowi i wspiąłem się po schodach do gabinetu. Byłem właśnie przed drzwiami, kiedy dyrektor zaprosił mnie do środka, więc wszedłem czując szaleńcze bicie mojego serca i słysząc w uszach jego dudnienie.
Dumbledore był sam, więc nie do końca wiedziałem czego mam się spodziewać.
- Usiądź, Remusie. - wskazał mi krzesło, więc zająłem miejsce przed jego biurkiem.
Cisza, która zapadła była przerażająca, ale może to dlatego, że właśnie warzyły się moje losy. Przyjąłem, że dyrektor chce mi powiedzieć kim będzie mój nauczyciel, ale może chciał mi oświadczyć, że osoba, o której myślał się nie zgodziła. Nie zdziwiłbym się. W końcu nie każdy chciał uczyć wilkołaka.
- Remusie… - zaczął mężczyzna, a ja wstrzymałem oddech.

niedziela, 20 października 2019

Gdzieś zawsze trzeba zacząć

Węszenie wokół skarbu Ślizgonów wcale nie było tak proste, jak mogło mi się początkowo wydawać. Bo gdzie niby mieliśmy zacząć? Na pewno nie w dormitoriach Ślizgonów, ponieważ do nich nie mieliśmy dostępu. Nie miałem też pojęcia w jaki sposób mielibyśmy dostać się do tajnych przejść pod zamkiem, które mogłyby prowadzić nie tylko do już odkrytego skarbu, ale także do jakiegokolwiek innego. Przejścia, które znaliśmy ciągnęły się wzdłuż ścian zamku, a wyjątkiem było tylko to, którym mogliśmy dostać się do Hogsmeade. Tyle, że ono nie miało żadnych odgałęzień, a więc również nie mogło nam się przydać.
- Hm? - właśnie próbowałem wyjąć z pudełka czekoladek kolejny smakołyk, kiedy uświadomiłem sobie, że zjadłem już wszystkie. Mój organizm był już nazbyt zasłodzony, a jednak nadal mógłbym zapychać się czekoladą, ponieważ sfrustrowany potrzebowałem sił na walkę z coraz gorszym humorem.
- Spokojnie, Remusie. - Syriusz położył dłoń na moim ramieniu i ścisnął je lekko. - Coś wymyślimy. Na razie i tak wiele się dzieje i jestem pewny, że nauczyciele nawet w tej chwili przepychają się tunelami pod zamkiem aby badać sprawę skarbu i dowiedzieć się o nich więcej.
- Skąd ta pewność? - James spojrzał na kruczowłosego wyzywająco.
Black przewrócił oczyma.
- Serio, J.? Po pierwsze, muszą zapewnić bezpieczeństwo nam wszystkim, a więc muszę się upewnić, że nigdzie indziej korytarze nie grożą zawaleniem. Po drugie, z tego samego powodu muszą zbadać korytarze, które odchodzą od miejsca, w którym znaleziono skarb. Po trzecie, nauczyciele również zastanawiają się, czy jeden skarb nie oznacza, że jest ich więcej. Zapewniam cię, Potter, że nawet oni nie oprą się magii kosztowności lub sławy. Po czwarte…
- Dobra, dobra! Zrozumiałem głupotę swojego pytania. - James przerwał chłopakowi. - Powiedz mi lepiej, co teraz zrobimy, skoro taki z ciebie geniusz.
- Czekamy.
- Co?! - wszyscy spojrzeliśmy na Blacka, który wzruszył ramionami.
- Musimy poczekać aż nauczyciele przestaną kręcić się pod zamkiem. W tym czasie możemy przejrzeć książki o Hogwarcie i jego historii i poszukać takiej, która mogłaby przedstawiać tunele i tajne przejścia pod zamkiem.
Musiałem przyznać Syriuszowi rację. Do tej pory to raczej ja byłem tym rozsądnym, a on w gorącej wodzie kąpanym, ale najwyraźniej wiele się z jakiegoś powodu zmieniło i teraz to ja nie mogłem doczekać się działania. Podejrzewałem, że mogło to mieć coś wspólnego ze zbliżającą się pełnią i moim wilkiem, który nie mógł doczekać się chwili, kiedy uwolni się z mojego ciała.
- Zanim nauczyciele uznają, że jest bezpiecznie i nic nam nie grozi, a pod zamkiem nie ma więcej skarbów, nie zostanie nam nic do odkrywania. - jęk Zardi brzmiał niemal jak płacz.
- Krasnale nie fatygowałyby się tak bardzo dla kilku błyskotek. - pozwoliłem sobie zauważyć i nagle poczułem się o wiele lepiej. - Pod zamkiem musi kryć się coś więcej lub coś zdecydowanie większego. Jeśli odkryją to nauczyciele, dowiemy się przynajmniej, co to było. Jeśli jednak nie znajdą nic, my będziemy mogli rozpocząć swoje poszukiwania.
- A więc do dzieła! - Syri klasnął w dłonie. - Idziemy do biblioteki poznawać naszą szkołę od nieznanej nam dotąd strony!
Aby nie wzbudzać podejrzeń, wzięliśmy swoje torby szkolne i całą bandą pognaliśmy szukać najstarszych książek przedstawiających historię naszej szkoły.
Przeglądając rzędy starych woluminów oraz obszerne spisy treści, zastanawiałem się, czy znajdziemy cokolwiek wartego uwagi. Może wszystkie książki zawierające potrzebne nam informacje zostały już usunięte z biblioteki lub od początku znajdowały się w dziale ksiąg zakazanych. Skoro nikt nie wiedział o skarbie i tunelach aż do teraz, lub po prostu nie chciał się przyznać, że o nich wie, to jakie było prawdopodobieństwo, że cokolwiek na ten temat było ogólnie dostępne i tylko na nas czekało? Nie zamierzałem się jednak poddawać. Jeśli nawet ostatnia sprawdzana przez nas książka obszernego regału historycznego okaże się nieprzydatna, wtedy zacznę się martwić, co możemy jeszcze zrobić. Póki co znajdowaliśmy się dopiero na samym początku naszych poszukiwań, więc wszystko było możliwe.
Godzinę później musieliśmy przerwać nasze poszukiwania dla nabrania oddechu, nie tylko w przenośni, ale także dosłownie, jako że stare książki wcale nie miały przyjemnego zapachu. Najgorsze było jednak to, że nie znaleźliśmy nic, co mogłoby się nam przydać, a przecież było nas pięcioro, więc któreś z nas powinno już natrafić na cokolwiek, nawet mało znaczącego, ale jednak związanego z tematem naszych poszukiwań.
Wróciłem myślami do moich wcześniejszych rozważań i znowu zastanawiałem się, czy dyrektor nie usunął książek, które mogłyby naprowadzić uczniów na ślad skarbów lub po prostu tuneli i tajnych przejść. Mógłby to zrobić aby nikt z nas nie wpadł na głupi pomysł zabawy w poszukiwaczy skarbów lub odkrywców starych przejść zamkowych. Biorąc pod uwagę, że właśnie to przyszło do głowy naszej grupie, ukrycie książek miałoby sens. Z drugiej jednak strony mógł też mieć coś do ukrycia i dlatego postanowił pozbyć się wszelkich informacji, które mogłyby doprowadzić nas lub kogokolwiek innego do odkrycia sekretów dyrektora. W końcu jako głowa Hogwartu musiał wiedzieć o zamku więcej niż ktokolwiek inny. Czy wierzyłem, że Dumbledore ukrywa coś przed uczniami i nauczycielami pod zamkiem? Nie, a więc opcja pierwsza wydawała mi się najbardziej prawdopodobna.
Nadal nie byliśmy jednak nawet w połowie zbiorów zgromadzonych w dziale historycznym, więc postanowiłem nie dzielić się jeszcze z przyjaciółmi swoimi podejrzeniami.
Wszyscy wróciliśmy do przeglądania książek z dużo mniejszym niż na początku entuzjazmem. Mój węch cierpiał za każdym razem, kiedy zaciągnąłem się kwaśną wonią starego papieru i obawiałem się, że zapach ten wsiąknie w materiał moich ubrań nie pozwalając mi zaczerpnąć świeżego powietrza nawet po powrocie do dormitorium.
- Zaczyna mi się kręcić w głowie od tych wszystkich literek. - z niejaką ulgą przyjąłem pierwsze narzekania Petera, ponieważ pozwalały mi oderwać myśli od smrodu, który drażnił mnie coraz bardziej.
- Proponuję dosiedzieć tu jeszcze do równej drugiej godziny i jutro znowu tu wrócić. - Zardi przetarła oczy. - Niektóre z tych książek są chyba trujące, bo bolą mnie oczy, a przecież na co dzień czytam bardzo dużo.
- Podejrzewam, że raczej żadna z nich nie truje skoro są dostępne dla każdego, ale również jestem za zakończeniem ich przeglądania do jutra. Powoli tracę węch od ich zapachu.
Syriusz spojrzał na naszą trójkę, a następnie na Jamesa, który skinął głową. On również wydawał się zmęczony.
Nagle przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł.
- A gdybyśmy zapytali Prawie Bezgłowego Nicka, czy wie coś na temat tuneli pod zamkiem i skarbów w nich ukrytych? Krąży po zamku o wiele dłużej niż my, pamięta czasy, których nie pamięta już nikt z żyjących. On może coś wiedzieć na temat skarbu Ślizgonów.
Przyjaciele patrzyli na mnie jakby nagle wyrosła mi druga głowa. Przez chwilę miałem nawet ochotę sięgnąć do ramienia i sprawdzić, czy aby tak się nie stało.
- Remusie, jesteś genialny! - Syriusz zarzucił mi ramiona na szyję i uścisnął mnie naprawdę mocno.
Po chwili dołączyła do niego Zardi.
- Nie wiem gdzie znajdziemy teraz Nicka, ale to naprawdę fantastyczny pomysł, Remi. - James poklepał mnie po ramieniu. - Nie musimy zdradzać mu naszych intencji i mówić, co zamierzamy zrobić z wiedzą, którą nam przekaże, ale jeśli będzie chciał to wiedzieć, powiemy mu, że po tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło, pracujemy nad projektem dotyczącym historii zamku aby zdobyć dodatkowe punkty do egzaminu końcowego z historii magii lub jakiegoś innego, jeśli tylko przyjdzie nam do głowy coś lepszego.
Nie mogłem się z nim nie zgodzić. Praca dodatkowa związana z aktualnymi wydarzeniami była wymówką bardzo prawdopodobną, kiedy wisiało nad nami widmo zbliżających się bardzo szybko egzaminów końcowych. Prawie Bezgłowy Nick nie był głupi, ale też nie przejmował się już tak bardzo problemami żywych, aby miał kwestionować naszą prawdomówność. 
- Postanowione! - Zardi klasnęła w dłonie zadowolona. - Dosiedźmy tutaj tę nieszczęsną drugą godzinę i chodźmy na poszukiwanie Nicka!
Spojrzałem na rzędy starych książek.
„Wytrzymaj, mój nosie” pomyślałem do siebie i wróciłem do przeglądania książek.

niedziela, 15 września 2019

Priorytety

Później, tego samego dnia, kiedy wybuch Krasnali wywołał wstrząsy odczuwane silnie zarówno w Hogwarcie, jak i w Hogsmeade.

- A więc w bibliotece słychać było tylko dziwne, bardzo głośne pierdnięcie? - spojrzałem bez przekonania na Jamesa, który w końcu wrócił do dormitorium. Teraz opowiadał nam o tym, co działo się w „jego” części zamku w chwili, kiedy uczniowie naszego domu znajdujący się w dormitorium panikowali, a na korytarzach ze ścian pospadały obrazy.
- Dobrze, przyznaję. Podłoga zadrżała, ale nic nie spadło, a regały ani drgnęły. Nie wiem, kto je zaczarował i zabezpieczył przed podobnymi sytuacjami, ale odwalił naprawdę dobrą robotę. Dotarło do mnie, że coś się dzieje dopiero, kiedy zabroniono nam opuszczać bibliotekę, a nasza urocza bibliotekarka miała oczy większe niż okulary.
- W to akurat jestem skłonny uwierzyć. - przyznał Syriusz.
- Jeżeli nie wierzysz w moją wersję, zapytaj Petera! - James prychnął urażony. - Był wtedy w bibliotece z Lily i może potwierdzić!
Blondynek pokiwał głową.
- Tym razem James mówi prawdę. W bibliotece nie odczuliśmy wybuchu tak, jak wy tutaj. Nie nazwałbym jednak tego dźwięku pierdnięciem. To było coś między rozrywanym papierem, a pękającą ziemią.
- Nie pytam skąd wiesz jak pęka ziemia. - spojrzenie okularnika przeczyło jednak jego słowom. Był ciekaw i to bardzo.
- Można to sobie wyobrazić… zresztą, nieważne. Mam nadzieję, że więcej nie dojdzie do żadnego wybuchu. Nie chciałbym być wtedy poza biblioteką. - zadrżał na całym ciele. - Coś mogłoby spaść mi na głowę!
- I tak jest pusta. - James zachichotał ze swojego głupiego żartu.
- Dzięki, wiedziałem, że na tobie zawsze można polegać. - prychnął urażony Peter.
- Później będziecie mogli się sprzeczać dalej, ale teraz musimy przedyskutować ważniejszą sprawę. Nasze Uszy Dalekiego Zasięgu zawiodły w starciu z głupią myszą! Jak wcześniej wspominałem, straciliśmy je na rzecz głupiego gryzowania. Musimy je udoskonalić, jeśli chcemy z nich nadal korzystać.
Westchnąłem kładąc dłoń na ramieniu mojego chłopaka.
- Nie możemy robić wszystkiego naraz. Szukać zaklęcia, które uchroni kolejne Uszy, które musimy najpierw zrobić, a do tego węszenie wokół wybuchu Krasnali, jeśli wierzyć temu, co mówią nauczyciele. Dodaj do tego lekcje, naukę do egzaminu. To trochę za wiele. Nawet jak na nas.
- Mój ty głosie rozsądku… - mruknął niezadowolony Syriusz. Jego kolejnym posunięciem było jednak przeanalizowanie każdego z zadań, jakie na nas spoczywały i ustalenie priorytetów.
Zgodnie z naszą wspólną opinią, lekcje i nauka nie mogły na nas czekać, a więc musieliśmy codziennie wypełniać nasze uczniowskie obowiązki. Problem wstrząsów był intrygujący i wszyscy, no może poza Peterem, chcieliśmy się tym zająć, jednak patrząc na to racjonalnie, nie mieliśmy najmniejszych szans, by zdziałać cokolwiek. Wymknięcie się z zamku za dyrektorem lub innym nauczycielem odpadało, ponieważ musielibyśmy cały czas czatować przy drzwiach wyjściowych, a to było niemożliwe w trakcie lekcji lub nauki. Co więcej, nie chcieliśmy ryzykować utraty Peleryny Niewidki, jeśli zostalibyśmy nakryci na wykorzystywaniu jej do łamania zasad i knucia. Zresztą, nikt nie mówił, że nauczyciele ostatecznie podejmą jakąkolwiek interwencje w sprawie Krasnali. Planowali spotkać się z mieszkańcami Hogsmeade, ale plany nie oznaczały, że im się uda. Postawiliśmy więc na udoskonalenie i zabezpieczenie przed zniszczeniem Uszu Dalekiego Zasięgu. To przynajmniej mogło nam dodatkowo pomóc w ćwiczeniu zaklęć na egzamin, co było w tym wypadku dużą zaletą.
- Czy tylko ja jestem już zmęczony tym całym myśleniem? - James położył się na plecach na podłodze, na której siedzieliśmy w kole i westchnął ciężko, jakby właśnie przebiegł całą drogę z zamku do Hogsmeade, a nie przesiedział ostatnich kilka godzin na tyłku najpierw w bibliotece, następnie w naszej sypialni.
- Jeśli ciebie męczy myślenie to jak planujesz w przyszłości odnaleźć się w jakiejkolwiek pracy? - zapytałem.
- To doskonałe pytanie, Remusie. Może nie powinienem pracować? Lily będzie mnie utrzymywała, a ja będę… Cóż, po prostu będę.
- Jasne, niezła próba. Jeśli Evans cię nie zabije to zrobi to jej ojciec. - Syriusz spojrzał na przyjaciela krytycznie. - Nigdy nie pozwoli ci żerować na córce, a ona również nie byłaby zachwycona mając w domu lenia. Nawet gdybyś obiecał, że będziesz zajmował się dzieckiem, kiedy już będziecie jakieś mieli.
- Nawet mi nie mów o dzieciach! - James podniósł się gwałtownie do siadu. - Mam małą siostrę, więc wiem jakie te małe cholery są uciążliwe! Płacz o jedzenie, płacz o zabawki, wszystko ma być wtedy kiedy ona chce i takie, jakie ona chce. Kiedyś nawet próbowała rzucać się po podłodze i wydzierać się jakbyśmy ją ze skóry obdzierali! Uszy mnie bolały, a rodzice po prostu powiedzieli jej, że ma się tak nie zachowywać i ją zignorowali. Podobno tak powinno się postępować i nie ulegać, bo w przeciwnym razie dziecko będzie się tak zachowywać do późnego dzieciństwa, a z czasem znajdzie równie trudny do zignorowania sposób na wymuszanie swoich zachcianek. Nie, dziękuję. Nie chcę dzieci!
- Cy Evans wie? - Black uniósł brew nieprzekonany.
- Nie rozmawiałem z nią o tym i nie planuję w najbliższym czasie. Jest za wcześnie żeby mówić o dzieciach. W każdym razie mając wybór wolałbym ich nie mieć!
- Odwidzi mu się jeszcze. - szepnąłem na ucho Syriuszowi, który zgodził się ze mną skinieniem głowy.
Bez ostrzeżenia i pukania, do naszej sypialni wpadła Zardi. Już od progu dysząc z przejęciem:
- Ale nowina, ale nowina!
Spojrzeliśmy wszyscy na nią, kiedy usiadła w naszym wyjątkowo krzywym kole i posłała każdemu z nas po kolei szeroki uśmiech.
- Nie uwierzycie! Podobno te wstrząsy wcześniej sprawiły, że w Pokoju Wspólnym Slytherinu popękała podłoga! Chwilę, nie przeszkadzać! - upomniała Jamesa, który właśnie otworzył usta aby coś powiedzieć. - A więc, ziemia im się pod nogami rozstąpiła a tam…. Tajemny korytarz! A w tym korytarzu… - zwiesiła dramatycznie głos – Skarb! Serio! Ktoś lub coś gromadziło pod zamkiem skarby! Jak jakiś pirat, bo podobno były tam złote ozdoby i monety, drogie kamienie, zwykłe błyskotki i w ogóle cała masa różności!
Patrzyłem na dziewczynę nie wiedząc, czy powinienem jej wierzyć, czy raczej potraktować ją jak kogoś niespełna rozumu.
- Może ja powtórzę, bo chyba nie zrozumieliście. Skarby! Prawdziwe skarby pod zamkiem! - wskazała podłogę.
- Skąd o tym wiesz? - zapytałem ostrożnie.
- Od Agnes, a ona od swojego chłopaka w Slytherinie.
- Agnes ma chłopaka?!
- Serio, James? Tylko to wyłapałeś z tego, co właśnie powiedziałam? Kij z tym, czy ma chłopaka! Może mieć nawet pudla, papugę i dwie surykatki. Ważne jest to, że jej facet widział te skarby w dziurze na własne oczy. Uprzedzając wasze pytania, niedowiarki. Nie powiedział tego żeby jej zaimponować, ponieważ tę informację potwierdziła także inna osoba z jego Domu. Wprawdzie tym razem po prostu bezczelnie podsłuchałam rozmowę kilku osób, ale to mało istotne. Liczy się to, że pod zamkiem mamy skarb, który trzeba odkryć!
- Przecież właśnie go znaleźli…
- Peter, Peter, Peter. Jaki ty jesteś niekumaty. - westchnęła dramatycznie dziewczyna. - Skoro pod zamkiem znalazł się jeden skarb, to znaczy, że może być ich więcej! Nie wiem, kto go tam ukrył, więc nie wiem czy faktycznie ten byłby jedynym, ale przy odrobinie szczęścia można to odkryć.
- Czekaj, czekaj, czekaj! - coś nagle przyszło mi do głowy. - Skarb w tunelu pod zamkiem. Krasnale kopiące tunele w pobliżu Hogwartu. Czy tylko mi się to tak jakoś podejrzanie zaczyna łączyć w całość?
- Myślisz, że to skarb Krasnali? - Potter miał teraz wypieki na twarzy.
- Może po prostu wiedziały, że gdzieś tutaj powinien być i to właśnie jego szukają. Musimy jednak trochę powęszyć! - odparłem. - Uszy poczekają!
- Uszy? - Zardi spojrzała na mnie pytająco.
- Później ci wyjaśnię. Teraz musimy się dowiedzieć jak najwięcej o skarbie Ślizgonów!

niedziela, 4 sierpnia 2019

Podsłuch (nie)doskonały

Wielka Sala szybko okazała się strzałem w dziesiątkę. Mogliśmy pogratulować sobie z Syriuszem wyczucia, chociaż przy naszym ograniczonym wyborze miejsc, w których mieścili się wszyscy nauczyciele razem, nie było sensu puchnąć z dumy. Niestety nie wszystko było tak piękne i różowe jakbyśmy sobie życzyli, ponieważ przy Wielkiej Sali znajdowaliśmy się w miejscu tak otwartym, że każda wychodząca osoba mogła nas przypadkiem potrącić lub nawet zobaczyć, jeśli Peleryna Niewidka w jakimś miejscu by się osunęła. Lub gdyby ktoś widział nas mimo niej! Nie wiem jakim cudem, ale wszystko było możliwe. Tym bardziej w tej szkole i przy takim gronie pedagogicznym.
Syriusz trącił mnie lekko łokciem w bok i palcem wskazał miejsce, w które mieliśmy się przesunąć. Skinąłem głowę rozumiejąc go. Do tego nie potrzebowaliśmy słów, ponieważ w pewnych sytuacjach były one po prostu zbędne.
Stając przy ścianie w odległości metra od drzwi Wielkiej Sali, Syri pociągnął mnie za koszulkę uginając lekko kolana. Kolejny raz skinąłem głową dla potwierdzenia, że rozumiem i razem uklęknęliśmy. Chłopak wyciągnął z kieszeni Uszy Dalekiego Zasięgu i rzucił jedno z nich w stronę wejścia, skąd dochodziły nas głosy nauczycieli.
Miałem dobry słuch, poniekąd doskonały, ale nawet ja miałem problem ze zrozumieniem tego, o czym mówiono, więc bez opracowanego przez przyjaciół gadżetu, niewiele moglibyśmy zyskać na podkradaniu się i podsłuchiwaniu.
Niestety ucho okazało się nazbyt gumowe, przez co odbiło się od ziemi i wylądowało w złym, nieprzydatnym miejscu. Użyłem więc różdżki aby poprawić jego ustawienie, podczas gdy Syri trzymał drugie blisko naszych uszu, sprawdzając czy cokolwiek słychać z tego, o czym rozmawiano w Wielkiej Sali.
Na początku pojawiły się jakieś zakłócenia, głosy były skrzeczące i mało wyraźne, więc Syriusz zaczął wyginać muszelkę gumowego ucha w różnych kierunkach, aż w końcu znalazł odpowiedni kształt, który pozwolił na wyostrzenie głosów. Teraz z powodzeniem mogliśmy podsłuchiwać.
Nagle przyszło mi do głowy, że może powinniśmy popracować nad czymś w rodzaju Oczu Dalekiego Zasięgu, ponieważ to wiele mogłoby nam ułatwić. Tym bardziej, że dziwnie było słyszeć, ale nie widzieć, co się dzieje.
Zamknąłem oczy chcąc skupić się na słowach, ale szybko je otworzyłem, ponieważ nie czułem się pewnie nie patrząc na drzwi. W końcu ktoś w każdej chwili mógł się w nich pojawić, a wtedy uszy stałyby się sporym problemem i mogłyby nas zdradzić.
- Wracając do tematu… - usłyszałem głos McGonagall przebijający się ponad szeptami innych. - Musimy porozmawiać z Ministrem. Nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli zająć się tą sprawą w jakikolwiek inny sposób.
- Musimy także poprosić o dokładne plany kopanych tuneli. - wtrącił Tenshi. - Rozumiem, że nie powinno do tego dojść, ale w przypadku, kiedy doszłoby do kolejnej detonacji, ziemia ponad tunelem mogłaby się osunąć. Gdyby w tym właśnie miejscu przebywali uczniowie zmierzający do Hogsmeade… - wymownie zwiesił głos.
- To prawda. Krasnale nie słyną z cierpliwości i są bardzo uparte. - odezwał się kolejny znany mi głos, który należał do nauczyciela opieki nad magicznymi stworzeniami. - Będą chciały coś wysadzić to wysadzą, a później powiedzą, że to był wypadek. Nie, nie możemy tego tak zostawić. Musimy mieć pewność, że drogi są w pełni bezpieczne.
- Proponuję też spotkanie z mieszkańcami samego Hogsmeade. - znowu odezwała się McGonagall – Miasto również musi być bezpieczne, jeśli mają w nim przebywać nasi uczniowie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy coś by się im stało tylko dlatego, że głupia dachówka się poluzowała i spadłą komuś na głowę.
- Minerwo, to chyba przesada…
- Horacy, wypadki się zdarzają i nie możemy bagatelizować nawet tych najprostszych. Prawdopodobieństwo mechanicznej szkody jakiegokolwiek budynku jest zdecydowanie większe, kiedy w grę wchodzą nieprzewidziane silne wstrząsy. Czy naprawdę muszę ci przypominać, skąd wziął się ten guz na twojej głowie?
- No już, już. Spokojnie moi drodzy. - wydawało mi się, że słyszę dyrektora, ale głos był dziwnie zachrypnięty. Nie wydaje mi się żeby miał się przeziębić w ciągu kilku godzin do kiedy słyszałem go ostatnio. - Wszyscy wiemy jak dziwne sytuacje zdarzają się z winy nieoczekiwanych wstrząsów. Niebezpieczne okazały się zwykłe batony, a nawet własne pięści. To prawdziwe szczęście, że nie ucierpiał żaden uczeń.
- W przeciwieństwie do nas. - rzuciła piskliwie Sprout.
- Poppy zajmie się naszymi oczami, głowami i gardłami w swoim czasie. Prawda?
- Oczywiście, panie dyrektorze. - szkolna pielęgniarka pospieszyła z odpowiedzią. - Kiedy tylko pozbędę się zwierzyńca ze Skrzydła Szpitalnego.
- Przepraszam po raz kolejny, nie sądziłem, że klatka się otworzy. Ale nie sądziłem też, że zamkiem tak zatrzęsie, że ją upuszczę. Przygotowywałem się do jutrzejszej lekcji z opieki z uczniami piątek klasy, ale przecież już to wyjaśniałem.
- No dobrze, a więc Ministerstwo, plany,spotkanie z mieszkańcami. Ale ile czasu nam to zajmie, skoro musimy pozwolić uczniom wyjść z dormitoriów, a nie mamy pewności, czy nie dojdzie do kolejnego wybuchu. Krasnale pewnie dopiero się rozgrzewają. - głos był znajomy, męski. Niestety nie mogłem przypomnieć sobie do kogo należał. To uświadomiło mi, że powinienem przykładać na co dzień większą wagę do szczegółów.
Piśnięcie, skrzypnięcie i nagle ucho znowu zaczęło trzeszczeć. Spojrzałem na Syriusza,który właśnie poddawał inspekcji muszelkę Ucha Dalekiego Zasięgu, ale wszystko wydawało się być z nim w porządku.
I wtedy moje zmysły zarejestrowały obecność myszy. Spojrzałem szybko na ścianę przy której leżało nasze Ucho. Tym razem to ja trąciłem Syriusza i wskazałem miejsce, w które miał spojrzeć, a tym samym źródło naszego problemu. Jakaś cholerna mysz właśnie obgryzała połączenie między Uszami.
Jak mieliśmy ją odgonić nie wydając żadnych dźwięków i nadal będąc niewidzialnymi? W takich chwilach naprawdę przydałaby się nam kotka woźnego, ale tego parszywego kota nigdy nie było tak, gdzie był potrzebny. Zresztą podobnie jak jej właściciela, który zawsze zjawiał się tam, gdzie nie powinien i w najmniej odpowiednim momencie.
Minęła zaledwie chwila, podczas której nic nie wymyśliliśmy, kiedy to mysz poradziła sobie z naszym gadżetem, złapała pewnie za Ucho i najzwyczajniej w świecie zabrała je ze sobą do swojej dziury, która okazała się ukryta za najczęściej szeroko otwartymi drzwiami Wielkiej Sali.
Zostaliśmy z niczym!
Syri wciągnął resztkę łączącego Uszy sznurka i ze złością patrzył na przegryzioną końcówkę. Miałem wrażenie, że mysz nie uniknie jego zemsty, ale ona musiała poczekać.
Zasłoniłem usta Syriusza dłonią, kiedy usłyszałem zbliżające się kroki kogoś kto wychodził z Wielkiej Sali.  Po sekundzie lub dwóch w drzwiach pojawiła się niska, okrągła sylwetka Sprout. Z zaskoczeniem patrzyliśmy na jej podbite oko. A więc to o tym wspominał dyrektor.
Powoli zacząłem łączyć ze sobą fakty. Czyżby podbiła sobie oko własną pięścią, podczas gdy on omal nie zadźgał się jedzonym batonem? A może to Slughorn miał spotkanie bliskiego stopnia ze swoją pięścią i stąd guz, o którym wspominała McGonagall?
Byłem naprawdę ciekaw co im się przytrafiło, ale tego pewnie nigdy się nie dowiemy.
Za Sprout powoli podążali inni nauczyciele, jednak nie wszyscy opuścili Wielką Salę. Ogółem wyszło ich pięcioro. Tylko dlaczego?
Głupia mysz! Gdyby nie ona, wiedzielibyśmy z Syriuszem, co robić dalej. Zostać, a może się wycofać? Prawdę mówiąc bez Uszu i tak nic nie mogliśmy zdziałać.
Zabrałem rękę z ust mojego chłopaka i palcem wskazałem kierunek, gdzie zniknęli nauczyciele. Tym razem to Syri ruchem głowy potwierdzał, że rozumie moje intencje. Podnieśliśmy się więc powoli i cicho, ostrożnie, na palcach, ruszyliśmy w głąb korytarza. Przynajmniej w przypadku tych psorów wiedzieliśmy, że nas nie widzą, ponieważ żaden nie zareagował na naszą obecność na korytarzu.
Miałem ochotę tupać z frustracji, kiedy zauważyłem, że się rozdzielili i każdy poszedł swoją drogą – na prawo, na lewo, schodami do góry. Musieliśmy szybko zdecydować kogo planujemy śledzić i wybór padł na Slughorna, więc od razu odbiliśmy w prawo. Czy słusznie? Tego mieliśmy się dopiero dowiedzieć.

niedziela, 21 lipca 2019

Szybkie przygotowania

Dalszy rekonesans nie miał w tamtej chwili większego sensu. Posprzątane korytarze nie zachęcały nauczycieli do prowadzenia rozmów na temat tego, co się wydarzyło, a to niweczyło nasz plan. Musieliśmy dowiedzieć się czegoś w chwili, kiedy wszyscy psorzy zbiorą się w jednym miejscu, aby dyskutować na temat ewentualnego przeciwdziałania kolejnym wstrząsom. A przynajmniej liczyłem na to, że tak właśnie postąpią. Skoro winne były krasnale, musiało chodzić o wykopy, a tych na pewno nie prowadzono bezpośrednio pod zamkiem. To przecież byłoby zbyt niebezpieczne i zupełnie niepotrzebne! A może jednak? Tak czy inaczej, podejrzewałem, że problem nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Pozostawało nam tylko mieć oczy i uszy otwarte, aby dowiedzieć się kiedy i gdzie nauczyciele postanowią się zebrać.
Nie mając innego wyjścia, wróciliśmy pod portret Grubej Damy. Wejście było otwarte, prawdopodobnie dlatego, że nauczyciele posprzątali już bałagan na korytarzu i chcieli pokazać uczniom, że są bezpieczni, mimo że nadal nie powinni opuszczać bezpiecznego Pokoju Wspólnego oraz dormitoriów.
Wtedy właśnie usłyszeliśmy głos McGonagall dochodzący ze środka. Od razu zatrzymałem Syriusza i zacząłem wsłuchiwać się w jej słowa. Wyjaśniała prace budowlane prowadzone pod ziemią między zamkiem i Hogsmeade, podczas których krasnale bez ostrzeżenia zdetonowały kilka głazów, czego efektem był wstrząs. Zapewniła także, że pracują nad zabezpieczeniem zamku przed kolejnymi podobnymi wypadkami.
- „Pracują”, czyli jeszcze nic nie ustalili. Mamy szansę coś podsłuchać, jeśli szybko zdobędziemy odpowiedni sprzęt. - szepnąłem Syriuszowi na ucho.
- Kochanie, ja i tak nic nie słyszę, więc nie wiem, o co ci chodzi.
- Och!
- Taaa…
- Wyjaśnię ci później.
Cicho i ostrożnie przeszliśmy przez dziurę za portretem i przesuwając się blisko ścian omijaliśmy uczniów słuchających nauczycielki. Powoli dotarliśmy do naszej sypialni i wślizgnęliśmy się do środka. Nie byliśmy tam jednak sami.
Przechyliłem głowę w bok spoglądając na myszkującą po mojej szafce ciemnowłosą dziewczynę, którą znałem niemal tak dobrze, jak mojego chłopaka.
- Z całym szacunkiem, Zardi, ale co ty właściwie robisz w mojej szafce nocnej?
Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła niemal czarująco. Niemal, ponieważ doskonale wiedziałem, że coś knuje. W przeciwnym razie nie byłoby jej u nas.
- Cóż, u siebie nie mam już miejsca, a muszę przecież gdzieś składować kosmetyki, prawda?
Przesunąłem się odrobinę w bok i zajrzałem do swojej szafki przez ramię przyjaciółki. Moje niemal puste półki były niemal całe załadowane pudełkami, fiolkami i sam nie wiem czym jeszcze. Zbliżyłem się o krok i podniosłem z podłogi jedno z pudełeczek.
- Serum ze świetlików? Serio?
- Magicznie pozyskiwane! Przy jego tworzeniu nie ucierpiał żaden świetlik! Tak pisze na opakowaniu.
Wziąłem głęboki oddech i palcami pomasowałem czoło. Obawiałem się, że dzisiejszy dzień skończy się bólem głowy.
- Popraw mnie jeśli się mylę, ale czy ty masz właśnie fazę na kosmetyki i przesadzasz z ich kupowaniem?
- Yyy… prawdę mówiąc to… tak. - uśmiechnęła się przepraszająco. - Obawiam się, że mam z tym dosyć duży problem. Ale przejdzie mi w końcu! Albo przerzucę się na coś innego, sama nie wiem. W każdym razie, na pewno mi przejdzie i przecież je wykorzystam!
Mogłem się domyślić. Zbyt długo nie miała żadnego dziwnego pomysłu. Cisza przed burzą w jej przypadku, podobnie jak u małych dzieci, zawsze kończyła się czymś kosztownym.
- Zardi… - westchnąłem ciężko. - Esencja nawilżająco-wygładzająca. Ok. Ale po jaką cholerę potrzebujesz trzech pudełek kremu matującego i dwóch zestawów kremów i serów na pierwsze zmarszczki?! A paleta cieni do brwi? Ty nie malujesz brwi!
- Mam zamiar zacząć. - mruknęła speszona. - No i mam pierwsze zmarszczki! O tutaj, pod oczami! Bo nigdy nie uważałam i zawsze naciągałam skórę! - wskazała na swoje oko.
- Daj spokój, Remusie. Przejdzie jej i połowę z tych rzeczy da tobie żebyś wykorzystał zamiast niej. - Syriusz poklepał mnie po ramieniu. - Teraz mamy na głowie ważniejsze sprawy niż jej kosmetyki. Musimy znaleźć ten podsłuch, nad którym pracowaliśmy z Jamesem ostatnio. Wiesz, te uszy dalekiego zasięgu.
Łatwo było mu mówić, ponieważ to nie jego szafka nocna właśnie zmniejszyła swoją wolną przestrzeń, która czekała tylko na nową dostawę czekolady. Nie wątpiłem jednak, że kiedy u mnie zabraknie miejsca, dziewczyna zapełni także jego nocną szafkę.
- Dobrze, gdzie mam zacząć?
- Poszukaj pod łóżkiem Jamesa. Ja pogrzebię w jego rzeczach. - Syri rozdzielił zadania, podczas gdy Zardi wróciła do upychania swoich kosmetyków. Kochałem ją, ale czasami naprawdę się o nią martwiłem. Jak ona miała sobie w życiu poradzić z takim podejściem?
Zatkałem nos klękając i zaglądając do Potterowego „burdelnika”. Skarpety brudne, skarpety bez pary, zaginione bacie, których chłopak szukał przed tygodniem, otwarta paczka cukierków, zużyte chusteczki, paczka ogórków.
- J. śpi na ogórach. - rzuciłem do przyjaciół z przerażeniem.
- Co?! - zakrzyknęli równocześnie Zardi i Syriusz.
- Sami popatrzcie. - zrobiłem im miejsce.
Wyglądali niemal jak bliźnięta, kiedy tak klęcząc obok pochylili swoje ciemne głowy zaglądając pod łóżko okularnika.
- Wow, faktycznie! Ja rozumiem spać na pieniądzach, ale ogórkach? - mruknęła dziewczyna.
- Nie chcę sobie wyobrażać nawet smrodu, jaki będzie stamtąd dochodził, kiedy te ogóry spleśnieją. - dodał Syriusz. - O, uszy! - sięgnął odważnie pod łóżko i wyjął spod niego parę gumowych uszu, które sam zaczarowywałem aby słyszały na odległość. Na pomysł wpadł James, kiedy przeglądając jedną z gazet zobaczył zdjęcie zabawkowego telefonu, którym bawiła się dwójka mugolskich dzieci. Dwa kubki połączone nicią. Na początku nie byłem pewny, czy to aby na pewno zadziała, ale po przejrzeniu kilku ksiąg z zaklęciami udało się nam znaleźć coś odpowiedniego. Najtrudniejszym zadaniem było ulepienie uszu z ciasta. Dodaliśmy do niego kilka składników wykradzionych z pracowni eliksirów i resztą zajęli się J. i Syri. Nie wiem nawet czy je wypróbowali, ale jeśli Syriusz o nich pomyślał to najwyraźniej coś było na rzeczy.
Zardi nawet nie pytała po co nam one. Podejrzewałem, że będzie chciała wiedzieć, czego się dowiedzieliśmy dzięki nim, więc nie musiała już teraz przeprowadzać swojego przesłuchania. Była wystarczająco inteligentna by samodzielnie wyciągnąć wnioski z tego, co już wiedziała i co usłyszała od McGonagall jednocześnie myszkując po naszym pokoju.
- Idziemy! - Syriusz objął mnie w pasie i nakrył nas peleryną. - Zardi, ty pilnujesz fortu i postaraj się nie zrujnować nam sypialni, dobrze?
- Nie boj nic! - machnęła ręką z głową w mojej szafce.
Po Pokoju Wspólnym kręciło się bardzo niewiele osób, wejście było zamknięte, a McGonagall nie było już widać. Nie mieliśmy żadnego planu, ale wydostanie się z pokoju było niezłym początkiem. Zastanawiałem się czy nie potrzebujemy pomocy, kiedy to Syriusz wyjął różdżkę i zaklęciem otworzył okno, a następnie wywołując sztuczny wiatr przepchnął Grubą Damę.
Zaimponował mi tym, ponieważ sam nawet o tym nie pomyślałem. Spojrzałem na niego z podziwem, a on uśmiechnął się dumny z siebie.
Na palcach, ale starając się zrobić to szybko, ruszyliśmy w stronę wyjścia. Jeden z uczniów właśnie zamykał okno i tylko kwestią czasu było, kiedy ktoś postanowi zamknąć także przejście.
Udało nam się wymknąć w ostatniej chwili, ponieważ jak się okazało uczynny chłopak był także zadziwiająco szybki. Niewiele brakowało a przyciąłby pelerynę obrazem i wszystko mogłoby się wydać, a przecież peleryna miała być tajemnicą.
Oddaliliśmy się od ciekawskich uszu obrazów zanim zaczęliśmy szeptać planując swój kolejny krok.
- Wielka Sala. - rzucił Syriusz, a ja przytaknąłem zgadzając się z nim. To był dobry początek. W szczególności jeśli mieli zmieścić się tam wszyscy nauczyciele. W gabinecie dyrektora mogło nie być wystarczająco dużo miejsca.

niedziela, 5 maja 2019

Wzdychanko

Kiedy tylko James dołączył do Syriusza, obaj zajęli się tworzeniem swojego wehikułu czasu zaczynając od rozkręcania nie jednego, ale trzech szkolnych krzeseł. Patrzyłem na to z niedowierzaniem, ale nie komentowałem. Podejrzewałem, że i tak wiedzieli, co o tym wszystkim myślę. W końcu moja mina była bardzo wymowna. To nie ulegało wątpliwości. Taką przynajmniej miałem nadzieję, ponieważ dwójka moich szalonych przyjaciół powinna zdawać sobie sprawę z tego, że nie zachowują się jak każdy inny normalny nastolatek. Może liczenie na to, że dotrze do nich absurd ich pomysłu to trochę zbyt wiele, ale i tak wolałem spróbować. Nie chciałem ich przecież obrazić, ale zdecydowanie planowałem dotrzeć do tych dwóch mózgownic, które miały w sobie bardzo niewiele rozumu i zdrowego rozsądku.
Kogo ja oszukiwałem? Oni nigdy nie wpadną na to, co jest nie tak z ich pomysłami. Tym bardziej, kiedy tak bardzo napalili się na ten.
Przyglądałem się więc w ciszy, jak rozbierali krzesła na czynniki pierwsze. Skąd oni w ogóle je wzięli? Jeśli nauczyciele zauważą braki w salach lekcyjnych na pewno rozpęta się piekło. Na pewno się do nich przywiązali lub po prostu woleli, aby uczniowie siedzieli na ich zajęciach zamiast stać nad nimi.
A może przesadzałem i krzesła pochodziły z rupieciarni, gdzie trzymano wszystkie szkolne niepotrzebne, a czasami także zepsute sprzęty?
- Remusie, mógłbyś tyle nie wzdychać? To irytujące.
- Hm? - wyrwany z zamyślenia spojrzałem na Jamesa.
- Wzdychasz. Co minutę. To działa mi na nerwy i Syriuszowi pewnie również.
Przeniosłem spojrzenie na mojego chłopaka, który wzruszył ramionami.
A więc naprawdę wzdychałem nie wiedząc o tym?
- Eh. - znowu westchnąłem, tym razem całkiem świadomie i zarumieniłem się, kiedy dwójka moich towarzyszy spojrzała na mnie wymownie. - Dobrze, przepraszam! Postaram się więcej tego nie robić. Po prostu nie do końca rozumiem jak chcecie przerobić te krzesła na… no… wehikuł czasu.
- Magią, mój drogi powątpiewający Lunatyku. Magią!
- Więc macie odpowiednie zaklęcia? - zapytałem z podekscytowaniem i niedowierzaniem.
- Mamy? - Syriusz spojrzał zdziwiony na Pottera.
- Yyy… Mówiłem tak na przyszłość… Na razie nic nie mamy. Ale będziemy mieć!
No i znowu westchnąłem, ale tym razem zrobił to także Syriusz, więc nie czułem się ani trochę winny. To nie moja wina, że James planował tak dalece do przodu i pchany do przodu samą wiarą, ponieważ nie miał żądnej pewności, że to, co sobie zaplanował jest możliwe.
- Pamiętasz ten eliksir zmiany płci, który miałeś opracować? - zapytałem. Nie chciałem nacierać mu ran solą, ale jednak powinien wiedzieć, że jego wehikuł to nie jedyny projekt jakiego się podjął. I którego zapewne nigdy nie ukończy.
- Hej! Nie oszukujmy się, nie jestem dobry z eliksirów. Raczej nazwałbym się przeciętnym, zresztą podobnie jak my wszyscy, więc praca nad eliksirem zajmuje trochę więcej czasu niż przypuszczałem!
- Ty w ogóle już nad nim nie pracujesz, J.
- To… nie do końca prawda. Po prostu wyczerpałem wszystkie najbardziej oczywiste pomysły i teraz poszukuję brakującego składnika, inspiracji w naturze…
- Inaczej mówiąc nie masz pojęcia, co robisz.
- Y… prawdę mówiąc to akurat prawda. Chociaż tak w sumie to liczę na szczęście. Wiesz, przypadek. Wszyscy wielcy odkrywcy doszli do czegoś przypadkiem!
Pokiwałem głową nie komentując tego, ponieważ nie miałoby to najmniejszego nawet sensu. Z jednej strony okularnik miał rację, z drugiej jednak opowiadał straszne głupoty. Tyle, że były to bardzo Jamesowe głupoty, więc mogłem się ich spodziewać.
- Dobra, mam dosyć tego rozkręcania. Muszę odpocząć. - Syriusz zostawił swoje liczne śrubokręty i inne przyrządy, które uznali z Jamesem za niezbędne.
Dosiadł się do mnie na moim łóżku i objął mnie ramieniem w pasie, kładąc głowę na moim ramieniu.
Moje nozdrza wypełnił jego przyjemny, świeży zapach. Tak dobrze mi znany i tak przeze mnie uwielbiany, połączony z ostrą wonią wody po goleniu. Ciepła ręka chłopaka spoczęła na moim kolanie i gładziła je lekko, sunąc w górę po moim udzie, a następnie zjeżdżając w dół. To było niczym obietnica. Nie musiał mówić, co planował, ponieważ potrafił przekazać to dotykiem, tymi dwiema sekundami, kiedy jego dłoń zatrzymywała się niedaleko mojego krocza, tym subtelnym, ledwie wyczuwalnym mocniejszym uciskiem palców na mojej skórze.
Jego twarz nie zdradzała nic, dla osoby z zewnątrz jego dotyk był tylko niewinną pieszczotą zakochanego chłopaka. Dla mnie był jednak niczym sprośności szeptane do ucha w odniesieniu do dzisiejszego wieczora, kiedy wymkniemy się wspólnie do łazienki prefektów, a później wrócimy do łóżka i zaśniemy wtuleni w siebie. Po tylu latach związku pewne rzeczy były po prostu oczywiste.
- Wiesz, Remi, kiedy tak się tu bawię z tymi krzesłami, myślę o tym, co będzie kiedyś. - zaczął mi szeptać na ucho. - Widzę nas, kiedy w końcu ze mną zamieszkasz. Ja majsterkuję przy motocyklu, a ty robisz, na co tylko masz ochotę.
- Czyli zastanawiam się, które zaklęcie będzie wystarczająco silne aby usunąć plamy smaru z twoich ubrań? - zachichotałem.
- Jeśli byś chciał…
- Nie. Zdecydowanie bym tego nie chciał. Tak naprawdę to nie wyobrażam sobie życia, kiedy muszę gotować, sprzątać, robić pranie i ogólnie troszczyć się o dom. Co innego ogród. Na tym trochę się znam, ponieważ mama hoduje rośliny do swoich eliksirów, więc myślę, że to mogłoby mi się przydać w pracy. Ale żebym miał zajmować się czymś więcej pełnowymiarowo? Nie… No i przeszkadzałoby mi to w pracy, bo przecież podczas zlecenia nie będę miał stałych godzin.
- Nie chcesz być moją żoneczką?! - Syri udał przejęcie.
- Bardzo zabawne.
Syri posłał mi szeroki uśmiech.
- Ja również nie chcę abyś nią był. Czułbym się koszmarnie, gdyby tak miało być. Od razu przypomina mi się dół Zardi, kiedy nic nie powiedziała, gdy jej były „największy błąd jej krótkiego życia” insynuował ich wspólną przyszłość i to, że miałaby urodzić dziecko, cerować mu ubrania i powiedział żeby uczyła się gotować.
- Nawet mi o tym nie przypominaj! - pisnąłem – Podejrzewam, że ona nadal czuje się jakby zdradziła samą siebie, kiedy sobie o tym przypomina.
- Za to jeśli James jakimś cudem znajdzie sposób na chwilową zmianę płci to przynajmniej mamy kogoś, kto jako pierwszy wypróbuje eliksir. - ten komentarz wywołał uśmiech u nas obu.
Tak, jeśli istniałaby możliwość zmiany płci, Zardi od razu by się temu poddała. Kiedyś mówiła nam, że chciałaby móc zmieniać płeć na życzenie, w zależności od tego, co bardziej jej pasuje danego dnia. Kiedy była młodsza, imponowali jej mężczyźni i chciała być jak oni. Tera oswoiła się ze swoją kobiecością, ale nie była do niej przywiązana i uważała, że wykorzystywanie kobiecych walorów jest poniżające i świadczy o braku szacunku dla siebie.
- Jak to możliwe, że nagle zeszliście na temat Zardi? - James spojrzał na nas ze swojego miejsca na podłodze, gdzie nadal zajmował się rozkręcaniem opornych krzeseł.
- Chyba dlatego, że ona nie wie nic o naszym nowym projekcie, więc będzie wściekła, kiedy dowie się, że nie została wtajemniczona od razu. - Syri wzruszył ramionami odpowiadając na pytanie okularnika, ale widziałem po jego minie, że wcale nie było mu to obojętne. Zardi była dla nas wszystkich jak siostra. - A nie oszukujmy się, będziemy w pewnym momencie potrzebować jej pomocy. Zawsze jej potrzebujemy.
- Ubłagamy ją! - James machnął lekceważąco ręką. - Wiesz, że ona nigdy się długo na nas nie gniewa. Podenerwuje się, może powrzeszczy, potupie i przejdzie jej. Wymyśli co chce na przeprosiny i po sprawie. Ona jest jednym z najbardziej stałych przyjaciół jakich mamy poza sobą nawzajem.
Żaden z nas nie mógł temu zaprzeczyć.
- Dobra, wracam do wehikułu! - Syriusz dał mi buziaka w policzek i zadowolony przesiadł się z łóżka na swoje miejsce na podłodze.
Pokręciłem głową i westchnąłem.
Roześmialiśmy się wszyscy, ponieważ nie robiłem tego, kiedy Syriusz był obok, a teraz znowu z tym zaczynałem. Widać przyjaciele będą musieli jakoś pogodzić się z wydawanymi przeze mnie odgłosami.

niedziela, 17 marca 2019

Apokalipsa zombie

6 maja
Byłem zmęczony i sam nie wiedziałem dlaczego. Przecież nic dzisiaj nie robiłem. Fakt, czasami stawałem się zmęczony z powodu nieróbstwa, ale nie przypuszczałem, że będzie tak akurat dzisiaj. Co różniło ten dzień od innych? Nic. Po prostu nigdy nie sądziłem, że akurat moje aktualne dzisiaj będzie należało do tych kiepskich, kiedy to moja psychika będzie dawała mi się we znaki.
- Potrzebujesz jedzenia.
- Hm? - spojrzałem na Syriusza, który siedział obok mnie na sofie przy kominku i stoliku w Pokoju Wspólnym.
- Jesteś blady, widzę jak ciapiesz oczami. Potrzebujesz energii, a ona jest w jedzeniu.
- Od kiedy jesteś specjalistą w tej dziedzinie? - spojrzałem na niego z miną mówiącą „nie zaczynaj ze mną, bo nie jestem w nastroju”.
- Od kiedy chodzę i sypiam z wilkołakiem, którego znam lepiej niż on sam zna siebie. - Syriusz wcale nie wydawał się przejmować moim ostrzegawczym spojrzeniem i wymowną miną. Wręcz przeciwnie. Podejrzewałem, że gdyby miał okazję i ochotę denerwowałby mnie specjalnie, abym tylko rozładował jakoś napięcie.
Westchnąłem poddając się.
- Niech ci będzie. - nie było sensu żebym się z nim sprzeczał. Tym bardziej, że mógł mieć rację.
Nazywałem się Remus Lupin, byłem wilkołakiem i czarodziejem uczącym się w Hogwarcie, Szkole Magii i Czarodziejstwa. To chyba oczywiste, że nie wszystko w moim życiu było jasne i klarowne.
Syri uśmiechnął się szeroko, jakby tylko na to czekał. Aż podskoczyłem, kiedy nagle krzyknął:
- Zardi! Wnoś!
Rozejrzałem się po Pokoju. Grający w szachy Peter i James spojrzeli na Blacka, a następnie również zaczęli świdrować wzrokiem wnętrze.
- Spokojnie, dotrze tu. Pewnie przeżuwa…
- Słyszałam to, Black! I gdybym nie trzymała talerza, dostałbyś w łeb. - Zardi pojawiła się za chłopakiem jakby znikąd. W rękach trzymała naprawdę wielki wspomniany talerz, na którym ułożona była kopka donatów. - Częstujcie się! A w szczególności ty, Remusie. - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie szeroko. - Utuczę cię, jak zła czarownica Jasia. - wyszczerzyła się nagle. - A później będę używać jako miękkiej podusi.
Syriusz ze skwaszoną miną odchylił głowę do tyłu, aby spojrzeć z dołu na stojącą nad nim dziewczynę i w ten sposób wyrazić swoje niezadowolenie z jej komentarza. Nie wierzyłem, że naprawdę jest zazdrosny, ale wypadało zareagować, więc to robił.
- O, stolik! - dziewczyna położyła mu talerz na czole.
- Zabiję…
- Ja również cię kocham. - Zardi nic sobie nie robiła z jego gróźb.
Zresztą ja również nie. Podczas kiedy oni się ze sobą drażnili, ja sięgnąłem po donata i za jednym zamachem odgryzłem niemal połowę. Był miękki, aromatyczny i jeszcze ciepły. Pochłonąłem go szybko i sięgnąłem po kolejny. Ten był czekoladowy i miał w środku śmietankowe nadzienie. Zdążyłem porwać dwa jednocześnie, zanim Peter i James dorwali się do talerza.
- Nie karmią was w tej szkole, czy jak? - Zardi spoglądała trochę zaskoczona na jedzącego szybko Petera oraz wpychającego do ust całego donata Jamesa. Jeśli dodać do tego tempo, w jakim ja zjadłem swoje, rzeczywiście miała podstawy by zadać to pytanie.
Zawstydzony zarumieniłem się.
- Nie przejmuj się nią i jedz. - Syriusz uścisnął moją dłoń i uśmiechnął się. - Zardi, zabieraj ten talerz z mojego czoła!
- Tak, tak. - dziewczyna podniosła go, a Syri odetchnął z ulgą.
Rozmasował szyję i ponownie posłał mi zachęcający uśmiech.
Odpowiedziałem na to tym samym, czując się znacznie lepiej, niż jeszcze przed chwilą. Nie wiem, czy naprawdę zawdzięczałem to jedzeniu i przyjętym właśnie cukrom, ale zdecydowanie byłem zadowolony z faktu, że mogę siedzieć wśród przyjaciół i opychać się kaloriami bez obaw, że mój chłopak będzie miał pretensje, kiedy przybędzie mi dodatkowy kilogram lub dwa. Byłem prawdziwym szczęściarzem.
- A ty? - zapytałem w końcu przyjaciółkę, kiedy zauważyłem, że podczas kiedy my się objadaliśmy, a Syriusz pościł z racji swojej niechęci do słodyczy, Zardi nie poczęstowała się ani jednym donatem.
- Nie, dzięki. Odchudzam się.
Przestałem przeżuwać w tym samym czasie, co J. i Peter, a następnie wszyscy, wliczając Syriusza, spojrzeliśmy na dziewczynę.
- Że co? - wydusił James niewyraźnie, ponieważ jego usta były wypchane pączkowym ciastem.
Dziewczyna westchnęła ciężko. Najwyraźniej nie miała ochoty tego tłumaczyć, ale uznała, że powinna rzucić trochę światła na całą sytuację.
- Odchudzam się żebym łatwiej było mi się poruszać, do tego powoli zaczęłam ćwiczyć mięśnie. No wiecie, brzuch, nogi i podnoszę jakie małe ciężarki, aby mieć więcej siły w ramionach. Myślę też o wzmocnieniu uścisku dłoni. - gdybym nie bał się, że przeżuty do połowy donat wypadnie mi z ust, pozwoliłbym swojej szczęce opaść trochę w dół. - Hej, to na wypadek apokalipsy zombie, dobra?
- Czegoś ty się znowu naczytała? - zapytałem.
- No właśnie niczego. Niczego związanego z zombie. Od całych wieków nie czytałam niczego o apokalipsie zombie, ale tak jakoś ostatnio przyszło mi do głowy, że może przydałoby się na nią przygotować. Tak na wszelki wypadek.
- Jesteś pewna, że dobrze się czujesz? - Syriusz wyciągnął rękę i dotknął jej czoła. - Nie masz gorączki? Albo jakiejś egzotycznej choroby?
Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Syri byłby w niezłych opałach.
- Ostatnio czytam same romanse, a przynajmniej najróżniejsze gatunki z romansem w tle i na zombie nie trafiłam w żadnym z nich, ale tak się nagle zaczęłam zastanawiać, co by było gdyby. Z moją aktualną siłą pięcioletniego dziecka, nie miałabym szans. A tempo mojego uciekania i wytrzymałość również zostawiają wiele do życzenia. Byłabym jedną z pierwszych ofiar apokalipsy zombie! Nie mogę do tego dopuścić, więc postanowiłam o siebie zadbać.
Syriusz przetarł twarz dłońmi i westchnął głośno, głęboko, niczym ojciec, który zastanawia się, jak wyjaśnić dziecku po raz tysięczny, że nie kupi mu zabawki, na którą dziecko nalega.
Wróciłem do jedzenia, podobnie zresztą jak dwójka innych łasuchów w naszym gronie i nie skomentowałem wypowiedzi przyjaciółki. Najdziwniejsze było to, że chociaż doskonale wiedziała, że to, co mówi jest niemożliwe i nie grozi nam żadna apokalipsa zombie, to jednak potrafiła traktować to poważnie. Jak ona to w ogóle robiła? Jak można w coś nie wierzyć, a jednak zachowywać się tak, jakby było to możliwe lub pewne? Chyba tylko ona potrafiła coś takiego robić.
To jak nie wierzyć w Świętego Mikołaja, ale nadal pisać do niego listy, bo to jednak ma swój czar, a on może kiedyś okazać się prawdziwy, kiedy niemożliwe stanie się możliwe.
To było tak skomplikowane, że sam nie mogłem tego pojąć, a co dopiero zrozumieć.
- Jesteś wyjątkowa, wiesz o tym, prawda? - Syri pokręcił głową nadal nie mogą uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Przynajmniej to dało się odczytać z jego miny.
- Tak, wiem, ale i tak dzięki.
Bardzo szybko poradziliśmy sobie z większą częścią przyniesionych przez dziewczynę smakołyków. James i Peter zapomnieli nawet o szachach, kiedy objadali się, chociaż byli już pełni i z trudem mieścili w sobie kolejne donaty. Sam zjadłem jednak o jednego lub nawet dwa za dużo i teraz czułem się, jakbym miał się już więcej nie podnieść ze swojego miejsca. Byłem wielki, ociężały i ważyłem chyba piętnaście kilogramów więcej, niż przed pojawieniem się Zardi.
- I teraz, kiedy widzę jacy jesteście objedzeni, wyobraźcie sobie, że zostajecie zaatakowani przez bandę pożerających ludzi zombie i musicie uciekać aby się ratować.
- O trupach przy jedzeniu?! - Potter skrzywił się i wydawało mi się, że pozieleniał na twarzy.
- No, co? Myślisz, że one będą dbać o to, czy coś jesz, czy nie, kiedy zaatakują? Będą jęczeć, śmierdzieć i… O właśnie sobie przypomniałam, że jednak czytałam coś o zombie. Nie o apokalipsie, ale jednak jakieś zombiaki się tam pojawiały… Tyle, że było ich niewiele i łowcy zawsze je zabijali…
- Zwymiotuję. Jeszcze jedno słowo o zombie i będę rzygał. - James naprawdę był teraz zielony.
- Dobra, dobra. Już się zamykam. - Zardi podniosła ręce w pojednawczym geście. - Jeszcze donacika? - podsunęła okularnikowi talerz.

środa, 2 stycznia 2019

Polowanie w sweterku na złodziejaszka

🎇🎆PIERWSZA NOTKA NOWEGO ROKU!🎆🎇
MIEJMY NADZIEJĘ, ŻE W 2019 ROKU: WPISY BĘDĄ DODAWANE REGULARNIE, szczęśliwie skończę studia podyplomowe i dostanę cholerny papier, o który teraz walczę, znajdę pracę w jakiejś uroczej szkole lub przedszkolu, uda mi się wypromować mój dwujęzyczny blog recenzencki... W sumie to życzeń i planów na ten rok mam wiele. Zobaczymy jak będzie!
💟SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU DLA WAS, KOCHANI! OBY WASZE MARZENIA SIĘ SPEŁNIŁY :)

Przechyliłem głowę w bok przyglądając się trzymanemu przez Victora Wavele swetrowi, czy też „sweterkowi”, co było lepszym określeniem na to, co mężczyzna miał w dłoniach. Delikatna, cienka włóczka była śnieżno biała, a sam „sweterek był trochę dłuższy, zaś pół pleców było całkowicie odkryte, nie licząc licznych wstążek, które krzyżowały się przewleczone przez kilka dziurek.
- Jesteś pewny, że to zadziała? - Syriusz szturchnął sweter palcem. - Nie wygląda mi to na coś szczególnie pożądanego przez mężczyzn… Auć! Zgłoszę to! - Syriusz dostał w głowę od nauczyciela run.
- Zgłoś. - prychnął psor z wyzywającym spojrzeniem. - Ten seter kosztował fortunę i zapewniam cię, że jest hitem tegorocznej wiosny.
- Tak w sumie, Syriuszu, to on ma rację. - James pokiwał głową zgadzając się z Wavelem. - Jest całkiem seksowny, więc na właściwej osobie będzie wyglądał obłędnie.
- Widzisz! Chociaż teraz zastanawiam się, czy James powinien tu być, kiedy Noel go na siebie założy… Auć!
Tym razem to Wavele dostał po głowie od Noela.
- Nie jestem moją siostrą, więc bez takich.
- Dobrze już, dobrze.
- A zaklęcia. - zabrałem w końcu głos. - Jest pan pewny, że wszystkie zadziałają?
- Tak, Remusie. Wszystkie zostały sprawdzone. Poza tym mamy jeszcze runy. W każdym razie sweter jest połączony z zaklęciem namierzającym i chroniony przed magią Skrzatów Domowych, więc ten mały gnojek nie zdoła go zabrać, a jeśli nawet to nie bez problemów, a więc będzie musiał pofatygować się osobiście. Wtedy nawet jeśli sweter zniknie, będzie tam, gdzie ta cholera i tak dowiemy się, gdzie się ukrywa.
- No dobrze, a naszym zadaniem jest rzucić zaklęcia, kiedy tylko go zobaczymy, aby uwięzić go tutaj. - Peter powtórzył to, co jakiś czas temu wyjaśniał nam nauczyciel.
- Dokładnie. Chociaż ty nie musisz rzucać zaklęć, dla bezpieczeństwa nas wszystkich. Zostawimy cię sam na sam ze Skrzatem, kiedy już go złapiemy.
Miałem ochotę się roześmiać. Wavele planował torturować Skrzata Domowego zaklęciami Petera. To naprawdę  miało sens i było potwornie złe. W końcu zaklęcia Petera były nieprzewidywalne.
- Dobra, zróbmy to i miejmy z głowy. - Syriusz westchnął tak ciężko, że zwrócił na siebie uwagę nas wszystkich. - No co? To żadna przyjemność polować na walniętego Domowego Skrzata.
Nikt tego nie skomentował. Zamiast tego, schowaliśmy się w ustalonych wcześniej miejscach pokoju i po prostu czekaliśmy.
W tym czasie Noel Seed zdjął z siebie koszulę i założył biały sweter. Musiałem przyznać, że leżał na nim lepiej niż sądziłem i zacząłem powoli rozumieć, co ludzie mogą w nim widzieć w tym sezonie.
Sweter nie znikał, co było dobrym i złym znakiem jednocześnie. Plan mógł, ale nie musiał zadziałać. Czekaliśmy więc, a w tym czasie Noel starał się zachowywać naturalnie przeglądając się w lustrze i sprawdzając jak leży na nim sweter, który tak w ogóle to leżał lepiej niż dobrze zupełnie jakby z każdą chwilą coś się zmieniało na lepsze. Chociaż wiedziałem, że to przecież niemożliwe, więc najwyraźniej po prostu przyzwyczajałem się do tego, jak wyglądał ten i tak przystojny mężczyzna.
Puff! Aż się przestraszyłem kiedy na środku pokoju pojawił się młody wykolczykowany Skrzat Domowy. Jego oczy utkwione były w swetrze Noela, który odwrócił się gwałtownie od lustra. Miałem wrażenie, że i jego wystraszyło to nagłe pojawienie się małej poczwary.
To ja byłem tu wilkołakiem, ale to Wavele zareagował najszybciej i zdążył rzucić pierwsze zaklęcie kiedy ja dopiero wstawałem z gotową różdżką, a zaraz za mną ze swojego ukrycia wyskoczyli James i Syriusz.
Skrzat zdecydowanie się tego nie spodziewał i dzięki temu udało nam się powstrzymać go przed rzuceniem się nam do gardeł. Na pewno chciał też rzucić kilka zaklęć, ale runy, które nauczyciel wyrysował na podłodze zadziałały, ponieważ zapłonęły mocą i zgasły po chwili.
Nie wiem czy Skrzat był bardziej zaskoczony czy zdenerwowany, ale nie ulegało wątpliwości, że nie należał w tej chwili do najszczęśliwszych. Kiedy zamknęła się wokół niego lśniąca, magiczna klatka, zaczął rzucać się w jej wnętrzu jak szalony.
- Zrobisz sobie krzywdę, przestań! - głos Noela przedarł się przez wściekłe powarkiwania Skrzata Domowego. Mężczyzna podszedł bardzo blisko klatki zanim w ogóle ktoś zdołał go przed tym ostrzec. - Nie rób tak. - patrzyłem z otwartymi ustami, jak mężczyzna kładzie dłoń na zaciśniętej na magicznych kratach ręce małego złodzieja.
Skrzat spojrzał na niego zaskoczony. Cóż, było nas dwóch.
Seed pokręcił głową. Wyglądał jak anioł z jakiegoś obrazu w tym białym swetrze, niczym w jasnej szacie i z niesamowitą łagodnością wymalowaną na twarzy.
- Noelu…
- Cicho, Victorze. Ten Skrzat jest taki młody…
- To złodziej.
- Sio! - Noel odsunął się od klatki i machnął ręką. - Wszyscy wychodzicie.
- Hę?
- Nie „hę”, Victorze, tylko wychodzisz razem z chłopcami, a ja zajmę się resztą. Jeśli będę potrzebował pomocy, dam wam znać. Do tego czasu czekacie pod drzwiami. No już, sio.
Wavele najwyraźniej zaniemówił, ponieważ nie powiedział zupełnie nic, nawet kiedy Noel wypychał go za drzwi. Ja i moi przyjaciele wyszliśmy po dobroci.
- Co to było? - Syri spojrzał na swojego ulubionego nauczyciela, który wpatrywał się z niedowierzaniem w drzwi.
- A bo ja wiem? Tego nie było w planie. To Peter miał się nad nim znęcać, a nie Noel go pocieszać. - mężczyzna spojrzał na nas i wzruszył ramionami. - Miejmy nadzieję, że on naprawdę wie, co robi.
- W przeciwnym razie straci pan ten drogi sweter.
Z trudem powstrzymałem śmiech wywołany żartem Syriusza. Wavele nie uznał go jednak za równie zabawny i rzucił chłopakowi mordercze spojrzenie. Cóż, jeśli ktoś mógł się z nim drażnić to był to tylko Syri.
- Ten Skrzat nie da się drugi raz złapać na to samo…
- Oj, zamknij się już, Syriuszu! Noel go nie wypuści, a przynajmniej nie po to żeby nas dalej okradał. Wie jak bardzo chcę odzyskać to co ta cholera zabrała. Wszystko jest pod kontrolą. Czekamy.
Wymieniliśmy spojrzenia z przyjaciółmi. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że ten niespodziewany obrót spraw skończy się tak, jak to zaplanowaliśmy lub przynajmniej w sposób bardzo zbliżony. Nie potrzebowaliśmy więcej problemów, niż te, które już mieliśmy z winy Skrzata. James chciał odzyskać dziewczynę, a ja nie miałem nic przeciwko ubieraniu się w lepsze rzeczy, bo przecież miałem w szafie i takie.
W sumie to Seed wspomniał coś o tym, że Skrzat był młody, więc może po prostu zrobiło mu się go żal? Nie widziałem innego wytłumaczenia dla jego zachowania. Nie byłem jednak znawcą w tym temacie, więc nie miałem pojęcia na ile Seed miał rację, co do wieku Skrzata. No i nie zmieniało to faktu, że Hagrid próbował już pomóc złodziejaszkowi i jedyne, co osiągnął to sprowadził nam go na głowy w szkole. Może więc Skrzat miał jakieś niezrozumiałe talenty lub znał zaklęcia, które sprawiały, że osoba o miękkim sercu zaczynała mu współczuć i tak wychodził z opałów?
Podzieliłem się swoimi obawami z moją „paczką”, do której zaliczyłem także na dzień dzisiejszy nauczyciela run.
- Nie mówię, że to niemożliwe… Jeśli jednak to prawda to jesteśmy w ciemnej du…
- pie. - dokończył za nauczyciela James.
- szy! - poprawił go sam Wavele. - Ciemnej duszy!
- Jasne. - okularnik machnął ręką na „polityczną” poprawność psora.
- Więc co robimy? Wchodzimy? - zapytałem.
- Tak. - nauczyciel podjął decyzję, ale zanim to my wtargnęliśmy do pokoju, drzwi same się otworzyły. Noel Seed zaprosił nas do środka.

niedziela, 18 listopada 2018

Trzy nadzienia

Patrzyłem podejrzliwie na leżącą przede mną czekoladę, co jakiś czas przenosząc spojrzenie z niej na siedzącego naprzeciwko mnie Syriusza. To, że chłopak dawał mi tego rodzaju prezenty nie było niczym dziwnym, ale fakt, że postanowił towarzyszyć mi przy jedzeniu już tak.
- Co jest z nią nie tak? - zapytałem chyba po raz piąty i otrzymałem tę samą odpowiedź.
- Nic.
Znowu wpatrywałem się w czekoladę.
- Merlinie, Remi! - Syri nie wytrzymał. Sięgnął po kostkę czekolady i rozgryzł pokazując mi środek, z którego wypłynął ciemny, czekoladowy karmel.
Przełknąłem ciężko ślinę i oblizałem usta. Sięgnąłem po czekoladę i wsunąłem kostkę do ust.
- Hm? W środku jest inna… - zauważyłem gryząc ją. Cudowny, słodki, fantastycznie czekoladowy smak rozchodził się po moich ustach. Przyjrzałem się dokładniej podzielonej na kostki czekoladzie i sięgnąłem po kolejną.
Czekolada, którą dał mi Syriusz miała trzy czekoladowe nadzienia – pierwsze ciasteczkowe, chrupiące, drugie kremowe, lekkie, truflowa oraz trzecie, delikatne i płynne. Sam nie wiem kiedy pochłonąłem wszystko. Syriusz wsunął między moje wargi połowę rozgryzionego przez siebie kawałeczka. Zjadłem go i zlizałem czekoladowe nadzienie, które spływało chłopakowi po palcach.
- Mmm, to niebezpieczne. - mruknął i poruszył się na krześle.
Uśmiechnąłem się słodko. Wiedziałem, że musiał się podniecić i dlatego potrzebował zmiany pozycji. Nie pomyślałem o tym wcześniej, kiedy sunąłem językiem po jego skórze, ale teraz z rozmysłem spojrzałem mu w oczy i oblizałem usta.
- Gdybyś miał więcej, moglibyśmy rozpuścić kilka kostek, wysmarować cię czekoladą tu i tam, a później zlizywałbym ją z ciebie. - rzuciłem najbardziej niewinnym tonem na jaki było mnie stać.
- Powiedział ten, który od dziesięciu minut nie potrafił przekonać się do zjedzenia…
- Ponieważ zachowywałeś się jakby coś było z nią nie tak! - prychnąłem.
- Po prostu byłem ciekaw, czy będzie ci smakować!
- Mogłeś od razu mówić!
- Cóż… - kruczowłosy wzruszył ramionami – Przyznaję, że na początku patrzenie na ciebie, kiedy wahałeś się, co zrobić było całkiem zabawne.
Rzuciłem mu jedno z moich „morderczych” spojrzeń.
- A tak w ogóle to nie sądziłem, że potrafisz pochłonąć całą tabliczkę w dwie minuty...
- Milcz!
Syri roześmiał się szczerze. Nie wiem, co mogło go tak bawić w moim obżarstwie, ale najwyraźniej on potrafił znaleźć w tym jakieś pozytywy. Zresztą ja również. Czekolada była wyśmienita! Każdy kawałek, niezależnie od konsystencji nadzienia, był tak wyśmienity, że mój mózg nie wiedział, jak w ogóle opisać ten smak. Słodka, mleczna czekolada z jeszcze bardziej czekoladowym, słodkim nadzieniem. Czułem, że radość i pochłonięty cukier nadal mnie wypełniają. Nie mogłem bowiem zaprzeczyć, że czekolada miała na mnie pozytywny skutek. Zawsze tak było, nawet teraz, kiedy naprawdę starałem się nie objadać słodyczami od miesiąca. Zabawne, że o tym zapomniałem, kiedy Syri postawił przede mną łakocie.
- To wcale nie jest zabawne.
- Jak tam chcesz. - Black złapał moją dłoń w objęcia swoich i zaczął całować moje palce. - Uważam, że to jednak było zabawne. Zabawne i słodkie. Nie tylko z powodu czekolady. - dodał przekornie.
- Syriuszu, zdajesz sobie sprawę z tego, że siedzimy w Pokoju Wspólnym i mimo bardzo wczesnej pory ktoś może się tu zjawić?
- Mam dosyć ukrywania się, Remusie. - spojrzał mi w oczy poważniejąc. - Nie zamierzam obwieszczać światu naszego związku, ale jeśli ktoś coś dostrzeże, nie będę kłamał. Jesteś moim chłopakiem, Remusie. Miłością mojego życia.
Zarumieniłem się. Co go tak nagle wzięło na słodkie słówka i wyznania?
Od strony schodów do naszego dormitorium doszedł nas cichy rumor wychodzących z pokoju osób. Syri wypuścił moją dłoń i wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć w ten sposób, że nasz czas dobiegł końca i musimy wrócić na ziemię. Nie chciał robić sensacji z naszego związku, ponieważ wiedział, że nie lubiłem zwracać na siebie uwagi, a pewnie tak skończyłaby się nasza otwartość. Dlatego też nawet jeśli miał dosyć ukrywania się, nie robił nic konkretnego, by świat dowiedział się o nas. Byłem mu za to bardzo wdzięczny.
- Skoro nie możemy już otwarcie flirtować, zmienię temat. - Syri upewnił się, że trzech chłopaków wychodzących ze swojej sypialni jest na tyle daleko od nas, że nie usłyszą ani słowa. - Skoro ten cholerny Skrzat Domowy kradnie to co się lubi, a ma się na sobie, no wiesz, nie tylko ubrania jako takie, ale także bieliznę, to ciekawe czy kondomy również…
- Syriuszu! - skarciłem go ostro, zawstydzony jego rozumowaniem.
- No co? To sensowne pytanie! Wyobraź sobie, że uprawiasz seks, a tu nagle gumka znika.
- Naprawdę musimy o tym rozmawiać? - czułem, że jestem cały czerwony.
- Nie musisz nic mówić, ale słuchaj. - machnął na mnie ręką. Najwyraźniej dopiero się rozkręcał. - Są różne rodzaje prezerwatyw. Grubsze, cieńsze, nawilżające, smakowe, z jakimiś wypustkami, czy Merlin wie czym. Powiedzmy, że wypróbowujemy taki rodzaj, jakiego nigdy dotąd nie używaliśmy. Na początku jest po prostu ciekawość, pierwsze wrażenie, a nagle w trakcje seksu któreś z nas dochodzi do wniosku, że uwielbia kiedy używamy tych prezerwatyw, bo doznania są nieziemskie. No i właśnie. Kondom znika czy nie? Jeśli nie to znak, że Skrzat-Złodziej ma jakieś priorytety, jego zaklęcie nie działa na wszystko lub ma ograniczenia. Ale jeśli jednak gumka zniknie… Pojawia się problem, bo w pewnym momencie jedziesz bez ochrony. Pomijając już wszystkie kwestie zdrowotne, problem stanowi wtedy niechciana ciąża w przypadku kobiet. Jak myślisz, Remusie? Komuś się to zdarzyło? A może powinniśmy to wypróbować? Co ty na to? Ja proponuję te takie z wypustkami. Gdzieś czytałem, że naprawdę zwiększają doznania, więc moglibyśmy zacząć od nich.
W pewnym momencie schowałem twarz w dłoniach i już tylko słuchałem. Nie byłem w stanie utrzymać kontaktu wzrokowego z Syriuszem, który naprawdę poważnie podchodził do swojego „problemu bezpiecznego seksu i Skrzata-Złodzieja”. Nie byłem też pewny, czy aby na pewno chcę być obiektem doświadczalnym jakiegoś dziwactwa, o którym czytał mój chłopak. Gdzie on w ogóle to znalazł?!
- Przemyśl to. Możemy wrócić do tematu innym razem. Jeśli wolisz być wtedy na górze, nie widzę problemu.
- Syriuszu, błagam, dosyć! - jęknąłem zza dłoni zasłaniających twarz. Jak on w ogóle był w stanie mówić o czymś takim bez najmniejszego cienia rumieńca na twarzy?
- Nie mogę prosić James żeby to przetestował z Evans, bo jeśli zacięży to będzie poważny problem, ale jestem naprawdę ciekawy jak to działa.
- Skończ już z tym, Syriuszu. Błagam! - odsłoniłem twarz i zamiast tego zakryłem dłońmi usta Syriusza, aby nie mógł nic więcej powiedzieć. Oczy mu się śmiały, kiedy patrzył na mnie mamrocząc coś niezrozumiale zza moich rąk. - Nie było tematu, Syriuszu. - powiedziałem ciężko. Nie byłem gotowy na podjęty przez niego temat z samego rana. Mógłbym powiedzieć, że choć oczy miałem otwarte to mój umysł jeszcze spał, ale nie było to prawdą. Mój umysł potrafił sobie wyobrazić wszystko, co mówił kruczowłosy i dlatego wolałem aby milczał. Erekcja przez zajęciami nie była najlepszym pomysłem. Podobnie jak sprośne myśli, które chłopak chciał zaszczepić w mojej głowie.
- Yhymm. - wymruczał chłopak i pokiwał głową. Uznałem, że zgadza się zakończyć temat, więc zabrałem ręce z jego ust. Wyszczerzył się do mnie zadowolony, jak dziecko, któremu obiecano, że Mikołaj odwiedzi je na Święta, ponieważ było względnie grzeczne.
- Nasza pierwsza lekcja dzisiaj to runy, prawda? - dopytał, chociaż dobrze znał odpowiedź. Mimo wszystko skinąłem potwierdzając. - Doskonale.
Mogłem domyślić się, co chodziło mu po głowie. Pewnie planował podzielić się swoimi przemyśleniami z Wavelem, jako starszym i bardziej doświadczonym mężczyzną, który był dla niego niczym mentor, a może nawet starszy brat. Miałem przynajmniej nadzieję, że nikt więcej, ponieważ nie chciałem wracać do czasów zazdrości o Syriusza, które obu nam dały nieźle w kość.
- Nie chcę znać szczegółów i twoich myśli. - mruknąłem podnosząc się z miejsca przy stoliku. - Chodźmy obudzić chłopaków i zbierajmy się na śniadanie.
Miałem nadzieję, że to pozwoli mi pozbyć się niechcianych obrazów z mojej żywo pracującej wyobraźni zainspirowanej przez Blacka.